Kilka miesięcy wyczekiwania na wielki tytuł. Kilka tygodni oglądania wyśmienitych zwiastunów. Kilka dni czytania niepokojących wiadomości i jest... Jedna z najgłośniejszych produkcji na PlayStation 4 od dnia premiery konsoli. Oczekiwaliście bardzo wiele? Liczyliście na grę roku? Przykro mi, dostaniecie tylko i wyłącznie porządną grę. Tylko albo aż? To już zależy od Was.

Jeśli historia jest najważniejsza... To Ready at Dawn wykonało świetną robotę

Ten projekt w ostatnim czasie wywołał tak wiele skrajnych emocji, jednak pewnie wielu czytelników PPE przyzna mi rację, że od pierwszych materiałów z The Order: 1886 bił świetny klimat. Mroczna, wyjątkowo gęsta atmosfera urzekła mnie kilkanaście miesięcy temu i nie pozwoliła odejść od konsoli przez niespełna siedem godzin filmowej, a zarazem niezwykle wciągającej rozgrywki.

Głównym bohaterem pozycji jest jeden z Rycerzy Okrągłego Stołu, członek Zakonu, Sir Galahad. To jeden z bardziej szanowanych przedstawicieli specjalnej jednostki, która strzeże pokoju w Anglii. Rycerze w 1886 roku nie jeżdżą na koniach i nie walczą za pomocą długich mieczy, a wykorzystują do walki nowoczesne, jak na tamte czasy, karabiny. Ich przeciwnikami nie często są ludzie, a podobni do wilkołaków Lykanie. Mieszańcy dysponują wyjątkową siłą i szybkością, ale Rycerze nie są bezbronni. Dzięki specjalnemu rytuałowi potrafią regenerować swoje zdrowie oraz żyją zdecydowanie dłużej od typowych mieszkańców Londynu.

Przez całą historię bierzemy udział w niezwykłym widowisku, które charakteryzuje się wyjątkową intensywnością. Na początku staramy się odpowiedzieć na ataki rebeliantów, wszystko wygląda jak standardowy dzień przedstawiciela Zakonu, jednak z każdą kolejną chwilą orientujemy się, że te zdarzenia to tylko początek (geneza?) wielkiej i zawiłej intrygi. Twórcy przygotowali zgrabną opowieść obładowaną świetną akcją. Tutaj nawet przez minutę nie ma czasu na znużenie i podziwianie widoków. Wydarzenia nabierają rozpędu po kwadransie i trzymają w napięciu do końca opowieści. Pod tym względem Ready at Dawn wykonało wyśmienitą robotę.

Oczywiście jak na grę nastawioną na opowieść, w produkcji pojawia się kilka nagłych zwrotów akcji, ale w moim odczuciu jednym z najważniejszych aspektów przygotowanego świata jest narracja. Rozgrywka została dosłownie przesycona świetnymi dialogami, które pomagają zrozumieć świat, urzeczywistniają bohaterów i sprawiają, że cały projekt błyszczy. Nawet w przypadku polskich dialogów nie możemy specjalnie narzekać – to nadal nie jest najwyższa liga, ale włączenie rodzimego języka jest na pewno dobrą alternatywą na drugie przejście produkcji.

Nie można zapomnieć, że opowieść jest budowana przez wyjątkową grafikę i dobre udźwiękowienie. Pod względem oprawy wizualnej The Order: 1886 otwiera nowy rozdział i pokazuje jak powinny wyglądać pozycje na PlayStation 4. To pewnie najładniejsza gra na konsolę Sony, jednak produkcja pokazuje swoje najlepsze oblicze tylko w wybranych momentach – bohaterowie noszą piękne, ozdobione i lśniące szaty, Sir Galahad przygląda się niezwykle szczegółowym przedmiotom, a niektóre lokacje potrafią zachwycić... Ponadto, muzyka dodaje całości pikanterii i idealnie komponuje się z zaprezentowanym obrazem.

Ciekawa historia, świetne dialogi i piękna grafika są podbudowane fenomenalnym światem. Ready at Dawn wybrało Anglię wieku pary, wrzuciło do niej „współczesnych” Rycerzy Okrągłego Stołu, nie zapomniano o Kubie Rozpruwaczu, wynalazcy Nikola Tesli i przerażających Lykanach. Ten niezwykły mix jest podsycony mrocznym i gęstym klimatem... Potrzeba Wam więcej?

Jeśli rozgrywka jest najważniejsza... To Ready at Dawn prowadzi nas za rączkę

Mam nadzieję, że akurat od konsol aktualnej generacji oczekujecie więcej... Jednak w przypadku The Order: 1886 za wiele nie dostaniecie. Ready at Dawn stworzyło filmową opowieść, w której uczestniczymy z zaciekawieniem, ale musicie mieć świadomość, że przygotowanie takiej historii niesie ze sobą pewne ograniczenia.

Twórcy wybierają, w którym momencie biegniemy, kiedy kucamy, jakiej używamy broni, kiedy strzelamy, z kim rozmawiamy, gdzie idziemy... The Order: 1886 jest totalnie liniową produkcją, która tylko w kilku momentach pozwala nam zboczyć z kursu, aby zobaczyć zdjęcia lub zdobyć kilka dodatkowych informacji. W każdym innym wypadku wypełniamy założenia deweloperów i wchodzimy w rolę Sir Galahad.

Na szczęście nie musimy zgadywać „co autor miał na myśli”, ale takie wypełnianie z góry przyjętego schematu potrafi irytować. Jasne, że podobne produkcje pojawiają się na rynku od lat, ale należy mieć świadomość tego założonego planu. Całość w pewien sposób wpisuje się w opowieść i pewnie znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że dzięki takiej rozgrywce historia potrafi zaciekawić. Ja jednak należę do graczy, którzy lubią od czasu do czasu poczuć wiatr we włosach i beztroskie nieskrępowanie, a tego w pozycji Ready at Dawn nie otrzymacie nawet przez sekundę.  

Biegamy po wyznaczonych korytarzach, strzelamy do kolejnych przeciwników, skradamy się do wrogów, bierzemy udział w sekwencjach QTE, oglądamy przerywniki filmowe i w moim odczuciu autorzy nie przesadzili w żadnym elemencie. Wszystko zostało w dobry sposób wplecione w całą opowieść i przyzwoicie ułożone. Są momenty, w trakcie których często wymieniamy się ołowiem z rebeliantami, innym razem zarzynamy przeciwników ukrywając się w cieniu, a po chwili klikając odpowiednie klawisze uczestniczymy w filmiku. Trudno akurat w tym miejscu narzekać.

Z drugiej strony żałuję, że autorzy w odpowiedni sposób nie zadbali o naszego przyjaciela Nikolasa Teslę. Tego wyjątkowego inżyniera oraz wynalazcę możecie kojarzyć ze szkoły i twórcy w fenomenalny sposób wprowadzili tę prawdziwą postać do swojej produkcji, ale nie wykorzystali jego potencjału. Bohater przygotowuje dla nas zaledwie kilka zabawek, z których korzystamy zdecydowanie za rzadko. Nawet w przypadku broni Tesla nie może zabłysnąć, ponieważ niemal od początku do końca korzystamy ze stałej palety uzbrojenia. Wybiórczo w pozycji pojawiają się nowości, które i tak nie spełniają swojego głównego założenia – nie eliminują z gracją kolejnych przeciwników.

Jedni pokochają, inni znienawidzą, ale wszyscy powinni czekać na kontynuację

Od dawna nie mieliśmy tak skrajnych opinii na temat jednej produkcji. Ja przez siedem godzin z przyjemnością poznawałem losy Rycerzy Okrągłego Stołu, ale nie będę ukrywał, że zakończenie i pewien wątek pozostawiają niedosyt.

Czy w tej sytuacji mogę polecić grę każdemu? Obawiam się, że nie. Musicie mieć świadomość, że to produkcja, która chociaż posiada przyzwoitą opowieść i wyjątkowe uniwersum, to jednak prowadzenie za rączkę w tym projekcie jest dość nachalne.

Jest to spójny projekt i na pewno będziecie się bawić dobrze, ale ta przyjemność mija dość szybko... Dla niektórych pewnie zdecydowanie za szybko. W tej sytuacji sami musicie odpowiedzieć sobie na pytanie – czy stać mnie na taką przyjemność?

Na pewno takich gier na rynku brakuje, ale obawiam się, że The Order: 1886 może nie przetrwać. Bardzo chciałbym zagrać w kontynuację tej opowieści, ale w dzisiejszych realiach, w których nie ukrywajmy rządzi pieniądz, trudno będzie o odpowiednią sprzedaż.

Ja mogę Wam obiecać ciekawą przygodę w – podkreślam to kolejny raz! – świetnym klimacie z wyjątkowo piękną grafiką. Bez wątpienia w tę produkcję trzeba zagrać i tę historię należy poznać... Ale czy już teraz? Wszystko zależy od wielkości Waszego portfela.