Recenzja: Shadwen (PS4)

Recenzja: Shadwen (PS4)

Łukasz Ciesielski | 22.05.2016, 13:40

Żywot skrytobójcy nie należy do najłatwiejszych - ciągłe przesiadywanie w cieniu, omijanie strażników oraz czekanie od odpowiedni moment wymagają ogromnych pokładów cierpliwości i samokontroli. A jeśli dodamy do tego troszczenie się o małą dziewczynkę? Ekipa z Frozenbyte Studios postanowiła odpowiedzieć na to pytanie.

Cenię sobie twórców za ich wcześniejszą serię zatytułowaną Trine. To dzięki tej produkcji zdecydowałem się bez wahania sięgnąć po najnowsze dzieło fińskiego studia. Ponadto lubię gry, w których trzeba się skradać i obmyślać plan, jak przebrnąć niezauważonym pomiędzy strażnikami. Na pierwszy rzut oka budzi skojarzenia z serią Thief - mamy tutaj skradankę w średniowiecznym klimacie z elementami fantasy. Te co prawda pojawiają się jedynie w opowieściach przeciwników, ale w końcu pojawia się tutaj też manipulacja czasem.

Cel skrytobójczyni jest prosty - musi ona dostać się do zamku i zabić króla. W związku z tym konieczne jest przebrnięcie przez kolejne części miasteczka, koszary i tak dalej aż do samej siedziby władcy. Sprawy natomiast komplikują się już na początku misji z powodu małej dziewczynki imieniem Lily. Shadwen ze znanych jedynie sobie powodów postanawia ocalić dziecko z losu, jaki chce jej zgotować strażnik, który przyłapał małą na kradzieży. To właśnie w tym miejscu zaczyna się przygoda dwóch postaci z całkowicie odmiennych światów – niewinnego dziecka wierzącego w dobro pomimo nieprzyjemności, jakie ją spotkały, oraz zimnej i wyrafinowanej zabójczyni.

Każdy z etapów można przejść na dwa sposoby - albo mordować z ukrycia każdego napotkanego strażnika i ukrywać ich zwłoki, albo bardziej dyskretnie przechodzić z jednej kryjówki do drugiej, odwracając przy tym uwagę protektorów królestwa. Co ciekawe - ma to wpływ na zakończenie. Przy pierwszym przejściu gry zdecydowałem się na całkowicie ciche (w założeniach) dostanie się do króla i przypadkiem odkryłem tym sposobem największe mankamenty gry. Zacznę od tego, co najbardziej mnie denerwowało, czyli sztucznej inteligencji. Lily miała posłusznie przemykać z jednej kryjówki do drugiej, gdy strażnicy jej nie widzą. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że owi woje mają bardzo ograniczone pole widzenia. Dziewczynka mogła momentami stać czy nawet chodzić dookoła nich, a ci wciąż jej nie widzieli. Takie sytuacje zdarzały się bardzo często i po prostu psuły całą zabawę. Głupota przeciwników objawiała się także przy każdej próbie odwrócenia ich uwagi. Można było spędzić mnóstwo czasu na ciągłym poruszaniu jakiejś skrzyni czy beczki, a rzeczony strażnik nie widział w tym nic specjalnie dziwnego.

Shadwen, jak na wykwalifikowaną zabójczynię, nie dysponuje specjalnie widowiskowym zestawem ruchów. Potrafi skakać, wspinać się i pływać - to tyle. Natomiast jej największym atutem jest linka, dzięki której może poruszać się w powietrzu niczym Spider-Man oraz jest w stanie przyciągać do siebie wspomniane wcześniej skrzynie i beczki. Jeśli chodzi o samą linkę, twórcy nie postanowili zmieniać jej mechaniki od czasów Trine, przez co korzystanie z niej jest zwyczajnie drewniane. Podobnie zresztą jak pozostałe animacje skrytobójczyni. Mówiąc krótko brakuje tutaj odpowiedniego doszlifowania animacji - to, co sprawdzało się w dwóch wymiarach, wygląda odpychająco w 3D.

Frozenbyte Studios w drugiej części Trine na PS4 stworzyło przepiękną grafikę. Podobnego efektu spodziewałem się w ich najnowszym dziele. Moje oczekiwanie jednak szybko zostały zdeptane, ponieważ nie reprezentuje wysokiego poziomu. Poziom graficzny jest zwyczajnie akceptowalny i nic ponad to. W kwestii zaprojektowania poszczególnych poziomów również nie jest kolorowo. Wszak jest to średniowiecze i napotykane wszędzie siano, drewno czy kamienie nie dziwią, ale nie mogłem zrozumieć, dlaczego wewnątrz budynków znajdują się krzaki. Wiem, że miały być kryjówką dla Lily i Shadwen, ale można było tam postawić cokolwiek innego niż krzak. Wygląda to po prostu idiotycznie i ponownie - sam strażnicy nie widzą w tym nic specjalnego.

Fiński deweloper, chcąc odpocząć od serii Trine, postanowił zabrać się za coś innego. Ogólny zamysł gry był całkiem dobry i manipulacja czasem wypada nawet ciekawie, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Wydaje mi się, że zabrakło tutaj po prostu czasu i chęci dopracowania swojego produktu. Jest to dla mnie przykra sprawa, gdyż studio, które uważałem za całkiem utalentowane, wiele straciło w moich oczach. Mimo wszystko poświęcenie tej grze około 7 godzin nie uważam za czas zmarnowany.

Ocena - recenzja gry Shadwen

Atuty

  • Różne zakończenia
  • Manipulacja czasem
  • Długość rozgrywki

Wady

  • Fatalna SI
  • Kiepskie animacje ruchów
  • Niezrozumiałe zaprojektowanie części poziomów
  • Wysoka cena

Łukasz Ciesielski

Shadwen to nie do końca udany eksperyment. Sama gra nie jest zła, ale też nie jest dobra. Z pewnością nie jest to tytuł warty 74 złotych. Jeśli chcecie sięgnąć po ten tytuł, lepiej poczekajcie na sporą obniżkę ceny.

Komentarze (5)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych