Studio, które do tej pory zajmowało się robieniem bardzo małych i niewiele znaczących produkcji podjęło się niezwykłego wyzwania, któremu nie podołało wiele zespołów tworzących tytuły AAA. Mnie osobiście, nie przekonywały nawet wszelkiego rodzaju materiały promocyjne, gdyż brakowało im nieco ducha oryginału. Z ogromnym dystansem przyjąłem więc grę do recenzji i szczerze powiedziawszy byłem bardzo zdystansowany do pierwszego epizodu King’s Quest.

Uwielbiam sytuacje, w których ostateczne doświadczenie płynące z gry okazuje się skrajnie odwrotne do moich niskich oczekiwań.

Jeżeli z czasów swojej młodości pamiętacie baśniowe przygody Grahama i jego rodziny, to nowe spojrzenie na tę historię zachwyci was od pierwszych momentów spędzonych z grą. Nic dziwnego, że twórczyni oryginału – Roberta Williams przybiła chłopakom z The Odd Gentleman piątkę i pobłogosławiła ich projekt. Jestem w stu procentach pewien, że gdyby ta seria rozpoczęła swoje życie dzisiaj, a nie w 84 roku, to wyglądałaby dokładnie tak. Cała magia zachowana została w stanie nienaruszonym. Tak, włącznie z suchymi żartami bohaterów, które tutaj stał się autorskimi powiedzonkami Grahama, a które jednocześnie irytują jego wnuczkę.

Wspomnienia starego władcy

King’s Quest nie jest bowiem sequelem, to ta sama historia opowiedziana na nowo, alternatywnie, z perspektywy starego człowieka. Grahama poznajemy w bardzo podeszłym wieku. Dziś już dziadek, ale niegdyś słynny król Daventry, przekazuje młodej Gwendolyn przypowieści ze swoich młodych lat. Wątki współczesne przeplatają się tutaj z anegdotami z dawnych bohaterskich przygód, które odgrywamy na ekranie. Pierwszy epizod – A Knight To Remember  to przede wszystkim wspomnienia z pierwszego dnia pobytu Grahama w królestwie, którego poprzedni władca poszukiwał śmiałka godnego tytułu przybocznego rycerza.

Sądząc po obrazkach wyświetlających się przy liście rozdziałów możemy sądzić, że w kolejnych odcinkach przeżyjemy wszystkie najważniejsze wydarzenia z życia Grahama

Wraz z niedoświadczonym i wyjątkowo nieogarniętym młodym chłopakiem musimy przejść trzy próby – siły, szybkości i rozumu, a zwycięstwo w nich zapewni nam miejsce obok tronu. Przy okazji rozwiążemy pomniejsze problemy mieszkańców królewskiego miasteczka, załatwimy sprawę buntu trolli i ogarniemy parę pomniejszych sytuacji. A wszystko w bardzo nieliniowy, jak na przygodówkę sposób.  Przede wszystkim Graham staje kilkukrotnie przed wyborem jednej z trzech ścieżek. Nie stworzymy oczywiście, wedle naszych socjopatycznych upodobań, mrocznego Grahama, bo nie pasowałoby to do koncepcji. Są to jednak trzy kompletnie różne sposoby rozwikłania pewnych dylematów i według obietnic twórców, nasze podejście będzie miało konkretny wpływ na przyszłe wydarzenia.

Jestem w stanie w to uwierzyć, bo już w obrębie pierwszego odcinka niektóre zagadki mają kilka alternatywnych rozwiązań. Co za tym idzie, wpływa to na kolejne problemy, gdyż kończymy z nieco innymi przedmiotami w ekwipunku. Pierwszy raz spotykam się z grą przygodową, która dawałaby mi tak dużo swobody i choć jestem świadomy tego, że jest ona nieco złudna, to jednak pomogło mi to wczuć się w skórę protagonisty znacznie bardziej, niż w innych produkcjach należących do tego gatunku.