Nie od dziś wiadomo, że growe adaptacje filmów zazwyczaj wychodzą raczej słabo lub w najlepszych przypadkach umiarkowanie przeciętnie. Przez lata ewolucji naszej branży wiele firm nauczyło się jednak, że nie opłaca się pchać pieniędzy w coś budżetowego i sklejonego na kolanie. Niestety swoich lekcji nie odrobił sam DreamWorks, który przy okazji kinowej premiery bajki Mustang z Dzikiej Doliny: Droga do Wolności, wypuścił na rynek powiązaną z nią grę pod tytułem DreamWorks Spirit Lucky’s Big Adventure.

Aż szczęka mi opadła!

Przyzwyczajony w ostatnim czasie do coraz ładniejszych bajkowych produkcji najnowsze dzieło Outright Games odpalałem z nadzieją na to, że ujrzę tu przyjemną grafikę nawiązującą do kinowego oryginału. Niestety ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu cofnąłem się w czasie do 2002 roku, a może nawet i dalej, gdyż najnowsze przygody Mustanga wyglądają dosłownie jak remaster gry z PlayStation 2! Wystarczy spojrzeć na dowolny screenshot i od razu widzimy, że deweloperzy albo mieli ekstremalnie niski budżet, albo tak mało czasu, że nie chciało im się zrobić nic porządnego. Zarówno modele postaci jak i ich tekstury i animacje są jeszcze lepszą reprezentacja biedy niż ta, o której swego czasu rapował Peja - serio, niektóre obiekty wyglądają tak jakby miały na sobie teksturę rozmiaru 32x32 piksele. Szczerze powiedziawszy, jestem w stanie śmiało stwierdzić, że pierwszy Ratchet na PS2 albo Jak & Daxter wyglądali lepiej niż recenzowany przeze mnie tytuł.

Zacząłem swój wywód być może trochę nietypowo, ale to naprawdę pierwsza rzecz do jakiej należało się przyczepić. Jeśli zaś chodzi o samą fabułę, ta jest oczywiście wzorowana na filmie Droga do wolności, lecz została delikatnie zmodyfikowana na potrzeby gry, abyśmy mogli w międzyczasie wykonać parę zadań pobocznych jeśli tylko będziemy mieli na to ochotę. No i tutaj przyznam, że o ile sama opowieść o poszukiwaniu zaginionego skarbu i walce o wolność dla koni jest urocza, tak jej przedstawienie przez Spirit Lucky’s Big Adventure jest wprost żenujące. Dawno nie widziałem tak źle zrobionych cut-scenek - są gorsze nawet od takich pseudo przerywników z budżetowych jRPG-ów gdzie mamy na przykład ujęcie na grupę osób wchodzącą do pomieszczenia.

Dodatkowo dziwi mnie także i to, że wiele linii dialogowych po prostu pominięto przy nagraniach i większość z nich musimy sobie sami przeczytać. Może nie byłoby to problemem, gdyby Cenega postarała się o polską lokalizację, a tej tutaj niestety bardzo brakuje - zwłaszcza, że to gra skierowana do najmłodszych odbiorców, a ci mogą jeszcze nie znać języka angielskiego na tyle dobrze, aby poradzić sobie z tym bez kogoś starszego.

DreamWorks Spirit Lucky's Big Adventure - grafika

Nuda, nuda, nuda...

DreamWorks doskonale wie jak robić bardzo ciekawe i angażujące bajki, ale chyba nadal nie do końca rozumie, że utrzymanie uwagi gracza jest znacznie trudniejsze i nie wystarczy dać nam byle czego, a my i tak będziemy ślepo wpatrzeni w ogrywaną produkcję, podczas gdy dookoła czeka setka innych świetnych wirtualnych przygód. Niestety Spirit Lucky’s Big Adventure jest idealnym przykładem tego jak nie robić misji w jakiejkolwiek grze - zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

Pomimo tego, że przejście i zarazem splatynowanie recenzowanego dzieła zajęło mi zaledwie niespełna 3 godzinki, dawno nie czułem takiego znużenia podczas grania. Absolutnie wszystkie misje w grze Outright Games polegają na pojechaniu z punktu A do punktu B, kliknięciu czegoś lub podniesienie, a następnie na powrocie do zleceniodawcy zadania. Na przykład ojciec głównej bohaterki jest takim gamoniem, że zostawił młotek na stacji kolejowej, no to po niego jedziemy. Wracamy, a ten nam mówi, że no jeszcze gwoździe zostawił na miejskim rynku i też trzeba po nie pojechać.

Kolejnym kuriozalnym przykładem jest zadanie ze zbieraniem czerwonych jagód, aby rozproszyć uwagę niedźwiedzia. Jedziemy do Abigail (dziewczynka z obrazka) i ona doradza nam co mamy znaleźć. Jedziemy raz, jagody są za małe, jedziemy drugi raz jagody są za duże, jedziemy trzeci raz i dopiero wtedy zebraliśmy odpowiednie owoce - oczywiście każda podróż do tak z 5-7 minut jazdy przez pół mapy. Niektóre zadania oraz mechaniki są też skrajnie nielogiczne. Na przykład nasz rumak ma odbieraną staminę odpowiadającą za galop tylko dlatego, że się lekko pobrudził. Innym razem musimy uwolnić konia uwięzionego pomiędzy skałami, którego blokuje kilka starych rozsypanych gałęzi - już przeboleję, że no koń mógłby to po prostu kopnąć lub przeskoczyć, ale no tutaj nawet projektant misji miał to totalnie w czterech literach, bo koń po prostu mógł wyjść tyłem! Przykład na obrazku poniżej.

Kończ waść, wstydu oszczędź

Ktoś naprawdę powinien włodarzom DreamWorksa uświadomić, że tworzenie dobrych i angażujących gier dla najmłodszych jest naprawdę bardzo trudnym zadaniem, a takie klepanie gniotów na kolanie już dawno powinno odejść do lamusa. W Spirit Lucky’s Big Adventure absolutnie nic nie działa tak jak powinno - nawet głupie robienie zdjęć! Jako super poprawne zdjęcie miasta gra zalicza sfotografowanie skały na jakiej stoimy, zdjęcie jakiegoś zwierzaka też jest dobre nawet jak go na nim w ogóle nie widać. Zamiast bawić się wraz z Lucky w odkrywanie tajemniczego skarbu, naprawdę cierpiałem i co rusz załamywałem ręce na to jak można  odwalić taką kichę. Zdecydowanie nie polecam, chyba że macie za dużo pieniędzy i chcecie dostać bardzo łatwą "platynkę".