Jakby mi ktoś rok temu powiedział, że będę mógł siedzieć w pociągu i grać w Rocket League albo z moim towarzyszem podróży albo z kimś online to pewnie bym się puknął w czoło. Dziś, cieszę się, że tego nie robiłem przy tej i przy wielu innych okazjach, nie wierząc w Switcha, bo wybiłbym już w czaszce dziurę na wylot. Rocket League na konsolę Nintendo to fakt i choć Panic Button musiało sporo się nakombinować by tak się stało, muszę przyznać, że odwalili solidną robotę i bardzo sympatycznie im ten port wyszedł.

Rakietowa liga...

Mam wrażenie, że napiszę teraz oczywistą oczywistość, ale dla świętego spokoju muszę założyć, że jest tu ktoś, kto nigdy w Rocket League nie grał. Ci, którzy wiedzą z czym to się je, zapraszam do kolejnej sekcji, a reszta tymczasem… Wyobraźcie sobie zwyczajną piłkę nożną, w którą gra się w maksymalnie cztero-osobowych drużynach. Zamiast zwykłej futbolówki jest duża, zazwyczaj okrągła i przyciężkawa piłka plażowa, a zamiast piłkarzy - samochodziki z napędem rakietowym. Bramki są sporych rozmiarów, stadion jest zamknięty ze wszystkich stron, pojazdy są szybkie, potrafią jeździć po ścianach i skakać, napęd rakietowy poza sporym przyśpieszeniem umożliwia latanie, a wszystkie strzały, zwody, podania potrafią nadciągnąć dosłownie z każdej strony. Witamy w Rocket League, grze bajecznie prostej do zrozumienia, ale szalenie trudnej do opanowania. I do tego diabelnie wciągającej. 

Rocket League od zawsze nastawiony był przede wszystkim na potyczki sieciowe i nie inaczej jest w wersji Switchowej. W dalszym ciągu skupimy się przede wszystkim na rozgrywkach rankingowych i nierankingowych, w ramach których będziemy brać udział w meczach 1 na 1, 2 na 2 czy 3 na 3. W ramach luźniejszych meczy bez obaw o szacun na dzielni możemy zagrać 4 na 4, porzucać do kosza, zagrać w hokej albo nawet walnąć kogoś z piąchy czy zamrozić piłkę w chaotycznym trybie Rumble. Oczywiście, jeśli ktoś zechce grać offline lub lokalnie, żaden problem! Rocket League oferuje rozbudowany tryb sezonów w których pniemy się po szczeblach rankingu w ramach kilkutygodniowych rozgrywek z botami, szybką grę z komputerem lub znajomymi przy jednej konsoli a nawet, jeśli mamy ochotę, możemy pokusić się o stworzenie unikalnego meczu modyfikując wiele jego parametrów m.in. rozmiar i kształt piłki, siłę boosta, grawitacje i wiele innych. 

Za udział w rozgrywkach, czy to lokalnych, singlowych czy sieciowych zdobywamy nagrody, a to jakaś nowa czapka, a to nowe malowanie dla samochodu, inne kółka, kolor boosta czy zawieszka na antenę. Wygrać możemy również współczesny postrach światka growego czyli nieszczęsne skrzynki, które możemy otworzyć tylko za (oczywiście dodatkowo płatne) klucze. Szczęśliwie dla graczy, dodatki w Rocket League są wyłącznie kosmetyczne, więc jak ktoś nie chce, to w skrzyneczki może się w ogóle nie bawić. Ba, gra umożliwia nawet wyłączenie widoczności skrzynek, więc jak ktoś sobie życzy nie widzieć tego raka na oczy, ma taką możliwość.

I Pstrykowa siła...

Mam nadzieję, że pokrótce wyjaśniłem jak to jest z tym Rocket League, więc pora na najważniejsze, przecież po to tu przyszliście. Jak ten twór działa na Switchu, na konsoli znacznie słabszej od PS4 czy Xbox One? Jak jego zawartość wypada względem innych wersji? Odpowiadając najpierw na drugie pytanie, szczęśliwie donoszę, że Pstrykowy Rocket League pod względem zawartości jest identyczny z wersją na większe konsole. Ba, zawiera nawet minimalnie więcej, bo posiada unikalne wozy i dekoracje wzorowane na markach Nintendo – Super Mario i Metroid. Kupując Rocket League na Switcha dostaniecie stuprocentowy, pełnoprawny produkt, którym możecie się cieszyć gdziekolwiek jesteście. Są tu wszystkie dodatkowe wozy do zakupu ze sklepu Nintendo, są tu wszystkie tryby, przedmioty do odblokowania, muzyka, emocje, fantastyczna rozrywka i syndrom jeszcze jednego meczu. Mamy nawet zapraszanie znajomych do wspólnej gry co na konsoli Big N wcale takie oczywiste nie jest. Rocket League na Switcha ma też jedną, dużą przewagę nad wersją na PlayStation 4, a mianowicie bardziej rozwinięte cross-platformowe online. Tam, gdzie gracz Sony może grać jedynie z graczami komputerowymi i oczywiście posiadaczami PS4, Switch może grać jednocześnie z użytkownikami Xbox One oraz PC. Fantastycznie! 

Niestety jednak Panic Button by przenieść grę 1:1 z innych sprzętów musiał pójść na jeden kompromis, który może okazać się dla wielu barierą nie do pokonania. Rocket League na Switchu wygląda po prostu brzydko. Momentami jak gra z PlayStation 2 a nawet gorzej. Antyaliasing jest tu pojęciem obcym, dynamiczna rozdzielczość w trybie przenośnym potrafi spaść do dramatycznych czasem poziomów (w ruchu wygląda to lepiej niż na statycznych screenach), ale wszystko to zostało zrobione po to, by zapewnić komfortową rozgrywkę w stałych 60 klatkach na sekundę. Udało im się to prawie w stu procentach, bo jednak czasem w trybie przenośnym gra potrafi leciutko chrupnąć. Przy konsoli w docku żadnych spadków płynności nie zauważyłem. Warto jeszcze nadmienić, że na TV Rocket League hula w 720p. Cóż, nie są to wysokie wyniki nawet jak na Switcha, ale twórcy obiecali dalsze prace nad optymalizacją tytułu. Psyonix znane jest z tego, że dbają o jakość swojego produktu, do tej pory już wyszło parę łatek, które faktycznie zdają się poprawić lekko działanie, więc o przyszłość przenośnego Rocket League jestem spokojny.

Świetną grę dostarczyła

Pomijając aspekty graficzne, Rocket League jest kolejną fantastyczną pozycją w ciągle rosnącej bibliotece Switcha. To następny tytuł, który idealnie wpisuje się w ideę konsoli Nintendo, czyli hybrydowość. Na X1/PS4 trzeba konsolę włączyć, chwilę poczekać aż się uruchomi, siąść na kanapie, włączyć grę, no, wiadomo jak ten proces wygląda, a dodatkowo jesteśmy przykuci do TV/monitora. Pstryk? A proszę bardzo, włącza się natychmiastowo, jeśli gry akurat nie mamy włączonej to uruchomi się raz dwa i już możemy usiąść wygodnie gdzie nam się podoba i dać się pochłonąć rozgrywce, by zagrać jeden meczyk. Albo dwa. No, maksymalnie trzy. Na kanapie, na TV, w autobusie, tramwaju, pociągu, w łóżku czy na klopie. Samemu, albo z kimś, bo tytuł oferuje również granie na pojedynczym joy-conie, więc zawsze mamy możliwość zagrania z osobą obok. Jasne, tracimy wtedy możliwość manualnej zmiany kamery, ale przy takiej zwykłej rozgrywce for fun nie ma to większego znaczenia.