Final Fantasy nie trzeba raczej nikomu przedstawiać. To seria niemal tak wiekowa, jak cała branża gier wideo. Nawet jeśli ktoś nie grał, to z pewnością słyszał. Tym bardziej, że dotychczas powstało aż 15 głównych odsłon, co i tak jest niewielką częścią całości, bo do tego doliczyć należy wszelkie części poboczne, czy bezpośrednie kontynuacje.

Początki serii sięgają końcówki lat 80., kiedy to ówczesne Square podupadało. Rzeczona gra miała być ostatnią próbą, stąd też nazwa. Hironobu Sakaguchi wraz z ekipą utalentowanych deweloperów i artystów włożyli serce w ten projekt. Wyszło z tego małe cudo, które na zawsze zmieniło oblicze gier wideo i ponadto uratowało japońską firmę przed bankructwem.

I choć Final Fantasy nie może konkurować z takimi kolosami jak Call of Duty, FIFA, czy nawet Grand Theft Auto, to jest to bardzo popularna seria, wiodąca prym w gatunku japońskich gier RPG. Być może istnieje tylko dlatego, że poszła z duchem czasu, zmieniając wielokrotnie swój charakter - zwłaszcza jeśli chodzi o rozgrywkę. Nie wszystkim to odpowiada.

Wydane pod koniec ubiegłego miesiąca pierwsze trzy odsłony w nowej wersji, to fajna wycieczka w przeszłość - nadająca się zarówno dla tych, którzy chcą się zapoznać, jak i dla tych, którzy zagrają dla przypomnienia. Pixel Remaster nie jest jednak pozbawione mniejszych lub większych wad, ale o tym będzie w dalszej części recenzji.

"Jesteś wojownikiem światła"

Final Fantasy Pixel Remaster - recenzja i opinia o grze. Rozmowa z NPC

Final Fantasy jako seria jest dobra pod wieloma względami. Dlatego bez przeszkód można grać w kolejne odsłony, choćby dla samej fabuły. Oczywiście z uwagi na wiek gier ocenianych w tej recenzji, jest ona w prostszej formie niż w tych z późniejszych lat. Bez względu na to, są to ciekawe opowieści, które śledzi się z przyjemnością. Pierwsza część jest pod tym względem najprostsza. Opowiada historię czterech wojowników, których przeznaczeniem jest uratowanie świata przed zagładą. W tym celu muszą przywrócić moc czterem kryształom, z czego każdy reprezentuje dany element: wodę, ogień, ziemię i powietrze. Głównym złym opowieści jest legendarny rycerz, który chce zawładnąć nad światem.

W tej odsłonie nasi bohaterowie są nieco bezosobowi. Nie wypowiadają żadnych słów, a jedyne co ich wyróżnia, to przydzielone klasy - te możemy wybrać na początku zabawy. Nie ma tutaj też zbyt wielu twistów fabularnych, ale przedstawione wydarzenia wystarczą, aby utrzymać przy ekranie. Zwłaszcza, że pod koniec intryga nieco się zagęszcza.

Nieco lepiej pod tym względem jest w Final Fantasy II, w którym grupa protagonistów to młodzi ludzie pałający nienawiścią do Imperium. Rycerze okrutnego mocarstwa napadli na rodzinne miasto naszej paczki i uśmiercili ich rodziców. Prowadzimy ich więc w drodze do zemsty, choć ważniejsze od tego jest uratowanie świata - tym razem przed złym Imperatorem.

Druga odsłona jest znacznie bardziej dramatyczna od poprzedniej. Wystarczy wspomnieć, że trup ściele się gęsto, ale nie brakuje też zdrad i nieco zaskakujących zwrotów akcji. Ważną rolę odgrywa tutaj grupa rebeliantów prowadzona przez księżniczkę. Do walki przyłącza się sporo różnych postaci, toteż jest się czemu przyglądać i komu kibicować. Niektórych może jednak zaniepokoić fakt, że protagoniści bardzo szybko otrząsają się po stracie kompana. Bez większego zastanowienia podejmują też ważne decyzje - to się jednak tyczy wszystkich.

Trzecia odsłona to swoisty powrót do korzeni, ale głównie przez poruszoną tematykę. Znów mamy do czynienia z kryształami i czwórką bohaterów wybranych przez przeznaczenie. Kierujemy paczką sierot, która podczas wspólnej zabawy natrafia na kryształ mówiący, że czeka ich bardzo ważna misja. Od tamtego momentu nie pozostaje im nic innego, jak opuszczenie rodzinnego miasteczka i wyruszenie w przygodę życia.

Żeby nie zdradzać zbyt wiele, powiem tylko, że podobnie jak poprzednie części, Final Fantasy III oferuje sporo zróżnicowanych wątków. Już na samym początku przygody trafimy do wioski, której mieszkańcy zostali przeklęci przez złego dżina. Niedługo później potowarzyszymy Cidowi w drodze do jego domu, aby za chwilę zostać porwanym przez smoka. Dzieje się sporo i nie ma miejsca na nudę. Cała trylogia wypada pod tym względem bardzo fajnie i w ogóle nie dziwi kultowy status tych produkcji. Choć ten nie wynika oczywiście jedynie z treści fabularnych.

Pozwól, że opatrzę twoje rany

Final Fantasy II Pixel Remaster - recenzja i opinia o grze. Walka

Innym ważnym elementem Final Fantasy jest rozgrywka. Należałoby omówić teraz również ten element na potrzeby tej recenzji. Pierwsze Final Fantasy to oczywiście podwalina pod kolejne odsłony. Wiele elementów tutaj obecnych, zostało w takiej lub innej wersji przeniesionych nie tylko do następnych części, ale również innych przedstawicieli samego gatunku.

Już wyżej wspominałem, że mamy do dyspozycji 4 postacie, z czego każdej możemy przydzielić wybraną przez nas klasę. Pierwsza część oferuje całkiem sporą swobodę w temacie, bo do wyboru mamy 6 klas: wojownik; łotrzyk; biały, czarny i czerwony mag oraz mnich. Twórcy też nie ograniczają wyboru - jeśli zechcemy, możemy zdecydować się na dowolną konfigurację, nawet jeśli będą to sami czarni magowie. Nie wspominając o tym, że możemy walczyć z użyciem tarczy i miecza, lub dwóch mieczy i jeszcze inną mieszanką.

Po wybraniu imion i klas, lądujemy na mapie świata gdzie toczy się spora część zabawy. Stąd dojdziemy oczywiście do wszystkich lochów i miast. Stoczymy tutaj również losowo następujące walki w systemie turowym. Skorzystamy też z przeróżnych środków transportu, choć najpierw konieczne będzie poczynienie odpowiednich postępów fabularnych. Tym samym z czasem zyskamy możliwość pływania statkiem, czy latania powietrzną machiną. Kultowe Chocobo debiutuje dopiero w drugiej części.

W miastach dowiemy się o nowych zadaniach, zrobimy zakupy (uzbrojenie, przedmioty lecznicze), odpoczniemy i porozmawiamy z mieszkańcami. W ten sposób poznamy lepiej świat i to co się w nim obecnie dzieje. Wśród wypowiedzi nie braknie też nieco humorystycznych kwestii, czy nawet nawiązań do innych gier.

Lochy to miejsca, w których stoczymy przede wszystkim sporo walk i tym samym wzmocnimy nasze postacie. Znajdziemy też sporo skarbów i nierzadko będą to przedmioty, które zdobędziemy tylko w taki sposób. Sporo z tych lokacji jest wielopoziomowych, czasem zagmatwanych i z adwersarzem na samym końcu. Tak w dużym skrócie przebiega rozgrywka w całej trylogii. Każda z części ma jednak mniej, lub bardziej znaczące różnice, o których wypowiem się w następnej sekcji tej recenzji.

Ty jesteś mag, a ja wojownik. Później się zamieniamy

Final Fantasy III Pixel Remaster - recenzja i opinia o grze. Grafika bez trybu CRT

W pierwszej część nasze postacie rozwijają się za pomocą doświadczenia zdobywanego podczas walk. Nie mamy wpływu na statystyki, bo kolejne bonusy do nich przyznawane są z góry ustaloną dla klasy ścieżką. Dlatego jedna będzie miała znacznie więcej HP od drugiej - u mnie czarny mag zawsze był do tyłu, dlatego najczęściej umierał.

Final Fantasy II jest pod tym względem zgoła odmienne. Tutaj rozwój zależy tylko od tego, jakie czynności wykonujemy najczęściej. Każdy wykonany atak bronią to progres w kwestii jej obsługi. Podobnie jest z żywotnością, która wzrasta, gdy postać otrzymuje obrażenia. To samo tyczy się czarów - im częściej korzystamy z Cure, tym szybciej stanie się bardziej skuteczny. Przy tym muszę zaznaczyć, że każdy czar trzeba w jakiś sposób zdobyć (zakupić lub znaleźć odpowiedni tom) i nauczyć go wybraną postać.

System przygotowany na rzecz "dwójki" niesie ze sobą pewne komplikacje. Nierozwijane umiejętności, czy właśnie czary, pozostają na pierwszym poziomie. Kiedy nagle okazuje się, że coś konkretnego przyda się w następnej walce, musimy poświęcić całkiem sporo czasu na rozwinięcie. To w zasadzie jedyna część z tej trylogii, w której opłaca się myślenie naprzód. Z drugiej jednak strony, wiązać się to może też ze zwykłą stratą czasu - jeśli oczywiście źle ocenimy, co może się później przydać. Dlatego najmniej podoba mi się pod względem rozgrywki druga odsłona. W moim odczuciu ten system nie jest do końca przemyślany, a na pewno zbytnio nastawiony na tak zwany "grind".

Final Fantasy III z kolei to powrót do korzeni - co pisałem już o fabule. Różnica jest taka, że tutaj mamy możliwość dowolnego zmieniania klas w trakcie rozgrywki. W zależności od danej sytuacji możemy zmienić konfigurację naszej drużyny, by za chwilę znów to zrobić - oczywiście poza walką. Doświadczenie zdobywamy tak samo jak w "jedynce", ale przyznawane punkty trafiają też do rozwoju profesji.

W temacie walki muszę jeszcze wspomnieć o trybie Auto-Battle. Od razu mówię, że działa dobrze i pozwala na znaczne przyśpieszenie większości walk. Postacie po prostu wykonują wcześniej wybrane przez nas czynności. Jeśli jednak wśród nich było użycie czaru leczącego, postać która go wykonuje nie będzie leczyć ciągle tego samego kompana. Zamiast tego skupi się na tym, który ma najmniej punktów życia w danym momencie.

Jak to pięknie brzmi!

Final Fantasy III Pixel Remaster - recenzja i opinia o grze. Odtwarzacz muzyki

Jeśli mowa o Pixel Remaster, to jedną z najcenniejszych rzeczy, jest obecność nowych aranżacji kawałków, których dotychczas słuchaliśmy w formie MIDI. Tutaj mamy do czynienia ze sporym uwspółcześnieniem, co nadaje utworom nowego charakteru i świeżości. Kompozycje Nobuo Uematsu już w swoich latach brzmiały świetnie, dlatego tym łatwiej je docenić w nowym wydaniu. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem motyw z walki w pierwszej części, odłożyłem na chwilę pada, by bez przeszkód oddać się słuchaniu. Coś pięknego! Aż się przypominają cudne dokonania zespołu The Black Mages.

Mamy tu do czynienia z symfonią, czasem chórami, wszelkimi gitarami, perkusją i innymi instrumentami, jak choćby flety. Słucha się tego bardzo przyjemnie i mocno cieszy mnie to, że twórcy zdecydowali się na taki krok. Tym bardziej, że wszystkich utworów możemy sobie odsłuchać w galerii, gdzie dostępne są również prace graficzne, czy bestiariusz.

Z drugiej jednak strony, nieco zawiedziony jestem tym, że Pixel Remaster nie jest swoistą "wersją ostateczną". Nie ma tutaj zawartości znanej z innych wznowień - jak choćby dodatkowych lokacji. W przypadku takiej "jedynki" przyjąłbym to z otwartymi ramionami, bo po 15 godzinach zabawy poczułem lekki niedosyt. Nie zdobyłem wszystkich osiągnięć, ale niewiele mi do tego brakuje i oceniam to na maksymalnie godzinę "roboty".

Mimo iż podoba mi się nowa oprawa (która swoim charakterem przypomina choćby to, co mogliśmy zobaczyć w wersjach na pierwsze PlayStation), ubolewam też nad tym, że nie ma większej ilości opcji do wyboru. Możemy jedynie zdecydować, czy gramy w trybie CRT (bardziej rozmazany obraz), czy bez. Nigdy nie grałem w wersję z PSP i chętnie przyjąłbym opcję wybrania oprawy z tamtego wydania. Twórcy mogli się tutaj popisać i zaoferować sporo do wyboru. Cała trójka gier trzyma taki sam poziom jeśli chodzi o oprawę, choć oczywiście z uwagi na różny klimat, wyglądają nieco inaczej. Artyści pracujący nad nowymi pikselami odwalili kawał dobrej roboty, odświeżając klasykę, ale nie psując jednocześnie jej charakterystycznego stylu.

"Nikt nie będzie pamiętać o ich czynach"

Final Fantasy III Pixel Remaster - recenzja i opinia o grze. Rozmowa o duchach

Nie jestem też pocieszony brakiem pewnych opcji w rozgrywce. Takie Final Fantasy IX na PS4 miało tego multum - ot, choćby tryb przyśpieszenia, który chciałbym czasami włączyć na mapie świata, bo tam postacie poruszają się wolniej. Marudzę, wiem, ale Sqare Enix przyzwyczaiło mnie do jednych z najlepszych remasterów. Czasami brakowało mi też punktów zapisu wewnątrz lochów, dzięki którym mógłbym zapewnić nocleg bohaterom bez wracania się do miasta, czy mapę świata.

Gry w tej wersji są przystępniejsze niż kiedykolwiek. Choćby dlatego, że o wiele łatwiej o gotówkę - pod koniec każdej z przygód miałem maksymalną jej ilość, a nie starałem się o to. Jest też opcja szybkiego zapisu, którego możemy dokonać w każdym momencie poza walką. Nie jest też tymczasowy, nic nie stoi więc na przeszkodzie, by zapisać przed walką z bossem i w razie porażki go wczytać. Ponadto są też automatyczne zapisy, które powstają z każdym przejściem do nowej lokacji. Muszę wspomnieć też o mapie, dzięki której poruszanie się po lochach jest znacznie przyjemniejsze. Już teraz nie musimy wkraczać do ślepych zaułków, by sprawdzić czy nie kryje on skrzyni ze skarbem.

Ogólnie jednak mówiąc cieszę się, że Pixel Remaster powstało. Z utęsknieniem czekam na kolejne części, aby powrócić do mojej ulubionej szóstej odsłony. Liczę też na to, że produkcje wylądują na PlayStation 4. Koniec końców, zachęcam do zakupu, bo to trzy świetne gry. Jeśli nigdy nie mieliście do czynienia, to tym bardziej. Zobaczycie jak prezentowały się początki jednej z najważniejszych serii wszech czasów.

Ostrzegam jednak przed potencjalną frustracją, która może wynikać z losowo następujących walk, czy starć z kilkoma przegiętymi przeciwnikami (jak choćby te przeklęte Coeurly mogące położyć całą drużynę w jednej turze). Każdą produkcję z osobna oceniam 7/10, a jeśli chodzi o czas zabawy - w zależności od stylu gry każda z nich starcza na kilkanaście godzin. Żeby też było jasne: mimo iż mówię o pewnej dawce frustracji, to było jej naprawdę mało. W te klasyki gra się przez większość czasu bardzo przyjemnie, potrafią zrelaksować i w zasadzie przechodzą się same. Z tego wszystkiego najtrudniejsze są jednak pierwsze godziny, kiedy wielu rzeczy po prostu jeszcze nie mamy.