Największym problemem w przypadku Watch Dogs był dla mnie bezpłciowy bohater. Nie potrafiłem zrozumieć intencji Aidena, nie miałem ochoty mu pomagać, a w dodatku męczyło mnie jego podejście. W konsekwencji wymęczyłem historię, gra trafiła na półkę, a teraz nawet jej drugi egzemplarz leży zafoliowany na półce. Właśnie z tego powodu ucieszyłem się na zapowiedź kontynuacji, w której na pierwszy plan wysunął się Marcus Holloway. Dwudziestoczterolatek jest lustrzanym przeciwieństwem swojego poprzednika i już z tego powodu Watch Dogs 2 zasługuje na szansę. Francuzi zaryzykowali serwując graczom tak wielką rewolucję w tak młodym IP, ale w tym wypadku trudno narzekać.

Zła korporacja, zabawny bohater i aplikacja przejmująca władzę  

Młodego bohatera poznajemy podczas „próby siły”. Marcus włamuje się do budynku, oklepuje kilku strażników, kasuje z bazy danych swoją kartotekę i zyskuje szacunek wśród pozostałych członków DedSec. Protagonista bardzo szybko przekonuje grupę hakerów do swoich umiejętności, staje się ich przedstawicielem, dzięki czemu ekipa może wspólnie planować działania. Formacja nie zamierza wyłączyć PlayStation Network i Xbox Live podczas nadciągających świąt, a ich celem jest znana graczom organizacja Blume. To właśnie pracownicy tej firmy stworzyli CtOS 2.0, czyli jeszcze potężniejszy system, który kontroluje działania wszystkich mieszkańców San Francisco. Pierdnąłeś w pracy, Twoja żona kręci lody z sąsiadem, a dziecko zjada gile grając w Minecrafta? Oni to wiedzą. Hakerzy dostrzegając totalną inwigilację mieszkańców postanawiają pokazać ich prawdziwe oblicze. Nie jest to oczywiście łatwa sprawa, bo korporacja kontroluje każdy najmniejszy element życia społecznego, ale zespół wpadł na ciekawy plan. Przygotowano aplikację, którą każdy zainteresowany może zainstalować na swoim urządzeniu, a program dostarcza wszystkich informacji o działalności DedSec, jednocześnie wykorzystując siłę sprzętu w odpowiednim momencie, by móc zaatakować CtOS 2.0. Hakerzy wiedzą, że nie posiadają odpowiedniej mocy, ale to właśnie Kowalski, Gruszczyk, czy tam inny Trump pomogą za pomocą swoich gadżetów. Każda osoba pobierająca aplikację zgadza się na taki manewr, bo wśród mieszkańców coraz to częściej słychać oburzenie na działania Blume. Właśnie w tym miejscu swoją szansę widzi DedSec, które za pomocą efektownych akcji pokazuje Amerykankom problem, a jednocześnie zachęca ich do wspierania inicjatywy.


Właśnie tak prezentują się ogólne założenia rozgrywki – w Watch Dogs 2 naszym zadaniem jest zbieranie followersów, czyli osób chcących pomóc w pokonaniu CtOS 2.0 oraz Blume. Każda nasza aktywność, wykonana misja, ukończenia dodatkowego zadania, wzięcie udziału w wyścigach, zaatakowanie innych graczy, czy nawet rozgrywka w kooperacji – wszystko opiera się na jednym wzorze i ta integracja jest jednym z lepiej wykreowanych systemów, bo tutaj ma sens każda poboczna działalność. A sam wątek główny również nie zawodzi, bo misje są podzielone na etapy i za każdym razem trudno tutaj o nudę. W głównej mierze zadania polegają na przedarciu się do wyznaczonej lokacji, wykradzeniu danych, czy też zainstalowaniu wirusa. Choć cały czas bierzemy udział w podobnych aktywnościach, to jednak przygotowana historia za każdym razem motywuje do rozgrywki. Podobnie zresztą jest z zadaniami pobocznymi, które nie są stworzone na jedno kopyto pokroju „idź, zabij, przynieś, pozamiataj”, a zawsze mamy okazję poznać skromną opowieść, która wpisuje się w realia produkcji.

Bez wątpienia te pozytywne wrażenia z obcowania w skórze Marcusa są w moim przypadku podparte samą rozgrywką. Do naszej dyspozycji deweloperzy oddali dwa roboty – mały samochodzik oraz latającego drona. Oba sprzęty są niezbędne, by czasami dostać się do wyznaczonego miejsca, oszukać strażników, czy po prostu rozwiązać łamigłówkę. W grze powracają znane z pierwszego Watch Dogs układanki, podczas których musimy doprowadzić prąd z punktu A do punktu B. System działał już wcześniej, a tutaj po prostu nie przeszkadza i dobrze integruje się z całością.

Haker pokazuje moc, a później wyciąga karabin

W przypadku opowieści Aidena miałem spore problemy z umiejętnościami hakera, bo nie zostały one w moim odczuciu odpowiednio wykorzystane. Tutaj twórcy wyciągają wnioski i serwują graczom więcej zdolności, które w istotny sposób wpływają na rozgrywkę. Skille zostały podzielone na kilka kategorii – hakowanie pojazdów, inżynieria społeczna, zakłócenia miejskie, majsterkowanie, botnety, strzelectwo, zdalne sterowanie, a każda grupa to osobne drzewko zawierające kilka mocy. Dawno nie miałem takiej przyjemności z rozwijania bohatera, bo w przypadku drugiego Watch Dogs za każdym razem Marcus uczył się czegoś nowego, co po chwili mogłem wykorzystać podczas misji. Moją ulubioną zdolnością jest wysyłanie podrobionego nakazu aresztowania i tym samym wzywanie policji na wyznaczony cel – po kilku sekundach na miejscu pojawiają się gliny i często kończy się to niemałą strzelaniną. Z drugiej strony można wezwać gangsterów, którzy po prostu wyciągają gnaty i rozpoczynają rozróbę. Zawsze w tej sytuacji stałem gdzieś z boku przełączając widok na poszczególne kamery, a jeszcze dla upiększenia tego chaosu zdalnie odpalałem samochody, które rozjeżdżały biegających strażników. Na koniec z gracją wpadałem do lokacji i po cichu eliminowałem niedobitki – bohater ma do dyspozycji piłkę bilardową zawieszoną na sznurku i z naprawdę wielką gracją powala kolejnych rywali. Miałem przy tym nadzieję, że taka zabawa będzie trwać i trwać, ale od pewnego momentu heros musi wyciągnąć pukawkę i samemu strzelać – system nie zawodzi, jednak zaburzyło mi to odbiór przygody. Tutaj przygotowane zabawki aż proszą się o działanie z ukrycia i wybijanie rywali za pomocą telefonu, lecz od pewnego momentu jest to zbyt męczące. Próg błędu jest tak niski, że po prostu efektowniej jest wyciągnąć karabin i wystrzelać wszystkich w budynku. Szkoda.

Najwięcej kontrowersji w przypadku produkcji wywołuje od początku jej atmosfera. Ubisoft zdecydował się na bardzo luźne podejście do historii i bez wątpienia ta decyzja podzieli graczy. Ja nie miałem problemów z poznawaniem przygody „luźnego hakera”, bo ta opowieść jest podana w bardzo przystępny sposób. Jasne, że na każdym kroku pojawiają się suche żarty, wciąż postacie rzucają przekleństwami, a niektóre misje są po prostu niedorzeczne, ale zdecydowanie bardziej wolę takie podejście od nudnego, pustego i głupio-heroicznego Aidena. W tym przypadku koncepcja była przedstawiona z góry i albo to kupujesz, albo omijasz szerokim łukiem. Należy jednak wziąć pod uwagę, że realia dobrze wpisują się w miasto. San Francisco nie prezentuje największej mapy w historii sandboksów, ale nie można odmówić tej miejscówce swojego uroku. Piękne wschody słońca, zmienne warunki pogodowe i wciąż pojawiające się na domach memy, różowe słonie, czy też inne elementy dość silnie przedstawiające społeczeństwo. Twórcy wyraźnie nie boją się poruszać trudnych dla wielu tematów, ale robią to w bardzo przystępny sposób.

Również DedSec jest przedstawione w grze w ciekawych barwach – obok Marcusa pojawia się zgraja barwnych postaci, w których na pierwszy plan wychodzi Śruba. Bohater w masce od początku sypie śmiesznymi żartami, potrafi rozładować napięcie, a nawet ma okazję kilkukrotnie pokazać swoje zdolności. Mam małe zastrzeżenia, co do samej inicjacji Marcusa, która w zasadzie… Nie istnieje. Bohater z miejsca staje się najlepszym przyjacielem wszystkich i wspólnie zespół zamierza zniszczyć tajną organizację kontrolującą życie mieszkańców. Jest to mocno naciągane, ale wyraźne widać, że autorzy nie chcieli tracić czasu na kolejne etapy wtajemniczenia. Przed rozgrywką trzeba także przyjąć, że sam temat hakerów jest tutaj zaprezentowany bardzo luźno – po prostu taka od początku została przyjęta koncepcja, która jednym się spodoba, a innych totalnie wymęczy. Twórcy bardzo interesująco łączą rzeczywistość z fikcją serwując graczom nawiązania między innymi do niemal legendarnych Anonymous – trudno mi trochę wyobrazić sobie tę ekipę walczącą w CtOS 2.0 w taki sposób, jednak Francuzi przedstawiają swoją wizję rzeczywistości.  

Uważaj na przechodniów i korzystaj z uroków miasta

Sporym atutem jest również system „żyjącego miasta”. Kilkukrotnie miałem okazję przeżyć akcję wykreowaną przez sztuczna inteligencję. Dla przykładu – próbowałem zinfiltrować miejscówkę, ale za każdym razem byłem zauważany przez ochronę, aż pewnego razu udało się wybawić z ogrodzenia strażnika, ten został dostrzeżony przez pieszego, który wezwał na miejsce policje. W końcu uzbrojony jegomość stwarzał zagrożenie. W innej sytuacji facet niszczył samochód swojej puszczalskiej byłej i robił to akurat obok miejsca misji, więc funkcjonariusze, którzy chcieli go obezwładnić, wplątali się akcją w moje zadanie. Takie wydarzenia są w grze całkowicie opcjonalne, więc jeśli macie pecha (lub szczęście), to nigdy ich nie doświadczycie.  

W grze znalazły się ciekawe aktywności poboczne. Obok wykonywania misji w kooperacji możemy dla przykładu wziąć udział w wyścigu dronów, pościągać się mini-samochodzikami, powalczyć o jak najlepszy czas na motocyklu, czy też nawet wcielić się w taksówkarza. Są to miłe dodatki, które umilają czas i są przyjemną odskocznią od fabularnych misji. Deweloperzy jednak przesadzili ze zbyt zręcznościowym modelem jazdy, który uprzykrza życie. Auta reagują na najmniejszy ruch i często potrafią zachowywać się dość nienaturalnie. Przez ich działanie w grze można natrafić na małe glitche, przez które pojazd przelatuje kilka metrów nad ziemią lub nienaturalnie odbija się od innego. Twórcy muszą zdecydowanie popracować nad systemem prowadzenia, ale na szczęście w grze pojawia się opcja szybkiej podróży – od samego początku możemy teleportować się przykładowo do sklepów z odzieżą lub lombardów, skracając niemal do minimum czas przejażdżki.

Podczas rozgrywki na PlayStation 4 Pro nietrudno zachwycać się nad oprawą. Gra faktycznie wygląda w wielu miejscach wyśmienicie, a szczególnie trzeba oddać deweloperom dopracowanie mimiki twarzy, animacji bohatera, czy też wszystkich scenek przerywnikowych. Tytuł z założenia prezentuje bardzo ciepłe-kolorowe barwy i wielokrotnie można się zachwycić widokami. W trakcie zabawy nie trafiłem także na większe problemy z płynnością animacji, ale z przykrością stwierdzam, że autorzy nadal nie potrafią zaoferować ciekawej rozgrywki w Sieci. Czy tryb multiplayer jest potrzebny w tym tytule? Zdecydowanie nie, ale twórcy ponownie pozwalają dokonywać inwazji (wpadamy do świata innego gracza i hakujemy go lub bronimy się przed taką akcją) lub brać udział w polowaniu (wpadamy do świata innego gracza i musimy go zabić z pomocą policji lub bronimy się przed taką akcją). Te warianty zabawy są w moim odczuciu totalnie niepotrzebne, a w dodatku aktualnie nie działają. Ubisoft już pracuje nad stosowną łatką, więc nie zamierzam ich oceniać, jednak miałem okazję na dwóch imprezach sprawdzać oba warianty zabawy i mogę śmiało stwierdzić, że nie kupuję tego. To nadal nie jest opcja, która mogłaby mnie przyciągnąć do ekranu.