Turrican Flashback - recenzja gry. Retro mnie sponiewiera

Turrican Flashback - recenzja gry. Retro mnie sponiewiera

kalwa | 31.01.2021, 20:00

Turrican Flashback powraca po latach, czego nie można powiedzieć o zbyt wielu kultowych klasykach z poczciwej Amigi - choć w recenzowanej kompilacji są odsłony również z innych systemów. To propozycja skierowana przede wszystkim do sympatyków retro, choć oczywiście nie tylko. Zapraszam do recenzji.

Turrican Flashback zawitało pod koniec tegorocznego stycznia na PlayStation 4 i Nintendo Switch. To kompilacja 4 części należących do serii zapoczątkowanej przez Turrican w 1990 roku. Pierwsza wersja pojawiła się na Commodore 64, a później przez zespół Factor 5 przeniesiona została na Amigę. To samo studio zajęło się też portem do recenzowanej przeze mnie kompilacji. Podobnie jest z Turrican II: The Final Fight. Mega Turrican (znane również jako Turrican 3: Payment Day) pojawiło się pierwotnie na Amigę, mimo iż najpierw opracowano wersję na konsolę Mega Drive. Ostatnim elementem zestawienia jest Super Turrican, czyli odsłona przygotowana na Super Nintendo Entertainment System (SNES). Zabrakło niestety Super Turrican 2, o czym wolę powiedzieć już na samym początku - to było też wiadome jeszcze przed premierą.

Z czym to się je?

Turrican Flashback - recenzja gry. Retro mnie sponiewiera

Wszystkie gry trafiły do kolekcji w niezmienionej formie. Fanom tego klasyka nie muszę oczywiście przypominać jak te gry wyglądają, ale dla niewtajemniczonych pozostawię coś takiego: każda z odsłon składa się z określonej ilości przeróżnych poziomów, które przechodzimy skacząc po platformach i strzelając do kolejnych przeciwników. Całość ukazana jest w perspektywie 2D, a poza podstawową bronią mamy też wiązkę laserową (która jako jedyna daje nam pełną swobodę w celowaniu), możliwość przybrania formy toczącej się piły (wtedy jesteśmy nietykalni, ale nie możemy podskakiwać jeśli chcemy w tej formie pozostać), opcję zostawiania min i aktywowanie wielkich laserowych ścian niszczących wiele elementów naraz (o ile te nie są na to zbyt mocne).

Standardowo mamy tutaj też ograniczoną ilość prób (popularnie nazywanych życiami), które tracimy po wyczerpaniu paska energii (ten spada od styczności z przeciwnikami oraz od trafień ich ataków). Możemy jednak zdobywać kolejne - choć takie przyjemności zarezerwowane są dla tych, którzy bez większych strat dokładnie badają każdy poziom. Temu wszystkiemu towarzyszy czas, który jeśli minie, odbierze nam jedną szansę. Zmagania możemy sobie nieco ułatwić poprzez zebranie bardziej dewastującej amunicji do naszej broni. Może to być bardzo silna wiązka laserowa (wymagająca jednak wysokiej precyzji - przynajmniej w pierwszej części), czy bardziej rozrzutne pociski, które trafiają znacznie więcej celów jednocześnie. Co kto lubi, trzeba jednak uważać, żeby nie zebrać niechcący amunicji, w której nie gustujemy. Są też wszelkiego rodzaju wzmocnienia - możemy trafić na przedmioty odnawiające pasek energii, czy też takie które uzupełnią nam specjalne umiejętności lub też na chwilę uczynią całkowicie nietykalnymi.

Do tego wszystkiego dochodzą bossowie, z którymi przyjdzie się nam zmierzyć co jakiś czas. Oprócz tych podstawowych, możemy trafić też na dodatkowych, których pokonanie może zostać wynagrodzone dodatkowymi życiami. Każda z części w gruncie rzeczy polega na tym samym, są jednak różnice w tym jak zachowuje się amunicja w późniejszych częściach - dla przykładu ta laserowa ma w kontynuacjach znacznie większy rozrzut, a przy tym tak samo dewastującą moc. W Mega Turrican z kolei zamiast wiązki laserowej mamy linkę, którą wykorzystamy podczas eksploracji. Ponadto w każdej części czekają nas poziomy, które w swoim założeniu odbiegają od tych standardowych - jak choćby te, w których lecimy przed siebie statkiem ostrzeliwując co popadnie. Zdarzy się też skorzystać z plecaka odrzutowego, czy trochę popływać. Niby proste w założeniu gry, ale jak widać niuansów trochę jest. Skoro ten fragment recenzji mamy za sobą, możemy przejść do konkretów.

"Ojciec, weź zajrzyj tam do syna, bo jakieś warknięcia słychać. A zwierząt w domu nie mamy z tego co mi wiadomo"

Turrican Flashback - recenzja gry. Retro mnie sponiewiera

Gry zawarte w zestawie jakim jest Turrican Flashback, są trudne. Nie ma w tym ani krzty przesady. Żadna to jednak niespodzianka, bo gry kiedyś takie były (choć zdarzały się też łatwiejsze, żeby nie było, że zakłamuję rzeczywistość). Przy tym są jednak raczej krótkie, bo po opanowaniu ich, ukończymy je w jakieś 3 godziny, a nawet mniej. Nie jest to jednak takie proste, bo każdego poziomu trzeba się bardzo dobrze nauczyć. Tu nawet nie chodzi o refleks sam w sobie, bo jeśli nie jesteśmy przygotowani (mówiąc innymi słowy: nie posiadamy wiedzy o tym, co za chwilę w danym momencie nastąpi) nie ustrzeżemy się utraty energii. Tyle dobrego, że jak zostaniemy zabici, wszyscy przeciwnicy obecni w danej chwili na ekranie znikną - oczywiście nie tyczy się to bossów.

Życiowa energia spada bardzo szybko. Tym bardziej, że postać przez cały czas jest wrażliwa na ataki - nie ma tu chwili, kiedy protagonista sobie "miga" i przez chwilę jest nietykalny. Jeśli utkniemy na przeciwniku lub jego długotrwałym ataku, umrzemy w ciągu ułamka sekundy. Zmieniło się to dopiero przy okazji trzeciej części, gdzie nasz silny Bren jest przez chwilę nietykalny, ale znów każdy atak odrzuca go do tyłu (przez co może na przykład spaść w przepaść). Dodatkowo przeciwnicy atakują nas od razu, jak tylko przesuniemy ekran w danym kierunku - dlatego warto strzelać cały czas, prewencyjnie. To wszystko sprawia, że to bardzo trudne pozycje - przynajmniej w dzisiejszych czasach, kiedy gry przyzwyczaiły nas do tak wielu ułatwień. Nie będę jednak narzekał na poziom trudności tych gier. Tak powinno być! Choć z drugiej strony, nie będę ukrywał, że recenzowane tutaj pozycje potrafią mocno zdenerwować.

Zwłaszcza jeśli tracimy wszystkie życia na ostatnim, lub przedostatnim bossie, do którego szliśmy przez dobre półtorej godziny, klnąc na czym świat stoi, warcząc na każdego, kto próbował nawiązać z nami kontakt, kiedy z całych sił staraliśmy się opanować nerwy, aby nie rzucić w cholerę padem o ścianę. Takich momentów jest tu wiele, zwłaszcza jeśli spędzamy z którąś grą więcej niż kilka godzin w ciągu jednego dnia. Mówię o tym oczywiście ze swojej perspektywy. Osoby, która miała, ale niewielką styczność z tymi grami, i to jeszcze bardzo dawno temu, w dzieciństwie. Zdaję sobie sprawę, że wśród Was są tacy, którzy podobnych trudności mieć nie będą.

"Za trudno ci?! To sobie kody wpisz!"

Turrican Flashback - recenzja gry. Retro mnie sponiewiera

Powyższe akapity tej recenzji pewnie niektórych zmartwią. Nie każdy musi mieć czas i chęci na wielogodzinne opanowywanie mega trudnych poziomów. Jednocześnie takie osoby wciąż mogą chcieć zagrać w te produkcje, tym bardziej jeśli nigdy nie miały z nimi styczności. Turrican Flashback to kompilacja, przy tworzeniu której nie zapomniano o takich osobnikach. We wszystkie pozycje możemy zagrać używając kodów.

Żeby jednak było sprawiedliwe, osoby takie nie zdobędą przez czas grania z ułatwieniami trofeów. Kwestia cheatów jest w każdej części inaczej rozwiązana. W pierwszej odsłonie zyskamy 99 żyć, 500 bomb, 500 lin i 500 min. W drugiej odsłonie będzie to nieskończona ilość żyć i lin. W przypadku Mega Turrican możemy wybrać jakie ułatwienie chcemy aktywować. Może to być nieskończona energia (ale nie ma znów nieskończonej ilości żyć, więc napis Game Over ujrzymy jeśli zbyt wiele razy spadniemy w przepaść), czy pominięcie danego poziomu. W Super Turrican możemy aktywować nieśmiertelność, pomijać poziomy, czy od razu przeskoczyć do zakończenia. W zależności od tytułu, kod musimy wpisać jako imię, lub przykładowo zatrzymać grę i wklepać odpowiednią kombinację przycisków - tak jak miało to miejsce za dawnych lat.

