Ozark (2022) - recenzja serialu [Netflix]. Zagłada domu Byrde'ów

Ozark (2022) – recenzja i opinia o serialu [Netflix]

Kuba Koisz | 23.01, 20:52

Jeśli zastanawiacie się, dokąd to wszystko zmierza oraz jak potoczą się losy rodziny, w której więcej niż jedna rzecz poszły bardzo, a to bardzo nie tak, możecie wskoczyć na pokład nowego sezonu „Ozark”. Lubująca się w praniu brudnej kasy familia zaprasza nas ponownie do swojego mrocznego świata, a pierwsza część czwartego sezonu zapowiada, że fatalizm może niedługo przyjść do niej (wcale nie) niespodziewanie i poprosić o zwrot tego, co należne. A przez lata odsetki narosły... 

Podobnie jak oczekiwania fanów względem rozwijania wątków w tym kryminale, który nauczył nas, że chociaż życiu może być tylko mroczniej i gęściej, to my wybieramy, czy ten mrok może zainfekować również tych, których kochamy. Rzecz jasna platformy stremingowe oraz widzowie nie odkryli wraz z tym serialem produkcji, które wzięły sobie za cel przedstawienie ambiwalencji moralnej, bo "Ozark" to jedynie kontynuator trendów "poważniejszego" podejścia zwykłych ludzi uwikłanych w mafijne przepychanki. Mimo to mamy do czynienia z wciąż potrafiącą przykuć uwagę produkcją. Niestety czym głębiej w las, tym wyraźniej ta oddalała się ona od najlepszych przedstawicieli kryminału pożenionego z dramatem rodzinnym. Szkoda tej straty, ale czuć, że przynajmniej na tym etapie twórcy chcą, aby „wygaszanie” nie wydawało się robione po macoszemu. 

 Ozark (2022) - recenzja serialu [Netflix]. Powolna kulminacja i... ucięcie

Kiedy ostatni raz widzieliśmy rodzinę Byrde, byli zszokowani śmiercią kogoś, kto wydawał się nietykalny. W najnowszym sezonie będziemy więc obserwowali jak Marty i Wendy muszą wejść jeszcze głębiej w świat kartelu Navarro, aby zadowolić zarówno zleceniodawców (których stali się niewolnikami), jak i trzymać z dala od problemów swoje dzieci. Macki zła są coraz dłuższe, a moralność członków tej rodziny dawno została poddana próbie. I chociaż już kilka ważnych śmierci i odejść za nami, a ten sezon rozkłada nowe figury na sachownicy, tak naprawdę niewiele tutaj udziwnień – to stare, dobre „Ozark”, które (szczególnie w drugiej połowie tego sezonu) zdaje się zmierzać w konkretnym kierunku. Zderzenie czołowe z przeznaczeniem jest nieuniknione, a ogląda się to wciąż wyśmienicie, szkoda tylko, że na raty.

Ozark (2022) - recenzja serialu [Netflix]. Kilka kroków ku zagładzie

Zdaje się nawet, że w tym sezonie podzielonym na dwie połowy będzie więcej akcji niż w trzech poprzednich, ale ten serial osiąga prawdziwą wielkość dopiero wtedy, gdy znowu musimy zmierzyć się z oceną działań rodziny Byrde'ów. Suma ich przewinień osiągnęła wręcz „sopranowski” poziom, chociaż sam serial raczej wciąż porusza się w sferze klasycznej oceny moralnej, więc coraz trudniej sympatyzować z bohaterami. Pozwala to szczególnie Jasonowi Batemanowi na pozostanie postacią, której chcemy się kibicować, tak długo, jak tylko się da, ale też czekamy trochę na to, kiedy podwinie mu się noga. Scenarzyści dwoją się i troją, aby przedstawić jego motywację jako coś, z czym można się utożsamiać, ale tak jak wspomniano wcześniej – wiedząc, że to przedostatni rozdział tej historii oczekujemy raczej gorzkiej piguły niż odjeżdżania w kierunku zachodzącego słońca. Serial zmienia się więc w szekspirowskie wygaszanie losów postaci tragicznych, które wydają się od dawna spisane na straty. Bateman gra ponownie tak, jakby „Ozark” było całym jego życiem, a jego bohater, Martin, podskórnie wiedział, co go w tym rozdaniu czeka. Ostatnie odcinki tego sezonu podnoszą stawkę tak wysoko, że mimo obniżenia lotów pod względem scenariuszowym i porzucenia aspiracji artystycznych, chcemy czym prędzej wiedzieć, co wydarzy się dalej. 

Ta ciągła walka o przetrwanie wciąż zajmuje naszą uwagę w sposób skuteczny i opiera się to na najlepszych inspiracjach oraz motywach. Żaden z tych „chwytów za gardło” nie miałby jednak racji bytu, gdy obok ludzi stojących za sterami serialu nie płynęli z nimi do końca tak świetni i zaangażowani aktorzy. To dzięki rolom Batemana, Laury Linney czy Julii Garner chcemy zostać z tymi postaciami do końca oraz sprawdzić, która nasza teoria o upadku rodziny się sprawdzi. A niewątpliwie zmierzch już nadciąga. 

Atuty

  • Jason Bateman w tej roli czuje się jak ryba w wodzie;
  • Wyraźnie czuć, że te wątki dokądś zmierzają;

Wady

  • "Ucięcie" w naprawdę newralgicznym punkcie;

Kuba Koisz

"Ozark" w czwartym sezonie (a raczej w jego połowie) ponownie przenosi nas do mrocznego i brudnego świata, w którym główni bohaterowie chcą wyłącznie przetrwać. I czuć, że ta historia zmierza do jakiejś kulminacji. Szkoda tylko, że zdecydowano się na podzielenie tego sezonu na pół.

7,0

Komentarze (15)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych