Death's Door – recenzja gry. Mały kruk w wielkim świecie

Death's Door – recenzja gry. Mały kruk w wielkim świecie

Wojciech Gruszczyk | 06.08.2021, 22:32

Na rynku systematycznie pojawiają się mniejsze gry, obok których trudno przejść obojętnie. Niezależni twórcy potrafią zachwycić wyjątkowymi światami, zanurzają nas w odmęty ekscytujących historii napotkanych postaci lub oferują zapadającą w pamięć rozgrywkę. I właśnie jedną z takich produkcji jest Death's Door. To angażująca przygoda o kruku z wielką misją – zapraszam do recenzji jednej z większych niespodzianek 2021 roku.

W 2021 roku możemy liczyć, że Microsoft dostarczy na rynek przynajmniej 3-4 hity, które rozpalą graczy i zapewnią wiele nieprzespanych nocy. Zanim jednak usiądziecie do Psychonauts 2, wyruszycie do Meksyku w Forza Horizon 5 lub dostaniecie po głowie od Amerykanów w Halo Infinite, warto spędzić czas z małym krukiem. Death's Door zaskoczy wielu graczy i będzie sporą ciekawostką dla wszystkich fanów The Legend of Zelda.

Death's Door rozpoczyna się niewinnie...

Death's Door - recenzja - śmierć

W recenzowanym Death's Door wcielamy się w małego kruka, którego zadaniem jest zbieranie dusz zmarłych – na samym początku główny bohater przybywa do swojego miejsca pracy, gdzie znajdują się inne kruki-żniwiarze, ale tym razem to on dostaje specjalne wyzwanie: musi zdobyć Duszę Giganta. W takich okolicznościach mamy okazję zmierzyć się z pierwszym bossem, który choć nie jest zbyt wymagający, to jednak znakomicie ujawnia założenia gry. Po wyeliminowaniu problemu, ptak już ma chwycić za swą zdobycz, jednak zostaje zaatakowany przez inną pierzastą postać. I tutaj pojawi się problem, a zarazem główny wątek produkcji – nasz bohater musi za wszelką cenę wykonać misję, w przeciwnym razie nie będzie mógł wrócić do swojej codzienności. W konsekwencji należy zakasać pióra i wziąć się do pracy, ponieważ heros musi przemierzyć trzy światy, spotkać tuzin ciekawych osobistości i zawalczyć z dziesiątkami przeciwników, by poznać całą prawdę o „Drzwiach Śmierci”.

Zarysowana w poprzednim akapicie fabuła Death's Door na pierwszy rzut oka może nie brzmieć zbyt intrygująco, jednak uwierzcie mi, twórcy odrobili zadanie domowe, a opowieść jest przedstawiana poprzez kolejne rozmowy z napotkanymi postaciami. Bywa, że wydarzenia kilkukrotnie wprawią w niemałe zaskoczenie. Deweloperom udało się wykreować aurę tajemniczości, która jest potęgowana przez klimatycznie wyglądający świat – choć ostrzegam, do pełnego zrozumienia opowieści warto znać język angielski na podstawowym poziomie, gdyż gra nie otrzymała polskich napisów, a akcja jest podana w formie tekstu. Tutaj nie natraficie na filmowe wstawki, które wytłumaczą założenia przygody.

Mam jednak wrażenie, że po części właśnie takie były założenia deweloperów, bowiem studio Acid Nerve inspirowało się klasykiem Nintendo. Jeśli jesteście fanami izometrycznych przygodówek lub wychowaliście się na klasycznych odsłonach The Legend of Zelda, to nie będziecie mogli odejść od konsoli lub PC. Zaserwowano nam 9-10 godzinną historię, która w moim odczuciu jest hołdem dla produkcji Big N, ponieważ pod względem budowy świata, walki, wykorzystania umiejętności oraz narracji łatwo dostrzec ogromne inspiracje, które na szczęście nie są przesadzone. Death's Door nie można odmówić indywidualnego charakteru, bo choć pozycję określiłbym jako „kruczą wiadomość do Linka i Zeldy”, to na każdym kroku deweloperzy udowadniają, że w odpowiednim miejscu potrafią powiedzieć „stop” inspiracjom. Muszę jeszcze dodać, że wspomniany czas rozgrywki nie zapewni oczekiwanych wrażeń – tutaj obowiązkowo trzeba odblokować prawdziwe zakończenie, by poczuć satysfakcję z ukończenia zadania, a przygotowane atrakcje pozwalają spędzić z tytułem dodatkowe 3-4 godziny.

Death's Door to nie kolejny soulslike. To Zeldalike...

Death's Door - recenzja - walka

Siadając do Death's Door byłem przygotowany na kolejną niezwykle wymagającą produkcję, która nie będzie wybaczać błędów, mój progres będzie stale resetowany, a ja spędzę kilka wieczorów, by podbić poziom bohatera i rywalizować z następnymi bossami. W tym przypadku zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony, ponieważ Acid Nerve nie zesłało mnie na przeprawę pełną męki, bólu i chęci rzucenia kontrolerem. Recenzowana gra oferuje bardzo sprawiedliwy i wyważony poziom trudności, a zdobyta waluta w postaci dusz pokonanych wrogów lub podniesione przedmioty nie znikają po śmierci. Ba! Możemy od czasu do czasu skorzystać z mądrze ustawionego checkpointu lub nawet kliknąć „restart” – gdy akurat jeden z przeciwników okaże się zbyt mocny, a na ekranie pojawi się wielki napis „DEATH”.

Nie oznacza to jednak, że starcia w Death's Door są zbyt proste, a wszystkie ukończycie jedną ręką, gdy druga będzie akurat scrollować wiadomości na PPE. Twórcy zadbali o wiele wymagających pojedynków, których poziom jest bardzo sprawiedliwy. Na początku główny bohater korzysta tylko ze zwykłego miecza, który pozwala na dwa ataki (mocny, szybki), ale dość szybko rozbudowujemy arsenał przykładowo o sztylety lub potężniejszy młot. W pozycji nie znalazł się system rozwoju oręża, a zamiast tego zdobyte dusze możemy przeznaczyć na poprawienie statystyk kruka – zwiększamy siłę, szybkość, zręczność oraz magię. Wszystkie pojedynki przybierają postać tańca: już po kilku chwilach staje się jasne, że protagonista powinien zadawać 2-3 ataki, a następnie uciec, używając uniku. Żniwiarz nie może latać, jednak jest niezwykle mobilny, a walki są piekielnie satysfakcjonujące. Nasz heros od początku może także korzystać z limitowanego łuku, a po pewnym czasie odblokuje jeszcze dodatkowe moce pokroju ognistego ataku lub linki – jak możecie się domyślić, wszystko jest związane z progresem produkcji.

Twórcy od początku zapewniają dużą swobodę prowadzenia fabuły, więc to my decydujemy, do którego z trzech regionów wyruszymy – zostało to jednak sprawnie połączone z rozgrywką, ponieważ w każdej z lokacji otrzymujemy dostęp do nowej mocy-przedmiotu, który nie tylko pozwala atakować wrogów, ale również rozwiązywać zagadki środowiskowe. Brzmi znajomo? Identycznie gameplay wygląda między innymi we wspomnianej Zeldzie i tutaj bardzo wyraźnie widać, że autorzy korzystali z elementów znanych z IP japońskiej korporacji. Acid Nerve udało się przy tym tak dobrze zintegrować świat, przeciwników i wspomniane mechaniki, że wchodząc do nowego regionu od razu wiemy, w jaki sposób mamy się zachować. Deweloperzy zadbali nawet o klasyczne lochy przepełnione zagadkami, zamkniętymi przejściami i kluczami do zdobycia – przemierzanie lokacji przyniesie sporo radochy entuzjastom wspomnianej przygody z Kraju Kwitnącej Wiśni.

W Death's Door świat to coś więcej niż tylko następne lokacje...

Death's Door - recenzja - stara baba

W recenzowanym Death's Door w bardzo ciekawy sposób poradzono sobie z aspektem leczenia. Kruk nie może biegać z ampułkami zdrowia lub czerpać mocy z pokonanych wrogów, lecz od czasu do czasu w świecie natrafiamy na nasiona, które możemy wsadzić do specjalnych donic – dzięki nim przywrócimy witalność protagoniście. Gra szczególnie pod koniec wspomnianych dungeonów potrafi mocno wymęczyć, gdyż pasek HP bohatera jest mały i choć możemy go zwiększyć, to walki nawet z kilkoma oponentami nie są sielanką. Zespół rozsądnie podszedł do wykorzystywania przykładowo łuku – tutaj również pojawia się ograniczenie, ale walka wręcz pozwala zdobyć magię, dzięki której korzystamy ze sprzętu. Sprawia to, że podczas rywalizacji nie możemy stać z boku i jedynie męczyć oponentów dystansowymi atakami – jesteśmy niemal zmuszeni do częstego ryzykowania.

Początkowo odniosłem mylne wrażenie, że autorzy w pewien sposób zawiedli w kwestii bossów, ponieważ tych nie jest zbyt wielu, jednak Acid Nerve przedłożyło jakość nad ilość. Gigantyczna katedra atakująca wieżami, przerażająca babcia wyjęta niemal z opowieści studia Ghibli, pewna lekko obrzydliwa ropucha... Nie będę Wam zdradzał zbyt wiele, jednak możecie mieć pewność, że każde starcie zapamiętacie na długo. Nie jest to jednak związane z przesadzonym poziomem trudności, ale samym wykonaniem postaci – to prawdziwe mistrzostwo. Tutaj każdy boss jest przemyślany, intrygujący, a ja wielokrotnie z zachwytem przyglądałem się projektom NPC-ów. Moją ulubioną postacią z Death's Door jest rycerz z misą zupy na głowie, który podczas witania kruka ściąga pokrywę, wykonuje lekki ukłon i wylewa część rosołu – gdy później ma okazję stanąć u naszego boku, wspomniana część naczynia służy mu za tarczę.

Death's Door - recenzja - wrota

W każdym regionie spotykamy zróżnicowanych przeciwników, którzy zostali sprawnie wkomponowani w miejscówki... A te są naprawdę widowiskowe. Autorom udało się stworzyć bardzo klimatyczne, ociekające tajemniczością krainy, które jeszcze bardziej zyskują dzięki wspomnianym kreaturom. Mam jednak pewne zastrzeżenie co do samej budowy niektórych terenów, gdyż deweloperzy niepotrzebnie przeciągają nasze wędrówki. Nie raz, nie dwa ze zdziwieniem biegłem po pustych lokacjach, gdzie aż prosiło się, by na naszej drodze stanęło kilku wrogów. Studio nie do końca poradziło sobie także z umiejscowieniem punktów kontrolnych – czasami miałem wrażenie, że twórcy chcieli nas ukarać właśnie takimi niepotrzebnymi wędrówkami. Co prawda w każdej krainie możemy poznawać kolejne przejścia, otwierając nowe drogi lub później skorzystać z wcześniej niedostępnej drabiny, lecz pomimo tych udogodnień część podróży jest niepotrzebnie wydłużona.

W Death's Door nie uświadczycie mapy, co jest w moim odczuciu problemem jedynie w głównej lokacji, która przypomina jeden wielki labirynt – to właśnie z tego miejsca mamy okazję odwiedzać następne krainy. Świetnie jednak sprawdza się samo odkrywanie świata, ponieważ deweloperzy w wielu miejscach zaskakują ukrytymi miejscówkami – czasami możemy w nich napotkać na minibossów, natomiast innym razem mamy okazję poprawić statystyki kruka. Gra mocno nagradza eksplorację, która tak naprawdę jest sporą przyjemnością, ponieważ pozycja w wielu miejscach wygląda wybornie.

Death's Door to jedno z największych zaskoczeń 2021 roku

Recenzowany Death's Door nie otrzymał wielkiej kampanii promocyjnej, nie był prezentowany na wielu konferencjach, ale jest to zdecydowanie jedna z produkcji, którą trzeba sprawdzić. Twórcom udało się pozytywnie zaskoczyć, projektując bardzo spójną i znakomicie ułożoną pozycję. Gameplay jest wdzięcznie połączony ze światem, lokacje są związane z postaciami, a z bohaterami niezależnymi jest związana fabuła.

Acid Nerve już poprzez Titan Souls potrafiło pozytywnie zaskoczyć i choć Death's Door nie jest kontynuacją gry z 2015 roku, to deweloperzy w kilku miejscach przyjemnie odwołują się do poprzedniego projektu. Jestem jednak przekonany, że studio od tego czasu znacząco się rozwinęło i teraz oferuje znacznie lepszą oraz bardziej spójną grę. Przygodę kruka zdecydowanie warto przeżyć.

[DODATKOWA OPINIA]

Death's Door na PS5? Równie dobrze

W głównym tekście mogliście poczuć, że bardzo dobrze bawiłem się w Death's Door na Xboksie Series X, ale gdy pojawiła się możliwość wypróbowania gry na PS5 – z przyjemnością ponownie wyruszyłem na tę przygodę. Nie mogłem liczyć na nową zawartość, ale twórcy nie zapomnieli o wykorzystaniu kontrolera DualSense – haptyczne wibracje zostały naprawdę dopracowane, ponieważ tytuł stale oferuje inne informacje zwrotne. Deweloperzy wykorzystali także głośnik, z którego wydobywają się unikalne dźwięki ze świata pozycji i... Zapewnia to naprawdę ciekawe doświadczenie. Jeśli więc szukacie mocnej pozycji na końcówkę roku – Death's Door na pewno nie zawiedzie.

Ocena: 9/10

Ocena - recenzja gry Death's Door

Atuty

  • Znakomity gameplay (dobre połączenie walki, umiejętności świata)
  • Zadowalająco zbalansowany poziom trudności
  • Ciekawe i angażujące zagadki
  • Ten świat chce odkrywać
  • Udźwiękowienie dodaje grze odpowiedniego charakteru
  • Fabuła to nie tylko dodatek (te postacie!)

Wady

  • W kilku momentach twórcy niepotrzebnie wydłużają rozgrywkę
  • „Labirynt” potrzebuje poprawek

Wojciech Gruszczyk

Kruk-żniwiarz tańczy, eliminuje wrogów, poznaje tajemnicze postacie i podróżuje po pięknych lokacjach. Na Death's Door warto poświęcić trzy wieczory.
Graliśmy na: XSX|S

Komentarze (0)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych