Dahmer – Potwór Historia Jeffreya Dahmera

Dahmer – Potwór: Historia Jeffreya Dahmera (2022) – recenzja i opinia o serialu [Netflix]. Z zimną krwią

Iza Łęcka | 23.09, 21:21

Katalog Netflixa obfituje w szereg znakomicie zrealizowanych produkcji w stylu true crime, które szczególnie zyskują aprobatę subskrybentów. Co tu dużo mówić, twórcy współpracujący z platformą SVOD są niezwykle płodni w podejmowaniu historii kolejnych morderców i psychopatów, a widzowie często sięgają po te mrożące krew w żyłach opowieści. W ślad za dokumentami spokojnie podążają produkcje fabularne – po „Mindhunter” czy „Wężu” to Ryan Murphy dokłada swoją cegiełkę do katalogu intrygujących serii dostępnych na SVOD. Bo „Dahmer – Potwór: Historia Jeffreya Dahmera” to pozycja warta uwagi, choć nie pozbawiona wad. Zapraszam do recenzji.

W lipcu 1991 roku Jeff Dahmer zaprasza do swojego mieszkania młodego mężczyznę pod pretekstem wykonania kilku fotek za pieniądze. Napastnik działa zgodnie z przyjętym i doskonale sprawdzającym się schematem: proponuje alkohol, do którego wcześniej dosypywane są środki nasenne, a następnie zabija i gwałci ofiarę. Traf jednak chce, że Tracy Edwards nie gustuje w wybranym trunku i postanawia czym prędzej opuścić podejrzanego gościa, którego spotkał w jednym z klubów dla homoseksualistów. Pomimo szamotaniny i zakucia w kajdanki Afroamerykanin okazuje się silniejszy, dzięki czemu udaje mu się uciec i powiadomić policję. Gdy dwóch funkcjonariuszy dociera do mieszkania i odkrywa makabryczne zdjęcia, kawałki ciał oraz narzędzia zbrodni, staje się jasne, że Dahmer nie ma już szans. Tak rozpoczyna się trwający 10 odcinków nowy serial Netflixa o kolejnym seryjnym mordercy.

Dahmer – Potwór: Historia Jeffreya Dahmera (2022) – recenzja serialu [Netflix]. Kanibal z Milwaukee

Dahmer – Potwór Historia Jeffreya Dahmera - recenzja - w sądzie

Postać Jeffa Dahmera i fakt, jak przez lata zgodnie z przyjętym planem udało mu się zabić kilkanaście ofiar, wywołuje co najmniej zimny dreszcz przechodzący po plecach. O psychopacie, kanibalu, nekrofilu i gwałcicielu, który za główny cel obrał sobie młodych mężczyzn najczęściej pochodzących z mniejszości etnicznych, powiedziano i nakręcono już naprawdę wiele – i to nie tylko w ramach produkcji fabularnych – tym bardziej więc nieco zdumiała mnie decyzja o ponownym podjęciu tematu i poniekąd kolejnym rozpowszechnieniu jego postaci. Netflix jednak realizował projekt, więc kto inny jak nie zakontraktowany Ryan Murphy, mistrz najbardziej dokładnego i wyrachowanego przedstawienia zbrodni, który przed laty skradł moje serce za sprawą „American Horror Story”, byłby w stanie zająć się miniserialem? No właśnie on.

Zgodnie z zapowiedziami twórcy obiecali nie koncentrować się na zbrodniarzu, a jego ofiarach i zaniedbaniach systemowych, które poniekąd umożliwiły Dahmerowi kontynuowanie przerażających praktyk. Już od pierwszego odcinka recenzowanego serialu wiemy, jaki jest finał i kiedy dokładnie bohater wpada w sidła policji, jednakże nikt nie powiedział, że nie możemy w kółko śledzić niemal identycznych zbrodni i krwawych czynów, jakich dopuszcza się Jeff. Te niechronologicznie przeplatają się ze wspomnieniami z dzieciństwa i okresu nastoletniego, dobitnie pokazując, że jego życie w gruncie rzeczy było okropne – ciągłe awantury w domu, cierpiąca na zaburzenia psychiczne matka, ojciec, który kierując się dobrymi intencjami poszukiwał nawet najbardziej obrzydliwego hobby dla syna, i łatka dziwoląga sprawiały, że chłopak odstawał od reszty i nie umiał się dopasować. Czynniki środowiskowe tylko pogłębiły jego psychopatyczne zapędy i skłonność do nekrofilii. Co jednak ciekawe, współpracujący ze sobą Brennan i Murphy nie próbują go tłumaczyć, „wybielić” czy usprawiedliwić – choć w ciągu 10- odcinkowego seansu poniekąd współczułam Jeffreyowi, sposób jego przedstawienia, gra aktorska Petersa i ciągle powtarzane słowa o braku skruchy i spełnianiu zwykłych potrzeb wywoływały wzburzenie.

„Dahmer – Potwór: Historia Jeffreya Dahmera” poniekąd wydaje się historią, w której kluczową rolę odegrał chory system i jego przedstawiciele czuwający nad bezpieczeństwem obywateli. Na ilość pokrzywdzonych niesamowicie duży wpływ miała opieszałość policji i ich rasizm – pomimo licznych sygnałów sąsiadów, coraz większej liczby zaginięć młodych ludzi o rasie innej niż biała i szemranej przeszłości podejrzanego mężczyzny, nikt nie podjął się wysiłku, by szybciej rozwiązać sprawę. Co więcej, nawet jeżeli morderca był o włos od wpadki, udawało mu się uratować. Wydaje mi się, że kolor jego skóry nie był w tym wypadku bez znaczenia. Twórcy uwypuklają ten problem, pozwalają dojść do głosu wielu osobom związanym z 17 zbrodniami, rozwijają wątki skupiające się na dalszych losach rodzin i sąsiadów Dahmera, wpadając momentami w zbyt mocną pompatyczność. Nie powinniśmy mieć jednak złudzeń, że to ważna część produkcji, której nie mogło zabraknąć.

Dahmer – Potwór: Historia Jeffreya Dahmera (2022) – recenzja serialu [Netflix]. Peters bryluje

Dahmer – Potwór Historia Jeffreya Dahmera - recenzja - zatrzymanie

Nie jest zbyt wielkim zaskoczeniem fakt, że Murphy ponownie podjął współpracę z Evanem Petersem – reżyser i scenarzysta systematycznie działa z aktorami, z którymi kreował „American Horror Story”, co mogliśmy zobaczyć chociażby na przykładzie „Ratched”. O ile można by było uznać, że Amerykanin zyskał rolę „trochę po znajomości”, ten wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Co więcej, śmiało stwierdzę, że mało który aktor serialowy wykonałby aż tyle pracy, by oddać naturę tak zwichrowanego, zniszczonego psychicznie i bezwzględnego człowieka, który niemal przez całe życie odczuwał potrzebę zabijania. W jednym z wywiadów przed premierą recenzowanego Dahmera Peters szczerze przyznał, że była to jedna z jego najtrudniejszych ról w życiu. Pragnąc autentycznie oddać motywacje i sposób bycia psychopaty, starał się on jak najbardziej zanurzyć w wielu zbrodniach – i ten ogromny wysiłek się opłacił. Puste spojrzenie Petersa, pełna zakompleksienia postawa już na pierwszy rzut oka skrywająca podejrzane zamiary, a także specyficzny akcent i sposób mówienia uzupełniają tę niepokojącą kreację. Młody aktor spisał się znakomicie, choć równie dobrze zagrali jego ekranowi partnerzy. Nie wiem, czy to ze względu na fakt, że sama jestem rodzicem, czy sposób, w jaki Richard Jenkins próbował odtworzyć uczucie ojcowskiej porażki i ból wynikający z życia, jakie prowadził jego syn, postać Lionela Dahmera i jego wieloletnia walka bardzo mnie poruszyły.

Recenzowany „Dahmer – Potwór: Historia Jeffreya Dahmera” to opowieść wstrząsająca, w której Murphy, podobnie jak było to w przypadku „American Crime Story: Zabójstwo Versace”, próbuje trzymać widzów za rękę, zwracając jak najmocniejszą uwagę na studium przypadku mordercy i poszczególne życiorysy jego ofiar. To właśnie ci zamordowani z zimną krwią młodzi mężczyźni są najważniejsi – nie powinniśmy nigdy zapominać, że przez psychola zostali pozbawieni życia i opuścili swoje rodziny. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że scenariusz można było opracować w zdecydowanie bardziej skondensowanej formie, która nie rozwlekałaby aż tylu wątków, tak powoli nie przedstawiałaby poczynań Dahmera i tym samym charakteryzowałaby się jeszcze mocniejszym przekazem. Podążając za przyjętą koncepcją „Dahmer – Potwór: Historia Jeffreya Dahmera” nie opowiedział wiele więcej niż wcześniejsze produkcje.

Szkoda, że Netflix lubi przesadzać z liczbą odcinków, a Murphy zbyt dobitnie wszystko przedstawia – bo klimat miniserialu był naprawdę obiecujący, a ekipa aktorów i kamerzystów spisała się bardzo dobrze (szczególnie w krwawych scenach, które wywołują silne emocje). Jeżeli lubicie produkcje o mordercach, nie powinniście zrezygnować z wrześniowej nowości giganta SVOD – na zachętę powiem, że pierwsza połowa opowieści atmosferą bardzo przypominała mi serial „Mindhunter”. Są pewne niedoróbki, ale warto dać mu szansę.

Atuty

  • Makabryczne ujęcia przemocy
  • Praca kamery, kolorystyka i ujęcia w pierwszej połowie serialu idealnie oddają niepokojący klimat zbrodni
  • Kreacja Evana Petersa...
  • … i innych towarzyszących mu aktorów
  • Zwrócenie uwagi na ofiary i rasizm w szeregach policji

Wady

  • Mam wątpliwości, czy ta historia powinna zostać po raz kolejny opowiedziana
  • Szereg niepotrzebnych wątków
  • Końcówka serialu
  • Serial wielokrotnie traci tempo
Iza Łęcka

Iza Łęcka

Ryan Murphy i Ian Brennan poradzili sobie całkiem dobrze w „Dahmer – Potwór: Historia Jeffreya Dahmera”, choć zaliczyli także kilka drobnych wpadek. Jeżeli lubicie kreacje Evana Petersa oraz historie o najbardziej przerażających zbrodniach, to serial będzie dla Was pozycją obowiązkową – choć trudno będzie dotrwać do końca.

7,0

Komentarze (19)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper