Mając jakieś 11-12 lat pierwszy raz doświadczyłem magii Battle.netu. Bezproblemowe połączenie, porządne serwery, rozgrywka w Sieci bez lagów, mnóstwo przeciwników i ta niezwykła satysfakcja płynąca z każdego starcia. Od tego czasu zagrałem w setki gier, wiele wyśmienitych tytułów, ale długo, naprawdę długo czekałem na tytuł tak dobrze skrojony i przygotowany z największą dbałością o najmniejsze szczegóły.

Pierwszy mecz zmienia wszystko

Overwatch to sieciowa strzelanka nastawiona na rozgrywkę dwóch sześcioosobowych zespołów. W grze nie znalazła się kampania przedstawiająca świat, ale wystarczy jeden mecz, by zakochać się w przypominającym filmy wytwórni Pixar uniwersum. Przed każdym spotkaniem wybieramy jednego z 21 bohaterów, ale wybór nie jest w żaden sposób obligatoryjny, bo po śmierci możemy bez problemu wybrać innego herosa i kontynuować mecz w nowych butach. Nie bez przyczyny wspominam tutaj o amerykańskiej wytwórni, ponieważ produkcja Blizzarda faktycznie przypomina najbardziej znane filmy animowane. Herosi wyglądają wyśmienicie, każdy ma swoją duszę, lokacje to barwne i pięknie wyglądające miejscówki, a efektowne zdolności upiększają krajobrazy i  sprytnie łączą się z całym projektem. Na tę pozycję po prostu dobrze się patrzy, bo graficy wykonali wyborną pracę przy projektowaniu postaci, a każdy wojownik prezentuje inną stylistykę, ale jednocześnie uzupełnia świat.

Można jedynie żałować, że Blizzard nie zdecydował się na przygotowanie choć małych kampanii, które odpowiednio przedstawiałyby herosów. Przed premierą zobaczyliśmy fantastyczne zwiastuny serwujące szczątkowe informacje o bohaterach, ale wykreowane uniwersum zasługuje na więcej.

Zamiast tego mamy cztery sieciowe tryby, w których nie brakuje dynamicznej akcji. W Eskorcie należy dostarczyć ładunek-pojazd do wyznaczonego miejsca, a oczywiście obrońcy muszą zniweczyć ten plan. Podczas Szturmu zadaniem zespołu jest przejęcie wyznaczonych stref przeciwników. W Kontroli bierzemy udział w zmaganiach do dwóch zwycięstw, w trakcie których należy przejąć lokację. A na koniec możemy jeszcze wziąć udział w połączeniu Szturmu z Eskortą… Niezależnie od wybranego wariantu zabawy, niezależnie od przedstawionej mapy i wybranego herosa każdy mecz jest inny, ale jednocześnie oferuje tonę przyjemności. To niby tylko cztery tryby, ale tutaj niezwykle trudno o szczyptę nudy. Wyszukiwanie starć trwa zaledwie 5-10 sekund i po minucie biegamy już po mapie!

Esencja strzelania w równo skrojonym garniturze

Chciałbym wybrać najlepszy wariant zabawy, ale szczerze? Nie potrafię. Każdy pozwala uczestniczyć w wyśmienitych starciach, które są przepełnione dynamiczną akcją. Tutaj często zdarzają się sytuacje, gdy jeden z zespołów dominuje, a dosłownie na ostatniej prostej rywale dochodzą do głosu i w konsekwencji pojedynek do samego końca jest wypchany najmocniejszymi emocjami. Mecze trwają od 5 do 13-15 minut, ale w trakcie rywalizacji trudno nawet o głębszy oddech, bo stale musimy biegać, wykorzystywać umiejętności, wspomagać swój zespół i celnie strzelać. Czucie broni jest fenomenalne i to bez wątpienia kluczowy aspekt sukcesu pozycji. Na rynku pojawia się mnóstwo najróżniejszych strzelanek, ale żadna w ostatnich miesiącach nie zaoferowała mi takiej przyjemności z wsadzenia rywalowi w głowę siarczystego headshota.

Bez wątpienia również istotnym elementem rozgrywki są lokacje, które jako futurystyczne miejscówki są wzorowane na słynnych częściach z całego globu. W trakcie rozgrywki pobiegamy po klimatycznych krajobrazach w Japonii, poznamy ukryte zakamarki miasta z Wielkiej Brytanii, wpadamy na chwilę do Egiptu, by po zaledwie kilku minutach odwiedzić Stany Zjednoczone, Chiny, Meksyk, a nawet Rosję. Twórcy dopieścili każde z dwunastu przygotowanych miejsc, mapy nie tylko prezentują się fantastycznie, ale również oferują satysfakcjonującą różnorodność.  Należy jednak wiedzieć, że nie wszystkie są dostępne w każdym trybie i tak dla przykładu podczas Kontroli biegamy po Grecji, Chinach i Nepalu, a w trakcie Szturmu odwiedzamy Japonię, Egipt i Rosję.

Deweloperzy nie zdecydowali się na jakikolwiek rozwój herosów i zdobyte doświadczenie otrzymuje tylko gracz. Za każdy celny strzał, leczenie partnerów, asysty w zabijaniu, czy też oczywiście eliminowanie przeciwników zbieramy XP, dzięki któremu zdobywamy kolejne poziomy doświadczenia. Za LVL zgarniamy skrzynki z przedmiotami, w których znajdują się między innymi stroje dla herosów, farby do sprejowania murów, linie dialogowe, czy też pozy po zakończeniu starcia. Wśród nagród nie znajdziemy jednak elementów wpływających na rozgrywkę i balans.

Długie nogi, wielka broń i przerażająca siła

Każdy z dwudziestu jeden bohaterów jest dostępny od początku. Nie musimy męczyć się ze zbieraniem doświadczenia, a po prostu bez przeszkód sprawdzamy moce wszystkich śmiałków. Ta decyzja ma oczywiście głębszy sens, bo tak jak wspomniałem wcześniej, w trakcie jednego meczu możemy bez przeszkód manewrować herosami. Jest to bardzo istotne podczas pojedynków doświadczonych drużyn, bo formacje zmieniają postacie, dobierają odpowiednie taktyki do aktualnej sytuacji na mapie, dzięki czemu rozgrywka zamienia się w piękną partię szachów.

Trzeba przy tym wiedzieć, że Overwatch to gra dosłownie dla każdego. Blizzard kreując plejadę herosów zadbał o to, by każdy był prosty w kontrolowaniu, choć opanowanie ruchów wymaga od graczy poświęcenia naprawdę sporo czasu. Postacie są podzielone na cztery grupy – atak, obrona, wsparcie, tank – a w zespole niezbędne jest posiadanie każdego przedstawiciela, przy tym gracze muszą dobrze znać swoich wybrańców. Mimo wszystko magią pozycji jest, że nawet wybierając postać defensywną mamy ogromny wpływ na cały pojedynek i od początku do końca czujemy, że jesteśmy istotną częścią wielkiej układanki. Zmagania wymagają od graczy współpracy, ale nie jest ona narzucona na siłę, a raczej to konsekwencja dobrej i odpowiedniej gry zawodników. To prawdziwa rzadkość, by jakakolwiek produkcja oferowała tak zmyślny system umiejętności bohaterów, które łączą się ze sobą i pozwalają śmiałkom na tak łatwą kooperację.

W trakcie spotkań wielokrotnie zdarzyło mi się grać dla przykładu Łaską, która z pozoru powinna wyłącznie leczyć, ale pomiędzy uzdrawianiem znajomych zabijałem przeciwników, po chwili wracałem do uzdrawiania, a jeszcze nie zapominałem o wskrzeszaniu. Innym razem jako obronna Mei wpadałem w sam środek rywali, zamrażałem dwóch, a później odpalałem superzdolność i z uśmiechem na ustach patrzałem na umierających rywali. Innym razem jako Bastion ustawiałem się w odpowiednim miejscu, wyciągałem działko i ostrzeliwałem każdego nadbiegającego wroga. Uwielbiam również wskoczyć w dopasowane spodnie Smugi, która może teleportować się na krótkich odcinkach… Ta postać idealnie nadaje się do szybkich ataków, ale trzeba pamiętać o krótkim pasku zdrowia ponętnej dziewczyny. Gdy miałem ochotę na rozgrywkę z większej odległości, wypróbowywałem łuk Hanzo lub snajperkę Trupiej Wdowy. Często lubię zakradać się na tyły wrogiej formacji jako Żniwiarz lub zabawić się w dzikiego rewolwerowca jako McCree… W zasadzie mógłbym tak wymieniać bez końca. Herosi mają dostęp do zazwyczaj dwóch zdolności, ale po napełnieniu paska mogą aktywować mocniejszego skilla. Często to właśnie maksymalny skill przesądza o losach potyczki, ale oczywiście jest to kropla w morzu wielkiej wojny.  

Pierwsze dni na serwerach to oczywiście sprawdzanie każdej postaci i trudno mi wybrać chociaż jednego słabego bohatera. To zaskakujące, ale Blizzard zdołał wykreować wielką gromadę przemyślanych postaci, które uzupełniają się na polu walki, a każdy pełni istotną rolę. Wszystko zależy oczywiście od naszych umiejętności i opanowania bohatera, ale wystarczy kilka minut, by znać podstawy każdego wojownika.

Trudno nie odnieść wrażenia, że cały system (postacie, mapy, tryby) są wykreowane pod sporty elektroniczne. Jest to świetna wiadomość dla graczy, bo możemy mieć pewność, że gra będzie przez wiele miesięcy wspierana najróżniejszych aktualizacjami. Już teraz Blizzard zapowiedział serię turniejów, dzięki którym sympatycy wrażeń na najwyższym poziomie będą mogli zgarnąć spore nagrody.

Aktualnie można jedynie żałować, że Tryb Rywalizacji znany z testów beta nie został dodany do produkcji na premierę – właśnie ten wariant będzie najważniejszym elementem gry przez następne lata, ponieważ podczas spotkań weźmiemy udział w potyczkach na ustalonych zasadach, otrzymamy punkty, będziemy zdobywać rangi i tak nakręci się wielka spirala. Taką zabawę znamy już z innych gier Blizzarda i Sezony za każdym razem zdają egzamin na szóstkę. Według ostatnich informacji wariant zabawy ma powrócić do gry jeszcze w czerwcu.