SKLEP
Roger Żochowski 03.11.2017
Elex - recenzja gry. Duch Gothica w starciu z archaizmami
2307V

Elex - recenzja gry. Duch Gothica w starciu z archaizmami

Gry Piranha Bytes są bardzo specyficzne. Mają zarówno wiernych fanów jak i zagorzałych przeciwników. Ja nie należę do żadnej z tych grup. Grałem w Gothica, ale nigdy nie była to dla mnie kultowa gra. Elex tym bardziej nią nie będzie, ale to brzydkie kaczątko oferuje więcej niż się z pozoru wydaje.

ELEX
  • Platformy:  PS4   XONE   PC 
  • Data premiery - Polska: 17.10.2017
  • Pełna
  • od lat 16 przemoc

Z każdą kolejną godziną w świecie wykreowanym przez Piranha Bytes utwierdzałem się w tym, że jest to produkcja przeterminowana o ładnych parę lat. W dobie takich hitów jak Wiedźmin 3 ma się wręcz wrażenie, że to tytuł, który zatrzymał się w czasie jakieś dwie generacje temu. O dziwo w tym całym festiwalu niedociągnięć, bugów i przestarzałych rozwiązań, można znaleźć światełko w tunelu.

Tytuł od samego początku potrafi zauroczyć klimatem i designem świata. To bardzo unikalne połączenie postapokalipsy, fantasy i science fiction, które mi bardzo podpasowało. Z jednej strony mamy więc zaawansowaną technologię, mechy i elektronikę, z drugiej magię, miecz, charakterystyczne rasy stworów, lokacje żywcem wyjęte z Gothica czy tereny przypominające scenerie z The Last of Us. I o dziwo wcale nie mamy wrażenia, że ta układanka do siebie nie pasuje. Pirackie klimaty w Risenie, poprzedniej produkcji studia, specjalnie mnie nie pociągały - tutaj stylistyka świata idealnie trafiła w mój gust, a samo zwiedzanie zakamarków planety Magalan potrafi wkręcić. To jedna z tych produkcji, która co chwila zachęca nas do eksploracji, zbaczania z utartej ścieżki, sprawdzania co czai się za kolejnym wzgórzem. Choć nasza ciekawość nie zawsze jest wynagradzana ciekawym lootem, to zawsze możemy liczyć na jakąś nagrodę. Z pustymi rękoma nie wrócimy, a im silniejszy wróg strzeże obszaru tym duże prawdopodobieństwo, że ciekawszy będzie łup. Nie tylko ekwipunek, ale i kasa, składniki do craftingu tudzież instrukcje i schematy pozwalające ulepszać bronie i tworzyć nowe przedmioty.

A na imię mu Jax

Cieszy fakt, że studio w końcu darowało sobie umieszczanie nas w skórze anonimowego bohatera. Jax, protagonista, może nie jest jakoś specjalnie oryginalny, ale ma poczucie humoru i da się go polubić. Historia skupia się na tytułowym Elexie, tajemniczym pierwiastku dającym ogromną moc. Ten pojawił się na planecie lata temu po uderzeniu ogromnego meteorytu, który doprowadził do zniszczenia rozwijającej się na globie cywilizacji. Ci co przeżyli z czasem podzielili się na frakcje walcząc o cenny surowiec. Największą siłą są bezwzględni Albowie, którzy jednak korzystanie z Elexu przypłacili skutkiem ubocznym – zatraceniem uczuć, a tym samym człowieczeństwa. To tylko spotęgowało pazerność i dążenie do absolutnej władzy. Wspomniany Jax kiedyś należał do Albów, ale został zdradzony i teraz rozpoczyna życie na nowo. Dosłownie.  

Z Albami walczą trzy odmienne frakcje – Klerycy, którzy wykorzystują Elex do rozwijania technologii i maszyn, Berserkowie żyjący zgodnie z naturą, próbujący ratować planetę i parający się magią oraz Banici, mający do Elexu obojętny stosunek i ceniący przede wszystkim wolność oraz czysty zysk. To od gracza zależy do jakiej frakcji przystąpi, co wiąże się nie tylko z innymi misjami, ale i umiejętnościami (każda grupa posiada własnych trenerów), sprzętem i zmianą charakteru gry (choć fabuła idzie cały czas tym samym torem). Klerycy zaoferują nam bowiem broń plazmową, jetpacki do szybszego przemieszczania się po mapie, a nawet drony, Banici pozwolą skorzystać z broni białej, dopałek chemicznych, daleko idącego craftingu i modyfikacji klasycznych karabinów, z kolei Berserkowie to przede wszystkim różne zaklęcia, tak bojowe jak i lecznicze. Fabuła nie jest jakoś specjalnie odkrywcza i szczerze powiedziawszy bardziej angażowały mnie niektóre poboczne questy oferujące znacznie więcej swobody niż pchanie scenariusza do przodu. I jeszcze te okropne cut-scenki, w którym obserwujemy zazwyczaj bandę drewnianych postaci coś tam nawijających.

O misjach pobocznych wspomniałem nie bez powodu. Dzięki rozbudowanym dialogom możemy wpływać na ich rozwój a dostępne opcje często zmieniają diametralnie przebieg misji. Jax, z racji tego, że był Albem i wyprany jest z uczuć, dzięki odpowiedniemu prowadzeniu rozmów zdobywa dobrą lub złą karmę, co wpływa na poziom oziębłości. Z późniejszej fazie gry pozwala to odkryć w rozmowach nowe opcje.  Z samymi dialogami jest jednak różnie – niektóre są zabawne, a niektóre strasznie drewniane. Nie brakuje też takich, które są nielogiczne, ale to wina niedopracowania gry i pędzenia z terminami. Z pewnością jest wiele gier, które robią to znacznie lepiej, ale tragedii też nie ma. 

Z motyką na słońce

Elementem, który niewątpliwie przyciąga do Elexa jest poziom trudności. Tutaj naprawdę trzeba walczyć o przetrwanie. W trakcie pierwszych godzin gry dostajemy niezły wycisk, bo nawet przysłowiowy cieć może nam spuścić niezły łomot. Znalezienie kozackiego oręża niewiele da, bo aby korzystać z mocniejszych broni trzeba mieć rozwinięte odpowiednie atrybuty postaci jak siła czy inteligencja. Niby możemy zabrać na przeczesywanie terenów towarzysza, który będzie nam pomagał w starciach, ale i to niewiele początkowo daje. Trzeba wykonywać misje poboczne, rozwijać postać i próbować eliminować co słabszych przeciwników zaciskając zęby. Ma to swój urok zwłaszcza, że z czasem wyraźnie odczuwamy to, że stajemy się coraz silniejsi. Nie liczcie więc na niski próg wejścia - to jest swoisty survival, w którym początkowo więcej będziecie przekradać się za plecami wrogów niż walczyć. I z pewnością jest się z czego cieszyć, bo walka, zaraz obok interfejsu, to jeden ze słabszych elementów Elexa.

Na papierze wszystko wygląda nieźle. Namierzamy przeciwnika, aby rozpocząć walkę w zwarciu, możemy używać uników, combosów, blokować uderzenia wroga i korzystać z różnych specjalnych umiejętności. Te są naprawdę zróżnicowane (choć jest ich mniej niż w Gothicu i Risenie) i zależne od frakcji w jakiej się znajdujemy. Mamy choćby różne ataki blisko i dalekodystansowe, tworzenie barier ochronnych, dopalaczy, przywoływanie duchów tudzież zaklinanie broni. Są też zdolności niezwiązane bezpośrednio z walką jak hakowanie, otwierania zamków czy tworzenie różnych przedmiotów. Niestety, wprowadzenie paska staminy, który miał uczynić walki większym wyzwaniem sprawił, że często krążymy bezsensownie wokół wrogów czekając aż się naładuje. Co gorsza, sterowanie postacią jest cholernie drętwe i nieintuicyjne, animacje ciosów wyglądają jakby projektował je Pinokio, a zarządzanie ekwipunkiem przy jednoczesnej walce z wrogami to czasami katorga. Starciom brakuje płynności, przejście pomiędzy unikami a ofensywą jest umowne, a jak dorzucicie do tego niekonsekwentne zliczanie obrażeń, zgony z winy błędów gry i spadki animacji, nie raz przeklniecie pod nosem deweloperów i ich rodziny trzy pokolenia wstecz, rzucając padem o ścianę. Walka potrafi cholernie zirytować, bo praktycznie żaden z jej elementów nie nadąża za dzisiejszymi standardami. Nawet starcia w dystansie bez lokowania się na wrogach nie mają w sobie żadnego polotu, a celowanie i strzelanie (nie czuć większej różnicy między łukiem a... karabinem), nie gwarantują satysfakcji. Pojedynki z większą liczbą wrogów to czasami istna loteria, a jeśli myślicie, że sterowani przez SI kompani zawsze staną za Wami murem, to nie zdziwcie się jak zamiast odpierać ataki, pójdą sobie na grzyby i będą latać po polu walki jak komar z hemoroidami. I gdy wydaje się, że systemu walki już nic nie jest w stanie uratować, zdobywamy jetpack, z którym tak eksploracja jak i starcia zyskują na jakości pozwalając na chwilę zapomnieć, jak skopano ten element. 

Data spożycia

Niestety, Piranie słyną z tego, że ich gry to festiwal bugów. Nie dziwi więc fakt, że gra potrafi się zawiesić w trakcie skakania po ekwipunku czy wykonywania misji i niezbędny jest reset aplikacji. Urwane nagle cut-scenki? Blokowanie się postaci? Niewidoczne znaczniki misji? To wszystko dostajemy w pakiecie. Jak wspomniałem grafika również nie jest mocnym punktem Elexa. Termin ważności i tutaj minął jakiś czas temu, a obok skopanych animacji możemy "podziwiać" tekstury w niskiej jakości, twarze postaci rodem z edytora dla ubogich, kiepskiej jakości efekty i tańczące ząbki. Fakt, są momenty, że krajobraz czy napotkane struktury miast potrafią zachwycić, ale głównie z daleka. Widać, że za pomysłowym i unikalnym designem, nie poszła w parze strona techniczna gry. Nierówna jest też oprawa dźwiękowa. Klimatyczna muzyka kontrastuje z kiepskimi efektami czasami śmierdzącymi budżetówką. I aż dziw bierze, że polska wersja językowa, mimo kilku literówek, wypada naprawdę przyzwoicie. I mowa tu również o dubbingu.

Elex to produkcja, która z pewnością przypadnie do gustu fanom Gothica i Risena. To oni w pierwszej kolejności powinni zainteresować się tym tytułem. Gra w wielu elementach urąga dzisiejszym standardom, ale oferuje angażującą eksplorację, zróżnicowane frakcje, wyzwanie i rozbudowany świat. Zabić można praktycznie każdego NPCa, ale to może nam zablokować drogę do niektórych questów. Takich zależności jest sporo, bo Elex mimo bugów, problemów technicznych i skopanego systemu walki, to RPG kultywujący starą szkołę i niektóre pomysły przypominają czasy jej świetności. Szkoda, że nie udało się tej koncepcji lepiej wypolerować. 

Tagi: elex piranha bytes recenzja

Werdykt
Graliśmy na: PS4
  • + Eksploracja świata
  • + Trzy frakcje oferujące unikalne doznania
  • + Jetpack robi różnicę
  • + System karmy
  • + Wymagający poziom trudności
  • + Niektóre poboczne questy angażują bardziej niż fabuła
  • - Przeciętna historia
  • - Skopany system walki
  • - Niedzisiejsza oprawa
  • - Problematyczny interfejs
  • - Błędy i bugi
  • - Sztuczna inteligencja
Roger Żochowski
Roger Żochowski Klimat i duch Gothica unoszą się nad Elexem, więc fani mogą śmiało atakować. Reszta musi sobie zadać pytanie, czy będzie w stanie przełknąć techniczne niedoróbki i całą masę archaizmów.
Oceń recenzję
+ +7 -

Miesięcznik PSX Extreme