Pamiętam, gdy pod koniec 2019 roku bardzo głośno zrobiło się o jakiejś detektywistycznej grze RPG. Nie wiedziałem wtedy o niej za wiele, nie znałem twórców, a sam projekt wydawał mi się raczej czymś podobnym, do wielu innych, które ukazywały się w ostatnich latach - typowy role play w rzucie izometrycznym. Nie minęło wiele czasu do momentu, w którym o fenomenie Disco Elysium usłyszał każdy.

Bo trudno mi dziś wskazać na gracza, który nie trafił na żaden komentarz mówiący o znakomitym tworze od ZA/UM. Cudowne dialogi, przemyślana fabuła i niebywale rozwinięte kwestie narracyjne. Wszystko to złożyło się na nietypowy tytuł, który obsypany został całą masą nagród - w pełni zasłużenie, warto dodać. A co się robi z projektami, które odnoszą największe sukcesy na jakimś sprzęcie?

Przenosi na inne! I tak właśnie powstał zamysł na Disco Elysium: The Final Cut, o którym usłyszeliśmy w grudniu ubiegłego roku. Na premierę nie musieliśmy długo czekać, albowiem gra ukazała się już ostatniego dnia marca, a ja przez ostatni tydzień miałem okazję ją całkiem dobrze poznać. Jak wyszła konwersja na konsole i czy „ostateczne cięcie” jest rzeczywiście ostatecznym? O tym w recenzji!

Disco Elysium: The Final Cut - narracyjny majstersztyk

Na początek muszę zaznaczyć jedno - z racji, iż podstawowa wersja gry ukazała się ponad rok temu, nie będę skupiał się na fabule. Jestem pewien, że każdy, kto był nią zainteresowany, zdążył dowiedzieć się, o czym dokładnie opowie. Pozwolę sobie jednak, z dziennikarskiego obowiązku, w skrócie opisać, czym właściwie sama gra jest. Ciężko będzie bowiem przejść do kolejnych punktów, nie mając choćby powierzchownej wiedzy na ten temat.

Disco Elysium: The Final Cut - początek

W recenzowanym Disco Elysium: The Final Cut, podobnie, jak w oryginalne, zostajemy wrzuceni do ponurego, konserwatywnego miasteczka rodem z XX wieku. Budzimy się w wynajmowanym pokoju i właściwie niewiele wiemy. Nie pamiętamy, kim jesteśmy, co tu robimy, oraz jakim cudem nasze spodnie znalazły się na wentylatorze, a but na balkonie. Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi.

Z czasem poznajemy siebie (okazuje się, iż jesteśmy detektywem) oraz całe otoczenie, które do urokliwych nie należy. Z każdej strony otaczają nas strajki, rasizm, narkotyki i chęć walki o wpływy. A wszystko to skąpane w skrajnym marazmie, który cały czas daje się we znaki bohaterowi, którym sterujemy. Ludzie nie są mili, próżno liczyć na bezinteresowną pomoc, a dekadentyzm co rusz puka do drzwi.

Co jakiś czas, spędzając kolejne godziny w okolicach początkowej lokacji, czułem się jak Raskolnikow ze „Zbrodni i Kary” Fiodora Dostojewskiego - błądziłem, szperałem, ale cały czas miałem wrażenie, że mówię innym językiem, niż otaczające mnie postacie. I to potwornie wciągało. Nawet gdy po kilkugodzinnej sesji czułem zmęczenie ciężarem klimatu, zaangażowanie brało górę i chciałem jeszcze trochę tam pozostać.

Disco Elysium: The Final Cut - motel

Czym jest Final Cut?

Ale wszystko to, co napisałem wyżej, mieliśmy w podstawowej wersji na PC. A przecież nie bez powodu recenzowany projekt wydany na PlayStation 4 i PlayStation 5 dorobił się pięknie brzmiącego dopisku po tytule. I to prawda - rzeczywiście dostajemy pozycję nieco rozszerzoną względem tego, co ukazało się w październiku 2019 roku. Trochę zmian w recenzowanym Disco Elysium: The Final Cut w rzeczywistości jest.

Po pierwsze, dostajemy pełny angielski dubbing. Wszystkie kwestie dialogowe (a jest ich od groma) zostały udźwiękowione. I tu należy się duża pochwała, albowiem aktorzy użyczający swoich głosów wypadli naprawdę dobrze i profesjonalnie. Charakterystyczny akcent konkretnych postaci zapada w pamięć, a nieco melancholijny ton wypowiedzi doskonale współgra z klimatem. W podstawce tego brakowało.

Drugą nowością są cztery nowe misje, które związane są bardzo mocno z polityką i światopoglądem grającego. Udało mi się zapoznać z jedną z nich. Ta rzeczywiście była całkiem interesująca, choć nie wybijała się poziomem ponad resztę. Niestety nie miałem okazji obcować ze wszystkimi, ponieważ właściwie potrzebowałbym do tego co najmniej trzech kolejnych podejść oraz zupełnie różnego kierowania moją postacią - bez pewności, że nie zginę.

Disco Elysium: The Final Cut - Night City

Wersja na konsole

Trzecią nowością, jaką zapowiadali twórcy dla recenzowanego Disco Elysium: The Final Cut, miały być poprawki błędów, na które można było trafić podczas przygody na PC. Cóż, no i być może się to udało, ale niestety pojawiła się cała masa nowych problemów. I próżno określić je jako małe i nieznaczące. Niestety, ale mam wrażenie, że twórcy za bardzo pospieszyli się z premierą.

Przede wszystkim, najbardziej irytującym błędem jest fakt, że gra lubi czasem nie zareagować na przycisk. Bywa, że jest okej, ale zdecydowanie przez większość czasu muszę zaznaczać czynność po dwa-trzy razy, by bohater zechciał wejść z nią w interakcję. Rozumiem, że na kacu nie jest przesadnie chętny do działania, ale taka immersja chyba nie była zamierzona. To po prostu irytuje.

Kolejną słabą sprawą są spadki klatek animacji. Grałem na PlayStation 5 i bywały momenty, gdzie zauważalnie płynność lubiła nieco przyhamować. Nie wiem, czy miałem po prostu pecha, czy to częstszy przypadek, ale niestety dawał się we znaki. Natomiast pojedynczym przypadkiem nie jest na pewno zacinanie gry, które wymaga wczytywania poprzedniego zapisu…

Disco Elysium: The Final Cut - księgania

Mnie zdarzyło się to raz, ale z tego, co słyszałem wśród znajomych - prywatnych oraz tych po fachu - niektórym zdarzało się nawet po kilka razy. Jest to o tyle upierdliwe, że nie ma tu funkcji szybkiego zapisu, a umrzeć można przecież nawet gdy po prostu wybierzemy złą linię dialogową. Ewentualne wczytanie to ponownie „przeklikiwanie” dialogów i przechodzenie z lokacji do lokacji, co niestety wczytuje się stosunkowo wolno.

Jak się deweloper spieszy… 

Gdy rozmawiałem o Disco Elysium: The Final Cut z moim kumplem, rzucił w pewnym momencie bardzo trafne spostrzeżenie. Stwierdził, że najważniejszą walutą w grze jest czas. I bardzo trudno jest z tym w jakikolwiek sposób polemizować. Choć oczywiście mamy tam pieniądze, którymi warto dobrze dysponować, to jednak zawsze można je jakoś ogarnąć. Tykającego zegara nie zatrzymamy i nie cofniemy.

No i mam wrażenie, że nieco zgubiło to także twórców. Wydaje mi się, że wersja na konsole wyszła za szybko, bo zdecydowanie jest co poprawiać. I choć sama gra wypada znakomicie - mamy świetną narrację, bardzo udany dubbing, klimatyczne udźwiękowienie i warstwę wizualną, która zapada w pamięć, to wydaje mi się, że przydałoby się jej jeszcze przynajmniej kilka tygodni.

… to się gracz nie cieszy

Można by przez ten czas usprawnić parę aspektów, jak wspomniane reagowanie na przyciski czy krytyczne błędy wymuszające wczytanie zapisów. Kolejne miesiące mogłyby przecież przynieść również jeszcze bardziej dopracowane menu, które jest obecnie nieco nieintuicyjne oraz upragniony język polski. Tego dalej nie ma, a samo słownictwo jest naprawdę trudne. Choć z angielskim nie mam problemu, to bez słownika ani rusz.

Reasumując, zdaję sobie sprawę, z jakim ciężarem wiązało się przeniesienie tego typu gry na konsole i przełożenie jej na możliwość korzystania z kontrolera. Ale właśnie z tego względu powinno się poświęcić na to jeszcze więcej czasu i ewentualnych zasobów. Jeśli miałbym na koniec recenzji doradzić coś osobom, które chcą zagrać… Poczekajcie.

Wstrzymajcie się jeszcze trochę, albowiem jestem pewien, że ekipa z ZA/UM szybko się tym zajmie. Disco Elysium: The Final Cut zasługuje, by sprawdzić je w jak najlepszej formie.