Mass Effect Legendary Edition – recenzja gry. Komandor Shepard powraca z dalekiej podróży

Mass Effect Legendary Edition – recenzja gry. Komandor Shepard powraca z dalekiej podróży

Wojciech Gruszczyk | 17.05.2021, 21:00

Electronic Arts długo stroniło od sięgania do swojego uznanego katalogu i przywracania oczekiwanych przez szeroką publikę gier. Wydawca, mając w rękawie takie serie jak Mass Effect, musiał w końcu powiedzieć – odświeżamy! Mass Effect Legendary Edition to zestaw trzech przeładowanych atrakcjami gier, które zapewnią gigantyczną frajdę wielu graczom, ale od początku musimy pamiętać, że BioWare serwuje dopakowane treścią remastery. W zasadzie „tylko” albo „aż”.

BioWare oficjalnie pracuje nad kolejnymi częściami swoich największych IP (Mass Effect, Dragon Age), ale deweloperzy znaleźli jeszcze czas i możliwości, by stworzyć Mass Effect: Edycja Legendarna. Jest to zestaw, na który od dawna czekały rzesze graczy, ponieważ trzy przygody komandora Sheparda to zdecydowanie jedne z najlepszych produkcji z gatunku, ale nie jest też sekretem, że gry od dawna potrzebowały odświeżenia. Twórcy jednak nie zdecydowali się na kompletny remake każdej odsłony, bo pewnie zajęłoby to lata i kosztowało krocie, zamiast tego serwując trzy remastery, które zostały ubrane w jedno zgrabne pudełko. Pomimo swoich łatwo dostrzegalnych wad – Mass Effect Legendary Edition to zestaw, obok którego trudno przejść obojętnie.

Mass Effect Legendary Edition, czyli wielkie historie podane ponownie

Mass Effect Legendary Edition – recenzja gry. Komandor Shepard powraca z dalekiej podróży

Twórcy z Kanady w latach 2007, 2010 i 2012 zaproponowali trzy przygody, które z każdą kolejną odsłoną pozwalały poznać i jeszcze bardziej rozbudzały miłość do tego IP. BioWare przez lata oczarowało marką, zaskarbiając sobie grono oddanych fanów, więc gdy sięgałem po Mass Effect Legendary Edition nie byłem tak naprawdę pewien, czy to znane uczucie powróci. Szybko jednak poczułem, dlaczego tak chętnie powracałem do tego świata, spędzając przy nim kolejne godziny.

W recenzowanym Mass Effect Legendary Edition znajdziemy Mass Effect, Mass Effect 2 i Mass Effect 3 z 40 wcześniej przygotowanymi DLC, które zostały zintegrowane z każdą kolejną odsłoną – w zestawie nie znajdziemy jedynie Pinnacle Station, a z trzeciej odsłony usunięto tryb sieciowy. Ten drugi element może jeszcze powrócić za sprawą aktualizacji, ale do pierwszego utracono pliki źródłowe, więc w tym wypadku pakiet nie zostanie dodatkowo rozbudowany. Co więcej, deweloperzy przygotowali ujednolicony i rozszerzony edytor postaci z nowymi elementami (przykładowo fryzurami), poprawili sterowanie w każdej odsłonie, wizerunek FemShep z Mass Effect 3 może pojawić się teraz we wszystkich trzech częściach, usprawniono i dostosowano HUD-y każdej odsłony, dorzucono Photo Mode do gier oraz odświeżono oprawę.

BioWare postanowiło w przemyślany sposób rozwiązać dopakowanie trzech gier do jednego zestawu, na początku zabawy udostępniając proste menu, gdzie możemy wybrać odpowiednią produkcję. W taki sposób otrzymujemy łatwy dostęp do całego zestawu, ale musimy również pamiętać o samym rozmiarze pakietu – na PS5 kolekcja zajmuje 101GB. To całkiem sporo, biorąc pod uwagę małe dyski konsol nowej generacji, a przynajmniej aktualnie nie możemy pobrać tylko jednej odsłony zestawu. Trudno jednak w tym miejscu nie wychwalać samej zawartości, ponieważ chcąc poznać wyłącznie podstawowe historie Mass Effect Legendary Edition, spędzicie przy sprzęcie ponad 66 godzin. To jednak tylko podstawa, bowiem gry oferują ogrom treści, dzięki którym można cieszyć się przygodami przez ponad 150-200 godzin. W jednym komplecie twórcy proponują trzy wyśmienite opowieści i ubierają je w większe lub mniejsze zmiany.

Mass Effect Legendary Edition proponuje największe zmiany w pierwszej wyprawie Sheparda

Mass Effect Legendary Edition – recenzja gry. Komandor Shepard powraca z dalekiej podróży

Zmiany są wyraźne w każdej odsłonie, ale BioWare nie bez powodu musiało spędzić najwięcej czasu w pierwszej grze – to właśnie ten tytuł w wielu miejscach miał problemy i nieprawdą byłoby stwierdzenie, że gra bez problemu przeszła próbę czasu. Wprowadzone odświeżenie pozwala lepiej doświadczać produkcji, choć pod płaszczem ulepszeń czuć, że tytuł powstał 14 lat temu.

Nie można jednak dyskutować nad najważniejszą kwestią – pierwszy Mass Effect wygląda znacznie lepiej w Mass Effect Legendary Edition. BioWare zajęło się pełnym ulepszeniem modeli postaci oraz lokacji, dzięki którym najważniejsi bohaterowie opowieści wyglądają znacznie lepiej od swoich oryginalnych wersji. Nadal drugoplanowe osoby, które napotykamy podczas wędrówki po planetach, odstają od reszty, jednak oprawa została podkręcona. Twórcy znaleźli czas, by zapewnić znacznie ostrzejsze tekstury na twarzach czy ubraniach protagonistów. Istotną zmianą względem oryginału jest dopracowanie oświetlenia oraz cieniowania – na każdym kroku widać, że deweloperzy musieli spędzić naprawdę sporo czasu, by zająć się odrestaurowaniem tej pozycji. Tytuł nadal może wyglądać lepiej (pełny remake), jednak w pierwszym Mass Effecie nie mamy do czynienia z prostym remasterem związanym z podbiciem rozdzielczości.

Mass Effect Legendary Edition – recenzja gry. Komandor Shepard powraca z dalekiej podróży

Grafika to jednak wyłącznie podstawa – Mass Effect już w dniu premiery nie błyszczał najlepszym systemem sterowania, dlatego deweloperzy musieli znacząco ulepszyć rozgrywkę. Tytuł jest teraz dynamiczniejszy, zrezygnowano z męczącego „bujania się” snajperek, zmieniono celownik w karabinach oraz odrobinę lepiej (choć nadal nieidealnie) wypada trafianie przeciwników (nieustannie poczucie broni wypada lepiej w kontynuacjach) oraz poprawiono samo przyleganie do ścian, choć w tej kwestii również nie jest wybitnie. BioWare musiało także zająć się Mako, z którego korzystanie jest teraz mniej frustrujące, choć pojazd nadal potrafi zachować się dziwnie i wypaść z trasy. Podczas jazdy miałem jednak wrażenie wyraźnie lepszej przyczepności, jego tarcze regenerowały się szybciej, a w trakcie używania maszyny nie otrzymujemy już mniejszej liczby punktów doświadczenia. Autorzy dodali nawet nowy dopalacz, który pozwala odrobinę szybciej przedzierać się przez kolejne planety.

Teraz możemy korzystać ze sprintu nawet poza walką, a do ataków wręcz został przypisany konkretny przycisk. Zaoferowano także możliwość wydawania rozkazów poszczególnym towarzyszom w grupie – ta opcja była wcześniej dostępna wyłącznie w Mass Effect 2 i Mass Effect 3. W trakcie walk szybko można dostrzec, że bronie szybciej się schładzają, a nawet poprawiono ustawienie kamery w trakcie celowania, bronie można używać niezależnie od klas, a w lokacjach można natrafić na dodatkowe osłony – niektóre miejscówki zostały przebudowane z myślą o uatrakcyjnieniu starć.

W trakcie rozgrywki miałem jednak od początku świadomość, że Mass Effect Legendary Edition proponuje remastery, które w wielu aspektach zostały tylko odświeżone. Kanadyjczycy wiele mówili o poprawie sztucznej inteligencji, tymczasem rywale ciągle potrafią wbiec wprost pod nasze karabiny, innym razem towarzysze nie zamierzają schować się za odsłonami i zbierają na głowy kolejne salwy od przeciwników. SI może i zostało poprawione, jednak o najwyższej jakości nie ma mowy. Twórcom udało się jednak znacząco skrócić ekrany wczytywania, co na pewno docenią osoby, które pamiętają legendarne już „windy” – teraz taka przejażdżka została ograniczona do minimum i niemal automatycznie powrócimy do rozgrywki w nowym miejscu. To znaczący progres względem pierwotnego wydania... Ale na pewno warto wspomnieć, że odświeżone gry nie czerpią garściami z nowoczesnych SSD nowej generacji, więc w tym miejscu może być jeszcze lepiej.

Mass Effect Legendary Edition oferuje odświeżenie Mass Effecta 2 i Mass Effecta 3

Mass Effect Legendary Edition – recenzja gry. Komandor Shepard powraca z dalekiej podróży

Nie mogę jednak powiedzieć, że pierwszy Mass Effect w Mass Effect Legendary Edition działa niczym nowoczesna produkcja. Shepard nadal jest sztywny, potrafi zaciąć się na niewidzialnej teksturze, a od czasu do czasu natrafimy na graficzne glitche – szczególnie podczas rozmów z mniej istotnymi dla fabuły postaciami. Gra otrzymała wiele modyfikacji, choć od początku do końca trzeba mieć świadomość, że oferowany przez BioWare pakiet to zestaw trzech remasterów.

Mass Effect Legendary Edition zawiera jeszcze Mass Effecta 2 i Mass Effecta 3, które nie nie musiały przejść tak znaczących zmian jak pierwsza odsłona – już oryginalne wersje (nie w Legendary Edition) oferowały poprawiony gameplay i dopracowaną oprawę. Właśnie z tego powodu BioWare nie musiało tak mocno ingerować w pozycje – tutaj głównie zajęto się ulepszeniem grafiki (wyraźniejsze tekstury, dopracowane lokacje), ale trudno mówić o ulepszeniach rodem z pierwszego Mass Effecta. W zasadzie to „Jedynka” została doprowadzona do standardów „Dwójki” i „Trójki”.

Mass Effect Legendary Edition po latach smakuje... Wybornie

Mass Effect Legendary Edition – recenzja gry. Komandor Shepard powraca z dalekiej podróży

W samej recenzji trudno mi jeszcze nie podjąć tematu lokalizacji, ponieważ Mass Effect Legendary Edition może w tym temacie bardzo negatywnie zaskoczyć. BioWare nie pozwala zmienić osobno napisów lub dubbingu, więc w Mass Effect i Mass Effect 2, decydując się na rodzimą lokalizację, otrzymujemy polskie napisy oraz przestarzałe głosy, które już w czasie pierwotnych premier nie brzmiały najlepiej, a teraz warto je omijać. Jeśli więc zdecydujecie się tak jak ja, doświadczać głosów w oryginalne, to otrzymacie do tego angielskie napisy. W dodatku nie wszystkie treści z Mass Effect 2 zostały przetłumaczone na język polski, więc przed pierwszym uruchomieniem można natrafić na komunikat, który ostrzega przed problemem z lokalizacją. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku Mass Effect 3, ponieważ EA Polska nigdy nie zajęło się dubbingiem do tej odsłony, więc od początku otrzymujemy zestaw polskich napisów z angielskimi głosami. Te głupie decyzje mogą sprawić, że niektórzy gracze nie zdecydują się na poznanie kultowych opowieści. A wystarczyła odrobina swobody, by wszyscy fani byli zadowoleni – zamiast tego jesteśmy świadkami niepotrzebnej burzy, która wpływa na ocenę zestawu.

BioWare jeszcze przed premierą opublikowało tabelkę, która zapowiadała, że Mass Effect Legendary Edition oferuje dwa tryby rozgrywki (jakość, płynność), który na PS5 powinien zapewniać do 60 klatek na sekundę. Słowo „do” nie pojawia się tutaj jednak bez przyczyny, gdyż w obu wariantach kolekcja na PlayStation 5 mierzy się ze spadkami płynności. Te są często wyraźnie odczuwalne – mam wrażenie, że twórcy obecnie pracują nad przynajmniej jedną aktualizacją, która zajmie się dopieszczeniem rozgrywki. Trzeba dodać, że pakiet nie otrzymał dedykowanych wersji dla nowych konsol, więc gry nie wykorzystują możliwości kontrolera DualSense, ale dzięki technologii Microsoftu – każda z produkcji może na Xboksie Series X zadziałać w nawet 120 klatkach na sekundę.

Czy warto sięgać po Mass Effect Legendary Edition?

Mass Effect Legendary Edition powinien być prawdziwym must-havem dla wszystkich – fanów oraz nowych graczy. Trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś na ostatniej prostej zawiódł i Polacy muszą wybierać: grać po angielsku lub słuchać przestarzałych dialogów. Na początku sprawdziłem tę drugą opcję, by szybko przeskoczyć na pełną oryginalną lokalizację. Nie dziwię się entuzjastom serii, że narzekają na wspomniany aspekt, bo wystarczyła odrobina chęci, a wszystko jest „na miejscu” – pozostało oddzielić napisy od dubbingu. I trzeba wziąć pod uwagę, że w pierwszym Mass Effeccie polskie głosy nie były zadowalające już w dniu premiery.

Jeśli jednak nie zważacie na lokalizację – otrzymacie trzy kapitalne przygody składające się na jedną z najlepszych serii w naszej branży. Pakiet jest z wieloma dobrymi ulepszeniami, które sprawiają, że gry są bardziej ujednolicone. Choć pierwszy Mass Effect cierpiał na pewne bolączki, to wprowadzone udogodnienia sprawiły, że gameplay stał się znacznie przystępniejszy od swojego pierwowzoru.

Czy jednak warto zapoznać się z Mass Effect Legendary Edition? Zdecydowanie tak. Nawet jeśli zbyt wiele nie zmieni się w kwestii lokalizacji, to warto zacisnąć zęby, by poznać lub odświeżyć sobie trzy klimatyczne historie, które udowadniają, jak BioWare potrafiło nas oczarować. Długo czekaliśmy na ten zestaw, ale pozostaje mieć nadzieję, że doświadczony zespół pracuje teraz, by ponownie zapewnić część, obok której nie przejdziemy obojętnie, a cała seria w niedalekiej przyszłości powróci na należyte miejsce.

Ocena - recenzja gry Mass Effect: Edycja Legendarna

Atuty

  • Mass Effect Legendary Edition to trzy gry pełne zawartości
  • Cała masa rozszerzeń i „kanoniczne” zakończenie
  • Pierwszy Mass Effect doczekał się wielu istotnych ulepszeń
  • Ta seria ma nadal w sobie mnóstwo mocy

Wady

  • Problemy z lokalizacją
  • Mass Effect 2 i Mass Effect 3 bez wielkich zmian
  • Nadal pojawiają się błędy
Wojtek Gruszczyk

Wojciech Gruszczyk

Mass Effect Legendary Edition to trzy świetne gry podane z licznymi ulepszeniami, ale trzeba pamiętać o najważniejszym – to tylko remastery... A jednocześnie gry, które pozwolą przeżyć niezapomnianą przygodę.
Graliśmy na: PS5

Komentarze (67)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper