SKLEP
Wojciech Gruszczyk 30.03.2018
Sea of Thieves - recenzja gry. Piękna opowieść z brakami
2725V

Sea of Thieves - recenzja gry. Piękna opowieść z brakami

Po kilkunastu dniach wypływania na głęboką wodę, plądrowania statków, rabowania skarbów, ganiania za kurczakami i walki ze szkieletami, jestem gotowy do opowiedzenia Wam o moich przygodach. Sea of Thieves ma w sobie niespotykaną magię, która jednak nie została odpowiednio wykorzystana.

Sea of Thieves
  • Platformy:  XONE   PC 
  • Data premiery - Polska: 20.03.2018
  • Nie
  • od lat 12 przemoc

Już w 2014 roku w głowach kilku wizjonerów z Wielkiej Brytanii narodziła się wizja stworzenia produkcji, w której to grupa graczy kreuje narrację. Deweloperzy z Rare stanęli przed zadaniem stworzenia nowego rodzaju gry wieloosobowej, w której to fani będą tworzyć doświadczenia na własną rękę. Jestem przekonany, że już te cztery lata temu kilku Brytyjczyków pomyślało „to bardzo ryzykowna koncepcja”, ale twórcy brnęli dalej realizując swoją wizję. I choć nie każdy zakocha się w tej koncepcji, to trzeba przyznać jedno – takiej gry na naszym rynku od dawna nie było i pewnie jeszcze długo nie będzie.

Przygoda piratów

Sea of Thieves jest bardzo nietypową produkcją. Tytuł nie posiada jakiejkolwiek fabuły, jakiegokolwiek wprowadzenia, więc po szybkim stworzeniu bohatera i wybraniu jednej z dwóch łodzi, trafiamy do obskurnej karczmy i… No właśnie. Mała wysepka, kilku bohaterów sterowanych przez sztuczną inteligencję, skromne molo i nasza większa lub mniejsza łajba. Twórcy nie tłumaczą jak ruszyć, skąd wziąć zadanie, gdzie znajduje się mapa. To my na własną rękę mamy odkrywać przygotowane systemy i kreować przygody. I bez wątpienia taka koncepcja wygląda świetnie, gdy faktycznie masz w sercu trochę z pirata-odkrywcy i z uśmiechem na ustach zaczniesz rozgryzać „co autor miał na myśli”, ale jeśli akurat znajdujesz się „po drugiej stronie barykady”, to rzucisz płytkę w obieg i będziesz chciał szybko zapomnieć o tym wyczekiwanym projekcie Rare. Deweloperzy zaryzykowali, rzucili na stół najmocniejsze karty, ale z perspektywy czasu i po kilku rozmowach ze znajomymi, nie jestem do końca przekonany, czy dzisiejszy, odrobinę rozleniwiony gracz jest gotowy na taką zabawę.

Pierwsze chwile dla szczurów lądowych są w Sea of Thieves bolesne, ale odkrywanie tego świata jest satysfakcjonujące i ten pomysł działa. Po chwili młodzi łowcy przygód zrozumieją, że w grze znalazły się trzy frakcje, dla których możemy wykonywać zadania, za wykonane misje zgarniamy złoto i następnie przeznaczamy je na upiększenie swojego bohatera lub dopieszczenie statku. Małym problemem okazuje się przy tym fakt, że autorzy totalnie zrezygnowali ze systemu doświadczenia postaci, więc bohater nie zdobywa poziomów, nie uczy się zdolności, a nawet wszystkie dostępne w tytule przedmioty różnią się niemal wyłącznie wyglądem. Po co w takiej sytuacji wyruszać na te wszystkie wyprawy? Właśnie dla samej przygody, bo tytuł Brytyjczyków oferuje wyjątkowe doświadczenie, ale czy my tak naprawdę go w pełni poczujemy zależy od kilku czynników.

Poznawanie świata

Życie pirata nie jest tutaj usłane różami, bo choć od początku nie musimy rabować i zabijać, by dorobić się pierwszego statku, to jednak już na starcie warto zadbać o zespół, który pomoże nam opanować rozgrywkę i czerpać z tytułu jego najważniejsze elementy. Deweloperzy przez całą kampanię marketingową zachęcali nas do wspólnej gry i bez wątpienia to właśnie ze znajomymi powinno się odkrywać „brytyjskie morze”, to mam jednocześnie świadomość, że nawet samotny wilk morski może w Sea of Thieves znaleźć sporo frajdy. Ja właśnie tak rozpoczynałem swoją przygodę z tytułem, ponieważ mając w zasadzie zerowe doświadczenie z przygotowaną rozgrywką, nie czytając za wiele o grze, wyruszyłem na poznanie świata w samotności. Z tego powodu na starcie wskoczyłem na skromny slup (mała żaglówka) i na jego pokładzie uczyłem się wszystkich elementów gry. Jak rozpocząć wielką, piracką przygodę? Na początku trzeba wyciągnąć kotwicę, następnie rozciągnąć maszt i chwycić za ster, a chcąc sprawdzić drogę, należy wskoczyć do kajuty kapitana, gdzie znajduje się rozłożona mapa z rozpisanymi wyspami. Jeszcze przed wyruszeniem w świat, warto zebrać kontrakty – zawsze możemy mieć przy sobie trzy „misje”, które polegają na jednym z trzech schematów: zabicie kapitana-szkieleta, dostarczenie towaru (typu kurczak), szukanie skarbów. Największą frajdę od początku daje mi ten ostatni z typów zadań, jednak miałem też okazję skrzyżować miecz z kościotrupami i to równie satysfakcjonująca zabawa. Jedynie bieganie za zwierzakami nie przypadło mi do gustu.

Po spędzeniu kilkunastu dni na morzu wiem jedno – „wydarzeń” powinno pojawić się w tytule znacznie więcej, bo choć z biegiem czasu wydarzenia są trudniejsze, znalezienie skarbu sprawia ogromny problem, a podbicie kolejnego fortu to prawdziwa sztuka, to nawet z najlepszą ekipą miałem świadomość, że chciałbym poznać ten świat lepiej, ale z zupełnie innej strony. Twórcy przygotowali kapitalną podstawę, która w pewien sposób nie została obudowana wystarczającą treścią, bo w pewnym momencie wyraźnie brakowało mi bodźca (fabuły?), by z mieczem w zębach wskakiwać na łajbę i wyruszać w nieznane.

Zbierz ekipę

Brytyjczycy nie stworzyli gry dla szczurów lądowych, którzy mają problem z zebraniem zespołu. Sea of Thieves to tytuł nastawiony w głównej mierze na kooperację, bo właśnie w drużynie, z kumplami możemy doświadczyć najlepszych elementów produkcji. Ja wskoczyłem na galeon (żaglowy okręt o większym rozmiarze) po kilku pierwszych godzinach i było to niezwykłe doświadczenie. Tutaj dużą zasługę odegrali znajomi, którzy spędzili już w brytyjskim tytule wiele godzin podczas licznych testów, więc doskonale znali swoje miejsce na statku.

Kapitan chwycił za ster, drugi znajomy siedział w kajucie i informował dowódcę, w którą stronę możemy płynąć, kolejny siedział w bocianim gnieździe i za pomocą lunety wypatrywał nieprzyjaciół, a ja stałem obok i odgrywałem pirackie pieśni na akordeonie. Po kilku minutach walki z falami, natrafiliśmy na wyspę, znaleźliśmy skarb i z radością zapakowaliśmy go na statek. Następna podróż, następny pakunek, później walka z kilkoma szkieletami i wracamy po zasłużoną chwałę? Nic bardziej mylnego, bo w międzyczasie dość niespodziewanie pojawili się inni gracze, którzy stwierdzili, że mają ogromną chrapkę na nasze kosztowności. W konsekwencji rozpoczęła się kilkunastominutowa walka, podczas której niektórzy strzelali z dział, kolejni łatali dziury, a następni panikowali próbując wylać nagromadzoną wodę z okrętu. Takie akcje widziałem wielokrotnie na materiałach promocyjnych z Sea of Thieves, ale akurat tym razem reklamy nie kłamały, bo faktycznie produkcja Rare oferuje świetną zabawę, którą tworzą sami gracze.

Podróżując z ekipą znajomych na każdym kroku przydarzają się ciekawe akcje i to bez wątpienia w takich okolicznościach tytuł Rare pokazuje swój prawdziwy charakter. W najlepszej ekipie nawet powtarzalne zadania nie przeszkadzają, a satysfakcja płynąca z dość umownych nagród i braku głębszej personalizacji nie przeszkadza. Na szczęście deweloperom udało się również dostosować rozgrywkę do spotkań z nieznajomymi – kilkukrotnie grałem z mieszkańcami różnych krajów Europy i za każdym razem potrafiłem się dogadać. Mam przy tym świadomość, że działa tutaj siła tytułu, ponieważ gracze chętnie chwytają za akordeony, piją razem, wymiotują na siebie, wyruszają na kolejne misje i czerpią z tego sporo radości.

Podziwiaj ten świat

Rare zdecydowało się na rysunkową oprawę, która na żadnym filmie, czy jakimkolwiek screenie nie oddaje swojego największego charakteru – Sea of Thieves oferuje kapitalną grę światła i bez wątpienia na ten tytuł po prostu dobrze się patrzy. Każdy wschód i zachód słońca na pełnym morzu to uczta dla oczu, bo promienie odbijają się od fal, wpadają do naszej kajuty lub po prostu oświetlają nadpływający statek i całość wygląda bosko. Pozytywnie prezentuje się również sama woda, która jest bardzo zwodnicza, bo choć na początku rozgrywki miałem wrażenie, że prowadzenie statku to bezproblemowa czynność, tak wydarzenia nabierają zupełnie nowej jakości w trakcie sztormów, czy też podczas walk z innymi okrętami – w tej sytuacji niezwykle ważne jest doświadczenie, ale nie naszej postaci, a samego gracza.

Deweloperzy przygotowali system, który faktycznie nagradza śmiałka za czerpanie garściami z tych wszystkich pirackich przygód, bo choć nasza persona nie zgarnia XP, to dzięki spędzeniu na morzu wielu godzin wiemy, w jaki sposób uchronić się przed krakenem, jak poradzić sobie z innym statkiem lub kiedy najlepszym i jedynym rozwiązaniem jest po prostu ucieczka. Starcia PVP znacząco nabierają charakteru, gdy mamy okazję współpracować ze znajomymi i każdy realizuje swoje zadania – jeden strzela, drugi manewruje, kolejny naprawia okręt, a ostatni może zajadać w tym czasie banany.

Miesięcznik PSX Extreme
A może tak wypróbuj? Miliony walczą!
A może tak wypróbuj? Miliony walczą!

Sea of Thieves to pierwszy z dużych tytułów Microsoftu, który w dniu premiery wylądował w Xbox Game Pass. Jest to świetna opcja dla niezdecydowanych graczy, ponieważ za zaledwie 29 zł można sprawdzić, czy warto zainteresować się tytułem. Brytyjczycy już potwierdzili kapitalne wyniki – na premierę milion piratów szukało skarbów, a już teraz ponad 2 mln graczy walczy z kościotrupami. Sporo teraz zależy od deweloperów, którzy mogą stworzyć z tej gry wyjątkową produkcję.

Piracki eksperyment

Tytuł wspiera usługę Xbox Play Anywhere oraz trafił do Xbox Game Pass, więc na serwerach nie brakuje chętnych piratów do plądrowania kolejnych wysp. Odnoszę przy tym wrażenie, że Rare zaryzykowało oddając w ręce graczy ogromną swobodę, nie kreując fabularnych historii, a jednocześnie przygotowując zaledwie trzy typy zadań. Nawet w takich okolicznościach Sea of Thieves oferuje przyjemną rozgrywkę, ale dopiero kolejne miesiące pokażą, czy Brytyjczycy nie zawiodą wszystkich piratów. Gra to jeden z największych eksperymentów ostatnich miesięcy, który albo się kocha, albo zapomina o jego istnieniu.

Tagi: microsoft rare recenzja sea of thieves

Werdykt
Graliśmy na: XONE
  • + Niezwykłe doświadczenie w kooperacji,
  • + Kapitalna oprawa,
  • + Po prostu dobra zabawa,
  • + Satysfakcjonujący PVP
  • - Tylko trzy typy zadań,
  • - Czasami potrafi nudzić,
  • - Brakuje fabularnych elementów
Wojciech Gruszczyk
Wojciech Gruszczyk Spróbujcie. Wyruszcie na kilka wypraw, napijcie się rumu ze znajomymi, weźcie udział w kilku bitwach i zdecydujcie, czy chcecie spędzić w tym świecie kolejne miesiące. To nietypowe-unikalne-nowe doświadczenie, ale nie dla wszystkich.
Oceń recenzję
+ +4 -