Mateusz Wróbel Mateusz Wróbel 24.11.2020
Red Dead Redemption Remake/Remaster. Rockstar Games, proszę, dajcie nam odświeżenie historii Marstona
1765V

Red Dead Redemption Remake/Remaster. Rockstar Games, proszę, dajcie nam odświeżenie historii Marstona

Red Dead Redemption Remake/Remaster może zostać zapowiedziany jeszcze w tym roku. Dlaczego uważam, że odświeżenie historii Johna Marstona ma sens i znalazłoby wielu zainteresowanych, szczególnie w Polsce? Tego dowiecie się czytając poniższy tekst.

Przyznaję się bez bicia, że do 2015 roku nie słyszałem nic, dosłownie, o serii Red Dead Redemption, a Rockstar Games kojarzyłem przede wszystkim z różnych odsłon kultowej marki GTA, na której wychował się niejeden dzisiejszy gracz. Z Grand Theft Auto V spędziłem dziesiątki godzin (tryb sieciowy mnie nie przekonał, ale za to w fabularnym całowałem ściany), a jeszcze więcej czasu poświęciłem Grand Theft Auto: San Andreas, bowiem była to jedna z bodajże trzech gier, które miałem zainstalowane na swoim starym, ledwo dyszącym komputerze.

Kiedy już zacząłem zaglądać na portale gamingowe usłyszałem co nieco o Red Dead Redemption 2, czyli najnowszym tytule dostępnym na konsolach obecnej generacji, nad którym pracowali amerykańscy deweloperzy. Wtedy również dowiedziałem się, iż "jedynka" jest już od paru lat na rynku, lecz mimo chęci jej nadrobienia, blokował mnie mój sprzęt. Przez większość czasu byłem pecetowcem, a z racji tego, że Sony zadbało o wiele gier ekskluzywnych, jasne było, iż w pierwszej kolejności wybiorę PlayStation 4, aniżeli Xboksa One. Szkoda tylko, że japońska korporacja nie pomyślała o wstecznej kompatybilności.

Problemy z dostępnością

Koniec końców, Red Dead Redemption jest wciąż przede mną, a słysząc zeszłoroczne, czy nawet te sprzed paru dni plotki sugerujące, jakoby twórcy marki pracowali nad odświeżeniem przygody Johna Marstona, XONE nadal kurzy się w szafie, a odkurzę go dopiero, gdy transmisję z tegorocznej imprezy The Game Awards wyłączę ze smutkiem na twarzy. To właśnie podczas niej Geoff Keighley ma zaskoczyć nas zwiastunem remastera lub remake'u "jedynki", na którą czekamy już kilka lat, czyli o parę za dużo.

Premiera Red Dead Redemption nie odbyła się tak, jak planowało Rockstar Games. Posiadacze urządzeń siódmej generacji od Sony oraz Microsoftu, bo wyłącznie oni mogli się interesować produkcją zahaczającą o tematykę Dzikiego Zachodu, mieli spory problem, a szczególnie Ci mający na swoich biurkach/komodach PlayStation 3. Statek, który był załadowany egzemplarzami rzeczonej gry... zatonął. Tak, zatonął, dlatego też tacy giganci, jak Tesco czy Empik nie otrzymali zapewnionych kopii tytułu, a osoby, które sobie je zamówiły, tudzież zarezerwowały do odbioru w sklepie, musiały się obejść smakiem albo patrzeć, jak "koledzy" z Wielkiej Brytanii ganiają po, robiących spore wrażenie jak na tamte czasy, terenach.

Niektóre osoby zawitały do niemalże wszystkich elektromarketów w dużych miastach, aby za każdym razem ujrzeć pustą półkę odzianą w bannery promujące najnowszą grę amerykańskiej firmy. Ale nie ma co się temu dziwić, skoro Media Markt umieszczony w centrum Krakowa otrzymał tylko trzy kopie gry. Na szczęście, dystrybutor szybko zgasił rozprzestrzeniający się w ekspresowym tempie pożar odpowiadając zdenerwowanym odbiorcom, że Red Dead Redemption już niebawem trafi na półki sklepowe.

Brak polonizacji i wersji na PC

Początkowe problemy ze sprzedażą nie były jedynym powodem, dla którego historia Johna Marstona nie cieszyła się zbyt dużym zainteresowaniem. Sporo zainteresowanych zrezygnowało z kupna, ponieważ wydawca nie stworzył polonizacji, a nie oszukujmy się - nie każdy z nas zna angielski na takim poziomie, aby mógł wystarczająco zrozumieć kampanię fabularną, nie pomijając przy tym ważnych, przełomowych momentów, w których niezrozumienie nawet jednego słówka potrafi wywrócić odebranie jakiegoś zdania o 180 stopni. No, może nie 180 stopni, ale 90 już tak.

Język angielski nie jest problemem w produkcjach typu: wszelkiej maści strzelanki, czy platformówkach, bo zazwyczaj wszystko w nich jest jasne, ale gdy mamy do czynienia z ogromnym tytułem, którego scenariusz to kilkanaście tysięcy kartek A4, a może i więcej, dla jednej lokalizacji, nikt nie chce siedzieć ze słownikiem w dłoni i wyszukiwać pojedynczych słówek, ze którymi jeszcze w życiu się nie spotkał. Pomijając już fakt, że przez tę czynność tzw. "hype" na daną pozycję drastycznie spada, a zainteresowanemu odechciewa się dogłębnie eksplorować świat gry, szukać easter eggów, czy brać udział w nieobowiązkowych aktywnościach.

Trzeci, a zarazem najmocniejszy argument, dlaczego Red Dead Redemption tak dużo osób ma jeszcze przed sobą, jest brak wersji na PC. Plotki o niej pojawiły się już w drugiej połowie 2010 roku, ale okazały się być nieprawdziwe, bo jak sami możecie zauważyć - "jedynka" jest dostępnie jedynie na PS3, X360, XONE oraz Xboksie Series X, i nie wliczając ubogich detali i niektórych rażących mechanik, na dwóch najnowszych sprzętach Microsoftu jest ona w pełni grywalna, a co więcej, nie prezentuje się brzydko. Jeśli nie wierzycie, zerknijcie chociażby do tego materiału.

Więc tak, "zieloni" mogą udać się na Dziki Zachód zza pleców męża Abigail, ale nie można tego powiedzieć o posiadaczach PS4, PS5 i pececiarzach, którzy widząc sukces RDR 2 na "blaszakach", już obgryzają paznokcie z niecierpliwości w oczekiwaniu na ogłoszenie jedynki na PC - 9/10 lat temu w wersji jedynie lekko podrasowanej, a obecnie w formie remake'u wykorzystującego dopracowany do maksimum silnik graficzny z "dwójki". Czy się doczekają?

Nadzieja umiera ostatnia

Pomijając już temat zeszłotygodniowych wycieków na platformie Amazon, które wcale nie muszą okazać się być tzw. fake'ami (wystarczy przypomnieć sobie chociażby sytuację z portem Horizon Zero Dawn na PC), to pewien błąd w Red Dead Redemption 2 pozwalał posiadaczom gry usłyszeć głos dorosłego syna Johna, Jacka (którym sterujemy w pierwszej części serii), podczas rozgrywania danego fragmentu kampanii fabularnej. Co więcej, stworzenie dodatkowych terenów (które nie są jedynie pustym, nie wypełnionym jakąkolwiek zawartością prostokątem) w RDR 2 (np. Meksyk, do którego trafia Marston), których nie możemy zwiedzić za sprawą głównej linii fabularnej, to - można rzec - dowód na to, że Rockstar Games pichci coś w związku z odświeżeniem pierwszej odsłony marki. Albo pichciło, jeśli pomysł porzucono. 

Kończąc artykuł, uważam, że stworzenie remake'u Red Dead Redemption byłoby strzałem w dziesiątkę wykonanym przez Rockstar Games i Take-Two. Sporo osób zaczęło swoją przygodę z gangiem Van Der Linde od "dwójki", a z racji tego, iż jest to prequel wydarzeń przedstawionych w poprzedniczce, zamknąć historię wyżej wspomnianej grupy chciałby każdy, kto rozpoczął ją za sprawą lojalnego Arthura Morgana. Jeśli mam być szczery, to mocno zawiodę się, jeśli na The Game Awards 2020 nie zauważę zwiastuna przygotowanego przez deweloperów z Rockstara. Jak to się mówi, nadzieja umiera ostatnia, więc czekam z niecierpliwością na 10 grudzień. 

Tagi: John Marston odświeżenie gry Red Dead Redemption remake remaster rockstar games Rockstar San Diego