To jednak nie wszystko. Przed rozpoczęciem jakiejkolwiek części wybieramy w jakim trybie chcemy spróbować swoich sił. Pierwszy wybór to Standard, gdzie mamy możliwość cofania czasu oraz zapisywania i wczytywania gry w dowolnym momencie. W trybie tym nie zdobędziemy jednak trofeów - za Super Turrican i tak ich nie ma, dlatego tam dostępny jest tylko ten sposób rozgrywki. Nie zdobędziemy też dodatkowych żyć, ale je zastępuje możliwość zapisywania gry. Drugim wyborem jest Trophy Challenge. Za zabawę w nim otrzymamy trofea, ale nie możemy zapisywać gry, używać cheatów, a po prostu grać ze wszystkimi elementami znanymi z oryginałów. Uważam to za świetne rozwiązanie, choćby dla tych, których trofea nie interesują. Z drugiej strony tryb Standard może posłużyć jako pewien rodzaj treningu, podczas którego dogłębnie poznamy każdą z produkcji. Duży plus.

Crash Racing Team

Turrican Flashback - recenzja gry. Retro mnie sponiewiera

Dotarliśmy do fragmentu recenzji, w którym rozwodzić się będę nad oprawą audiowizualną gier znajdujących się w Turrican Flashback. Jak na swoje lata wszystkie prezentują się nad wyraz dobrze, co było mówione również podczas ich debiutu lata temu. Każda kolejna odsłona jest coraz bardziej dopieszczona pod tym względem - począwszy od szczegółowości otoczenia, a na lepiej wyglądających przeciwnikach kończąc. Z oczywistych względów żadna z produkcji nie uniknęła "pikselozy". Jednocześnie zaznaczę, że podoba mi się stylistyka gry, która momentami nawiązuje choćby do takich klasyków jak Obcy.

Twórcy przygotowali zestaw opcji, które pomogą skonfigurować nam każdą grę z osobna, tak jak nam odpowiada. Do wyboru mamy możliwość grania w klasycznym trybie 4:3 (z ramkami po bokach), czy choćby w trybie pełnoekranowym. Do tego dochodzi filtr CRT, który naśladuje sposób wyświetlania starszych telewizorów - łącznie z zaokrągleniami na rogach. Wspomniany filtr możemy dodatkowo skonfigurować, decydując jak "czysty" będzie obraz (ilość charakterystycznych linii), czy też jak bardzo będzie jasny i wyostrzony. Ponadto możemy zdecydować w jakich kolorach chcemy grać. Pod tym względem mamy więc niemal pełną swobodę, ale znów szkoda, że w przypadku trybu Full Screen nie uświadczymy czegoś takiego jak szersze pole widzenia. Ekran zostaje po prostu rozciągnięty. Z tego też powodu najczęściej grałem z użyciem filtru CRT w trybie 4:3. W takim wydaniu gry prezentują się naprawdę ładnie.

Muzyka jaka rozbrzmiewa w serii Turrican to klasyka sama w sobie. Nie wszystkie utwory są równie świetne, ale co najmniej dobre już tak. Szybko wpadają w ucho i po dłuższych sesjach zostają w głowie. Tym lepiej, że można je odsłuchać na Spotify - choć w nieco unowocześnionej wersji. Pojawia się tutaj jednak jeden mały zgrzyt. Podczas korzystania z wiązki laserowej część ścieżek utworów zostaje wyciszona. Rozumiem, że dawniej twórcy musieli iść na podobne kompromisy, ale dzisiaj nie jest to przecież konieczne - z drugiej jednak strony ktoś może powiedzieć, że to dobrze, bo tak właśnie kiedyś było. Wielka szkoda też, że w przypadku Super Turrican muzyka i większość dźwięków ciągle się zacinają, przez co w ten tytuł najgorzej się gra. W menu opcji nie ma ustawień, które mogłyby temu zaradzić - choćby poprzez całkowite wyciszenie muzyki (co i tak byłoby nieprzyjemne).

Stanąłem jak wryty

Turrican Flashback - recenzja gry. Retro mnie sponiewiera

Niestety, co najmniej jedna produkcja zawarta w Turrican Flashback ma spory problem. Mowa o pierwszej części, w której kilka razy utknąłem po prostu w teksturach. Zdarzyło mi się to jedynie w poziomie 4-1, gdzie sporo jest pochyłych platform. Kiedy umierałem podczas przemierzania tej najeżonej niebezpieczeństwami lokacji, moja postać odradzała się w samej platformie - co widać na powyższym zrzucie ekranu. Z takiej sytuacji udało mi się wybrnąć tylko raz - kilkanaście pozostałych zmusiły mnie po prostu do zakończenia zabawy. Niestety, na ten moment ja nie jestem w stanie ukończyć tej produkcji, nawet jeśli moje umiejętności by na to pozwalały. Musiałbym przejść ten poziom bez zgonu, lub z wystarczającą dawką szczęścia - licząc na to, że jak polegnę to odrodzę się w normalnym miejscu.

Na inny błąd trafiłem podczas grania w Turrican II. W trakcie stresujących prób ukończenia jednego z późniejszych poziomów ujrzałem niesławny niebieski ekran, informujący mnie o błędzie aplikacji. Oczywiście grałem bez zapisów, bo miałem ambicję ukończyć grę w trybie Trophy Challenge, więc cały mój wysiłek poszedł na marne. Nie twierdzę, że to problem związany bezpośrednio z drugą częścią gry, bo najpewniej mógł się zdarzyć również przy każdej innej. Przyznam, że mocno zniechęciło mnie to do dalszego grania na cały jeden dzień. Jako gracz do dzisiaj jestem wściekły. A było to kilka dni temu. Na szczęście większej ilości problemów nie uświadczyłem.

To na co czekamy?

Turrican Flashback - recenzja gry. Retro mnie sponiewiera

Na koniec należałoby wspomnieć coś o fabule, bo takowa rzeczywiście jest. O ile pierwsza odsłona nie wita nas żadną scenką, tak już kolejne części zawsze jakąś mają. Próbkę tego, co w nich uświadczymy macie na zrzucie ekranu umieszczonym powyżej. To standardowe opowieści o ratowaniu świata i w każdej części przebiegają podobnie. Nie brakuje tu jednak sensowniejszej treści, która przed rozpoczęciem i po zakończeniu zabawy może zająć na kilka minutek.

Przez całą recenzję nie wspomniałem jeszcze o sterowaniu. W tym miejscu również muszę pochwalić Turrican Flashback, bo w każdej z produkcji możemy dowolnie dopasować przyciski do danych akcji. Nie brakuje też możliwości poruszania się drążkiem analogowym, choć ja raczej preferuję "krzyżaka". Można przyczepić się do braku wibracji (tym bardziej, że czasem w chaosie można nie zauważyć, że coś zraniło naszą postać), ale nie jest to szczególnie ważny problem. Szkoda, że twórcy nie pokusili się o dodanie jakiejś nowej zawartości - mogły to być chociażby utwory do odsłuchania, czy jakaś galeria z fajnymi artami. Tym bardziej, że zestawienie jest niekompletne, bo nie ma Super Turrican 2.

Turrican Flashback kosztuje obecnie 124 złote. Odradzałbym jednak kupowanie gry na ten moment, głównie z uwagi na problem, o którym pisałem wcześniej. Zanim jeszcze skończyłem recenzję, twórcy opublikowali pierwszą łatkę. Nie naprawiła ona niestety problemu. Jeśli opisany błąd nie stanowi dla Was przeszkody, myślę że warto zainwestować w kompilację, tym bardziej, że produkcji z Amigi dostępnych na PlayStation 4 w zasadzie nie ma. Jeśli dobrze czujecie się w temacie retro, chyba nie ma na co czekać. Tym bardziej, że nie musicie się obawiać, iż nie dacie rady - są przecież cheaty i kilka ułatwień, z których można skorzystać choćby w ramach uczenia się poziomów.

Ocena - recenzja gry Turrican Flashback

Atuty

  • Niezmiennie wysoki poziom trudności
  • Dla chętnych ułatwienia i cheaty
  • Sporo opcji w ustawieniach obrazu
  • Możliwość ustawienia sterowania po swojemu
  • Ścieżka dźwiękowa

Wady

  • Błędy aplikacji wyłączające grę
  • Błąd blokujący postać w platformie w Turrican 1
  • Problemy z dźwiękiem
  • Brak Super Turrican 2 w zestawie
  • Brak dodatkowej zawartości
kalwa

kalwa

Turrican Flashback to fajna wycieczka do przeszłości. Szkoda, że kompilacja nie jest kompletna (zabrakło Super Turrican 2), a przy tym nie wystrzegła się błędów i braku bardziej znaczących nowości. Mimo wszystko warto sprawdzić, zwłaszcza jeśli dobrze odnajdujecie się w produkcjach retro.
Graliśmy na: PS4

Komentarze (45)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper