Przebojowe dzieło Wargaming.net przez wiele lat unikało konsol, lecz gdy dwa lata temu Microsoft wydało WoT: Xbox 360 Edition, istną falą posypały się zachwyty nad jakością portu jednej z najpopularniejszych gier komputerowych naszych czasów. To z kolei doprowadziło do stworzenia jeszcze lepszej wersji na Xboksa One. Posiadacze konsol Sony, musieli się jednak obejść smakiem i aż do stycznia tego roku mogli tylko zazdrościć zielonym kolegom.

Czym jest Świat Czołgów i z czym to się je, każdy już wie, dlatego też przejdę od razu do tego, co najważniejsze w takiej konwersji – kwestii technologicznych. Podobnie jak poprzednie edycje, tak i ta na PlayStation 4 wykorzystuje dobrodziejstwa symulacyjnego silnika BigWorld Technology, dzięki czemu wszystkie wrażenia z rozgrywki są dopracowane w niemalże każdym detalu.

Ważąca niemało, bo aż 40 GB gra prezentuje się naprawdę bardzo dobrze. Graficznie ekipa odpowiedzialna za tytuł sięgnęła najwyższej półki. Modele pojazdów, budynki, otoczenie i elementy krajobrazowe są wykonane z odpowiednią pieczołowitością, czym zachwycą niejednego konesera – tyczy się to zwłaszcza wielotonowych potworów.

Dodatkowo zadbano o jak największy realizm wszystkich zdarzeń dziejących się na ekranie. Przekłada się to na przykład na to, że źdźbła traw uginają się pod gąsienicami czołgów, które z kolei żywo reagują na strukturę podłoża – czyli zamiast beznamiętnie przejeżdżać przez teksturę szyn kolejowych, zauważymy jak całość dostosowuje się do nich. A takich bajerów jest naprawdę sporo.

Ponadto twórcy zaimplementowali niemalże w pełni zniszczalne środowisko. Co prawda nie zburzymy wielkiej katedry, ale napierając na wiejski domek, zrównamy go z ziemią. Niestety w oczy może razić to, że niektóre elementy zamiast się dewastować, po prostu znikają – na przykład uderzając o płotek nie będzie Ci dane zobaczyć jak rozlatuje się w drobny mak, lecz z chwili na chwilę się dezintegruje.

Jak wiadomo, nie samą grafiką gracz żyje. Najważniejszym aspektem World of Tanks jest bardzo dobrze przemyślana i zaprojektowana rozgrywka. Standardowo dla tego typu gier, na dużych mapach stają naprzeciw siebie dwie drużyny. Tutaj w zależności od rozmiarów planszy i trybu gry może to być nawet do 15 graczy na zespół. Bić się będziemy głównie o zajęcie bazy przeciwników, bądź zdobycie kontroli nad wyznaczonym punktem na środku mapy – ponadto każda bitwa może się zakończyć poprzez całkowitą anihilację wrogów.

Bardzo dużą rolę odgrywa tu praca zespołowa i umiejętne dobieranie się w małe grupki, których członkowie w trakcie walki będą uzupełniać się możliwościami swoich maszyn. Dla przykładu jeden z was może jechać czołgiem szybkostrzelnym o małej sile rażenia, drugi zaś być jego przeciwieństwem, a trzeci kompan zbalansuje wasze skrajności. Niestety pierwszym naprawdę poważnym minusem wersji na PS4 jest stosunkowo mała liczba pojazdów.

Do wyboru mamy blisko 200 maszyn z trzech nacji – ZSRR, Niemiec oraz USA. I teoretycznie to bardzo dobry wynik, jednakże edycja pecetowa, jak i pozostałe konsolowe, mają tych nacji aż 8 – do powyższych dołączają: Chiny, Japonia, Czechy, Wielka Brytania i Francja.

World of Tanks swój sukces zawdzięcza przede wszystkim bardzo precyzyjnemu systemowi obrażeń. W niektórych grach wystarczy nam to, że trafimy rywala gdziekolwiek i ten już ginie. Tutaj jest inaczej. Zaawansowana mechanika oparta o przeliczenia procentowe, decyduje o tym pod jakimi warunkami nasz pocisk przeszyje pojazd przeciwnika. Jak w rzeczywistości, tak i tutaj wszystko zależy od kalibru działa, grubości pancerza, a także miejsca, w które uderzymy. Wpływ na głębokość i szanse penetracji ma nawet to, czy nasz strzał dotknie przeciwnika na wprost, wbije się w niego pod kątem, czy też zrobi do w górnej bądź dolnej części pojazdu.

Mały lekki czołg nigdy nie przebije powłoki ciężkiego T-34, dlatego też gracz posiadający słabszą maszynę musi trochę pokombinować tak, aby zniszczyć rywala w inny sposób. Może mu zerwać gąsienicę, uszkodzić lufę, zabić dowódcę, bądź nawet zrzucić go do wody, gdy pojawi się taka okazja. W zależności od tego co zrobimy, będzie to miało różny wpływ na wachlarz ruchów tej drugiej strony. Gdy zginie nasz obserwator, nasze pole widzenia zostanie ograniczone do kilkudziesięciu metrów. Gdy dostaniemy w zbiornik paliwa, będziemy musieli szybko ugasić zaistniały pożar.

Odpowiednio zdewastowany oponent, stanie się prymitywnie łatwym łupem dla każdego rodzaju pojazdów. A tych jest aż pięć. Do dyspozycji mamy czołgi lekkie, średnie oraz ciężkie, do tego dochodzą niszczyciele czołgów, a stawkę zamykają samobieżne działa artyleryjskie. Każdą z danych klas gra się nieco inaczej, co wymusza na nas dopasowanie naszej taktyki zarówno do układu drużyny, jak i danej mapy, na której przyjdzie nam walczyć. Inaczej będzie się jeździło małym zwinnym Traktorkiem po szczerym polu, a inaczej po ciasnym porcie.

Największe ma to znaczenie dla tych graczy, którzy zdecydują się zasiąść za sterami artylerii. Dla nich najlepsze będą otwarte tereny, na których będą mogli bez ruszania się z miejsca wesprzeć swoich kompanów na każdym skrawku pola bitwy, gdyż w przeciwieństwie do innych, artylerzyści celują z lotu ptaka. To z kolei wymaga korzystnego ułożenia terenu, by na przykład jakaś wypukłość nie zablokowała nam możliwości strzału – a dodatkowo precyzyjne trafienie w kogoś nie należy do prostych zadań

Aby urozmaicić rozgrywkę i dodatkowo napędzić cały system free-to-play, każdy pojazd trzeba najpierw odblokować. Można to zrobić jedynie poprzez prowadzenie badań technologicznych, na które wydajemy zdobyte punty doświadczenia. Aby zdobyć kolejną maszynę należy najpierw odpowiednio ulepszyć tą, która jest aktualnie najbardziej zaawansowana w danej linii, by system gry odblokował nam możliwość zbadania jej nowej generacji. Jak na darmową grę przystało, doświadczenie możemy sobie po prostu kupić i obejść cały zbędny grind.

Na szczęście wszystko jest zrobione na tyle sensownie, że gracze, którzy nie zdecydują się pójść na skróty, będą mieli lepiej. Dlaczego? Ponieważ powoli przechodząc każdy Tier, nauczą się odpowiednich taktyk, zachowań maszyn i współpracy zespołowej. Ci, którzy od razu wskoczą na wyższej klasy czołgi, a nie będą posiadali odpowiednich umiejętności, zginą marnie – potwierdzone info.

Nie mogło również zabraknąć przedmiotów używanych bezpośrednio w bitwie oraz stałych modyfikacji cech pojazdów. Do pierwszej kategorii należy na przykład lepsza amunicja kupowana za pieniądze. W drugiej zaś możemy wyposażyć naszą machinę zagłady w trzy nowości. Do wyboru mamy całkiem sporo zróżnicowanych opcji, do których należą na przykład o 25% lepszy kamuflaż, usprawnienie załogi o 5%, bądź poszerzone pole widzenia.

Jeśli chcecie, to możecie również nieco zmienić pojazd wizualnie, lecz ten aspekt ma dwa podstawowe problemy. Pierwszym jest to, że wariantów jest mało, a do tego są strasznie ograniczone. Nasz czołg możemy machnąć tematyczną skórką wybieraną dla każdego rodzaju map, dodatkowo tylko w dwóch wybranych przez deweloperów miejscach możemy przykleić im dostępne napisy i emblematy – znaczki, flagi, mini rysunki. A jaki jest drugi kłopot? Dane zmiany możemy wprowadzić tylko na czas ograniczony (7 lub 30 dni), za co płacimy srebrem, bądź na stałe, za drogie złoto – po 90 sztuk na każdy element.

Z ciekawości ściągnąłem sobie również World of Tanks na komputer. Tak, aby zobaczyć jak bardzo różnią się obie wersje. I muszę przyznać, że to co zobaczyłem, woła o pomstę do nieba. Logicznym wydawałoby się, aby pecetowy WoT był dokładnie taki sam, a może nawet i ciut ładniejszy od młodszych braci. Jednakże jest dokładnie odwrotnie.

Nawet na najwyższych ustawieniach graficznych, tytuł wygląda jakby zatrzymał się w rozwoju w roku 2009 – modele są paskudne, nie ma żadnej zaawansowanej fizyki, a dodatkowo, brakuje mu wielu map dostępnych na konsolach. Kolejnym nieobecnym na PC bajerem jest zaprezentowana na screenach w galerii minigierka.

Moim skromnym zdaniem, jeśli WoT chce się utrzymać jako dyscyplina e-sportowa, to turnieje muszą zacząć być prowadzone na Xboksach bądź PlayStation, inaczej Wargaming odpadnie z tego wyścigu.

Jeśli jesteś tym typem gracza, który nie znosił popularnych Czołgów na komputerach, to istnieje spora szansa na to, że kontakt z wersjami konsolowymi zmieni twoje zdanie o całej grze. Z padem w ręku zabawa jest o wiele przyjemniejsza, a sam program jest o niebo lepszy, niż na blaszakach.