Trackmania Turbo - recenzja gry

Trackmania Turbo - recenzja gry

Wojciech Gruszczyk | 03.04.2016, 19:37

Wielu graczy może uważać, że seria Trackmania swoje najlepsze lata ma dawno za sobą, jednak Ubisoft na ubiegłorocznym E3 postanowił wskrzesić markę. Gra zaliczyła małe opóźnienie, dodano sporo nowej zawartości i tak na rynku zadebiutowała najnowsza odsłona, która może i nie powtórzy sukcesu pierwszych części, to jednak ma spore szanse na zaistnienie na rynku. Francuzi w przeciągu kilku miesięcy kolejny raz zaskakują i pozwalają ze spokojem patrzeć w przyszłość. 

Pierwsza Trackmania zadebiutowała na rynku w 2003 roku, ale dopiero 3 lata później grą zainteresowały się miliony graczy z całego świata. Tytuł dołączył do głównych dyscyplin na światowych finałach Electronic Sports World Cup, dzięki czemu profesjonalni zawodnicy każdego dnia systematycznie dopieszczali zakręty oraz uczyli się wykorzystywać zalety każdej trasy, by po miesiącach przygotowań, zaprezentować swoje umiejętności szerokiej publiczności i zawalczyć o upragnione złoto. Gra przez wiele lat świętowała sukcesy, jednak francuski turniej w ostatnim czasie nie prezentuje już oczekiwanego poziomu, a w konsekwencji produkcja Ubisoftu popadła w pewne zapomnienie. Właśnie z tego powodu deweloperzy postanowili przygotować nową odsłonę, która choć w żaden sposób nie rewolucjonizuje znanej nam koncepcji, to oferuje kawał przyjemnej jazdy.   

Dalsza część tekstu pod wideo

Szybka jazda dla perfekcjonistów

Założenia Trackmanii Turbo nie zmieniły się od lat - naszym zadaniem jest jak najszybsze przejechanie zwrotnym samochodzikiem po wyznaczonej trasie. System jazdy jest czysto zręcznościowy, a za odpowiedni przejazd zostaniemy nagrodzeni brązowym, srebrnym lub złotym medalem. Proste? Na papierze banalnie proste, ale rzeczywistość nie jest tak piękna, bo akurat ta seria od lat dzieli sympatyków elektronicznej rozgrywki. Tutaj nie chwycisz kontrolera w łapy i nie przejedziesz wszystkich tras z zamkniętymi oczami. Twórcy do perfekcji opanowali tworzenie miejscówek i w konsekwencji zabawa wymaga idealnej rozgrywki. Na szczęście nie jesteśmy rzuceni na głęboką wodę – kampania składa się z 200 plansz, w których systematycznie rośnie poziom trudności. Nie musimy się specjalnie męczyć i wylewać ostatnich potów już na samym początku zabawy, ale obiecuję, że po 3-4 pierwszych godzinach natraficie na naprawdę trudne miejsca. Od pewnego czasu zdobycie złota wydaje się rzeczą prawie niemożliwą… Oczywiście „prawie” robi wielką różnicę, bo dzięki systematycznej rozgrywce, dopracowywaniu zakrętów, wybieraniu odpowiednich taktyk, a nawet przy odrobinie szczęścia, możemy w końcu sięgnąć po upragniony kruszec. Muszę jednak zaznaczyć, że autorzy zdecydowali się w tym wariancie zabawy na odrobinę upierdliwy system progresji, który wymaga od nas masterowania dosłownie wszystkich plansz, by móc spróbować swoich sił w tych najtrudniejszych lokacjach. Jest to dość irytująca sprawa, ponieważ poziom trudności potrafi wymęczyć dosłownie każdego, a często-gęsto najdrobniejszy błąd sprawia, że musimy obejść się smakiem. Nie chcę oczywiście narzekać na wysoki poziom, ale autorzy mogli zastosować inny system, który nie wymagałby od zawodników kilkukrotnego męczenia się ze wszystkimi lokacjami.

W głównej mierze lokacje przygotowane przez deweloperów są krótkie, ale na uwagę zasługują cztery różne środowiska. Najbardziej sztandarową dla serii kategorią tras jest oczywiście Stadium, w którym trafiamy do tytułowej lokacji, ale ja najchętniej jeździłem po miejscówkach określonych jako Valley – w tym przypadku nietrudno ubrudzić samochód błotem, a i musimy uważać na wystające krzaczki oraz rosnące drzewka. Dodatkowo istnieje możliwość wypróbowania jeszcze trasy w kategorii Lagoon (magnetyczne lokacje) oraz Canyon (zmagania nastawione na drift). Szkoda jedynie, że nie otrzymaliśmy od deweloperów większej możliwości upiększania i dostosowywania bryczek – do każdego środowiska mamy przypisany wóz, w którym możemy jedynie zająć się odpicowaniem karoserii.

