Star Ocean: The Divine Force - recenzja gry

Star Ocean: The Divine Force - recenzja gry. Kosmiczna opowieść z dwóch punktów widzenia

aysnel | 17.11, 22:30

Marka Star Ocean, będąca z nami już niemal 30 lat. stanowi pewien fenomen w świecie wielbicieli japońskich jRPG. Pomimo ostrej krytyki i pogardzania przez graczy, wciąż sprzedaje się widocznie wystarczająco dobrze, by ten space-operowy cykl utrzymywać taki szmat czasu. Pomimo różnych zawirowań gwiezdna saga od tri-Ace wydaje się być nieśmiertelna,bowiem nieczęsto, ale jednak otrzymujemy kolejne jej części. Star Ocean: Divine Force wreszcie nadeszło i nie straszna grze żadna konkurencja, o czym w tej recenzji.

W chwili obecnej kosmiczna opowieść, wraz z najnowszym odcinkiem, rozpoczęta w roku 1996 na Super Nintendo liczy sobie  już osiem pozycji (nie licząc wznowień i remake'ów). Ktoś może się zdziwić, ale oprócz znanych nam odsłon na „duże konsole” pojawiły się także części na GameBoy Color i urządzenia mobilne. Wydane kilka lat temu na PlayStation 4 Star Ocean: Integrity of Faithlessness otrzymało wiele, niesłusznych w moim odczuciu, krytycznych recenzji, co jednak nie przeszkodziło temu tytułowi sprzedać się stosunkowo dobrze jak na niszowe, space-operowe jRPG nawet jeśli poniżej oczekiwań. Cóż, niektóre gry potrafi docenić tylko ścisła grupa wielbicieli, zresztą przyznaje od razu że sam jestem wielkim fanem serii, więc mój tekst na temat Star Ocean The Divine Force jest subiektywny do bólu. Z serią tą zawsze miałem dobre wspomnienia i tym razem, na PlayStation 5, też się nie zawiodłem.

Księżniczka i gwiezdny kupiec w Star Ocean The Divine Force

Star Ocean: The Divine Force - recenzja gry.Walka z bossem

Star Ocean The Divine Force można traktować zarówno jako kolejną kanoniczną odsłonę całego cyklu, jak również spin-off’a całej serii. Tytuł wpisuje się założenia wykreowanego uniwersum i rozwija znane nam motywy, ale opowiedzianej historii nie da się umieścić w określonym miejscu na osi czasu i prawie też nie napotykamy momentów łączących ją z poprzedniczkami. Scenariusz prześledzimy oczami dwóch postaci: Raymonda bądź Laetici - według uznania. Nasza decyzja nie wpłynie wprawdzie na główny bieg wydarzeń, ale pewne wątki, dialogi, czy rekrutowani sojusznicy będą się nieco różnić. Wprawdzie niewielki to plus, ale zachęcający by wracać do gry ponownie. Raymond Lawrence jest gwiezdnym kupcem ze znanej rodziny, szlifujący swoje rzemiosło, lecz jego statek kosmiczny zostaje zestrzelony, a on w kapsule ratunkowej musi ewakuować się na nierozwiniętą planetę Aster IV. Laeticia Aucerius natomiast  jest księżniczką jednego z tamtejszych królestw, która rusza w podróż chcąc ocalić swoją ojczyznę przed wojną.  Oczywiście obojga bohaterowie spotykają się w jednym miejscu i natychmiast przypadają sobie do gustu. Przyznaje sztampowy początek, ale okazał się ostatecznie całkiem miły.

