SKLEP
Kryspin Kras 26.02.2018
Layers of Fear: Legacy - recenzja gry. Mobilna doza szaleństwa
1349V

Layers of Fear: Legacy - recenzja gry. Mobilna doza szaleństwa

Bloober Team po serii niezbyt udanych gier wypuścił na początku 2016 roku niezwykle udane Layers of Fear -  pozycję, która zdefiniowała kierunek w jakim po dziś dzień podąża krakowskie studio. Dwa lata później, LoF jest jednym z pierwszych, udanych horrorów na Switchu.
 

Layers of Fear: Legacy
  • Platformy:  NS 
  • Data premiery - Polska: Nie wydano
  • Napisy
  • od lat 16 przemoc

Developerzy sądzą, że Switch jest idealną maszynką do zarabiania pieniędzy tanim kosztem, więc portują na ten sprzęt co tylko się da. Czasem im to wychodzi, jak np. DOOM czy Skyrim, czasem jednak trochę mniej, jak np. RiME (choć ostatnio spatchowane w końcu nadaje się do użytku) czy WWE 2K18. Szczęśliwie, opisywany tutaj Layers of Fear: Legacy naszego rodzimego, krakowskiego studia Bloober Team bardziej ląduje w tej pierwszej grupie – portów udanych.

Warstwy Strachu

W Layers of Fear gra się dokładnie tak samo jak dwa lata temu na dużych konsolach, z tą różnicą, że teraz możemy zabrać ze sobą zwariowanego malarza gdzie tylko chcemy. Podobnie jak w oryginale, i tutaj zwiedzać będziemy nieustannie zmieniającą się posiadłość głównego bohatera, walcząc z własnymi lękami, wizjami. Drobną nowością względem oryginału jest obsługa sterowania ruchowego oraz ekranu dotykowego. Pierwsze jest bardzo intuicyjne, wszystkie gesty otwierania drzwi, skrzynek itd. itp., które normalnie wykonywalibyśmy prawą gałką analogową, teraz wykonujemy naturalnymi gestami prawej ręki. Całkiem fajny bajer, który miło i nieinwazyjnie zwiększa immersję. Niestety, obsługi ekranu dotykowego nie mogę pochwalić i w zasadzie nie wiem do czego on jest potrzebny. Mogłem jedynie sterować w nim kamerą, o ile wcześniej udało mi się ją jakoś ogarnąć, gdyż kamera zawsze się przesuwała w jakiś losowy punkt przy pierwszym dotknięciu ekranu Switcha... HD Rumble zostało zaimplementowane prawidłowo, choć raczej bez szału. Tytuł działa całkiem znośnie utrzymując raczej przez całą grę stałe 30 klatek na sekundę, zarówno w trybie przenośnym jak i stacjonarnym. Zdarzają się pewne zwolnienia, zwłaszcza w rejonach z dużą ilością efektów graficznych i fizycznych, jednak ze względu na powolną rozgrywkę raczej w niej mi nie przeszkadzały. 

Spadek

W ramach wydania Switchowego Layers of Fear, Bloober Team zdecydowało się dodać do gry wydane wcześniej DLC o nazwie Inheritance. Skupia się ono na postaci córki malarza, która po latach wraca do rodzinnego domu w celu zmierzenia się z demonami przeszłości i odkrycia jaki spadek jej pozostawił ojciec. Brzmi dobrze, ale niestety nie mogę zbyt wiele dobrego powiedzieć o tym dodatku. Przede wszystkim jest skandalicznie krótki. Już podstawka nie grzeszyła długością (ukończyłem w jakieś cztery godziny), ale DLC można skończyć w godzinkę. Może i bym wybaczył ten krótki czas rozgrywki, gdyby chociaż gra nadal trzymała poziom podstawki, ale niestety tak nie jest. Klimatyczny, zniszczony dom z oryginału na początku sprawia „pozytywne” wrażenie podczas przeczesywania go z włączoną latarką, ale szybko gra zmienia się w proste odgrywanie wspomnień z dzieciństwa. Idziemy w jedno miejsce, załącza się raz dłuższe, raz krótsze wspomnienie, przeżywamy je i idziemy dalej. I tak kilka razy. Trzeba powiedzieć jedno: cała historia z DLC świetnie uzupełnia motywy i postacie z podstawowej wersji gry, ale szkoda, że gdzieś w tym zniknął cały klimat oryginału. Nie czuć strachu, zaszczucia. Dodatkowo, z niewiadomego mi do końca powodu, Inheritance działa koszmarnie. DLC notorycznie się ścinało, łapało krótkie freezy i przeskakiwało o parę klatek do przodu.

Dziedzictwo

Layers of Fear: Legacy jest z pewnością kolejnym dobrym tytułem w coraz to bogatszej bibliotece Switcha. Wykonany jest solidnie i tytuł na Pstryka niczym (no, może poza rozdzielczością i gorszymi efektami graficznymi) nie ustępuje wersji na duże konsole. Fani horroru z pewnością docenią możliwość zagrania w omawiany tytuł gdziekolwiek są, ze słuchawkami na uszach. Nie podoba mi się jednak kilka rzeczy. Po pierwsze, dla mnie najmniej istotne, ale dla innych może być barierą nie do przeskoczenia: tytuł nie zawiera języka polskiego. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Jest to jednak dość nieprzyjemna sprawa. Biorąc pod uwagę, że na innych platformach zagramy po polsku niezrozumiałe jest dla mnie dlaczego Pstrykowa wersja rodzimego języka nie zawiera. Zwłaszcza, że sporo indyków oferuje grę w naszym języku. Po drugie: jakość działania Inheritance, która jest lekko mówiąc, średnia. Po trzecie, napisy na ekranie Switcha momentami bywały za małe i musiałem czytać tekst z nosem w konsoli. Problem ten oczywiście nie dotyczy gry na TV.

To co, czekamy teraz na przenośnego Observera? 

PS Nie patrz za siebie.

Tagi: bloober team layers of fear layers of fear Inheritance layers of fear: legacy

Werdykt
Graliśmy na: NS
  • + Klimat
  • + Udźwiękowienie
  • + Grafika
  • + Historia
  • + Niepoleganie na prostych jump scare'ach
  • + Przyjemne sterowanie ruchowe
  • - Słabe działanie Inheritance i ogólna jakość tego DLC
  • - Mała czcionka
  • - Brak polskich napisów
Kryspin Kras
Kryspin Kras Layers of Fear: Legacy to kolejny udany tytuł w bibliotece Switcha. Kto nie zagrał wcześniej w dzieło rodaków, a czuje głód horroru, może śmiało sięgać. Ci co już tytuł ograli, mogą zechcieć przetestować grę w podróży. Tak czy inaczej - polecam.
Oceń recenzję
+ +11 -

Miesięcznik PSX Extreme