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że gra działa w przyjemnych 60 klatkach na sekundę, a ten element jest piekielnie istotny w tak dynamicznych wyścigach. Tutaj nie ma miejsca na najmniejsze przycinki, czy też błędy, ponieważ każde wytrącenie z równowagi jest równoznaczne z porażką. Ubisoft dał radę okiełznać konsole i ja w wersji na Xboksa One nie napotkałem na jakiekolwiek niedogodności. Sporym plusem tytułu jest również brak długich i wybijających z rytmu ekranów wczytywania – może i jeszcze w przypadku włączenia nowej lokacji musimy zaczekać trochę dłużej, tak już w momencie restartowania rozpoczętych zmagań (a robimy to bardzo, bardzo często…), możemy grać w zasadzie bez przerwy. Wspominając o zagadnieniach optymalizacji i działania tytułu, muszę jeszcze dodać, że graficznie nie możemy oczekiwać jakiekolwiek rewolucji, choć gra wygląda bardzo poprawnie. Twórcy z Francji nie zawiedli - produkcja jest kolorowa, w głośnikach lecą motywujące utwory i aż chce się grać!

Więcej, mocniej, szybciej, czyli z kumplami

Tak jak wspomniałem, ze względu na rozgrywkę, kampania specjalnie nie zaskakuje, ale w zasadzie takie były założenia produkcji, więc nikt nie powinien oczekiwać fajerwerków. Jednak te przychodzą już po chwili… Wystarczy, że do naszego domu zapukają znajomi. Twórcy z Ubisoftu opóźnili premierę gry, by zaoferować graczom dodatkowe tryby rozgrywki i mam wrażenie, że był to prawdziwy strzał w dziesiątkę. W grze możemy sprawdzić swoje zdolności w rozgrywce dwóch kierowców na jednym kontrolerze - jest to wyjątkowo zabawna sprawa, bo pozycja nawet bez takich udziwnień nie wybacza błędów, a dodanie do zabawy kolejnego rajdowca nie ułatwia zabawy.  

Gdy już taka rozgrywka nam się znudzi (lub z nerwów pogryziemy kumpla trzymającego niezgrabnie kontroler…), możemy wypróbować jeszcze zmagania na podzielonym ekranie (do 4 graczy!), czy też sprawdzić „gorące krzesło”, w którym zawodnicy muszą oczywiście ustalić jak najlepszy czas na danej mapie, ale po przejechaniu trasy należy przekazać kontroler kolejnemu śmiałkowi. Twórcy przygotowali również tryb arcade (rywalizacja o jak najlepszy czas przez grupę zawodników), jak również zadbali o kilka sekretów, w których znajdziemy między innymi walkę o pozostanie na trasie, wyścigi ze specjalnymi doładowaniami i zbieraniem punktów za wykonywanie tricków lub też rywalizację przypominającą Crash Team Racing.

Opcji jest naprawdę sporo, a nie możemy zapomnieć o standardowym trybie sieciowym, w którym jednocześnie na serwerze może znaleźć się nawet 100 zawodników! Nie bójcie się o lagi, czy też walkę o miejsce na trasie – rywale są „duchami”, więc nie możemy w nich uderzyć, ale podczas przejazdu obserwujemy ich umiejętności. Taka gra strasznie motywuje do coraz to lepszej jazdy i w konsekwencji ponownie irytują najmniejsze błędy. Podczas zmagań musimy w wyznaczonym czasie uzyskać jak najlepszy wynik na trasie i możecie mieć pewność, że nie jest to łatwa przeprawa dla początkujących. Tutaj natraficie na prawdziwych wymiataczy znających realia projektu i którzy są gotowi na największe wyzwania.

Deweloperzy nie zapomnieli o przygotowywaniu dodatkowych tras przez graczy. Stworzony edytor sprawdza się nawet na konsolach. Wykreowanie prostej lokacji zajmuje dosłownie kilka sekund, a po chwili możemy zaprosić do wypróbowania trasy znajomych lub opublikować wyzwanie w Sieci. Gracze z całego świata mogą nas zawstydzić i pobić nasz wypracowany wynik. Dosłownie w dniu premiery można było znaleźć wyjątkowe projekty, które pokazują kunszt społeczności. Ja zazwyczaj nie mam natchnienia do kreowania zakręconych miejscówek, ale z wielką radością zawsze sprawdzam prace innych graczy. Jestem pewien, że w tym miejscu powstanie jeszcze wiele wybornych wyzwań.

[ciekawostka]

Znana rozgrywka, ciekawe tryby i zawartość na wiele wieczorów

Trackmania powróciła w wielkim stylu. To nadal nie jest gra dla wszystkich, ale przygotowany system jazdy, mnóstwo trybów i nastawienie na kanapową zabawę, sprawia, że produkcja zadowoli wielu sympatyków dynamicznych, arcadowych wyścigów. Nie możecie tylko płakać po kolejnych niepowodzeniach, a musicie wziąć się w garść i szlifować każdą lokację. Gra nie wybacza błędów, ale właśnie tak zapamiętałem ten tytuł kilka lat temu obserwując zmagania profesjonalistów na e-sportowych turniejach. Francuzi oferują rozgrywkę prostą do nauczenia, wyjątkowo trudną do opanowania, jednak przy tym totalnie satysfakcjonującą. Tutaj każde złoto smakuje wybornie!

Źródło: własne

Ocena - recenzja gry Trackmania Turbo

Atuty

  • Rywalizacja z duchami ubarwia zabawę
  • Wymagający poziom trudności
  • Nastawienie rozgrywki na kanapowe zmagania
  • 60 klatek robi różnicę

Wady

  • System progresji w kampanii
  • W zasadzie rozgrywka opiera się wyłącznie na czasówkach

Szybka jazda bez trzymanki. Arcade pełną gębą, a sympatycy serii będą wniebowzięci. Na taki powrót Trackmanii czekaliśmy od kilku długich lat.
Graliśmy na: XONE

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper