Produkcja Benoita Sokala jest piękna i brzydka zarazem, satysfakcjonują i irytująca, wciągająca, ale i odrzucająca. Gdy pierwszy raz uruchamiamy produkcję czeka nas w zależności od wersji pobranie blisko 15GB patcha. Nadzieja na to, że tym magicznym sposobem pozbędziemy się większości błędów i niedociągnięć pryska już w pierwszych minutach gry. Tak słabo zoptymalizowanej produkcji rynek gier wideo nie widział od dawna i nawet słynne problemy Assassin's Creed Unity bledną przy tym, co wyprawia się w trzeciej Syberii.

Lista błędów i niedociągnięć jest ogromna i naprawdę zachodzę w głowę jak tytuł przeszedł przez kontrolę jakości. Nie wiem czy testerzy sprawdzali grę na bani czy po prostu robili to studenci w ramach akcji "spieszmy się coś spieprzyć", bo pierwsza lepsza beta dowolnie wybranej gry jest lepiej dopracowana niż to, co dostarczyli na półki sklepowe twórcy Syberii. Teleportująca się postać, zwolnienia animacji, zawieszająca się w pomieszczeniach kamera wymagająca resetu aplikacji, znikające tekstury, lewitujące i blokujące się postacie, psujące się stany gry, zabugowane zagadki, urywający się voice-acting - mam wymieniać dalej? Trafiałem na momenty, gdzie w ciągu 2 minut nie było sytuacji, żeby coś się nie spieprzyło. W przypadku większości gier darowałbym sobie takie męczarnie i zlecił recenzję Igorowi, ale Syberia ma jednak w sobie to coś, co zmusza do zaciśnięcia zębów i brnięcia dalej.

Nazywam się Walker, Kate Walker

Druga część Syberii zamknęła większość intrygujących wątków, jednak trzeciej ponownie udaje się zachwycić nas nierealnym, nieco sennym i przede wszystkim tajemniczym klimatem, który powoli odkrywa kolejne karty. Po wydarzeniach z poprzedniej odsłony Kate Walker zostaje odnaleziona w śniegu, ledwo żywa, szczęście z nieszczęściu odnajduje ją wędrujący tabor Jukoli, który podąża do świętego miejsca w ramach odbywającej się raz na wiele lat migracji śnieżnych strusi. Nasza bohaterka budzi się w szpitalu, nie do końca normalnym jak to u Sokala bywa, a wkrótce wciągnięta zostaje w lokalny konflikt i w ramach podziękowania postara się pomóc Jukolom w ich wędrówce. Ścigana jednocześnie przez detektywa z Nowego Jorku, który oskarża ją o zabójstwo.

Scenariusz trzeciej Syberii zachwyca na wielu płaszczyznach. To historia o poszukiwaniu tajemnicy, walce z uprzedzeniami, zderzeniu tradycji z pędzącą cywilizacją i mierzeniu się z demonami przeszłości. Nie brakuje mocnych zwrotów akcji, chwil, w których poczujecie smutek, ale też i takich, które wywołają na waszych twarzach uśmiech. Duża w tym zasługa znakomicie wykreowanych postaci. Stary kapitan statku z problemami alkoholowymi może okazać się kimś zupełnie innym niż z pozoru się wydaje. Tak jak dość specyficzny personel szpitala na czele z sadystyczną panią doktor czy w końcu pewna mistrzyni olimpijska rodem z ZSRR. Sokal ponownie wykreował całą gamę zróżnicowanych i dziwnych postaci - tak pierwszo jak drugoplanowych. No może poza głównym antagonistą, pewnym porucznikiem, od którego wieje sztampą i kiczem na kilka mil. I choć denerwuje nagłe urwanie jednego z wątków, to atmosfery panującej w grze nie da się pomylić z żadną inną produkcja. Jest tu trochę Lovecrafta, trochę Verne’a, trochę Lema, trochę klimatów sowieckich wymieszanych ze steampunkiem, ale przede wszystkim jest tu po prostu styl doskonale znany fanom Benoita Sokala.

Szkoda tylko, że słaba strona techniczna gry nie pozwoliła belgijskiemu artyście jeszcze mocniej rozwinąć skrzydeł. Ciekawe dialogi miałyby większą moc, gdyby postacie lepiej okazywały emocje. Przeniesienie gry w pełen trójwymiar nie wszędzie się bowiem udało. Scenki przerywnikowe, w których na pierwszym planie pojawia się akcja, wypadają bardzo słabo i sztywno przez co burzą wiarygodność przedstawionej historii. Walkerówna biega jakby ktoś pozbawił jej ścięgien w kolanach. I nie pomaga fakt, że dziewczę przypomina z twarzy współczesną Larę Croft. Animacje postaci zdradzają po prostu braki budżetowe produkcji przez co przesłanie niektórych scen nie jest tak mocne jak być powinno. Co gorsza programiści pogubili się w nieliniowości gry, przez co zdarza się, że Kate wspomina o wydarzeniach bądź postaciach, które dopiero się pojawią. Nie muszę dodawać, że to kolejna cegiełka burząca nieco wiarygodność?

