W dzisiejszych czasach coraz ciężej jest zainteresować graczy zwykłymi obietnicami straszenia i mroku, dlatego też rodzime Movie Games stara się podbić rynek horrorów czymś zupełnie innym - twórcy kuszą nas erotyką i odważnymi założeniami swoich gier. Lust from Beyond kontynuuje jednak drogę rozpoczętą przez Lust for Darkness, ponownie mieszając seks, orgie i perwersje z potworami, ucieczką i psychodelicznymi kreacjami świata.

Kolejny krok w stronę szaleństwa

Tym razem wcielamy się w Victora Hollowaya, czyli prostego antykwariusza dręczonego od dłuższego czasu przez mroczne sny o bliżej nieznanej mu krainie grozy. Poznajemy go w pierwszą rocznicę jego związku z niejaką Lilly i po początkowo udanym spotkaniu szybko okazuje się, że nasz bohater po prostu gwałci swoją partnerkę i po zaśnięciu znów trafia do przerażającego świata. Po namowie swojej ukochanej Victor postanawia udać się do doktora Charlesa Austerlitza, by ten pomógł mu rozprawić się z problemami natury psychologicznej.

Udajemy się zatem do miasteczka Bleakmoor gdzie zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki - wpierw trafiamy do Hotelu Desire skąd musimy uciec przed wściekłymi kultystami, dalej wpadamy w objęcia Szkarłatnej Loży i musimy mierzyć się z Kultem Rozkoszy. Wszystkich fabularnych tajników zdradzać nie będę, ale szczerze powiedziawszy nie macie na co się napalać - historia potrafi utrzymać w napięciu przez pierwsze dwie, góra trzy godziny, by następnie odkryć przed nami 90% swoich kart i zmuszać nas do żmudnego zwiedzania mrocznego wymiaru zwanego Lusst'ghaa. Co jest tu jednak warte odnotowania, opowieść oferuje nam 2 różne zakończenia, które mają wpływ na dalszy los poznanych przez nas postaci. Dodatkowo jeśli graliście w Lust for Darkness, z przyjemnością znów porozmawiacie z Amandą i Jonathanem Moon.

Erotyka podana z klasą

Tak jak wspomniałem we wstępie, martwiłem się nieco o to, że twórcy będą wykorzystywać motywy seksualne tylko do chamskiego promowania gry cycem, zaś podczas samej rozgrywki wszystko to będzie podane raczej świńsko i bez grama klasy czy przyzwoitości. Na szczęście Movie Games pokazało się od tej strony zaskakująco dojrzale i same sceny seksu są tu dość rzadko spotykane, a jeśli już są, mają uzasadnienie i ważny cel fabularny. Dodatkowo musimy trochę się na tym wszystkim skupić, ponieważ podczas każdej takiej sekwencji mamy do czynienia z bardzo prostą mini-gierką polegającą na kliknięciu myszką w odpowiednim momencie. 

Ogólnie rzecz ujmując, cała rozgrywka w recenzowanym przeze mnie Lust from Beyond została zrealizowana dość przyzwoicie. Deweloperzy nie serwują nam kolejnego symulatora chodzenia jak inni producenci niezależnych horrorów, lecz starają się urozmaicić nieco zabawę, dzięki czemu znajdziemy tu zarówno proste zagadki jak i walkę wręcz i strzelanie. Same łamigłówki są dość ciekawe i pomimo tego, że są oparte wyłącznie na schemacie znajdź coś, by otworzyć przejście, potrafią dać odrobinkę satysfakcji. Niestety jeśli zaś bierzemy pod uwagę walkę wręcz i strzelanie, mamy tu do czynienia z naprawdę ekstremalnie drewnianą i nielogiczną mechaniką. 

Dajmy na ten przykład początkową sekwencję z Hotelu Desire, gdzie gania nas 1 przeciwnik. My mamy wtedy w ekwipunku ciężką metalową rurkę, którą na luzie moglibyśmy stłuc drącego japę kultystę na kwaśne jabłko, ale mimo to nie jesteśmy w stanie nic zrobić i musimy się skradać. innym razem gdy mamy do dyspozycji zwyczajny nóż, możemy już zawalczyć z wrogiem i położymy go na 2-3 machnięcia, co całkowicie eliminuje zagrożenie. Strzelanie zaś nie daje żadnego kopa i poczucia bezpieczeństwa, a na domiar złego znów mamy tu dziury logiczne. Najpierw mamy mało amunicji i musimy oszczędzać, lecz gdzieś po kilkudziesięciu minutach możemy bawić się w Rambo z nielimitowanymi zasobami.

Niby 2021, a jednak 2010

Najgorszym elementem całej gry jest niestety jej bardzo słaby stan techniczny. Nie ma tu co prawda błędów psujących rozgrywkę czy też takich niepozwalających na jej ukończenie, ale graficznie i optymalizacyjnie to jest naprawdę najniższa liga. Modele postaci, wielu elementów otoczenia, oświetlenie czy efekty specjalne przypominają mi raczej 2010 rok i erę PlayStation 3, aniżeli 2021 rok i czasy next-genowych projektów. Wiadomo, że twórcy byli ograniczeni budżetem, ale naprawdę mogli postarać się bardziej. Kuriozalne jest ustawienie cieni na najniższy poziom, albowiem wtedy cała gra jest dramatycznie prześwietlona, co możecie zobaczyć na screenach z początku gry poniżej - dalej już nie widziałem sensu screenowania. 

Dalej można przytoczyć żenująco wręcz słabe modele pojazdów na ulicy, gdzie zaczynałem mieć wspominki z PlayStation 2 i Gran Turismo 4. Samo oświetlenie też jest źle rozłożone i miejscami miałem wrażenie, że Lust for Darkness ma lepiej zrealizowane poziomy w normalnym świecie niż Lust from Beyond. Ciekawie prezentował się tylko świat Lusst'ghaa, albowiem twórcy inspirowali się takimi twórcami jak Lovecraft, Giger czy Beksiński. Przy tak słabo prezentującej się produkcji, liczyłem również na to, że będę mógł swobodnie pograć sobie w 60 czy nawet stabilnych 30 klatkach na sekundę. Niestety okazuje się, że na moim sprzęcie gdzie Destiny 2 lata na średnich w 50-60 klatkach, dzieło Movie Games miało ogromne problemy nawet na najniższych ustawieniach graficznych - całość skakała pomiędzy 5 a maksymalnie 28-30 klatkami na sekundę.

Podsumowując Lust from Beyond jest ważnym krokiem na przód dla samego Movie Games, ale nie jest produkcją, na którą powinniście rzucać się w pełnej cenie, czy też na pierwszej lepszej promocji. Tytuł ten potrzebuje bowiem jeszcze sporo miłości ze strony twórców i masy prac optymalizacyjnych w celu poprawienia komfortu zabawy.