Uwielbiam innowacyjne gry, więc gdy tylko usłyszałem o Pokemon Go, od razu zainstalowałem ową grę na swoim telefonie i zacząłem szukać pierwszych pokemonów. Tytuł Niantic początkowo nie był zbyt rozbudowany, ale przez pomysłowość twórców, wielu moich rówieśników zatopiło się w wirtualnej rzeczywistości i gdy tylko miało chwilę wolnego czasu, wychodziło na zewnątrz i uzupełniało swój pokedex.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że od debiutu Pokemon GO, na rynku mobilnym nie ukazał się żaden potencjalny hit zahaczający swoją tematyką o AR. Aż do teraz, kiedy to światło dzienne już za cztery dni ujrzy Wiedźmin: Pogromca Potworów, którym zainteresowanie - przynajmniej w Polsce - powinno przekroczyć pierwotne założenia twórców. Potencjał był ogromny, oczekiwania po rzeczonej produkcji Niantica jeszcze większe, więc sprawdźcie poniższą recenzję pozycji przygotowanej przez Spokko - firmę należącą do CD Projekt.

Questy w Wiedźmin: Pogromca Potworów to strzał w dziesiątkę!

Wiedźmin: Pogromca Potworów - recenzja gry. Vesemir

Zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami, ogromną rolę w Wiedźmin: Pogromca Potworów odgrywają zadania fabularne. Już na samym początku zabawy mamy do czynienia z trzema questami, które nie ograniczają się jedynie do walki z wrogimi jednostkami. Badamy ślady pozostawione przez oponenta, rozwiązujemy niezbyt skomplikowane łamigłówki, a także rozmawiamy z NPC-ami w celu znalezienia kolejnych wskazówek. 

Misje różnią się od siebie formą i można śmiało rzec, że to one zachęcają do ciągłej rozgrywki - zważywszy na to, że każda z nich rozpoczyna i kończy się interesującą wstawką filmową, która potrafi zaintrygować początkującego łowcę potworów do tego stopnia, że nawet w deszczowy dzień ubiera na siebie polar, narzuca kaptur na głowę i rusza w stronę króla gargulców. Może zwariowałem, ale gdy tylko zainstalowałem tytuł na swoim Iphonie, nie mogłem się od niego w pierwszy dzień zabawy oderwać.

Duży plus należy się także Polakom za system przygotowywania się do walki. Przed każdym starciem z potworem widocznym na naszej mapie możemy wybrać miecz stalowy lub srebrny, jaki olejek chcemy na niego nałożyć, jaki eliksir wypije nasz wiedźmin, a także czy mamy ochotę skorzystać z jakiegoś gadżetu - np. petardy - który unieszkodliwi wroga. O ile trzy pierwsze elementy, po wybraniu, znajdują się na naszym ostrzu i w organizmie automatycznie (nie ma tutaj jakiejś mini-gierki), tak petardy używamy w walce już manualnie.

Swoje wyposażenie musimy dostosować pod wroga, z którym mamy zamiar się za chwilę zmierzyć. Deweloperzy dla każdego z nich przygotowali kilka kafelków, które sugerują, co najbardziej sprawdzi się w walce. Na alghula przyda się bardziej miecz srebrny, więc jeśli już go zdobyliśmy, to warto właśnie jego wybrać z ekwipunku aniżeli stalowy. Interesująco wypada także taktyka ciosów, bo potwory różnie reagują na dany typ uderzenia, ale o tym więcej poniżej.

Sporo możliwości

Wiedźmin: Pogromca Potworów - recenzja gry. Miecz i książka

Sam system walki nie jest skomplikowany. Wyróżnić możemy tutaj szybki atak odbywający się przy energicznych ruchach palcem po ekranie, a także mocny atak, który różni się od szybkiego tym, że zadaje większą ilość obrażeń - musimy jednak pamiętać o przymusie odczekania mniej więcej sekundy do wyprowadzenia kolejnego uderzenia. To, który typ ciosów mamy wyprowadzać zależy od tego, na jakie bardziej podatny jest przeciwnik. Sprowadza się to do tego, iż wykonywanie wskazanych ciosów ładuje pewien pasek, który pozwala nam wyprowadzić krytyczne uderzenie.

W starciach nie brakuje także parowania, z którego korzystamy wtedy, gdy widzimy, że wróg zaraz nas zaatakuje. Jest to zasygnalizowane czaszką nad paskiem zdrowia, więc najważniejszy będzie w tym przypadku nasz czas reakcji. W recenzowanym dzisiaj Wiedźmin: Pogromca Potworów nie brakuje także znaków, a dokładniej to Igni, Aard oraz Quen, z których skorzystamy rysując na ekranie odpowiedni symbol. 

Wszystkie walki, jak i rozmowy z NPC-ami, możemy odbyć w technologii wirtualnej rzeczywistości. Muszę przyznać, że ta zrobiła na mnie spore wrażenie, ponieważ korzystając z Iphone'a 8 Plus, nie poczułem ani przez chwilę spadku płynności. Przy AR Wiedźmin: Pogromca Potworów chodzi w stałych 60 klatkach na sekundę i jedynie zwiększa się temperatura smartfona, co jest jednoznaczne z tym, że w zabójczym tempie pochłania on baterię. W pewnym momencie straciłem 5% przy 10-minutowej rozmowie i dwóch walkach z potworami, więc jest to naprawdę sporo i bez powerbanka ani rusz.

Rozwiązania na medal

Wiedźmin: Pogromca Potworów - recenzja gry. Potwory

Jeśli ktoś z Was nie posiada przenośnej ładowarki, to ma jeszcze jedną przydatną opcję do użytku. Twórcy z ekipy Spokko umożliwili nam obniżenie jakości grafiki, przez co gra wygląda wręcz ohydnie, ale pozwala znacząco wydłużyć sesje z recenzowaną produkcją. Ten element to swego rodzaju szeroki uśmiech od programistów w stronę graczy z telefonami o słabych parametrach lub niską kondycją baterii.

Ważnym elementem Wiedźmin: Pogromca Potworów jest wytwarzanie przedmiotów. Z craftingu skorzystamy mając w swoim ekwipunku potrzebne zioła, które zdobywamy nie tylko zabijając potwory, ale także zwiedzając mapę - na naszej drodze niejednokrotnie znajdziemy stos malutkich gałęzi, pod którymi kryje się przydatny surowiec.

W przypadku, gdy na gwałt potrzebujemy olejka zwiększającego ilość zadawanych obrażeń, możemy skorzystać ze sklepu, w którym pierwsze skrzypce grają monety. Te zdobywamy podczas wykonywania questów oraz codziennych zleceń i wykorzystamy je na zakupy nie tylko gadżetów przydatnych w trakcie walki, ale także nowych zbroi i mieczy - każde z nich mają swoje własne atrybuty, więc przynajmniej na początek warto wybrać to, co najbardziej będzie odpowiadało naszemu stylowi rozgrywki.

Są też i braki

Wiedźmin: Pogromca Potworów - recenzja gry. Panel

Jednym z obecnych problemów Wiedźmin: Pogromca Potworów jest to, że zakupy w sklepie są w moim odczuciu trochę za drogie przyglądając się systemowi zbierania monet. Jeśli nie rozwiążemy w jednym dniu ani jednej misji fabularnej, a zajmiemy się jedynie zleceniem (np. sparowaniem 5 ciosów), to otrzymamy wyłącznie 50 monet, które nie wystarczą nawet na kupno 3 eliksirów zwiększających o 33% obrażenia, bo te kosztują łącznie 60 monet. Oczywiście możemy wymienić prawdziwe pieniądze na coinsy albo korzystać jedynie z codziennie aktualizowanych promocji sięgających -50% za dany produkt, ale patrząc na to, jak dużo walk odbywamy w ciągu jednego dnia, eliksiry i olejki w sklepach są po prostu za drogie.

Największym minusem Wiedźmin: Pogromca Potworów jest natomiast brak jakichś modułów, które zachęcałyby do współpracy między graczami. Liczyłem tutaj na szkoły wiedźmińskie, które między sobą by rywalizowały, tak, jak miało to miejsce z czerwoną, niebieską i żółtą drużyną w Pokemon GO. To właśnie ta rywalizacja zachęcała do ciągłego odpalania gry i przejmowania sobie kolejnych PokeGymów. Brak elementów zrzeszających fanów może przybliżyć wielu zainteresowanych do tego, że po pierwszym, może dwóch tygodniach, przestaną grać tak zaciekle w najnowszy tytuł CD Projekt, jak w okolicach premiery.

Reasumując... recenzowany Wiedźmin: Pogromca Potworów to porządna gra, w której wszelkie elementy single-player zostały dopracowane niemalże do perfekcji. Niestety, ale autorzy zaniedbali przy tym funkcje sieciowe, które utrzymywałyby graczy przy sobie. Eliminowanie potworów w pojedynkę znudzi się po pewnym czasie i jeśli nie dostaniemy na przestrzeni kolejnych tygodni czegoś na wzór rywalizacji wiedźminów z różnych szkół, mobilna propozycja od CD Projekt nie będzie cieszyć się aż tak ogromnym zainteresowaniem, jak wielu z nas się wydaje.


PS. Recenzja, jak i końcowa ocena może zostać zaktualizowana po premierowej aktualizacji, o ile ta wprowadzi nowe mechaniki.