
Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven – recenzja i opinia o grze [Switch 2]. Hit Square w najlepszym wydaniu
Square Enix ma w swoim katalogu wiele perełek i choć większość graczy kojarzy firmę przede wszystkim z serią Final Fantasy, biblioteka japońskiego giganta skrywa znacznie więcej wyjątkowych tytułów. Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven jest tego najlepszym przykładem – zapraszam do recenzji tego jRPG-a, który powrócił po latach w odświeżonej formie.
W 1993 roku pierwsi gracze mogli zapoznać się z produkcją, która z czasem wróciła w lekko odświeżonej wersji (2016), a później doczekała się pełnego remake’u. Romancing SaGa 2 to zapomniany diament w skarbcu Square Enix, który dzięki Revenge of the Seven ma szansę – a wręcz powinien – zostać odkryty przez znacznie szersze grono odbiorców.
Remake najpierw trafił na PS5, PS4, Switcha i PC, a teraz doczekał się najnowszego wydania, przygotowanego specjalnie z myślą o Nintendo Switch 2. Twórcy doskonale wykorzystali premierę nowej konsoli, by dotrzeć do kolejnych graczy – i trzeba przyznać, że był to strzał w dziesiątkę.




Historia rozgrywana przez wieki

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów recenzowanego Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven pozostaje historia, a dokładniej – sposób, w jaki deweloperzy podeszli do swobody rozgrywki. Kluczowe wydarzenie dla całej opowieści rozegrało się wiele lat przed główną przygodą: siedmiu bohaterów stawiło czoła siłom zła i to właśnie im Imperium Varennes zawdzięczało przetrwanie. Ich wielki czyn przeszedł do legendy, jednak szybko okazuje się, że legendarni herosi wcale nie są zbawcami – to oni stają się głównymi antagonistami.
Scenarzyści ze Square wykorzystali tutaj świetny pomysł. Podobnie jak w oryginale, Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven przedstawia niezwykle ciekawy motyw „dziedziczenia” potęgi. Gdy jeden z obrońców krainy nie może już dokończyć swojej misji, przekazuje swoją moc następcy. Tak właśnie dzieje się na początku historii, gdy cesarz Leon „namaszcza” swojego drugiego syna, Gerarda. To właśnie on jako pierwszy staje do walki z odradzającym się złem.
Dlaczego jako pierwszy? Bo opowieść z Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven nie rozgrywa się w kilka dni ani nawet w kilkanaście miesięcy. Pokonanie potężnych przeciwników wymaga setek lat, a więc gracz wielokrotnie będzie musiał przejmować kontrolę nad kolejnymi następcami, którzy dziedziczą zdolności poprzedników. Dzięki temu cały czas rozwijamy naszego bohatera i stopniowo zbliżamy się do ostatecznego celu – pokonania siedmiu potężnych łotrów.

Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven wyróżnia się na tle wielu innych produkcji systemem dziedziczenia – i to właśnie ta mechanika jest jednym z pierwszych powodów, by dać grze szansę. Gracze mogą wybierać kolejne postacie i choć nowi bohaterowie często nie są wprowadzani tak wyraziście jak ich poprzednicy (podobnie zresztą jak towarzysze broni), to sam koncept zasługuje na docenienie. To zdecydowanie element, który wyróżnia ten tytuł.
Twórcy już lata temu stworzyli świetny fundament głównego zadania, ale remake znacząco go udoskonala. W Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven deweloperzy dodali wyraźniejsze wskazówki, które prowadzą gracza do kolejnych etapów fabuły. Nie każdy polubi takie „ułatwienie”, ale moim zdaniem przyspiesza ono rozgrywkę i eliminuje frustrujące, bezcelowe błądzenie. Większość misji pobocznych pozostaje opcjonalna, jednak to właśnie dzięki nim możemy rozwijać drużynę, odkrywać nowe klasy postaci czy rozbudowywać królestwo – a to niezwykle ważne, biorąc pod uwagę wielopokoleniowy charakter całej przygody.
Zmiany w podstawach? Na plus!

Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven nie tylko stawia na nietypowy, wielowątkowy scenariusz, ale także odświeża sam rozwój bohaterów. Postacie nie zdobywają tu tradycyjnych punktów doświadczenia za walkę, lecz rozwijają swoje umiejętności w zależności od używanego ekwipunku. Częste korzystanie z miecza sprawia, że walczymy nim coraz skuteczniej, a to z kolei otwiera drogę do starć z potężniejszymi przeciwnikami. Początkowo system wydaje się chaotyczny i nieprzewidywalny – z pewnością nie jest to gatunkowy standard – ale im dłużej grałem, tym bardziej go doceniałem.
Deweloperzy rozwiązali także kwestię umiejętności. Podczas używania broni możemy odblokowywać nowe zdolności. Nie dzieje się to często, ale daje sporo satysfakcji. W trakcie walki pojawia się komunikat sygnalizujący możliwość opanowania nowej techniki. Sam system nie jest przesadnie skomplikowany, wymaga jednak uwagi i konsekwencji – im częściej korzystamy z danej kombinacji, tym większa szansa na rozwinięcie bohatera.
Remake przynosi również istotne zmiany w samych starciach. Twórcy zdawali sobie sprawę, że klasyczny system potrzebuje odświeżenia, więc sięgnęli po sprawdzone rozwiązania. Walki wciąż są turowe, ale teraz mamy dostęp do osi czasu, która pokazuje kolejność ataków – niewielka rzecz, a znacząco poprawia czytelność. To jednak dopiero początek. Inspirując się współczesnymi RPG-ami, deweloperzy rozbudowali system, dodając słabości przeciwników zależne od rodzaju broni czy żywiołu. Do tego dochodzi nowy pasek Overdrive, pozwalający na widowiskowe i niezwykle skuteczne kombinacje ataków. Zasada jest prosta: wykorzystując słabości wroga, ładujemy wskaźnik, a w odpowiednim momencie możemy uruchomić efektowną serię uderzeń całej drużyny. Co ważne, nie tracimy przy tym punktów BP – to dodatkowa mechanika, która pozwala zdominować pole bitwy.

Bardzo podoba mi się w Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven system ustawienia postaci w bitwie. Choć w wielu grach RPG nie jest to aż tak istotne, tutaj formacja ma realny wpływ na przebieg walki. Odpowiednie ustawienie bohatera i jego oddziału może sprawić, że niektóre wzmocnienia zespołu zadziałają, pozwalając nam lepiej reagować w trakcie starć. Czasem natomiast ustawienie decyduje o skuteczności szybkiego ataku lub chroni słabszych, mniej doświadczonych członków drużyny.
Warto jednocześnie pamiętać, że w tym tytule nie opłaca się przesadnie grindować. Choć możemy nauczyć się kilku dodatkowych technik, twórcy wprowadzili „Rangę Bitewną”, która rośnie dwoma sposobami: postępem fabuły i liczbą odbytych starć. W efekcie zyskujemy nowe umiejętności i skille, ale jednocześnie zwiększamy siłę wrogów, którzy stają się coraz potężniejsi.
To gra, której trzeba się „nauczyć”

Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven spodoba się graczom, którzy nieco znużyli się klasycznymi japońskimi RPG-ami lub od dawna nie sięgali po tę serię. Nie jest to najpopularniejsza marka, ale właśnie ta odsłona to najlepszy moment, by sprawdzić uniwersum. Trzeba jednak podkreślić, że tytuł nie wybacza błędów – rozbudowane starcia mogą być wymagające i wymęczyć nawet doświadczonych graczy.
Poziom trudności rośnie znacząco w dalszej części gry. Nawet zwykłe starcia mogą sprawić problemy, a eksploracja dużych dungeonów wymaga strategicznego podejścia. Po każdej walce punkty HP drużyny są uzupełniane, ale w drugiej fazie gry łatwo napotkać przeciwników, którzy w 2-3 atakach mogą zdominować nasz zespół. Deweloperzy wprowadzili też permanentną śmierć, co wymusza ostrożność i planowanie kolejnych ruchów. Każdy członek drużyny ma określoną liczbę „wskrzeszeń”, więc nieprzemyślane decyzje mogą szybko skomplikować sytuację – szczególnie w połowie misji, gdy nie możemy wrócić do bazy, by uzupełnić siły czy dobrać nowych partnerów.
Z tego powodu Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven trzeba się „nauczyć”. To nie jest gra, która prowadzi za rękę. Podpowiedzi dotyczące głównego wątku ułatwiają rozgrywkę, ale system dziedziczenia i permanentnej śmierci wymaga przemyślanej strategii. Pewnym mankamentem jest brak przejrzystego wskaźnika czasu dla głównego bohatera – starzenie się postaci wpływa na konieczność przekazania sterów nowemu dowódcy, ale twórcy nie wprowadzili zegara, który jasno pokazywałby moment zmiany. W efekcie planowanie kolejnych działań bywa utrudnione.
Przygoda do odkrycia

30-40 godzinny główny wątek recenzowanego Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven jest pełen niespodzianek. Nie chodzi tu tylko o fragmenty historii głównych antagonistów, które poznajemy dzięki odnajdywaniu specjalnych relikwii – w tym tytule niemal na każdym kroku odkrywamy nowe systemy, które wzajemnie się przenikają i dostarczają świeżych doświadczeń.
Czasem nawet prosta rozmowa z napotkaną postacią niezależną otwiera dostęp do nowego regionu, w którym możemy odblokować kolejną profesję (a tych jest ponad 30!). Przy odrobinie szczęścia natrafimy też na zadanie, które nieco popchnie główny wątek do przodu. Rozciągnięcie fabuły może czasami męczyć, ale właśnie na takim spokojnym odkrywaniu opiera się charakter gry. Każda decyzja dotycząca rozwoju królestwa czy nauki nowych zdolności może przynieść wymierne korzyści – niekoniecznie w bieżącym pokoleniu postaci, ale w kolejnych, które dziedziczą zdobyte doświadczenie.
Progresja w Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven jest bardzo dobrze przemyślana. Na początku system śmierci i „nowego początku” wydawał mi się uciążliwy, jednak w praktyce okazał się znakomity. Nowy Imperator zyskuje dostęp do świeżych zadań, a rozwój postaci i ich towarzyszy wciąż jest w pewnym stopniu zachowany, co daje poczucie ciągłości i nagradza konsekwencję gracza.

Jednym z kluczowych atutów gry jest ogromna regrywalność. Nie da się poznać wszystkich wątków, odblokować każdej profesji ani ukończyć wszystkich zadań podczas jednego podejścia. Często wykonanie jednego questu blokuje dostęp do kolejnego, co może uniemożliwić odblokowanie jednej z głównych klas. Takie decyzje podkreślają wagę planowania i konsekwencji – coś, czego w wielu współczesnych grach brakuje. Zdarza się jednak, że gra nie podaje wystarczających informacji o nowych systemach, więc czasem warto eksperymentować lub szukać wskazówek, by w pełni wykorzystać możliwości tytułu.
Nie jest tajemnicą, że Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven prezentuje się znacznie lepiej niż oryginał, a wersja przygotowana dla Nintendo Switch 2 wprowadza istotne ulepszenia. Gra działa w wyższej rozdzielczości (1440p na TV i 1080p na małym ekranie) i utrzymuje płynność 60 klatek na sekundę, bez spadków wydajności, które – według relacji graczy – występowały na pierwszym Switchu. Ekrany wczytywania zostały znacząco skrócone, a stabilność gry stoi na bardzo wysokim poziomie, co w połączeniu z rozbudowanym światem i długimi sesjami zapewnia komfortową rozgrywkę. To ogromny krok naprzód w porównaniu z wcześniejszymi wersjami i potwierdza, że deweloperzy zadbali o każdy detal techniczny.
Na tym jednak nie kończą się usprawnienia. Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven nie tylko wygląda lepiej, ale również brzmi świetnie. Ścieżka dźwiękowa idealnie wpasowuje się w klimat przygody, a epickie motywy podczas walk i spokojniejsze fragmenty eksploracji znakomicie budują atmosferę. Dodatkowo udźwiękowienie postaci i odgłosy otoczenia potęgują immersję – każda wymiana ognia, magia czy dźwięk miecza trafiają w punkt, sprawiając, że świat gry wydaje się żywy i dynamiczny. Dzięki temu zarówno wizualnie, jak i dźwiękowo, gra zapewnia pełniejsze doświadczenie, które przyciąga uwagę od pierwszych chwil.
Czy warto zagrać w Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven?
W 2025 roku na rynku regularnie pojawiają się mocne tytuły z różnych gatunków, ale Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven to produkcja, której naprawdę warto poświęcić uwagę. Fabuła czasami nie prowadzi gracza „za rękę”, a momentami poziom trudności może skakać zbyt gwałtownie, ale w zamian otrzymujemy kilka świetnie zaprojektowanych systemów, które współgrają ze sobą, tworząc spójną i angażującą całość. Ostatecznie gra potrafi przyjemnie zaskoczyć i wciągnąć na długie godziny.
W porównaniu z pierwotnym wydaniem i wcześniejszymi remasterami, Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven wprowadza znaczące ulepszenia, które odświeżają klasyczną rozgrywkę. Walki są bardziej przejrzyste dzięki wprowadzeniu osi czasu, system dziedziczenia i permanentnej śmierci zyskuje większą klarowność, a eksploracja świata jest znacznie przyjemniejsza. Remake nie zmienia ducha oryginału, ale jednocześnie skutecznie modernizuje rozgrywkę, czyniąc ją bardziej przystępną i atrakcyjną dla współczesnych graczy. Twórcy przygotowali także kilka ułatwień dla osób, które dopiero poznają uniwersum. System podpowiedzi w fabule pomaga odnaleźć się w głównym wątku, a wyraźniejsze wskazówki dotyczące misji pozwalają uniknąć niepotrzebnego błądzenia po mapach. Dzięki temu zarówno nowi gracze, jak i weterani jRPG-ów mogą czerpać przyjemność z gry, ucząc się krok po kroku mechaniki dziedziczenia, rozwijania postaci i eksploracji królestwa.
Twórcy najnowszego wydania wprowadzili istotne zmiany w systemie walki, odświeżyli oprawę wizualną, ułatwili orientację w fabule i zachęcają do eksperymentowania dzięki mechanice dziedziczenia. Wszystko to sprawia, że Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven jest najlepszą odsłoną tej serii i tytułem, który spokojnie zapewni dziesiątki godzin satysfakcjonującej rozgrywki.
Ocena - recenzja gry Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven
Atuty
- Fantastyczny system dziedziczenia – porażka może stać się nowym, lepszym początkiem,
- Rozbudowany i ciekawy system walki z efektywnym paskiem Overdrive oraz słabościami przeciwników,
- Ogromna swoboda w eksploracji i rozwijaniu postaci oraz królestwa,
- Wersja na Nintendo Switch 2 działa płynnie w 60 FPS, w wysokiej rozdzielczości, z krótkimi ekranami wczytywania,
- Świetna oprawa audio i muzyczna – epickie motywy walk i udźwiękowienie potęgują immersję,
- Wysoka regrywalność – ponad 30 profesji, rozbudowane zadania poboczne i różne ścieżki fabularne,
- Dobra propozycja zarówno dla nowych graczy, jak i dla fanów serii.
Wady
- Historia czasami nie trzyma gracza „za rękę” i wymaga samodzielnego szukania ścieżek fabularnych,
- Poziom trudności może gwałtownie rosnąć, co może być frustrujące w późniejszej fazie gry,
- Niektórzy bohaterowie i postacie odstają jakością wykonania lub charakterem,
- Brak wizualnego „zegara” starzenia się bohatera utrudnia planowanie działań i rotację postaci.
Romancing SaGa 2: Revenge of the Seven to najlepsza odsłona serii, oferująca dziesiątki godzin satysfakcjonującej rozgrywki zarówno dla nowych graczy, jak i fanów oryginału. Fantastyczny system dziedziczenia sprawia, że porażka może stać się nowym, lepszym początkiem, a każda decyzja ma realny wpływ na dalszy rozwój bohaterów i królestwa. Walki zostały znacząco ulepszone, a mechanika starć jest bardziej przemyślana i dynamiczna niż w oryginale. Wersja na Nintendo Switch 2 działa płynnie, wygląda świetnie i oferuje wygodną rozgrywkę bez spadków płynności. Choć fabuła czasami nie prowadzi gracza „za rękę” i niektóre postacie odstają jakością, całość pozostawia bardzo pozytywne wrażenie i przyjemnie zaskakuje.
Graliśmy na:
NS2
Galeria








Przeczytaj również






Komentarze (5)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych