Barbarian (2022)

Barbarzyńcy (2022) - recenzja, opinia o filmie [Disney]. Horror osadzony w Detroit?

Piotrek Kamiński | 23.10.2022, 20:00

Nowy film Zacha Creggera łapie widzów już od pierwszych minut, kiedy główna bohaterka wchodzi do wynajętego przez siebie domku na przedmieściach Detroit, po to tylko by przekonać się, że ten ma już lokatora. Przystać na jego propozycję i zostać na noc, czy uciekać gdzie pieprz rośnie? Z tym drugim nie mielibyśmy filmu, więc... 

Reżyser dzisiejszego filmu to taki prawie, że Jordan Peele. Twórca komediowy, członek grupy "The whitest kids U'know" i twórca oraz reżyser jednej z moich ulubionych, niemożliwie głupich komedii, pod tytułem "Miss Marca", o facecie, który zapada w śpiączkę tuż przed pierwszym seksem ze swoją dziewczyną, a kilka lat później budzi się aby odkryć, że ta została modelką Playboya. Craig Robinson gra w nim gościa o ksywce "Pindol konia.MPEG". Strasznie głupi, ale za to jaki przyjemny film. I teraz ten sam reżyser, który w tamtym filmie zagrał też zresztą główną rolę, bierze się za horror i wychodzi mu jedna z najbardziej klimatycznych produkcji ostatnich lat. Może wszyscy komicy powinni wziąć się za robienie dreszczowców? Najwyraźniej całkiem sprawnie im to wychodzi.

Barbarzyńcy (2022) - recenzja filmu [Disney]. Prosta historia z ciekawym twistem 

Keith, sympatyczny, pomocny chłopak

Tess (Georgina Campbell) przybywa na zniszczone, w większości opustoszałe przedmieścia Detroit nocą. Ma kręcić w mieście dokument, ale najpierw musi się przespać. Wynajęła za pośrednictwem strony internetowej domek, ale kiedy dociera na miejsce, znajduje tam niejakiego Keitha (Bill Skarsgard), który podobno też wynajął ten sam dom tylko, że przez inną stronę. Zdesperowana dziewczyna postanawia skorzystać z jego oferty i spędzić tę jedną noc w jego towarzystwie - będą spali w oddzielnych pomieszczeniach i w ogóle. Nie ma nawet pojęcia, jak zła jest to decyzja i w jak wielkim zagrożeniu znajdzie się zaraz jej życie.

Pierwsze pół godziny to zasadniczo jedynie budowanie napięcia. Widz nie ma pojęcia w którą dokładnie stronę pójdzie historia, ale coś na pewno się szykuje. Samotna kobieta, w obcym sobie miejscu i facet o aparycji Skarsgarda, z tymi jego wielkimi, głęboko osadzonymi oczami, tak sympatyczny i świadom tego, jak wygląda sytuacja. Tu po prostu musi coś się wydarzyć. Więc czekamy i czekamy, z każdą kolejną minutą coraz bardziej przekonani, że nie skończy się to dobrze. Myślałby kto, że kiedy gówno uderza w końcu w wiatrak, to już jest tyle, jeśli chodzi o strachy, lecz nie. Reżyser trzyma w zanadrzu jeszcze kilka niespodzianek i w dalszym ciągu męczy widza ciągłym uczuciem niepewności, sugerując, że zagrożenie znajduje się tuż za polem jego widzenia.

Barbarzyńcy (2022) - recenzja filmu [Disney]. Klimat przez wielkie K

Właściciel domu odkrywa dodatkową przestrzeń

W drugiej części opowieści na ekran wchodzi trzeci z głównych bohaterów, grany przez Justina Longa AJ - przed chwilą zwolniony z planu zdjęciowego za molestowanie aktor, który twardo twierdzi, że jest dobrym człowiekiem, któremu po prostu przytrafiają się złe rzeczy. Tematycznie to właśnie na nim skupia się ostatni akt filmu. Ciekawa postać, świetnie pasująca do charyzmy Longa.

Film trwa godzinę i czterdzieści minut. Argumentował bym, że to albo o dziesięć minut za dużo, albo drugie tyle za mało. W pewnym momencie na ekran wjeżdża nagle retrospekcja, z grubsza tłumacząca widzowi co tu się dzieje. Jest to jednak ledwie zalążek szerszej historii - coś tam tłumaczy, większość pozostawiając jednak wyobraźni widza. W tej formie, w której ją dostaliśmy jest to zbędna, właściwie dosłownie niepotrzebna scena. Można by ją natomiast w bardzo ciekawy sposób rozwinąć aby jeszcze bardziej rozbudować klimat. To wszystko już tam jest, brakuje jedynie czasu, aby należycie pokazać co i jak.

Kamera Zacha Kupersteina pięknie tworzy uczucie niepewności, które towarzyszy nam od pierwszych minut filmu. Sposób w jaki ustawia się na aktorach, z elementami tła często bardzo jasno i wyraźnie zaakcentowanymi tak, by ściągały naszą uwagę. Logika podpowiada wtedy, że coś z tej czarnej dziury za bohaterką zaraz wyskoczy, twórcy jednak z premedytacją, złośliwie niczego nie robią, tylko jeszcze bardziej pogłębiając psychozę widza. Do tego dochodzi bardzo sympatycznie zrobione oświetlenie, zwłaszcza w bardzo ciemnych scenach. Wpatrywanie się w nieprzenikniony mrok, z którego w każdej chwili wyłonić może się coś strasznego zawsze dobrze buduje napięcie, ale dopiero to, jak reżyser wykorzystuje sytuację zasługuje na prawdziwą pochwałę. Nie bierze nas na tani jump scare, zamiast tego powoli ujawniając co czai się w ciemności i odmawiając zaznaczenia tego faktu choćby drgnięciem, choćby pojedynczym dźwiękiem - włosy same stają na plecach.

"Barbarzyńcy" to film przede wszystkim bardzo rozrywkowy. Miałem szczerą frajdę z oglądania kolejnych, pełnych napięcia scen - czasami już dosłownie mnie nosiło, wierciłem się na łóżku, tak bardzo wczuwałem się w wydarzenia na ekranie. To dobrze zagrany, klimatyczny, miejscami zabawny debiut Zacha Creggera na polu horrorów. Czy idealny? Oczywiście, że nie. Ale bardzo wciągający i jak najbardziej godny polecenia.

Film będzie dostępny na Disney+ od 26 października.

Atuty

  • Bardzo dobra, czująca swoje postacie obsada;
  • Świetnie wykorzystuje zdjęcia do budowania klimatu;
  • Straszy tym co nieznane i długo budowanym klimatem, a nie nagłymi, ostrymi dźwiękami;
  • Dobre... Kostiumy. 

Wady

  • Ciut nijaka retrospekcja;
  • Pojedyncze dziwnie wyreżyserowane sceny.

"Barbarzyńcy" to horror, który aż chce się oglądać. Pełen napięcia, ciekawych postaci i skutecznych momentów straszących. Niedoskonały, a mimo to godny polecenia, lepszy od pozostałych propozycji tego sezonu strachów.

8,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper