Terminator: Resistance zawitał na rynek jeszcze w 2019 roku i podzielił branżową społeczność - z jednej strony recenzenci nie zostawiali na grze suchej nitki i krytykowali w niej praktycznie wszystko. W drugim zaś obozie byli gracze i malutka garstka recenzentów (w tym ja), którym tytuł naprawdę się spodobał i pomimo budżetowych ograniczeń widać w nim duży potencjał do bardzo dobrej zabawy - swego czasu nawet wbiłem tu platynkę.

To wciąż bardzo dobra gra!

Dzieło polskiego Teyonu jest naprawdę bardzo dobrą produkcją ze średniej półki, której absolutnie nikt nie powinien się wstydzić. Tak jak w oryginale poznajemy tu losy szeregowego Jacoba Riversa, którego cały oddział został zmieciony z Ziemi, a sam musi dotrzeć do dowódczyni ruchu oporu niejakiej Baron. Oczywiście po drodze nic nie może pójść zbyt łatwo, więc napotykamy na grupkę cywilów z jakimi podróżujemy przez pierwszą część fabuły, by następnie wstąpić w szeregi pani Baron i na jej zlecenie walczyć ze Skynetem.

Pod kątem zawartości w głównej kampanii nie zmieniło się praktycznie nic, dlatego jeśli już graliście w Terminatora od Teyonu, doskonale wiecie czego możecie się tu spodziewać - półotwarte, sporych rozmiarów lokacje z kilkoma głównymi celami misji oraz garstką zadań pobocznych. Do dyspozycji mamy kilka ciekawych należących do byłej armii ludzi pokroju M-16 czy strzelby oraz supernowoczesną broń laserową Skynetu, którą to z reguły dzierżą modele T-800. Szkoda, że nie pokuszono się tu o jakieś małe dodatki, jak chociażby nowy typ granatów czy prototypowy karabin Terminatorów. 

Z drugiej zaś strony mamy tu pewną nowość - deweloperzy dodali zupełnie nowy tryb Infiltratora, w którym to w przeciwieństwie do zwykłej kampanii, wcielamy się w kultowy model T-800 w postaci Arnolda Schwarzeneggera - jego zadaniem jest oczywiście odnaleźć i rozwalić wszystkie punkty ruchu oporu. Co ciekawe tryb ten został skonstruowany jako nieprzerywalna misja jaką trzeba ukończyć w jednym podejściu trwającym do około 45 minut - a przynajmniej na tyle deweloperzy szacują przygotowaną zawartość. Jako zabójczy blaszak lecimy zatem w teren i rozprawiamy się ze składowiskami broni, punktami naukowymi oraz licznymi posterunkami, gdzie co rusz musimy zbierać dane potrzebne do zlokalizowania tajnej bazy Tech-Comu.

Całość jest zrealizowana w całkiem ciekawy sposób, dzięki czemu grając jako T-800 naprawdę możemy poczuć tę potęgę i nieco odwrócić rolę znane z kampanii fabularnej. Szkoda tylko, że to raczej zwyczajny tryb do przejścia góra raz czy dwa i nie ma większej regrywalności.

Terminator: Resistance Enhanced - Tryb Infiltrator

Jednak dość słaby remaster

Szczerze powiedziawszy wiele się po nowej wersji Terminatora nie spodziewałem, dzięki czemu się za bardzo nie rozczarowałem. Rozgrywka rzeczywiście chodzi w płynnych 60 klatkach na sekundę przy rozdzielczości 4K, jednakże cut-scenki tworzone jeszcze na PS4 często bardzo odstają od reszty i prezentują znaną z 2019 roku pikselozę i poszarpane krawędzie. Na szczęście na duży plus można za to zaliczyć ekstremalnie szybkie czasy wczytywania - względem kilkudziesięciu sekund jakich musieliśmy doświadczać na PlayStation 4, twórcom udało się skrócić ten czas do zaledwie 2-3 sekund!

Niestety ten plus balansowany jest też dużym minusem, który dotyczy wsparcia kontrolera DualSense, które w tej produkcji praktycznie nie istnieje. Jedyne co udało się zaimplementować tu Teyonowi to lekki opór prawego spustu przy strzelaniu, który na dodatek dla każdej broni ustawiony został w taki sam sposób, a niekiedy występuje nawet w przeglądaniu Menu. To dość rozczarowujące zważywszy na to, że recenzowany przeze mnie Terminator: Resistance Enhanced wylądował tylko na PlayStation 5 i mógłby lepiej skorzystać z dobroci next-genowego pada.

Być może Teyon jeszcze poprawi ten element, ale to raczej wątpliwe - zważywszy na to, że posiadacze gry z PS4 dostają wersję na PS5 całkowicie za darmo, Polacy nie nastawiają się raczej na duże zarobki z wypuszczonego właśnie remastera. Niemniej jednak jeśli nie mieliście jeszcze okazji zagrać we wspomniany tytuł, koniecznie musicie to nadrobić - to bardzo przyjemna, fajnie przygotowana i dobrze osadzona w znanym uniwersum produkcja. Drugie podejście do gry mogą zaś zrobić głównie łowcy łatwych platyn, bo mimo wszystko zbyt mało tu nowości, aby jeszcze raz zapoznawać się z tą opowieścią.