Green Hell zadebiutowało pierwotnie na PC w sierpniu 2018 roku w ramach wczesnego dostępu. Właściwa premiera nastąpiła we wrześniu 2019, wciąż jedynie na PC. Krytycy przyjęli grę ciepło - na podstawie 14 recenzji, do których odsyła serwis metacritic, średnia wynosi 78%. Największą wadą recenzowanego tytułu okazała się rozgrywka, która potrafiła być frustrująca z uwagi na to, że łatwo o zgon. Nie zabrakło też zarzutów o to, że korzystanie z systemu wytwarzania przedmiotów nie jest konieczne do przetrwania w dżungli. Doceniono jednak to jak zrealizowano świat gry, klimat oraz opowieść jaką serwuje.

W kwietniu ubiegłego roku pojawiła się darmowa aktualizacja, która wprowadziła tryb kooperacji. Kilka miesięcy później produkcja pojawiła się również na Nintendo Switch. Niestety, w serwisie metacritic dostępne są jedynie 2 recenzje tej wersji. Niemniej, jeszcze zanim Green Hell zadebiutowało poza PC, rozeszło się w ponad milionie sztuk. Zauważyć też można, że gracze o wiele cieplej przyjęli tę produkcję, ale nie jest to nowa sytuacja. Dzieło polskiego studia Creepy Jar było też nominowane do Central & Eastern European Game Awards w kategoriach najlepsza gra i najlepszy design. Teraz możemy sprawdzić grę na PlayStation 4. To właśnie tej wersji dotyczy poniższa recenzja. Zapraszam do lektury.

Witaj w dżungli

Green Hell - recenzja i opinia o grze. Początek gry

Green Hell zaczynamy od samouczka, który wprowadza nas w opowieść i zapoznaje z podstawami przetrwania. Wcielamy się w Jake'a Higginsa - sławnego antropologa, który opublikował książkę o tubylcach zamieszkujących amazońskie lasy deszczowe. Do dżungli udaje się wraz ze swoją żoną, która chce poznać plemię Yabahuca. Mia udaje się samodzielnie w pobliże ich wioski i wkrótce ślad po niej ginie, a kontakt z nią się urywa. Od tej pory celem naszego protagonisty jest znalezienie ukochanej.

Fabuła nie jest najmocniejszym punktem Green Hell, ale potrafi zainteresować. Przedstawiony wątek jest z pozoru prosty, ale sprawa szybko się komplikuje. Twórcy przygotowali dwa różne zakończenia, ale droga do nich wiąże się z tylko jednym szczegółem. Jedyne wybory jakich dokonamy to te podczas uczestniczenia w kolejnych dialogach (Jake porozumiewa się z nią za pomocą krótkofalówki). Napisanie jednak czegoś więcej mogłoby za dużo zdradzić i zepsuć zabawę innym. Wspomnę tylko, że kilka rzeczy nie do końca ma sens, ale osobiście zauważyłem to dopiero po ukończeniu wątku fabularnego. Fabułę śledziłem jednak z na tyle dużym zainteresowaniem, że byłem ciekaw co dalej.

Fajną opcją jest możliwość grania w trybie kooperacji w maksymalnie 4 osoby. Można stworzyć sesję publiczną, lub dla wybranych znajomych. Zabawa w ten sposób przebiega znacznie sprawniej - możemy nie tylko mieć co najmniej 2 razy więcej zasobów, ale oczywiście wszelkie starcia są łatwiejsze. Ponadto, dopóki gospodarz żyje, zabawa się nie kończy. Jeśli postać któregoś z graczy umrze, po chwili wraca do życia, ale z pustym ekwipunkiem. Posiadane przedmioty lądują na ziemi w miejscu zgonu. Inni gracze mogą też pomóc w trzymaniu naszej postaci w dobrym stanie - jakby choćby pozbyć się naszych pijawek. Ważne jest też to, że dołączający gracze od razu znajdą się przy gospodarzu, nie trzeba się więc wzajemnie szukać.

Daj kamienia! I jakiś patyk. Za chwilę zrobię nam szałas

Green Hell - recenzja i opinia o grze. Tryb budowania

Green Hell oferuje kilka poziomów trudności, dlatego też każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Możemy wybrać tryb bez żadnych zagrożeń i właśnie w ten sposób skupić się na poznawaniu opowieści. Dla fanów wyzwań jest tryb prawdziwego przetrwania, gdzie naprawdę musimy uważać na wszystko co robimy, pilnować stanu naszej postaci i liczyć się z wieloma agresywnymi stworzeniami - od tubylców poczynając, a na drapieżnikach kończąc. Do wyboru jest też tryb niestandardowy, w którym możemy spersonalizować doświadczenie z jakim przyjdzie nam obcować. Sam grałem na średnim poziomie trudności (ten określony jest przez twórców jako najbardziej optymalny) i problemy z przetrwaniem miałem jedynie na początku. Nie do końca wiedziałem jak znaleźć wodę pitną, czy jak poradzić sobie z niektórymi dolegliwościami. Kiedy w końcu nauczyłem się jak radzić sobie ze wszystkim, byłem niemal nie do zdarcia.

Problem jaki się tu pojawia, to nieprzejrzystość samego samouczka, później podpowiedzi dostępnych w notatniku i ostatecznie nieprzejrzysty interfejs. Zabrakło też kilku mechanik. Wodę pitną możemy uzyskać poprzez przegotowanie wody brudnej - do tego jednak potrzebny jest powiedzmy bidon i pojemnik (typu połówka orzecha kokosowego lub garnek). Zabrakło tu opcji zwykłego nabrania brudnej wody do garnka i zaniesienia takowego do ogniska. Zamiast tego musimy kombinować z nalewaniem wody do bidonu, postawieniem garnka na ognisku i dopiero później przelanie brudnej wody do tegoż. Najłatwiej jest więc po prostu napełnianie połówek orzecha kokosowego wodą z deszczu - poprzez położenie ich na ziemi. Jednak z niedogodnościami opisanymi powyżej, musimy się zmierzyć jeśli chcemy na przykład przyrządzić zupę z żółwia. Niepotrzebne utrudnienie, tym bardziej, że w dżungli znajdziemy wiele naczyń, z którymi jednak nie można wejść w interakcję.

System wytwarzania przedmiotów, tudzież oglądania ciała w poszukiwaniu ran również jest mało intuicyjny i dlatego też zajmuje to więcej czasu niż powinno. Mimo iż spędziłem w grze ponad 20 godzin zanim ukończyłem fabułę, pod koniec wciąż zdarzało mi się tracić czas, bo zabrakło mi opcji tworzenia przedmiotu podczas oglądania kończyn i ocenianiu jakiego typu opatrunku potrzebuję. Kiedy okazało się, że nie mam tego potrzebnego, musiałem wyjść z menu, przejść do innego, wytworzyć i znów wrócić. Uciążliwe, tym bardziej że liczy się czas - zwłaszcza po takim ataku pumy i otrzymaniu poważnych zadrapań, kiedy postać szybko się wykrwawia.

Nieco lepiej wypada tryb budowania, w którym wybieramy chcianą konstrukcję z notatnika, stawiamy jej szkielet i donosimy potrzebne materiały. Trzeba Wam wiedzieć, że jedynym sposobem na zapisanie gry (przynajmniej na poziomie normalnym) jest zbudowanie schronienia. Potrafi to jednak sporo zająć, bo do najprostszego szałasiku, potrzebujemy całkiem sporo przedmiotów - w mojej ocenie zbyt dużo. Zanim sporządzimy taki szałas i ognisko jako początkujący gracz, nasza postać straci dużo energii, a surowe jedzenie się po prostu zepsuje. Początki są więc trudne i winię za to głównie samouczek i nieprzejrzystość wszelakich podpowiedzi. Można mi zarzucić, że czepiam się wskazówek w grze polegającej na walce o przetrwaniu, z natury trudnej. Skoro jednak podpowiedzi i samouczek są, powinny być dobrze zrealizowane i wszystko jasno wyłożyć. Oczywiście stopniowo.

Zobacz, tu jest świnia! W drzewie...

Green Hell - recenzja i opinia o grze. Zwierzę zamieszkujące amazońską dżunglę

Green Hell ma też problem z pewną topornością podczas walk i eksploracji. Starcia są średnio zrealizowane, co widać przy pierwszej okazji. Podczas przykładowej walki z pumą często moje ciosy jej nie dosięgały, mimo iż to co widziałem wyraźnie na to wskazywało. Ponadto gra potrafi się na chwilę zaciąć, by następnie mi pokazać, że drapieżnik się oddala, przepędzony moimi uderzeniami. Był też moment, w którym mój łuk nie nadawał się do użycia - w ogóle nie mogłem przejść w tryb celowania, a przy próbie zmiany broni te znikały. Walczymy jednak stosunkowo rzadko, więc ten problem tak nie doskwiera.

Zdarzało mi się też zablokować między skałami, czy umierać przy spadku z niewielkich wysokości. Każdy skok zużywa stosunkowo dużo energii, dlatego eksploracja bywa uciążliwa - a mówię tu o prostych sytuacjach, jak wskoczenie na niewielki głaz stojący na drodze - lub przy wychodzeniu z wody. Często widywałem też zwierzęta zablokowane na drzewach - niby narzekam, ale dzięki temu w łatwy sposób zdobyłem pożywienie i kości, które posłużyły do stworzenia przydatnych ostrzy. Takie sytuacje nie powinny się mimo wszystko zdarzać.

Mało jest też zwierząt zamieszkujących amazońską dżunglę od Creepy Jar. Nie reagują też na siebie wzajemnie. Widziałem sytuacje, w których kapibara przepchnęła grzechotnika, a ten nic sobie z tego nie zrobił. Jeśli więc trafimy na jakiegokolwiek drapieżnika, będzie zainteresowany tylko i wyłącznie naszą postacią. Trochę szkoda, ale znów nie oczekiwałem od tego tytułu poziomu Red Dead Redemption 2. Dżungla jednak jest przedstawiona dobrze, począwszy od tego jak wygląda, a na udźwiękowieniu kończąc. Co bardziej wrażliwe na robactwo osoby mogą poczuć się nieprzyjemnie od wiecznego bzyczenia w słuchawkach. Szkoda tylko, że nie ma mowy o przestrzenności dźwięku. Niejednokrotnie zauważyłem, że gra źle wskazuje skąd dobiega dźwięk, ale też nie doskwierało mi to szczególnie.

"Wiesz gdzie jesteś? Jesteś w dżungli. Umrzesz"

Green Hell - recenzja i opinia o grze. Usuwanie pijawek

Trochę ponarzekałem, ale walka o przetrwanie w tym tytule potrafi wciągnąć na wiele godzin. Wspominałem wcześniej, że samo ukończenie wątku fabularnego zajęło mi ponad 20 godzin. Niektórym zajmie to mniej czasu, niektórym pewnie więcej. To dlatego, że wszystko musimy samodzielnie znaleźć. W grze dostępna jest mapa (z czasem dochodzą kolejne), a nasz Jake Higgins posiada smartwatch mogący też pełnić funkcję kompasu. Protagonista dodatkowo oznacza na niej ważne miejsca, toteż jeśli nauczymy się z tych wszystkich przedmiotów korzystać, raczej się nie zgubimy. Gorzej jest na początku, kiedy mapy jeszcze nie posiadamy.

Gra posiada kilka ciekawych rozwiązań - jak choćby wspomniany "sprytny zegarek", który poza współrzędnymi wskaże też oczywiście godzinę, czy poziom makroelementów w organizmie naszej postaci. Podoba mi się również pomysł opatrywania ran, który przywiódł skojarzenia z Metal Gear Solid 3: Snake Eater. Szkoda tylko, że interfejs nie jest bardziej przemyślany. Ciekawa jest też konieczność dbania o zdrowie psychiczne bohatera - w razie utracenia go, będziemy widzieć agresywne zjawy i słyszeć niepokojące głosy. Fani znajdziek również znajdą coś dla siebie - mamy tu notatki do przeczytania, dyktafony, czy innego rodzaju (nazwijmy to) atrakcje. Oczywiście pomagają one w zrozumieniu fabuły i ogólnie rzecz biorąc rzucają więcej światła na kolejne wydarzenia.

Pochwalić muszę też muzykę, którą skomponował Adam Skorupa wspólnie z Krzysztofem Wierzynkiewiczem. Kojarzyć ich możecie z takich serii jak choćby Wiedźmin (Wiedźmin i Wiedźmin 2: Zabójcy Królów), czy choćby Iron Harvest. Muzyka dobrze buduje klimat, współgra z wydarzeniami fabularnymi i po prostu dobrze brzmi. Fani tych kompozytorów mogą słuchać ich dokonań na platformie Spotify.

Tryb fabularny możemy zacząć w formie przygotowanej dla jednego gracza, lub pod kooperację. Jeśli zaczniemy grać w trybie dla jednego, nie będziemy mogli tego samego zapisu wczytać w trybie multiplayer. Trzeba się więc liczyć z tym, że w przypadku zmiany zdania, konieczne będzie rozpoczęcie zabawy od nowa. Oprócz wspomnianego wyżej, w grze dostępny jest również tryb Przetrwanie, którego nazwa mówi sama za siebie - tutaj mamy ten szeroki wybór poziomów trudności. Oprócz tego możemy wziąć udział w wyzwaniach przygotowanych przez twórców. Są to konkretne cele, na wykonanie których mamy ograniczony czas. Jak choćby zbudowanie tratwy w niecałe 10 dni.

Green Hell warto sprawdzić, zwłaszcza jeśli lubicie gry survivalowe. Fani grania ze znajomymi też powinni być zadowoleni. No i możecie być entuzjastami podobnej tematyki. Jeśli natomiast nie odnajdujecie się w gatunku (albo stawiacie swoje pierwsze kroki) nic nie stoi na przeszkodzie żeby spróbować - do wyboru jest kilka poziomów trudności, więc nie trzeba się stresować, albo można znacznie bardziej. Według uznania. Liczcie się jednak z pewnymi niedoróbkami, ale nie są one bardzo dotkliwe. Dostępna jest też polska wersja językowa, ale obejmuje ona jedynie polskie napisy.