Głównego bohatera Visage poznajemy w niecodziennych okolicznościach a gra już na etapie intra potrafi przyprawić o ciarki na plecach. Śledząc akcję z perspektywy pierwszej osoby jesteśmy świadkami potrójnego morderstwa. Protagonista najpierw z zimną krwią ładuje pistolet następnie dokonuje egzekucji przywiązanej do krzesła kobiety oraz dwójki dzieci. O co chodzi? Tego oczywiście od razu się nie dowiemy. Niedługo potem mężczyzna budzi się w łazience, a my mamy okazję do eksploracji jednego z najbardziej przerażających domów w historii gier wideo.

Grając w Visage naszykuj pieluchy

Visage – recenzja i opinia o grze. Pokój dziecka

Granie w Visage po zmroku na słuchawkach to proszenie się o stan przedzawałowy. Ostatni raz bałem się tak przemierzając posiadłość w Resident Evil VII: Biohazard w goglach VR. Produkcja Kanadyjczyków potrafi psychicznie dobić swoją gęstą i przytłaczającą atmosferą i w moim przypadku niezbędne były przerwy od grania, aby chwilę odsapnąć, uspokoić skołatane nerwy, ułożyć sobie w głowie to, co chciałbym poruszyć w recenzji. Po prostu oderwać się od tego horroru. To nie jest kolejny walking sim, w którym głównym motywem straszącym są tanie jump scare’y. A przyznam się bez bicia, że tak do tej gry podszedłem dostając w ciągu pierwszych 20 minut zabawy takiego liścia w moje ego znawcy horrorów, co to już wszystko widział i niczego się nie boi, że aż zaparzyłem sobie melisy. Pamiętacie uczucie zaszczucia w pierwszych odsłonach Silent Hilla? Visage gwarantuje podobne doznania z tą różnicą, że zamiast demonicznego miasta mamy nawiedzany przez coraz bardziej koszmarne zjawy dom.  

Zaczynając "zabawę" jesteśmy bezbronni i będzie tak już praktycznie do końca. Naszym zadaniem jest eksploracja kolejnych pięter, piwnicy i otaczających dom terenów w poszukiwaniu wskazówek oraz próby rozwikłania mrocznej tajemnicy. Co jednak najważniejsze - gra jest nieliniowa. To od nas i tego gdzie się udamy najpierw zależy, który z trzech wątków związanych z nawiedzającymi dom zjawami rozpoczniemy, który jako pierwszy doprowadzimy do końca i jakie fragmenty posiadłości odblokujemy, bo znajdując różne klucze tworzymy swoiste skróty. A to nie wszystko, bo po rozwiązaniu trzech spraw czeka nas jeszcze finałowy epizod. 

Gdy tracimy poczytalność

Visage – recenzja i opinia o grze. Zdeformowany świat

W Visage nikt jednak nie prowadzi nas za rączkę, a to w jakiej kolejności rozwiążemy kolejne łamigłówki przybliżające nas do końca danego epizodu zależy również od nas. To sprawia, że dla każdego gracza przygoda z Visage będzie wyglądała nieco inaczej. Tym bardziej, że wszelkie motywy straszące pojawiają się w sposób losowy i często ciężko przewidzieć kiedy zgaśnie światło, zatrzasną się drzwi, kiedy włączy się nagle telewizor, radio, a kiedy wchodząc w długi korytarz na jego końcu ujrzymy w mroku przerażającą sylwetkę jednej z kilku zjaw panoszących się po rezydenci. Usłyszycie dzwonek do drzwi? Wyjrzyjcie na chwilę na podwórko. Natkniecie się nagle na krzesło nakryte płachtą, którego wcześniej nie było? Czy na pewno chcecie tę płachtę zdjąć? Nie mówię już o mementach, w których gdzieś kątem oka ujrzycie zerkającą zza winkla głowę czy usłyszycie przerażający skowyt zbliżającego się niebezpieczeństwa.

Fakt, im dłużej gramy tym pewne losowe elementy zaczynają się powtarzać i tym samym burzy to trochę immersję i nieprzewidywalność, ale przez 9 godzin, jakie potrzebowałem na ukończenie Visage, gra co chwila zaskakiwała mnie jakimś nowym elementem gameplayu. Co powiecie na oświetlanie sobie drogi fleszem aparatu, gdy po każdym „strzale” z niepokojem obserwujemy czy na pewno nie ma z nami w pomieszczeniu kogoś jeszcze? Wykorzystamy też choćby elektroniczną nianię, by wsłuchiwać się w przerażający dźwięk recytujący kolejne liczby będące wskazówką do rozwiązania jednej z zagadek. A to tylko pierwsze przykłady z brzegu. Cieszy również fakt, że wszelkie wydarzenia, które przyspieszają nam tętno nie są tylko zabiegami mającymi na celu nas przestraszyć. Wpływają one bowiem na poczytalność bohatera.

W Visage zamiast wskaźnika energii jest ikonka stanu psychicznego bohatera. Gdy jest on w opłakanym stanie wpadamy w obłęd, a to prowadzi do coraz bardziej chorych wizji, które ostatecznie kończą się naszą śmiercią. Tutaj każda zjawa może nas realnie skrzywdzić, a jedynym ratunkiem jest unikanie ciemności. Możemy to czynić na kilka sposób oświetlając sobie drogę zapalniczką, podpalając świece, zmieniając przepalone żarówki czy szukając panicznie włączników światła w każdym nowym pomieszczeniu. Jest bowiem w grze dosłownie kilka miejsc, w których możemy poczuć się bezpiecznie, choć często jest to złudne, bo nawet w lokacjach, które wcześniej były oświetlone może wysiąść prąd. Przez co cały czas czujemy na plecach oddech zagrożenia, a każdy dalszy wypad należy zaplanować w głowie przygotowując się na najgorsze. 

Walka z interfejsem

Visage – recenzja i opinia o grze. Ołtarz

Pomóc w walce z kolejnymi psychicznymi dolegliwościami mogą specjalne pigułki po zażyciu których wraca trzeźwość myślenia, ale ich ilość jest ograniczona, podobnie jak pojemność naszego plecaka. A w tym fragmencie recenzji nie sposób nie wspomnieć o największej wadzie Visage - interfejsie i sposobie zarządzania ekwipunkiem. Jak na ironię – to jeszcze większy horror. Obłożenie przycisków jest tragicznie, w dodatku wymaga od nas często jakichś dziwnych kombinacji, by wykonać najprostszą rzecz jak upuszczenie trzymanego przedmiotu czy jego zmiana. Poruszanie kursorem przy niektórych zagadkach jest mało intuicyjne, a powolne ruchy bohatera, gdy musi np. rozwalić drogę ucieczki młotem, strasznie irytują. Choć nie da się ukryć, że ta walka z interfejsem, gdy cały czas stąpamy na granicy szaleństwa unikając zagrożenia, jeszcze bardziej nakręca spiralę strachu i bezradności. 

Często czujemy ją też błądząc po rezydencji i szukając rozwiązania kolejnej zagadki. Visage rzadko kiedy podrzuca nam wskazówki, a gdy okazuje się, że aby otworzyć zamknięte drzwi trzeba wpierw znaleźć klucz ukryty w jednej z wielu szuflad, to może nas trafić szlak. Pierwszy raz od dawna skorzystałem dwa razy z poradnika przechodząc grę, bo po prostu nie wiedziałem co mam zrobić. A szukanie rozwiązania gdy każda minuta pobytu w rezydencji jest cholernie stresująca jeszcze bardziej podnosi i tak wysoki poziom trudności. Natknąłem się też na kilka bugów - ten najbardziej uciążliwy wiązał się z przedmiotami kluczowymi dla rozwoju fabuły. Z racji ograniczonego plecaka musimy je czasami porzucać, by wykonać inną czynność. W takim wypadku teoretycznie powinny zostać automatycznie przeniesione do magazynu w piwnicy. Sęk w tym, że czasami nie ma ich ani w miejscu upuszczenia, ani we wspomnianym magazynie, przez co niezbędne staje się wczytanie wcześniejszego stanu gry. Na szczęście zdarza się to bardzo rzadko. 

Antidotum na walking simy

Recenzowane Visage to produkcja niezależna ufundowana przez Kickstartera, która dwa lata przeleżała na Steamie we wczesnym dostępie. Tytuł trafił teraz na PC i konsole w polskiej wersji językowej, co jest tym większą zachętą, by w niego zagrać. Oprawa jak na indyka jest naprawdę niezła, choć da się zauważyć, że wszelkie niedociągnięcia graficzne i słabsze tekstury (widoczne zwłaszcza w lokacjach na zewnątrz budynku) maskuje przede wszystkim klimatyczny design lokacji oraz odpowiednie oświetlenie. Tytuł rzadko kiedy gubi klatki animacji, a filtry graficzne, rozmycia tła i odpowiednie dozowanie ciemności wykorzystano doskonale ukrywając w ten sposób mniejszy budżet produkcji.

Gra zachęca do szperania i kompletowania takich znajdziek jak kasety magnetofonowe i VHS, które dodatkowo potęgują klimat i otoczkę fabularną. Bo trzeba przyznać, że połączenie horroru z survivalem wyszło Kanadyjczykom naprawdę dobrze i jeśli znudziły Was walking simy Visage będzie doskonałym antidotum. O ile tylko jesteście gotowi na walkę z własnym strachem i interfejsem i nie boicie się wysokiego poziomu trudności, który już na starcie oddziela chłopców od mężczyzn. Zdecydowanie jedna z największych niespodzianek 2020 roku.