The Anarchists (2022)

The Anarchists (2022) - recenzja, opinia o serialu [HBO]. Gdzie idą anarchiści, kiedy potrzebna im policja?

Piotrek Kamiński | 02.07, 20:00

Kilka mających dosyć swojego rządu osób postanawia wyjechać do Meksyku, gdzie państwo nie będzie wchodziło im z butami do każdej, nawet najbardziej intymnej strefy życia. Na miejscu organizują zlot dla podobnych sobie osób. Spontaniczne zgromadzenie przeradza się w dużą, doroczną imprezę, ale ich życia nie zmieniają się dzięki temu w niekończące się pasma sukcesów. Wręcz przeciwnie.

Oglądając kolejne odcinki dzisiejszego serialu dokumentalnego o ludziach chcących żyć "poza systemem" nie mogłem przestać myśleć o tym jak bardzo kojarzą mi się z... "Miasteczkiem South Park". To tam, w drugiej części dylogii o dorastaniu (która byłaby doskonałym zakończeniem całego serialu, BTW), Stan trafia na tajne stowarzyszenie cyników, którzy walczą z zakłamaniem tego świata, chociaż tak naprawdę to po prostu upijają się do nieprzytomności i odwalają dzikie akcje. W ostatecznym rozrachunku oni sami też należą do tej grupy pozerów, z którymi niby walczą. Dokładnie tak jak anarchiści z "Anarchapulco" - wspomnianego wyżej zlotu.

The Anarchists 2022 recenzja serialu - O czym ten serial właściwie jest?

Reżyser i jego żona w pracy

Mam wiele problemów z serialem Todda Schramke, lecz najważniejszy z nich leży już u samych jego podstaw. Mianowicie, co pan reżyser próbował tą produkcją właściwie powiedzieć? Zaczynamy od zapoznania się z kilkoma osobami, za którymi będziemy podążać. Tłumaczą nam, kim jest anarchista - że to nie, jak w filmach, osoba pragnąca chaosu, krwi i ognia, ale człowiek wierzący, że jest w stanie sam zarządzać swoim życiem, że nie trzeba go pilnować i nim sterować. Następnie jest o podwalinach konwentu anarchistów w Acapulco, o tragedii jednej z par, później drugiej. Zamykamy natomiast monologiem reżysera, który stwierdza, że ciężko jest być prawdziwym anarchistą. I to tyle? Czy ma to być przestroga przed próbami podążenia tą samą ścieżką? No nie mam pojęcia co powinienem z tych sześciu godzin telewizji wyciągnąć. I reżyser chyba też nie.

Głównymi bohaterami jest pięć osób (zwykle par), które założyły "Anarchapulco". Opowiadają nam o tym dlaczego szukali wolności, jak wyglądała ich podróż do Meksyku, jak dorobili się pieniędzy dzięki inwestycji w Bitcoin. Problem w tym, że bardzo szybko zaczęli robić z siebie celebrytów, wprowadzać coraz więcej nowych ustaleń i obostrzeń dotyczących swojej imprezy, kłócić się między sobą. Stali się mniej więcej tym, przed czym uciekali, przez co ciężko z nimi sympatyzować (a ostatecznie i tak po prostu mieli szczęście przy krypto). Przez pierwsze dwa, może trzy odcinki obserwujemy ich spory i powolny proces staczania się, ale przynajmniej w moim przypadku ta ich wewnętrzna bitwa zupełnie mnie nie interesowała, ponieważ wszyscy po kolei byli w moich oczach albo fałszywi, albo przemądrzali, albo napuszeni, przekonani o swojej wielkości, tak więc nie robiło mi większej różnicy kto wygra, kto będzie twarzą „Anarchapulco” i tak dalej.

The Anarchists 2022 recenzja serialu - Anarchia, bitcoiny i meksykańskie kartele narkotykowe

Rodzina Newmanów - jedni z założycieli Anarchapulco

Pod koniec trzeciego odcinka sytuacja ulega jednak sporej zmianie. Otóż ktoś umiera – zostaje brutalnie zastrzelony we własnym domu. Serial zmienia się w coś w stylu kryminału, a my oglądamy jak bohaterowie próbują ustalić kto i dlaczego zamordował jednego z nich. Sprawa jest dosyć skomplikowana, w czym nie pomaga również fakt, że mamy do czynienia ze stroniącymi od policji i generalnie aparatu państwowego anarchistami, więc ostatecznie jedyne co dostajemy to domysły i spychanie winy na nieżyjącego już człowieka. Na tym etapie wychodzi również brak doświadczenia reżysera i jego montażysty, którzy pocięli te wydarzenia w taki sposób, że zwłoki – metaforycznie – są jeszcze ciepłe, a my już słuchamy o tym, jak kiepskim partnerem była zmarła osoba i w sumie to teraz jest lepiej… Wow.

Ostatnim wątkiem, na którym skupiają się twórcy jest kolejna bezsensowna śmierć jednej z postaci, po czym następuje podsumowanie i koniec serialu. Oczywiście szkoda człowieka, lecz cały czas z tyłu głowy siedzi mi pytanie czemu cały ten serial ma służyć. Nie zagłębia się w kulisy organizowania „Anarchapulco”, nie zachęca do podjęcia tego typu życia, jedynie częściowo przestrzega przed nim, jednocześnie pokazując jak dostatnie może to być życie i jak wiele ciekawych osób można w trakcie poznać. Pokusiłbym się o zauważenie, że samemu serialowi przyświeca idea anarchizmu – nie stawia przed widzem gotowych rozwiązań, prezentuje jedynie temat z kilku perspektyw i pozwala wyciągnąć własne wnioski, podjąć własną decyzję. Problem w tym, że historia, którą opowiada nie jest dostatecznie skoncentrowana, nie oferuje – przynajmniej w moim odczuciu – odpowiednio dużo „mięsa” żeby zachęcić do oglądania. Gdybym nie oglądał go do recenzji, nie ma szans abym został przy „The Anarchists” po jednym, góra dwóch odcinkach.  

The Anarchists 2022 recenzja serialu - Może w rękach lepszego reżysera...

Znani goście zlotu

Bohaterowie tego dramatu nie są na tyle ciekawi, ani sympatyczni, a w kwestii technicznej oglądamy po prostu wywiady, czasami przecięte zdjęciami i filmikami niskiej jakości. W chwilach mających łapać za serce, reżyser przecina wypowiedzi pogrążonych w żałobie członków rodziny zdjęciami z dzieciństwa zmarłego, czym, paradoksalnie, bardziej mnie drażni niż wzrusza, ponieważ w moich oczach jest to bardzo tania zagrywka pod publikę. Sam temat anarchizmu jest całkiem ciekawy, choć nie jestem pewien, czy na tyle, żeby robić o nim cały serial. A już na pewno przydałby się bardziej doświadczony reżyser, który dźwignąłby temat z lepszym pomysłem w głowie. Nie trudno zapewne zauważyć, że „The Anarchists” bardzo szybko zniechęcił mnie do siebie. Jest w nim kilka angażujących momentów i za czwarty odcinek zabierałem się już z niemałym zaciekawieniem, jednak w moim odczuciu ostatecznie jest to po prostu kiepska produkcja – bez wizji, bez celu, bez kropki na i.

Pierwszy odcinek debiutuje na HBO max dziesiątego lipca.

Atuty

  • Pozwala dowiedzieć się czegoś o anarchizmie osobom zielonym w temacie;
  • Nieźle buduje aurę tajemnicy.

Wady

  • Nieskoncentrowany;
  • Mało ciekawi bohaterowie;
  • Montaż trąci amatorką.

Piotrek Kamiński

Todd Schramke jest początkującym filmowcem i to widać. Jego „The Anarchists” opowiada o ciekawym temacie, ale bardzo podstawowymi i raczej amatorskimi narzędziami. Bohaterowie są nijacy, a sam serial nieskoncentrowany, jakby reżyser po prostu chodził 6 lat za swoimi obiektami bez celu i po fakcie próbował coś z tego skleić.

3,0

Komentarze (0)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper