Już w zasadzie wszyscy odgrzewają swoje najważniejsze marki. Electronic Arts długo się broniło przed wrzucenie na ruszt kilka klasyków, ale w ostateczności nawet ten wydawca zdecydował się podążyć drogą kotletów. Na dobry początek możemy powrócić do Paradise City i jest to bez wątpienia wyjątkowo ciekawy wybór.

Średnio wysmażony, raz

Fani zręcznościowych wyścigów od lat błagają niebiosa o konkretny powrót serii Burnout. Elektronicy oficjalnie są głusi na te prośby, jednak nawet w takiej sytuacji możemy zapiąć pasy i zapoznać się z odświeżonym Burnout Paradise. Mogę śmiało sądzić, że EA nie zamierza przyglądać się konkurencji i na własny rachunek zamierza badać teren i właśnie z tego powodu pierwszy kotlet to do bólu podstawowy remaster. Gra nie zaskakuje pozytywnie pięknymi modelami samochodów, odświeżoną każdą alejka i niezwykłymi efektami zniszczeń, bo zamiast pełnego odrestaurowania najmniejszego piksela, studio odpowiedzialne za tytuł zdecydowało się na podciągnięcie rozdzielczości do 4K (na Xboksie One X i PlayStation 4 Pro), wygładzenie krawędzi i upłynnienie rozgrywki do 60 klatek na sekundę. Mało? Pierwsze wrażenie jest dotkliwie bolesne, bo tytuł nie prezentuje oczekiwanego poziomu pod względem oprawy, ale obiecuję, że po kilku minutach oczy przestaną piec, a dyskomfort zamieni się w czystą satysfakcję.

Autorzy produkcji nie stracili ostatnich lat na dopracowaniu oprawy i na szczęście nie znaleźli również czasu na niepotrzebne ubarwienie rozgrywki, bo Burnout Paradise pod względem gameplayu broni się pod każdym najmniejszym względem. Wystarczy pierwszy wyścig, idealne wejście w zakręt, rozwalenie kilku samochodów i zwycięstwo na dosłownie ostatniej prostej, bym z automatu włączył kolejny wyścig i chciał więcej, więcej i więcej. Deweloperzy nie zniszczyli sterowania, nie zmienili koncepcji i właśnie z tego powodu trudno oderwać się od pierwszego kotleta Electronic Arts. Jeśli te dziesięć lat temu zagrywaliście się w grę Criterion Games bez opamiętania, to możecie szykować się na powtórkę z rozrywki, ponieważ pod tym względem „Rajskie Miasto” nie zestarzało się choćby o minutę. Na przestrzeni dekady wiele produkcji próbowało skopiować patenty zaoferowane przez Brytyjczyków, ale wielu poległo z jednego prostego powodu – Burnout Paradise to po prostu dobrze złożona gra, w której dobrze ze sobą współgrają najważniejsze elementy.

Burnout Paradise Remastered recenzja

Burnout Paradise Remastered recenzja

Burnout Paradise Remastered recenzja

Jeśli nigdy nie mieliście okazji zapoznać się z tytułem (to nie przyznawajcie się do tego..), to warto wytłumaczyć ogólne założenia – wyścigi w otwartym świecie, w którym kolejne zmagania włączamy dojeżdżając do skrzyżowań, za zwycięstwa zbieramy punkty, odblokowujemy kolejne wozy i w zasadzie są to typowe podstawy. Czasami musimy zniszczyć kilka wozów, innym razem trafić jako pierwszy do danej lokacji, od czasu do czasu uciekamy, a zdarzają się momenty, że musimy wykazać się akrobatycznymi umiejętnościami, lecz za każdym razem rywalizacji towarzyszy przyjemny gameplay, zawrotne poczucie prędkości i kapitalny soundtrack.

Autorom udała się jeszcze jedna rzecz – przygotowali naprawdę „rajski świat”, który został zaprojektowany z kapitalną dbałością o szczegóły, ponieważ tutaj na każdym kroku napotykamy na dodatkowe wyzwania, mamy wpadamy na skróty, niszczymy bilbordy i w zasadzie sama jazda po otwartym terenie sprawia dużo radości… Wielu deweloperów nadal ma problem z doścignięciem  Burnout Paradise pod tym względem. Gra oczywiście pozwala również na sprawdzenie swoich umiejętności w sieciowych zmaganiach i jest to na pewno dobra wiadomość dla fanów rozgrywki ze znajomymi.

Do tego sałatka ze wszystkimi warzywami

Na szczęście Electronic Arts nie wpadło na pomysł wyciśnięcia graczy niczym dorodne cytryny i produkcja zawiera spory pakiet rozszerzeń – znajdziecie tutaj wiele dodatkowych pojazdów (miniaturowe wozy, radiowozy policyjne, motocykle), tryb Party, czy też naszpikowaną atrakcjami lokację zatytułowaną „Big Surf Island”. Właśnie DLC to jeden z wabików, który może skłonić do gry wielu graczy, którzy na poprzedniej generacji zapoznali się wyłącznie z podstawką lub grali na PC. Sympatycy „blachy” nie mogli zapoznać się z dodatkową miejscówką, która choć nie jest wybitnie wielka, to oferuje sporo wyzwań… A dodatkowo nie możemy zapomnieć, że tytuł na PC wyglądał znacznie lepiej w swoim czasie od wersji na konsole, więc akurat pod tym względem „pececiarze” nie są specjalnie rozpieszczeni. Jeśli jednak zapoznaliście się z oryginałem na PlayStation 3 i Xboksach 360, to na pewno odczujecie różnice w oprawie, czy też płynności rozgrywki, jednak zdecydowanie największą frajdę poczują gracze, którzy jeszcze nie zwiedzili Paradise City. Siłą tej gry na pewno nie jest oprawa, jednak gameplay wyróżnia się na tle nawet współczesnych przedstawicieli gatunku.

Muszę przy tym również wspomnieć o dość nietypowym problemie. Burnout Paradise Remastered oferuje wszystkie dodatki, więc od początku rozgrywki mamy dostęp do tony najróżniejszych pod względem statystyk, możliwości oraz wyglądu pojazdów, więc odrobinę brakowało mi tego „poczucia rywalizacji”, który towarzyszył mi na poprzedniej generacji – tutaj od początku mamy kilkadziesiąt fantastycznych maszyn, więc te wszystkie „zdobywane” nie miały dla mnie głębszego sensu. Właśnie w tym miejscu autorzy mogli odrobinę zaskoczyć i wrzucić wszystkie maszyny do progresu… Lub nawet przygotować dodatkowe wyzwania, dzięki którym moglibyśmy zdobyć przykładowo policyjne maszyny. Wymagałoby to większej inwencji twórczej, ale wtedy moglibyśmy mówić o prawdziwej perełce, bo szczerze mówiąc grafika przeszkadza tutaj przez kilka pierwszych sekund.

A co jest później? Totalna frajda. Auta są kapitalnie szybkie, niszczenie przeciwników na trasach sprawa mnóstwo satysfakcji, a muzyka jest tylko i wyłącznie spoiwem tych pozytywnych wrażeń. Elektronicy musieli wyciągnąć z kieszeni kilka dolarów, ponieważ gra posiada pełen soundtrack, więc na pewno niezbędne było odnowienie licencji. Muzykę możemy nawet dowolnie zmieniać w menu – jest to niby mały dodatek, jednak akurat w tym tytule udźwiękowienie znacząco podkręca frajdę płynącą z wygrywania.

Burnout Paradise Remastered recenzja

Burnout Paradise Remastered recenzja

Burnout Paradise Remastered recenzja

Takie mięsko jem ze smakiem  

Burnout Paradise Remastered nie zostało odrestaurowane pod podstaw, nie zachwyca z każdej strony, ale smakuje wybornie. To nie jest przypadek, że akurat ten tytuł trafia do nas jako „pierwsze mięsko do Electronic Arts”, ponieważ wydawca doskonale zdawał sobie sprawę, że tutaj sam gameplay zdziała cuda i gracze ponownie z radością będą przemierzać rajską miejscówkę. Można było lepiej? Zdecydowanie tak, a coraz częściej widzimy przykłady genialnie odświeżonych tytułów, które w zasadzie mogłyby stanąć na równi do walki ze współczesnymi dziełami.

Gra EA ma drobne problemy właśnie w oprawie, czy też braku ułożenia dodatków lub/i rozbudowaniu w odpowiedni sposób pozycji, ale nawet w takich okolicznościach… Warto zagrać w Burnout Paradise Remastered. Dla samej rozgrywki, tego miasta, poczucia prędkości i muzyki. Wielu z Was ponownie zakocha się w tym tytule. Mam przy tym nadzieję, że to początek. EA niech bada grunt i niech znajdzie odpowiednie wyniki, by mogli powrócić między innymi Komandor Shepard oraz Isaac Clarke.