Eiyuden Chronicle: Rising - recenzja gry. Smakowita przystawka przed daniem głównym

Eiyuden Chronicle: Rising - recenzja gry, opinia [PC, PS4, PS5, XONE, XSX, NS]

Igor Chrzanowski | 10.05, 10:00

Eiyuden Chronicle ma być nową serią jRPG-ów, które to mogą być w końcu godnym następcą kultowego Suikodena od Konami. Zanim zagramy w Eiyuden Chronicle: Hundred Heroes, mamy okazję zapoznać się z Eiyuden Chronicle: Rising. Czy to tytuł na jaki czekaliśmy?

Gatunek jRPG już od dawna zdominowany został przez kilku największych graczy, którzy to od ponad 20 lat wypuszczają w kółko swoje kolejne odsłony, remastery i inne spin-offy, nie dając szansy na przebicie się komuś świeżemu, kto naprawdę mógłby rozruszać stare towarzystwo. Okazuje się jednak, że po raz pierwszy od dawna na horyzoncie pojawia się poważny pretendent, któremu może uda rozbić się ten stary ład. Eiyuden Chronicle: Rising jest bowiem naprawdę bardzo ciekawą i niezwykle wciągającą przystawką przed daniem główny w postaci Hundred Heroes.

Eiyuden Chronicle: Rising - Fabuła

W recenzowanym dziś Eiyuden Chronicle: Rising wcielamy się w niejaką CJ, młodą podróżniczkę przybywającą do New Nevaeh by dokończyć pewien rodzinny rytuał. Dość szybko okazuje się jednak, że mieścina do jakiej przybyliśmy leży w ruinie po ostatnim trzęsieniu ziemi, a więc żeby dokonać tego po co tu przyszliśmy, musi najpierw pomóc mieszkańcom miasteczka w jego odbudowie. Tak oto otrzymujemy książeczkę na zbieranie znaczków zaufania w lokalnej społeczności oraz listę pierwszych zadań do wykonania. Od tego momentu powoli zaczynamy poznawać kolejne postacie z jakimi przyjdzie nam się bujać po tym świecie, a tych jest naprawdę sporo, choć przez pierwsze kilka godzin towarzyszyć nam będzie wyłącznie najemnik imieniem Garoo.

Gdzieś tam po 5 godzince naszym kolejnym giermkiem zostaje czarodziejka Isha i tutaj w końcu zaczynają się dziać naprawdę poważne rzeczy. Początek jest moim zdaniem nieco przeciągnięty i jeśli liczycie na jakieś wielkie fajerwerki już od pierwszych chwil, mocno się zawiedziecie - te się oczywiście pojawiają i robią robotę jak cholera, ale dopiero od około 5-6 godziny.

Oczywiście bez spoilerowania, wspomnę Wam tylko, że początkowa zabawa w popychadło pokroju przynieś, wynieś, pozamiataj, miała nas tylko wprowadzić w to z kim mamy tu do czynienia i związać nas nieco z całym New Nevaeh oraz jego mieszkańcami, by później wkręcić nas w szaloną intrygę. Oczywiście jak na rasowego JRPG-a przystało, miejscami zbyt wiele gadamy o nic nie znaczących bzdurach, ale do tego zdążyliście się już chyba przyzwyczaić. Ważne jest tu przede wszystkim to, że jako fabularny prequel do zapowiedzianego na przyszły rok Eiyuden Chronicle: Hundred Heroes, produkcja Natsume Atari sprawdza się naprawdę świetnie. Serio, chciałbym już zasiąść do kolejnej gry i przekonać się jaki wpływ na jej kształt będzie miała opowieść przedstawiona nam w New Nevaeh.

Eiyuden Chronicle: Rising

Eiyuden Chronicle: Rising - Rozgrywka

Oprócz bardzo ciekawej fabuły, Eiyuden Chronicle: Rising ma też świetnie skrojony system walki - z racji tego, że jest to tytuł 2D, bazujący głównie na akcji w czasie rzeczywistym, nie uświadczycie tu nawet grama turowości czy jakiegoś większego planowania wypraw. Ot mamy kilku grywalnych bohaterów, każdy z nich ma swój dedykowany przycisk ataku na klawiaturze czy też padzie i to w sumie tyle. W przypadku takiego blaszaka CJ atakujemy za pomocą Z, Garoo jest pod klawiszem X, Isha pod C i tak dalej. Magia tego systemu tkwi jednak w tak zwanych Linkach, czyli łączonych combosach jakie możecie łatwo skojarzyć na przykład z Tekken Tag Tournament - gdy bohater A wykonuje cios, na scenę wbija jego kumpel, a następnie znów wskakuje bohater A. Początkowo akcję możemy łączyć w maksymalnie 2 ataki, ale im dalej w las i im większy postęp w fabule, tym nasze możliwości się zwiększają.

Początkowo bałem się, że takie uproszczenie będzie bardzo krzywdzące dla potencjału jaki tu tkwi, ale jednak idea błyskawicznego przełączania się pomiędzy herosami i łączenie ich stylów walki jak w bijatykach, jest naprawdę fantastyczne i daje mnóstwo satysfakcji. Oczywiście, aby zachęcić nas do szuflowania postaciami nasi oponenci są na przykład wrażliwi tylko na jeden rodzaj magii lub cięższych ciosów, więc nie da się przejść recenzowanej dziś produkcji tylko jedną postacią.

Mocno uproszczony jest również system rozwoju postaci i naszego ekwipunku, co z jednej strony może się bardzo podobać, bo pasuje do konwencji gry, z drugiej rozczarować osoby lubujące się w znajdowaniu co rusz nowego wyposażenia i porównywania statystyk. Całość powiązana jest bowiem mocno z naszym postępem w historii oraz w odbudowie, a następnie rozbudowie miasta. Początkowo u kowala możemy wykuć sobie zbroję i oręż powiedzmy do poziomu 8, a żeby dalej dało się lepiej uzbrajać naszych wojaków, należy wykonać zadanie poboczne dla kowala i rozbudować jego warsztat do poziomu drugiego. To samo tyczy się tawerny, magów i kilku innych lokali usługowych jakie znajdziemy w New Nevaeh.

Eiyuden Chronicle: Rising

Eiyuden Chronicle: Rising - Zadania poboczne

Dużą rolę w całej rozgrywce odgrywają również bardzo liczne zadania poboczne jakie dostawać będziemy od mieszkańców i innych najemników - jak już wspomniałem za wykonanie każdego z nich dostaniemy uroczy stempelek do naszej kartoteki, a za ich odpowiednią ilość miasto wkraczać będzie na nowe poziomy. Łącznie misji jest jakoś około 100 lub coś ponad tę liczbę - dokładnie nie liczyłem. Ważne jest, że jest ich bardzo dużo, a to odbiło się mocno na ich jakości. Wśród kilku ciekawszych zadanek, znajduje się niezliczona ilość questów pokroju przynieś mi X drewna, przynieś mi Y żelaza, idź pogadać z typem co stoi 3 metry dalej, bo ja się wstydzę, i tak dalej i tak dalej.

W pewnym momencie jak nazbierało mi się tego dość dużo i zacząłem czyścić sobie listę aktywnych misji, przez co ciągle dostawałem spam informacji typu "1 lub więcej zadań może zostać ukończone", po czym wróciłem do miasta i spędziłem dobre 20 minut gadając o największych możliwych bzdurach, tylko po to, aby zebrać te durne znaczki. Z jednej strony to trochę męczące, z drugiej co rusz jesteśmy czymś nagradzani, więc twórcy gry łechtają nasze wewnętrzne poczucie potrzeby robienia postępów.

Czy zatem Eiyuden Chronicle: Rising jest grą godną polecenia? Jak najbardziej tak - łączy w sobie lekki humor, prostą aczkolwiek przyjemną rozgrywkę oraz świetną, wciągającą przygodę jakiej nie było w tym gatunku od dawna. Dzięki tej produkcji naprawdę z niecierpliwością wyczekuję premiery Eiyuden Chronicle: Hundred Heroes.

Ocena - recenzja gry Eiyuden Chronicle: Rising

Atuty

  • Świetne wprowadzenie do świata Eiyuden Chronicles
  • Prosty, aczkolwiek satysfakcjonujący system walki
  • Rozwijanie wioski to czysta frajda
  • Lekkie poczucie humoru
  • Przyjemna dla oka oprawa wizualna
  • Logiczne mini-gry

Wady

  • Zbyt wiele zadań pobocznych typu przynieś, wynieś, pozamiataj
  • Ścieżka dźwiękowa mogłaby być bogatsza i nieco ciekawsza
  • Powolny początek może ostudzić zapał

Igor Chrzanowski

Eiyuden Chronicle: Rising w świetny sposób wprowadza nas w świat jaki będziemy mieli okazję zwiedzić w Eiyuden Chronicle: Hundred Heroes. To po prostu bardzo dobra historia, która rozbudzi wasz apetyt.
Graliśmy na: PC

Galeria

Komentarze (21)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych