Saga JoJo’s Bizarre Adventure przeżywa ostatnio swoją drugą młodość dzięki serialowi animowanemu, który przebił się również na zachód. Nie jest to raczej marka zbyt eksportowa. Jej specyficzne poczucie humoru i bohaterów poruszających się niczym modelki na wybiegu strawią jedynie nieliczni. O ile nie przeszkadza nam tego typu groteska, to zapewniam, że warto zgłębić opowieść o rodzie Joestarów. Eyes of Heaven tymczasem, to już druga gra autorstwa studia CyberConnect 2, która próbuje odbić się na nowej fali popularności komiksu. Niestety, tym razem adaptacja nie wyszła Japończykom najlepiej.

Ora Ora!

Studio, które najbardziej znane jest prawdopodobnie z gier o przygodach Naruto, próbowało kilka lat temu stworzyć prawdziwą bijatykę 1v1. Wtedy również padło na markę JoJo’s Bizarre Adventure i tytuł ten okazał się naprawdę świetny. Gra bardzo ładnie wpasowywała się w złoty środek pomiędzy kompletnie casualowym brawlerem, a solidną, profesjonalną bijatyką. Praktycznie każdy gracz mógł znaleźć w niej coś interesującego dla siebie. Ich nowa produkcja to powrót do korzeni, czyli tego, co studio robi na co dzień. Mowa tu o bardziej swobodnych, arenowych bójkach. Niestety, Eyes of Heaven wyraźnie nie miało takiego budżetu jak Ultimate Ninja Storm i niedociągnięcia widoczne są niemal na każdym kroku.

Zacznijmy jednak od systemu walki, bo ten nie jest wcale taki zły. Tym razem walczymy w parach i rozbijamy się po bardziej rozbudowanych arenach, które mają zróżnicowane ukształtowanie terenu. Każda z nich nawiązuje do jakiegoś ważnego wydarzenia z historii JoJo, co jest oczywiście naturalnym wyborem dla lokacji. Zabawa jest bardzo płynna i każdy z bohaterów ma sporą liczbę specjalnych ataków do swojej dyspozycji, które odpala się bajecznie prosto. Klasyczne ciosy typu ORA ORA!, to miód na serce fanów pierwowzoru. Wojownicy są wyjątkowo różnorodni pod względem stylów walki, co tym bardziej cieszy, gdy mamy dostęp do tak ogromnego wachlarza zawodników. Każdego prowadzi się zupełnie inaczej.

Zawodnicy, poza specjalami i normalnymi uderzeniami, mają jeszcze do dyspozycji charakterystyczne dla siebie Style Actions, czyli wyciągnięte prosto z kart komiksu umiejętności. Piszę w ten sposób, ponieważ nie zawsze są one ofensywne. Ponadto mamy również możliwość odpalenia Dual Combo Mode, w którym uderzenia obu postaci z zespołu ładują specjalny pasek. Jego wypełnienie skutkuje mocnym kończącym atakiem. Częste wykonywanie podwójnych combosów pozwoli nam ostatecznie wyprowadzić Dual Heat Attack, czyli iście filmową kombinację  wyprowadzaną przez dwójkę bohaterów. Jeżeli odpowiednio dobierzemy parę wojowników, to nawet wykonają jakąś wspólną akrobację znaną z rysowanych przygód JoJo.

Wracając jeszcze na chwilę do plansz, każda z nich ma sporą liczbę specjalnych warunków do spełnienia. Ich odkrycie i wykonanie podczas walki skutkuje specjalnymi punktami zwanymi JoJolity, które możemy następnie wydawać na dodatkowe bonusy.

Myślałeś, że dostaniesz dobrą grę...

Niestety tutaj kończą się pozytywy. Versus, z jakiegoś magicznego powodu, nie oferuje możliwości zabawy na podzielonym ekranie. Jeśli chcemy walczyć z żywymi graczami, to pozostaje tryb sieciowy. Innym problemem jest fatalny interfejs użytkownika. Cały lewy bok mamy zawalony ikonkami, które rozwijają się, gdy chcemy wykonać specjale. Rozumiem, że jest to tytuł w dużej mierze nastawiony na graczy niedzielnych, ale bez przesady. Ironicznie, w Eyes of Heaven brakuje również solidnego tutoriala. Otrzymujemy za to chaotyczne i nieinteraktywne karty, które wypada przeczytać przy pierwszym naszym podejściu do gry.

"Eyes of Heaven wyraźnie nie miało takiego budżetu jak Ultimate Ninja Storm i niedociągnięcia widoczne są niemal na każdym kroku"

Tryb fabularny to koszmarek. Zapomnijcie o pięknych, animowanych przerywnikach jakie pamiętacie z serii Ultimate Ninja Storm. Eyes of Heaven to bardzo nijaka opowiastka o podróżowaniu w czasie, by pokonać tajemniczego złego zwanego „The Noble One”. Nie szykujcie się na zaskakujące zwroty akcji, zręcznie napisane dialogi, czy chociażby na efektowną reżyserię. Ot, ludki chodzą i gadają o rzeczach oczywistych. Podczas trybu Story pojawiają się również segmenty „eksploracyjne”, o ile można eksploracją nazwać 5 sekundowy spacer od punktu A do punktu B na bardzo małej arenie. Przynajmniej umilono nam czas kilkoma mini grami, jednak jest to za mało, aby uratować gracza od nudy.

... ale to byłem ja, Dio!

Problemem Story Mode jest również system rozwoju postaci. Jest on dosyć pokracznie zrealizowany. Niby fajnie, że mamy możliwość zbierać doświadczenie, a także zacieśniania więzi pomiędzy bohaterami. Inna sprawa, że rozwiązano to w taki sposób, że każdy wojownik ma na początku zablokowane praktycznie wszystkie umiejętności. Efektem tego jest nuda i konieczność klikania w jeden przycisk przez kilkanaście pierwszych walk daną postacią, co jest po prostu kuriozalne.

Gra nie jest też ładna. Tym bardziej jeśli zestawimy ją z innymi produkcjami autorstwa CyberConnect 2. Lepiej prezentowały się nie tylko gry z serii Naruto, które, choć bywały różne jakościowo, to zawsze oferowały prześliczną oprawę graficzną, ale nawet JoJo’s Bizarre Adventure: All-Stars Battle z PS3 jest znacznie przyjemniejsze dla oka. Projekty aren w Eyes of Heaven bardzo ładnie imitują panele z komiksu, ale geometria poziomów i cieniowanie razi prostotą, a tekstury na postaciach mocno straszą niską rozdzielczością. Na tym aspekcie wyraźnie zacisnęły się wydawnicze nożyce mające na celu przyciąć deweloperom budżet.

Średnia oprawa graficzna sprawia, że tym bardziej brak usprawiedliwienia dla koszmarnie długich czasów ładowania.

Zaskakująco, w grze nie ma zbyt wiele grywalnej zawartości. Znajdziemy za to mnóstwo elementów do odblokowania, takich jak kostiumy, pozy i cytaty, które doskonale wpasowują się w klimat gry. Osoby nowe w świecie JoJo będą mogły odnaleźć się w niem dzięki obszernej encyklopedii. Z pewnością okaże się ona przydatna, bowiem twórcy postanowili wrzucić graczy na głęboką wodę i nie tłumaczyć zbyt wiele w trakcie samej rozgrywki.

JoJo’s Bizarre Adventure: Eyes of Heaven oferuje przyjemny system walki, ale wszystko wokół niego zrealizowano słabo. Jest to gra, w której fajnie rozegrać kilka partyjek po sieci lub samemu, jednak nic ponadto. Tym bardziej, że brak kanapowego multiplayera skreśla ją jako tytuł imprezowy. Jeżeli chcecie wesprzeć CyberConnect 2 i uwielbiacie sagę o Joestarach, to lepiej sięgnąć po ich poprzednią grę z tego uniwersum.