Kilka uprzejmych słówek i zaszlachtowana miejscowa maszkara pieczętuje wspólne koleje losu obojga ludzi. Raymond poszukuje rozproszonych członków załogi swojego statku, Laeticia chce odnaleźć dawnego członka dworu królewskiego, dlaczego więc nie podróżować wspólnie? Zaletą protagonistów są całkiem dobrze rozpisane ich charaktery. Nie są to wprawdzie postacie wielowymiarowe, ale każda wnosi od siebie jakąś cechę za którą da się ją naprawdę polubić. Raymond bywa wprawdzie lekko narwany, kpiąco podchodząc do otaczających go realiów, ale to „człowiek” o złotym sercu, czego nie ukrywa za maską obojętności i naprawdę zamartwia się losem swoich kompanów. Laeticia to dla odmiany przykład typowej dla księżniczek stereotypowej chłodnej uprzejmości i opanowania, za którą kryje się jednak prawdziwa determinacja do osiągnięcia wyznaczonego celu.  

Staroszkolna opowieść we współczesnych szatach

Star Ocean: The Divine Force - recenzja gry. Miasto

Pozostała obsada bohaterów, których zwerbujemy również trzyma wysoki poziom, a scenarzyści jak to na Star Ocean przystało postanowili nie kombinować przy ich osobowościach. Oczywiście pozostawiono nam charakterystyczne dla serii scenki rodzajowe zwane Private Action. W ich trakcie  znów będziemy poznawać dogłębniej naszych kompanów i przy okazji poprawiać/pogarszać relacje z nimi, co ma pewien wpływ na zakończenie. Podobnie jak protagoniści, każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy jak choćby dumny dorastajacy jeszcze rycerz Albaird z „protezą”zamiast ręki; młodziutka i śliczna, ale za to strasznie nerwowa „zielarka” imieniem Nina czy pełna bujnych kształtów Elena, którą łączy z Raymondem pewne uczucie. Są też inni, ale nie ma sensu wszystkich wymieniać, ważne że każdy gracz znajdzie sobie postać, której losy będzie śledził ze szczególnym zainteresowaniem. 

Sama fabuła Star Ocean The Divine Force patrząc poprzez dzisiejsze oczekiwania i realia prowadzona jest wciąż w  staroszkolnym stylu, co mi odpowiadało. Zaczynamy w sumie od prostej sprawy a skończymy na wydarzeniach o skali galaktycznej. Nie znajdziemy w jej głównej osi rozbudowanych wątków pobocznych ani długich dialogów. Poszczególne momenty scenariusza szybko i konkretnie zmierzają ku wyznaczonym celom, a sami bohaterowie nie są specjalnie wylewni w trakcie rozmów. Mimo wszystko historia stanowiła całkiem miłe urozmaicenie od czasem nazbyt przegadanych i przekombinowanych opowieści z innych jRPG-ów, a miks space-opery ze światem stojącym dopiero na progu rewolucji przemysłowej tylko przyciąga naszą uwagę. Wraz z rozwojem akcji stale chce się odkrywać nowe tajemnice wykreowanego uniwersum. W każdym razie scenariusz naprawdę stanowi mocny punkt tytułu i warto się w niego zagłębić, chociaż początkowo rozwija się niemrawo. 

Swobodny lot w Star Ocean: Divine Force dzięki tajemniczej mocy

Star Ocean: The Divine Force - recenzja gry. Krajobrazy górskie

Poprzedni Star Ocean krytykowany był mocno za niewielkich rozmiarów świat gry. Twórcy Star Ocean The Divine Force wzięli sobie jak widać krytykę do serca, bowiem teraz jego rozmiary powinny zadowolić wszystkich malkontentów. Gra rzuca nas na rozległe obszary, które możemy eksplorować i gdzie znajdziemy wrogów, skrzynie oraz miasta. Lokacji jest multum i to bardzo oddalonych od siebie, co czasem drażni, ponieważ rozgrywka zmusza nas do częstego krążenia pomiędzy poszczególnymi mieścinami. Na szczęście oddano w nasze ręce opcję szybkiej podróży, więc odpada problem nadmiernego nabijania kilometrów (chociaż czasem można stracić jakiś poboczny event). 

Co ciekawe z samymi mieszkańcami nie da rady porozmawiać, nie licząc tych oferujących zadania poboczne, czy partyjkę w miejscową grę zwaną Es’owa (taka rozbudowana wersja GO). Spodobał mi się fakt, że zbierane pionki często przedstawiają postacie z poprzednich odsłon Star Ocean. Interesującym pomysłem wprowadzonym do rozgrywki w Star Ocean The Divine Force jest „dron” DUMA, który oprócz skanowania terenu pozwala naszym bohaterom latać, dzięki czemu, niczym w Ys IX, możliwe jest skakanie pod dachach budynków, czy docieranie niedostępne wyżej położone obszary. Nie jest to wprawdzie jakaś nowość, ale bardzo uprzyjemnia zabawę. Dron pomaga nam również walce, o czym za chwilę w recenzji. 

Korzystaj często z broni, ale z głową

Star Ocean: The Divine Force - recenzja gry. Walka

Star Ocean The Divine Force również starciami stoi, zwłaszcza że wrogów widać jak na dłoni i nie ładuje nam się osobny ekran walki jak w Talesach, więc szybko przechodzimy do kawałkowania przeciwników. Mają oni dziwną skłonność do gromadzenia się w stada i grupowania się w wybranych miejscach, co prawdopodobnie ma związek z chęcią odciążenia silnika graficznego. Możemy sterować jedną z czterech aktywnych postaci, mając możliwość jej zmiany w dowolnym momencie. W porównaniu do poprzednich odsłon potyczki uproszczono, ale dzięki temu są szalenie wciągające i szybkie. Ich schemat przypomina ten zastosowany w Tales of Berseria, niby gra akcji, ale nasze zapędy ogranicza podobnie jak tam liczba punktów akcji. Poza tym pod przyciskami mamy podpisane ataki, które łączymy w łańcuchy kombosów dowlnie je modyfikując w razie potrzeby.

Jak już wspomniałem w recenzji DUMA także sprawdza się walce, pozwalając w powietrzu szarżować na wroga, co umożliwia ogłuszenie go jeszcze przed starciem jak i w trakcie, odrzucić w tył albo dostać się do jego czułych miejsc. Rzecz jasna używanie tych umiejętności też ogranicza pula odpowiedniego paska (VA), ale często to właśnie wykorzystanie drona umożliwia dobranie się do przeciwnika. Tytuł posiada również opcję znaną z Final Fantasy VII Remake, czyli możność pauzowania starcia i ręcznego wydawania poleceń każdemu kompanowi z osobna, ale sprawdza się to raczej  jedynie przy gigantycznych bossach.  W każdym razie walka sprawia sporo frajdy, nawet jeśli jej system został nieco uproszczony względem poprzedniczek.

Nieprzerwany rozwój bohaterów w Star Ocean: Divine Force 

Star Ocean - recenzja gry. Statystyki postaci

Kolejnym mocnym punktem Star Ocean The Divine Force jest rozwój postaci, przebiegający kilkutorowo: poprzez zdobywane punkty doświadczenia, wykupywanie umiejętności za punkty specjalne (SP) oraz rozwijanie już posiadanych. To pierwsze nie wymaga chyba komentarza, oprócz tego że kolejne poziomy sypią się lawinowo, to drugie natomiast opiera się o wspomniane SP, zdobywane za kolejne awanse. Każdy wojak posiada swoje indywidualne drzewko umiejętności, gdzie odblokowujemy kolejne płytki ze wzmocnieniami statystyk i nowymi atakami czy zdolnościami pasywnymi. 

Również DUMA zwiększa swoje możliwości dzięki specjalnym kryształom rozrzuconym tu i ówdzie po świecie gry, dzięki czemu nasza skuteczność w walce i eksploracji stale wzrasta. Ze stałych elementów pojawia się także rozpoznawalne wśród fanów Item Creation (IC), czyli coś na wzór alchemii, pozwalające własnym sumptem produkować oręż, środki leczące, bomby, pułapki i tym podobne. Niestety tym razem jednak IC rozczarowuje, ponieważ brakuje mu wcześniejszego rozmachu i oryginalnej otoczki. Teraz po prostu wybieramy postać (bądź postacie), łączymy dwa składniki, na które pozwala dane rzemiosło i czekamy co z tego wyjdzie. Nie potrzeba żadnych pracowni, przepisów czy katalizatorów, co wprawdzie usprawnia cały proces, ale radość z zabawy jakby mniejsza. 

Wizualnie bywa różnie

Star Ocean - recenzja gry. Krajobrazy

Jeśli chodzi o część wizualną recenzowanego Star Ocean The Divine Force prezentuje się ona dosyć nierówno. Zacznijmy od tego, że na PlayStation 5 tytuł jest całkiem płynny w działaniu i rzadko kiedy doświadczałem szarpnięć czy spowolnień animacji. Gra oferuje tryb wydajności w 60 klatkach oraz tryb jakości 4K i 30 klatek, poza tym lokacje, zważywszy na ich rozmiary, ładują się bardzo szybko. Nie da się jednak ukryć, że jedne miejscówki zostały bardzo ładnie i szczegółowo zaprojektowane, inne natomiast potrafią straszyć pustką i bylejakością. Niektórzy gracze mogą też nie trawić zastosowanego filtru przyciemniającego obraz oraz lalkowego stylu postaci, aczkolwiek mnie się podobał. Inna sprawa że facjata Raymonda podobnie jak pierwotna twarz Shulka z Xenoblade rzeczywiście może straszyć małe dzieci, ale z tym chyba już nic nie da się zrobić. 

W warstwie dźwiękowej mamy dające mocnego kopa utwory rockowe, takie jak intro gry z kawałkiem PANDORA autorstwa Hyde'a z kapeli L'Arc-en-Ciel. Zasadniczo stanowią tło wielu bitew, choć jest też miejsce na bardziej relaksujące melodie. Gra posiada angielski dubbing i japońskie głosy do wyboru, według zachodnich recenzentów część scenek oraz dialogów została ocenzurowana, ale sam nie potrafię zweryfikować tej informacji. Zaskoczyła mnie jednak znana fanom serii Welch Vineyard mówiąca po angielsku głosem Neptune z Hyperdimension Neptunia.

Pomimo drobnych problemów czuć boską moc Star Ocean: Divine Force 

Należy zauważyć że recenzje Star Ocean The Divine Force mają całkiem spory rozrzut ocen, jak to zwykle bywa przy tytułach typu „kochaj albo rzuć”. Rzeczywiście da się odczuć, że gra została wydana w pewnym pośpiechu i brakuje jej drobnych szlifów, aczkolwiek drobne potknięcia nie przeszkadzały mi świetnie się bawić. To prawda że pomimo pokrewieństwa i podobieństw najnowszy Star Ocean nie dorównuje podawanemu często jako przykład Tales of Arise, ale posiada swój oryginalny klimat oraz założenia fabularne, które stają się coraz bardziej interesujące im dłużej spędzamy z nią czas. Nie jest to wprawdzie tytuł dla każdego fana japońskich RPG, ale gracze zakochani w serii powinni być bardzo zadowoleni. 

Ocena - recenzja gry Star Ocean: The Divine Force

Atuty

  • Dwójka protagonistów do wyboru
  • Obsada dostępnych bohaterów
  • Fabuła jako całość
  • Ekscytujące walki
  • Ogromnie możliwości rozwoju postaci
  • Warstwa muzyczna

Wady

  • Początkowo opowieść nieco niemrawa
  • Nierówna grafika
  • Mało wciągające Item Creation
  • Nieco drobnych błędów wciąż do poprawy
aysnel

aysnel

Star Ocean: The Divine Force to solidny JRPG kontynuujący znaną kosmiczną sagę, który łączy dwa światy na wiele sposobów. Przyzwoita przygoda z dobrze rokującym potencjałem na przyszłość.

Galeria

Komentarze (24)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper