Leonardo DiCaprio odrzucił kultowy film dla Titanica. Jak jeden wybór zmienił historię współczesnego kina
Kariera każdego wielkiego aktora w Hollywood usłana jest nie tylko znakomitymi rolami, ale również projektami, które z różnych powodów zostały przez nich odrzucone.
W połowie lat 90. młody i zyskujący coraz większą popularność Leonardo DiCaprio stanął przed jednym z najważniejszych dylematów w całej swojej zawodowej drodze.
Aktor otrzymał niemal w tym samym czasie dwie główne role w zupełnie skrajnych produkcjach. Z jednej strony reżyser Paul Thomas Anderson kusił go brawurową kreacją Dirka Digglera w kontrowersyjnym „Boogie Nights”, z drugiej zaś James Cameron widział w nim idealnego Jacka Dawsona w gigantycznym i szalenie drogim „Titanicu”.
Wybór wcale nie był tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać z dzisiejszej perspektywy. Według branżowych anegdot, wielu doradców i znajomych z otoczenia aktora wręcz odradzało mu udział w epickim melodramacie Camerona.
Główny argument przeciwko filmowi katastroficznemu brzmiał brutalnie i pragmatycznie: „Po co masz w tym grać, skoro i tak wszyscy na świecie wiedzą, że ten statek na końcu tonie?”. Obawiano się, że powszechnie znane zakończenie historycznej tragedii zabije napięcie i produkcja okaże się gigantyczną, finansową klapą, grzebiąc przy okazji świetnie zapowiadającą się karierę młodego gwiazdora. Z kolei artystyczne i odważne „Boogie Nights” jawiło się jako bezpieczniejszy krok w stronę uznania krytyków.
Ostatecznie jednak Leonardo DiCaprio zaryzykował i postawił na rozmach wizji Jamesa Camerona, a rola w „Boogie Nights” trafiła ostatecznie w ręce Marka Wahlberga, stając się przełomowym momentem w jego karierze. Czas pokazał, że instynkt Leonardo zadziałał bezbłędnie.
„Titanic” zadebiutował na ekranach w 1997 roku i błyskawicznie stał się globalnym fenomenem, rozbijając bank i dzierżąc przez kilkanaście lat tytuł najbardziej kasowego filmu w historii kina. Kreacja biednego artysty, który zdobywa serce arystokratki na pokładzie tonącego liniowca, zapewniła aktorowi nieśmiertelność w popkulturze i status supergwiazdy, z którego z powodzeniem korzysta aż do dziś.