Rise of the Tomb Raider: 20 Year Celebration edition - recenzja gry

Rise of the Tomb Raider: 20 Year Celebration edition - recenzja gry

Michał Włodarczyk | 19.10.2016, 21:30

Jedenaście miesięcy musieli czekać posiadacze PlayStation 4, aby po raz kolejny wyruszyć na przygodę w towarzystwie Lary Croft. I choć po drodze właściciele maszynki Sony otrzymali na wyłączność fenomenalne Uncharted 4, starsza o prawie rok Lara wciąż jest warta grzechu.

W połowie sierpnia 2014 roku część posiadaczy najpopularniejszej konsoli na świecie nie dowierzało własnym uszom - podczas konferencji Microsoftu na gamescomie ogłoszono, że Rise of the Tomb Raider, czyli sequel bardzo udanego rebootu TR, ukaże się w formie wyłączności na Xboksa One i Xboksa 360. Gracze mocniej interesujący się branżą od razu dostrzegli, że status exclusive'a dla konsol amerykańskiego giganta posiada ograniczenie czasowe. MS przez długi czas zaprzeczał, jakoby gra miała ukazać się na innych platformach, jednak wobec przesunięcia daty premiery ostatniego hitu Naughty Dog z jesieni 2015 na wiosnę 2016, a także ze względu na stosunkowo małą liczbę pre-orderów, Square Enix podało do wiadomości, że najnowsza produkcja Crystal Dynamics ukaże się również na PS4, tyle że rok później. Biorąc pod uwagę, iż największa baza fanów tego cyklu kupuje konsole Sony, a reboot najlepiej sprzedał się na PS3, oburzenie wśród posiadaczy japońskiego sprzętu było w pełni uzasadnione, zwłaszcza że producent Xboksa nie wydał na produkcję gry ani centa. Co jednak w tym wszystkim najważniejsze, Rise of the Tomb Raider okazało się świetną grą, otrzymując kilka wyróżnień także w magazynie PSX Extreme. Jak pozycja ta prezentuje się na PS4?

Wolność, swoboda i dziewczyna młoda

Miłośnicy Tomb Raider z 2013 roku, którzy zamierzają dokonać zakupu sequela, muszą wiedzieć, iż "dwójka" jest bezpieczną kontynuacją, rozbudowując większość elementów poprzednika tylko w niewielkim stopniu. Nie jest to duży minus, w końcu to dopiero druga odsłona nowej-starej serii, jednak nie ma co liczyć na taki skok jakościowy w kwestii rozgrywki, jaki dokonał się między Oszustwem Drake'a a Kresem złodzieja. Ale czego tym razem poszukuje panna Croft? Tajemnicy nieśmiertelności, która wiele lat wcześniej przerosła ojca dziewczyny. Chcąc oczyścić imię swojego rodziciela oraz zmierzyć się z osobistymi demonami po incydencie na wyspie Yamatai, bohaterka rusza do Syrii, po czym obiera kurs na Syberię, gdzie ponoć znajduje się miasto Kitież. W ślad za nią rusza tajemnicza organizacja o nazwie Trójca, która za wszelką cenę chce posiąść artefakt dający wieczne życie. Historię na początku śledzi się z dużym zainteresowaniem, autorka skryptu przygotowała nawet dwa zaskakujące zwroty akcji, jednak dość szybko nagromadzenie gatunkowych klisz zaczyna nużyć, a nijacy bohaterowie i słabe dialogi sprawiają, że całość spływa po graczu jak po kaczce. Scenarzystka inspiracje czerpała z filmu "Indiana Jones i ostatnia krucjata", niestety zabrakło tutaj lekkości i inteligentnego humoru z obrazu Spielberga, zaś w porównaniu z poprzednią przygodą Lary - ugrzeczniono słownictwo i zmniejszono poziom "krwiolejstwa". Plus należy się za ostatnią scenkę, która skutecznie nakręca na część trzecią, znajdującą się w produkcji już od jakiegoś czasu, co zdradził producent na zeszłorocznym gamescomie.

Najmocniejszym punktem "jedynki", obok fantastycznej oprawy, była solidna rozgrywka, czerpiąca garściami od najlepszych przedstawicieli trzecioosobowych gier akcji. Pod tym względem Rise of the Tomb Raider jest jeszcze lepsze. Teren, na którym się bawimy, jest zdecydowanie większy niż przedtem, oferując znacznie więcej atrakcji. Deweloper zaimplementował kilka misji pobocznych (polowanie na drony, oczyszczanie jaskiń), Lara potrafi uczyć się nowych języków (dzięki czemu odkrywamy skrytki ze skarbami), kolejne mapy zasypano licznymi znajdźkami (surowce do craftingu, uzbrojenie, artefakty, notatki, nagrania), a prawdziwą wisienką na torcie są tytułowe grobowce. Miejscówki takie są całkowicie opcjonalne, jednakże na końcu każdej czeka nagroda, przydatna w dalszej części przygody. Grobowców jest znacznie więcej niż w krytykowanym pod tym względem poprzedniku, są wyraźnie większe i wielopoziomowe. Prawda, na żadnym z nich raczej nikt zębów nie połamie, lecz i tak zabawa jest przednia. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że nie wszystkie grobowce można zaliczyć z marszu, gdyż do ukończenia niektórych potrzebne są gadżety, które otrzymujemy dopiero później. W każdym momencie za to możemy udać się do sklepiku, gdzie czekają m.in. nowe pukawki, elementy uzbrojenia i stroje. Zarówno broń, jak i czekan ulepszamy przy ogniskach, wydając zebrane po drodze składniki. Powraca drzewko rozwoju postaci, a punkty doświadczenia inwestujemy w trzech kategoriach: Twardziel, Łowca oraz Awanturnik. Przemieszczanie się po częściowo otwartym świecie gry i łapanie się dowolnych aktywności to czysta przyjemność.

Gdzie diabeł nie może, tam Larę pośle

Eksplorując mroźną Syberię, zwiedzimy m.in. ośnieżone szczyty, jaskinie, wioski, lasy, opuszczone bazy i kilka innych miejsc, których wolałbym nie zdradzać. Z nowych gadżetów, pomagających Larze pokonywać liczne przeszkody, istotne są trzy. Strzały, po których dziewczyna umie się wspinać, czekan z linką oraz - w późnieszych etapach - aparat tlenowy służący do nurkowania (można atakować przeciwników z wody). Skoro już mowa o adwersarzach, to muszę przyznać, że spotykamy ich znacznie rzadziej niż w hicie z 2013 roku, co zapisuję na plus, tym bardziej że starcia z żołnierzami Trójcy szału nie robią. Wprawdzie rozbudowano możliwości panny Croft, gdy zdejmujemy wrogów po cichu (kobieta radzi sobie równie dobrze jak Batman), niestety przeciwnicy to idioci. Niska inteligencja oponentów, podświetlających się w dodatku na żółto i czerwono, a także przeciętny gunplay sprawiają, iż otwarte starcia wypadają jeszcze słabiej. Jakby tego było mało, Lara nawet w trakcie walki może wytwarzać apteczki, różnego rodzaju strzały czy koktajle Mołotowa, dlatego na domyślnym poziomie wyzwania ginie się bardzo rzadko. W tych aspektach Tomb Raider wyraźnie przegrywa z ostatnią odsłoną Uncharted, skłamałbym jednak, mówiąc, że ciche polowania na nieświadomych niczego przeciwników nie sprawiały mi frajdy. Zaliczenie headshota z łuku czy ciche zabójstwo z ukrycia w dalszym ciągu smakują doskonale, nie gorzej niż w pierwowzorze czy The Last of Us. Miłośnicy starej szkoły mogą kręcić nosem na wszechobecne "automatyzmy", będące ukłonem w stronę mniej doświadczonych graczy, lecz w przypadku wysokobudżetowych przygodówek to w sumie standard.

Ukończenie wątku głównego oraz "wyczyszczenie" całej mapy to zabawa na co najmniej trzydzieści godzin, przygotowano także tryb wyzwań z sieciową tablicą rekordów, gdzie możemy modyfikować rozgrywkę przy użyciu specjalnych kart. Na posiadaczy PlayStation 4 czeka jeszcze więcej atrakcji, zarówno tych znanych z Xboksów i PC po premierze, jak i świeżych. Na krążku znalazły się: fabularne rozszerzenie Baba Yaga (ok. trzy godziny zabawy), krótka Zimna Ciemność, zupełnie nowy Dwór Croftów (akcja w całości dzieje się w posiadłości), kooperacyjna Wytrzymałość (dwóch graczy walczy o przetrwanie, pnąc się w sieciowej tablicy rekordów), pomniejsze dodatki z wydanych DLC (liczne stroje, bronie, karty do trybu wyzwań), skórki dla Lary z klasycznej trylogii z PSone oraz ciekawostkę dla posiadaczy PS VR - specjalny tryb, w którym zwiedzamy domostwo Croftówny z widokiem z oczu bohaterki. Wersję PS4 przygotowało holenderskie studio Nixxes Software, odpowiedzialne za fenomenalny port na Xboksa 360. Podobnie jak w przypadku stareńkiej konsoli Microsoftu, edycja na sprzęt Sony nie posiada dziwnego opóźnienia w reakcjach postaci na komendy gracza (problem występował na XOne) i prezentuje się - dokładnie jak przed rokiem - fantastycznie. Animacja Lary, mimika, fizyka włosów, wykonanie śniegu, efekty cząsteczkowe i świetlne, faktura materiałów, tekstury, stylowe UI - to wciąż najwyższa półka wśród multiplatformowych tytułów dostępnych na PlayStation 4 i Xboksa One. Polska wersja językowa wypadła dość przeciętnie. Przy oryginalnych głosach warto pozostać choćby dla świetnej Camilli Anne Luddington w roli głównej.
Lepiej późno niż wcale

Z Larą na koniec świata

Ameryki nie odkryję - Rise of the Tomb Raider: 20 Year Celebration to rewelacyjna przygodówka akcji, oferująca kilkadziesiąt godzin zabawy na najwyższym poziomie, dopakowana wartościowymi dodatkami, pieszcząca zmysły i nie pozwalająca na odłożenie pada. Kilka felerów się znalazło, głównie w temacie szeroko rozumianej walki, lecz nie przeszkadza to cieszyć się towarzystwem Lary Croft. Jeśli macie już za sobą ostatnią odsłonę przygód Nathana Drake'a, a chcielibyście spróbować czegoś w podobnym klimacie, najnowsze Tomb Raider to właściwa opcja.

PS. Posiadacze gry w wersji na XOne i PC otrzymają wszystkie zawarte tutaj dodatki, o ile zakupiły/zakupią przepustkę sezonową. Bez obsługi VR dla konsoli MS, rzecz jasna.

Ocena - recenzja gry Rise of the Tomb Raider

Atuty

  • Eksploracja
  • Klimat przygody
  • Rozbudowana w stosunku do TR
  • Fantastyczna oprawa A/V
  • Liczne dodatki

Wady

  • Scenarzystka do wymiany
  • Głupi przeciwnicy, słaby gunplay
  • Ponownie brak survivalu

Michał Włodarczyk

Lara Croft powraca, piękniejsza i bardziej interesująca niż kiedykolwiek wcześniej. Dla posiadaczy PS4, którzy nie sprawdzili wersji na inne platformy, jest to pozycja obowiązkowa.
Graliśmy na: PS4

Komentarze (112)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper