We wstępie do tej recenzji nie bez powodu wspomniałem o nudzie, ponieważ Josef Fares kilka tygodni temu zaskoczył graczy odważną deklaracją. Założyciel Hazelight Studios śmiało stwierdził, że zapłaci 1000 dolarów każdemu, kto powie: „Och, jestem teraz zmęczony tą grą, bo już mnie nie zaskakuje”. I wiecie co? Ja tego tysiaka nie dostanę, bo przez całą historię oferowaną w trakcie It Takes Two bawiłem się naprawdę dobrze. To przeładowana akcją opowieść, która od początku do końca zdumiewa. Podczas przygody zagubionych rodziców z podziwem odkrywałem kolejne rozdziały, które systematycznie zapewniały mi mnóstwo frajdy.

It Takes Two to historia o zagubionej miłości

It Takes Two - recenzja - książka miłości

A Way Out odniosło duży sukces, więc Josef Fares otrzymał wolną rękę na przygotowanie kolejnej produkcji. Twórca nie zdecydował się na odcinanie kuponów i opracowanie następnej historii o zbiegach, a tym razem postawił na przeładowaną uczuciem przygodę. Charyzmatyczny deweloper wpadł jednak na świetny pomysł, ponieważ recenzowane It Takes Two jest w pełni fantastyczną przygodą i właśnie ten detal sprawił, że Hazelight Studios mogło zaszaleć.

Deweloperzy przedstawiają historię rodziców, którzy nie widzą sensu w kontynuowaniu związku i oświadczają córce, że zamierzają się rozwieść. Cody i May są przekonani, że nie ma już ratunku dla ich miłości, ale Rose wierzy, że wszystko można jeszcze odbudować. Dziewczynka tworzy dwie laleczki (jedną z gliny, drugą z drewna) i prosi o pomoc niejakiego Doktora Hakima – książkę-poradnik dla par. Właśnie tutaj do głosu dochodzi prawdziwa magia: łzy małej spadają na lalki, co rozpoczyna się emocjonujące wyzwanie. Rodzice budzą się w nowych mniejszych ciałach i muszą mierzyć się z wieloma problemami.

Jak pewnie już się zorientowaliście – Cody i May zostają zamienieni w drobne zabawki i muszą odnaleźć się w nietypowej sytuacji. Po chwili pojawia się wspomniany Hakim, który okazuje się gadającą książką z rękami oraz nogami, i to właśnie on przygotował dla pary serię wyzwań – jego zdaniem wspólne starania mogą odbudować każdy związek. Historia może brzmieć niedorzecznie i w zasadzie... Taka jest. Przez całą opowieść towarzyszymy dwóm figurkom, które próbują powrócić do swoich ciał, w rezultacie wykonując zadania zlecone przez Doktora Hakima. Ma to jednak głębszy sens, ponieważ wydarzenia napędzają akcję i pozwalają uczestniczyć w kapitalnej zabawie.

It Takes Two oferuje dwóch zróżnicowanych bohaterów

It Takes Two - recenzja - Cody może się zwiększać

Już pierwsze 10 minut rozgrywki utwierdziło mnie w przekonaniu, że w recenzowanym It Takes Two współpraca dwóch graczy jest najważniejszym elementem gry. Wszystko jednak rozpoczyna się niezwykle spokojnie: na początku Cody i May próbują dostać się do Rose, jednak jako małe lalki mierzą się z takimi problemami jak zamknięte drzwi czy też atakująca szafka z narzędziami – deweloperzy świetnie bawią się skalą i gabarytami bohaterów. Za każdym razem jedynym sposobem, by poradzić sobie z przeciwnościami losu, jest współpraca.

It Takes Two to fabularna historia, która nie jest typową produkcją „na jeden raz”. Cody i May wykonują zupełnie inne czynności, więc przygodę warto poznać przynajmniej dwukrotnie – choć mam pełną świadomość, że wielu graczy spędzi w tym tytule znacznie więcej czasu, bowiem gameplay wynagradza naprawdę sporo. Pierwsze ukończenie produkcji zajęło mi 12 godzin, co w moim odczuciu było idealnym czasem dla tej przygody – nie czułem, że fabuła zakończyła się za szybko, ale też nie miałem poczucia przeciągania wątków.

Ciekawymi sposobami na ubarwianie rozgrywki są oferowane rodzicom wyzwania – w trakcie historii można natrafić na aż 25 mini-gier, które nie skupiają się na następnych aspektach współpracy, a w tym wypadku gracze przystępują do rywalizacji. Są to bardzo typowe zadania, które mają sprawdzić naszą zręczność lub dobre obeznanie z kontrolerem. Twórcy zaoferowali nawet możliwość ponownego uczestniczenia w rywalizacji – w menu głównym  znalazły się wszystkie wcześniej odblokowane wyzwania. To interesujące urozmaicenie.

W It Takes Two najważniejsza jest współpraca

It Takes Two - recenzja - trójka bohaterów na jednym ekranie

Jestem jednocześnie pewien, że najważniejszym elementem recenzowanego It Takes Two nie są starcia PVP, a właśnie współpraca. We wszystkich z siedmiu rozdziałów systematycznie otrzymujemy w swoje łapy nowe mechaniki, które od początku do końca sprawiają, że gracze muszą trzymać się razem.

Hazelight Studios nie pozwala włączyć pozycji w pojedynkę, dlatego zawsze trzeba posiadać u boku znajomego – niezależnie, czy zaprosimy kogoś z listy przyjaciół lub podzielimy się kontrolerem oraz kawałkiem kanapy. Przez około 90% czasu gry ekran jest podzielony na dwie części, więc mamy dokładny pogląd na to, co robi nasz partner, dzięki czemu od czasu do czasu można mu nawet podpowiedzieć. Deweloperzy jednak nie zdecydowali się na zaoferowanie typowego matchmakingu, dzięki któremu odszukalibyśmy partnera, co jest moim zdaniem złą decyzją. Josef Fares wspomniał, że tę historię powinniśmy odkrywać z kimś bliskim, tymczasem ja twierdzę, że tak jak w innych pozycjach nastawionych na kooperację wystarczy tylko dobry headset, by móc komfortowo komunikować się z drugą osobą. Tutaj jednak pojawia się pewien problem It Takes Two, bowiem w tytule nie mamy swobodnej komunikacji – w trakcie zabawy musimy utworzyć ze znajomym grupę, by móc dyskutować. Nie jest to oczywiście nic trudnego, jednak dobitnie udowadnia, że deweloperzy od początku chcieli zapewnić opowieść, którą poznamy z bliskim kompanem.

Fares ponownie proponuje możliwość „pożyczenia gry”, więc potrzebujemy tylko jedną kopię, by zaprosić do rozgrywki znajomego przez Sieć. Rozwiązanie jest naprawdę atrakcyjne, choć jestem pewien, że It Takes Two moglibyśmy bez problemu ukończyć nawet z losowo poznaną osobą. Twórcy proponują bardzo różnorodny gameplay, który nie jest specjalnie wymagający, dlatego prosta forma nawiązania kontaktu zapewniłaby nieznającym się graczom odpowiednie wrażenia. Na pewno byłoby to gorsze doświadczenie od zabawy ze znajomym, ale blokowanie takiej opcji jest w 2021 roku niepotrzebne.

It Takes Two to terapia dla par?

It Takes Two - recenzja - zabawa ze zwierzątkami

Na jednym ze spotkań z dziennikarzami szef Hazelight Studios wspomniał, że It Takes Two jest tak naprawdę serią sesji terapeutycznych dla par, które mogą w inny sposób spojrzeć na swój związek. I trudno w zasadzie się z tym nie zgodzić, ponieważ w samej historii pojawia się kilka klasycznych problemów, które w pewnym momencie mogą przebić się do związku i wpłynąć na relację ukochanych. Niewypełnianie swoich obowiązków, zapominanie o drugiej osobie, zatracenie się w wirze codzienności lub zaniedbanie własnego hobby to tylko kilka z niedogodności. Autorzy nie skomponowali lekarstwa na złamane serca, choć do pozycji wrzucono zestaw uniwersalnych porad, dzięki którym Cody i May starają się zrozumieć błędy przeszłości. Choć całość jest ubrana w barwy fantasy, to główny wątek może sprawić, że niektórzy inaczej spojrzą na swoich partnerów.

Ekipa Hazelight Studios oferuje bardzo nietypowy mix wrażeń: główna oś fabuły jest jak najbardziej przygnębiająca, natomiast umiejscowienie wydarzeń oraz wspomniany Doktor Hakim mocno odbiegają od poważnego tonu. Książka-poradnik wplata często głupie teksty, wyśmiewa bohaterów, zmusza ich do działania i czasami mocno irytuje. Dzięki tej postaci w pozycji miała znaleźć się szczypta komedii, co w moim odczuciu nie do końca się udało – szczególnie w drugiej części. Co więcej, studio zdecydowało się na przedstawienie dodatkowych wątków związanych z Rose, które dla mnie były odrobinę przykre. Samo zakończenie również w pewien sposób nie wykorzystuje potencjału – choć nie ukrywałem, byłem zaskoczony biegiem wydarzeń.

It Takes Two oferuje genialną rozgrywkę w kooperacji

It Takes Two - recenzja - pływanie

Można narzekać na historię recenzowanego It Takes Two, ale mało kto będzie mógł powiedzieć cokolwiek złego na temat rozgrywki. Hazelight Studios wykonało morderczą pracę, by zapewnić jedną z najlepszych, a może i nawet najlepszą produkcję nastawioną na kooperację, ponieważ przez wspomniane 12 godzin jesteśmy stale atakowani nowymi mechanikami. Niektóre systemy związane z eksploracją powracają – często mamy okazję sunąć przykładowo po torach lub uczestniczyć w sekwencjach platformowych – ale reszta? Czyste złoto. Deweloperzy zbudowali tytuł od podstaw myśląc o kooperacji... I nie są to tylko puste słowa, gdyż w trakcie gry od pierwszej do ostatniej godziny byłem zaskakiwany wymyślnymi systemami, których nadrzędnym celem jest jedno: kooperacja.

Dla przykładu Cody oraz May korzystają z jednego magnesu, który posiada dwa bieguny, więc czasami jeden z bohaterów może coś przyciągnąć, drugi odrzucić, a pojawiają się momenty, gdy wspólne korzystanie z przedmiotu pozwala dostać się do nowej lokacji. Innym razem Cody cofa czas, a May tworzy własnego klona, by pojawić się w dwóch miejscach jednocześnie, natomiast w kolejnych sekwencjach jeden z graczy prowadzi łódkę, a drugi zajmuje się ostrzałem. Kapitalnie wypada także fragment w szkole, gdzie dwójka protagonistów musi przykładowo wspólnie pisać na kartce. Etap, w którym Cody ma okazję zwiększać się lub zmniejszać, a jego żona korzysta ze specjalnego obuwia,  dzięki któremu może chodzić po ścianie, również jest niczego sobie. Za to spore emocje budzi zadanie, w trakcie którego duet wykorzystuje dwie bronie – na początku jedna z lalek musi zaatakować przeciwnika żywicą, a druga postać wywołuje wybuch... Choć trudno mi nie wspomnieć o możliwości rzucania gwoździami przez Cody'ego, które wracają niczym topór Kratosa – na metalowych częściach buja się May.

It Takes Two - recenzja - umowa to umowa

Mógłbym wymieniać tak bardzo długo, gdyż recenzowane It Takes Two systematycznie zaskakuje mechanikami, które są bardzo dobrze wplecione w historię oraz umiejscowienie wydarzeń. W trakcie gry wskoczycie na wielkie drzewo, zmierzycie się z rojem pszczół, będziecie pływać, odwiedzicie mroźną krainę, a nawet zostaniecie porwani do kosmicznego świata. Autorzy systematycznie stawiają przed bohaterami proste zagadki logiczno-środowiskowe, które wymagają wykorzystania zdobytych w danych fragmencie umiejętności lub sprzętu. W produkcji nie brakuje również starć z bossami, ale poziom trudności nie jest specjalnie wygórowany – wystarczy dobrze opanować kontroler, by móc bez problemu zmierzyć się ze wszystkimi przeciwnikami.

Przez całą opowieść z It Takes Two nie napotkałem na żadne błędy, nie miałem ze znajomym problemów z rozłączeniem rozgrywki, a od czasu do czasu chwaliliśmy nawet oprawę. Twórcom udało się przygotować szereg bardzo ładnych lokacji, które wpisują się w ogólny styl artystyczny i założenia projektu.

It Takes Two to kooperacyjny majstersztyk

Na rynku nie znajdziecie drugiej takiej pozycji. Recenzowane It Takes Two to unikat, który od początku do końca stawia na ogromną współpracę dwójki graczy. Produkcja zachęca do przynajmniej dwukrotnego przejścia głównej kampanii, a dodatkowe mini-gry oraz sam gameplay sprawi, że wierni fani współpracy spędzą w tym tytule sporo czasu. Najnowsza propozycja szwedzkiego zespołu jest przeładowana akcją, trochę wymuszonym humorem oraz dziesiątkami różnych mechanik. Hazelight Studios wykonało gigantyczną pracę, by gracze od 1 do ostatniej minuty znakomicie się bawili, odkrywając działanie kolejnych systemów nastawionych na współdziałanie. Mogę więc śmiało powiedzieć – w It Takes Two naprawdę warto zagrać.