Dobrze przynajmniej, że zwiedzane lokacje skutecznie pozwalają nam o tym zapomnieć. Schizofreniczny szpital z nakręcanymi ptakami w klatce, spowite mrokiem miasto, do którego kursuje stara kolejka, wioska koczujących Jukoli czy metropolia nasuwająca skojarzenia z uniwersum Metro. Miejscówki zachwycają praktycznie na każdym kadrze nawet jeśli weźmiemy poprawkę na nie zawsze udane tekstury. Bo na poziomie designu to małe mistrzostwo świata, a hipnotyczna muzyka Inon Zura ma w sobie coś magicznego. Szkoda, że równie magiczny nie jest dubbing. Ten angielski ma lepsze i gorsze momenty, polski ma przede wszystkim Annę Dereszowską w roli Kate, która spisała się bardzo dobrze. Nie wszystkim z obsady udało się dobić do jej poziomu, a niektóre glosy ewidentnie nie pasują do danych postaci czy klimatu gry. Szwankuje też synchronizacja ust z wypowiadanymi kwestiami, choć na pochwałę zasługuje fajnie oddany język Jukoli, w którym nie brakuje zabawy słowem. Jak na tak technicznie skopaną produkcję polską wersję należy więc pochwalić, bo nie ustępuje ona choćby wysokobudżetowym produkcjom Sony.

Stara szkoła

Syberia 3 nie zawodzi też w temacie zagadek. Jeśli znudziły Was produkcje Telltale, w których niektórzy upatrują spadkobierców klasycznych przygodówek, to Syberia będzie dla Was niczym klin na kaca. Kolejne łamigłówki wymagają nie tylko prowadzenia odpowiednio dialogów (Kate może też słuchać własnych myśli, co jednak często skutkuje irytującym niecierpliwieniem się naszych rozmówców), ale też lizania ścian w poszukiwaniu kolejnych podpowiedzi, przedmiotów i mechanizmów. Można sobie to nieco uprościć w menu wyświetlając pomocnicze elementy HUDu, ale i to nie pomoże, gdy zatniemy się przy bardziej skomplikowanych zagadkach. To ten typ gier, w których większość rzeczy musicie zrobić samemu. Aby statek ruszył z portu trzeba przekonać burmistrza do otworzenia bram, przygotować odpowiednio sam statek ładując węgiel do maszynowni z pomocą dźwigu w porcie czy wreszcie uruchomić silniki. Czasami trzeba zbadać jakiś przedmiot, poczytać notatki czy po prostu próbować do skutku metodą prób i błędów. Co jednak najważniejsze - samodzielne rozwiazywanie kolejnych łamigłówek sprawia ogromną satysfakcję, nawet jeśli przeszkadza nam w tym statyczna kamera, niewidzialne ściany, niewygodne sterowanie (większością elementów operujemy teraz gałkami) i okropne loadingi. Na czarny ekran z zapełniającym się na czerwono napisem Syberia reaguję bardzo nerwowo samoistnie chwytając za ostre przedmioty pod ręką. Czasami nawet przejście z pomieszczenia do pomieszczenia, jednego ekranu zagadki na drugi, wywala ten cholerny napis podnoszący ciśnienie w żyłach i budzący pierwotne instynkty mordu.

Mimo wszystko nie żałuję tych 17 godzin. Gdyby nie ogromne problemy techniczne Syberia 3 byłaby produkcją celującą w mocne 8/10. Nie brakuje w niej odniesień do poprzednich odsłon, ale przede wszystkim gra niesie ze sobą bardzo uniwersalne przesłanie i nie unika odniesień do współczesnych problemów. Dacie wiarę, że jest nawet wątek dopingu stosowanego przez sowieckich sportowców na Olimpiadach? Fani poprzednich dwóch odsłon w trójkę bezsprzecznie zagrać powinni. Reszta już niekoniecznie, bo poziom frustracji potęgowany masą błędów i niedociągnięć może być zbyt wysoki, by dać porwać się melancholijnej opowieści. Syberia 3 potrzebuje byczego patcha, bo w takim stanie nie powinna w ogóle trafić na rynek.