Kwiecień w branży gier kręcił się wokół Days Gone. Produkcja była stopniowo promowana przez Sony, a pikanterii dodał sam Jason Schreier, który stwierdził, że w poprzednim roku japońska korporacja zrezygnowała z tworzenia pełnoprawnej kontynuacji marki przez nie słabą sprzedaż, jak wielu podejrzewało, a niezbyt "zielone" przyjęcie gry przez krytyków, których obecna średnia ocen na serwisie Metacritic wynosi 7.1/10.

Poprawa

Days Gone recenzja - tunel

Niestety, ale przygoda Deacona dostępna jeszcze parę tygodni temu wyłącznie na konsolach PlayStation została skrytykowana przez sporą niestabilność - crashe, doczytywanie się tekstur czy spadki klatek na sekundę w pierwszych wersjach gry, szczególnie w tych dostarczonych recenzentom, były na porządku dziennym i dopiero po paru popremierowych patchach udało się pozbyć problemów. Czy podobna sytuacja występuje w przypadku portu Days Gone na komputery osobiste? Już teraz mogę zdradzić, że nie, nie występuje, ponieważ mamy tutaj do czynienia z portem niemalże idealnym. 

Najodpowiedniej będzie zacząć od samej optymalizacji produkcji. Odpalając grę i wczytując wątek fabularny nawet nie myślałem, że będę mógł bawić się na większych ustawieniach graficznych niż nisko-średnie. W końcu w mojej "budzie" wciąż znajduje się niespełna pięcioletni układ graficzny (GTX 1080), który od ponad roku dostaje solidny wycisk w najnowszych tytułach wysokobudżetowych przez problemy z dostępnością GPU od Nvidii. 

Już w trakcie jazdy motocyklem z automatycznych niskich ustawień przeszedłem na wysokie, ustawiając jednocześnie tekstury na najwyższe. I cóż - w rozdzielczości 1440p (QHD) mogłem cieszyć się w najmniej wymagających momentach nawet 85 klatkami na sekundę, a po wejściu do obozu czy podczas widoku na całą mapę, licznik FPS-ów spadał do około 70 lub w sporadycznych momentach - 65. To naprawdę świetny wynik chociażby na tle Horizon Zero Dawn, które w moim odczuciu nie odstaje w żadnym przypadku od apokaliptycznego Oregonu.

Apokaliptyczny świat wciska w fotel

Days Gone recenzja - kryjówka wrogów

W parze z płynnością poszła niesamowita grafika. To, co widzieliście na swoim PlayStation 4 jest niczym w porównaniu z wersją PC. Nie odbierajcie tego jako faworyzowanie jednej platformy, bo korzystam ze wszystkich i dla mnie każda ma coś do zaoferowania, ale port na komputery osobiste wciska w fotel pod względem oprawy wizualnej. Wbijając nóż w mózg wygłodniałego zombie możemy przyjrzeć się każdej żyle na jego ciele czy spróchniałym zębom, które wychodzą przed usta, gdy zaczynają wyć z bólu.

Efekty specjalne, począwszy od wszelakich wybuchów - czy to strzelając pistoletem w stronę materiałów łatwopalnych czy rzucając manualnie stworzonym granatem w hordę świrusów - a skończywszy na mgle cholernie dobrze ograniczającej widoczność i jednocześnie zmuszającej nas do wolniejszego poruszania się jednośladem, wypadają bardzo dobrze. I co najważniejsze, nie obciążają przy tym karty graficznej.

Będąc już przy motocyklu, czyli najważniejszym środku transportu w Days Gone, model jazdy bardzo dobrze został przeniesiony z PS4 na PC. Maszyna jest czuła i przy niskich prędkościach możemy wykonywać gwałtowne ruchy, a przy tych wyższych - szczególnie jeżdżąc po nierównym terenie - musimy uważać na nadsterowność. Ponadto, jej rozwój jest odczuwalny na każdym kroku. Nawet po włożeniu jednej nowej części odczuwamy dodatkowe konie mechaniczne w trakcie gwałtownego ruszania. Tak naprawdę, to recenzowany dzisiaj port tylko przypomniał mi, jak sporo radości potrafi przynieść jazda jednośladem w trakcie poznawania historii Deacona.

Port idealny

Days Gone recenzja - widok na góry

Wracając do technicznej wersji gry Bend Studio, nie ma ona jakichkolwiek większych błędów. Spędziłem w niej kilkadziesiąt godzin i jedyne bugi, jakie napotkałem to te, które znałem już z PlayStation 4. Najczęstszym jest automatyczne wchodzenie głównym bohaterem na obiekty, gdy ten wykonuje cichą, oskryptowaną eliminację na nieumarłym, choć zdarza się rzadko, że wróg utknie za jakąś rzeczą, której nie umie np. przeskoczyć. Ale są to w moim odczuciu pierdoły, które nie psują ogólnego wrażenia z gry. Co więcej, względem sporego procenta gier na PC, przy Days Gone nie zaliczyłem ani jednego crasha do pulpitu Windowsa.

Podsumowując - Days Gone na PC do port idealny. Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji poznać historii rozgoryczonego, szukającego zaczepki motocyklisty, teraz jest na to najodpowiedniejsza pora. Cena gry na Steamie zachęca (170 zł) - podobnie zresztą jak sam odzew graczy posiadających ją w swoich wirtualnych bibliotekach. Ja teraz powracam do Oregonu i biorę się za kolejne hordy świrusów, z którymi walka to czysta przyjemność.