Bartosz Dawidowski Bartosz Dawidowski 18.01.2020
Top 10 absurdów w nowej trylogii Gwiezdnych Wojen
6421V

Top 10 absurdów w nowej trylogii Gwiezdnych Wojen

Hejterskie "Topki" są czymś, co tygryski lubią najbardziej. Zatem wkraczajmy do nienawistnej sfery, gdzie można się trochę powyzłośliwiać nie tylko na grach, ale również filmach. Tym razem bierzemy na tapetę nową trylogię Gwiezdnych Wojen!

Trudno mówić o nowej trylogii Star Wars w kategorii sukcesu artystyczno-fabularnego. Owszem, Disney liczy pokaźne zyski ze sprzedaży kinowych biletów (nawet najgorsza, ostatnia cześć sagi, zarobiła już 1 miliard dolarów na całym świecie), ale fani wiedzą swoje i słusznie narzekają przede wszystkim na scenariusze ostatnich trzech filmów. Sprawy wyglądają tak, jakby Disney zatrudnił masę nowych ludzi, którzy najwyraźniej nie szanują dziedzictwa i historii głównych odsłon "Gwiezdnych wojen", a to  smuci. 

Cała nadzieja teraz w zasadzie wyłącznie drugim sezonie "Mandaloriana", który okazał się rewelacyjnym dziełem i całkowicie zasłużenie cieszy się ogromną estymą.

Przy okazji zachęcam do lektury naszej recenzji IX epizodu sagi Star Wars. Nie obyło się bez ostrej krytyki w wykonaniu Jędrzeja Dudkiewicza.

UWAGA NA SPOILERY

1. Imperator Palpatine

Występ jednego z głównych antagonistów "Gwiezdnych wojen" w ostatniej odsłonie przygody Rey to niestety wyżyny absurdu. Gość wraca zza grobu, wyskakując niczym sklonowany filip z konopi - zupełnie bez sensu i bez logiki. Disney już po premierze próbuje robić dobrą minę do złej gry, twierdząc, że wyjaśni wszystko w szczegółach w suplementarnej książce, ale chyba nikt nie kupuje takiego tłumaczenia. To przykład na to, że Disney musi zmienić swoich scenarzystów od głównych odsłon Star Wars, bo od pewnego czasu narracja ledwo trzyma się tu kupy.

2. Miecz Luke'a Skywalkera

Kolejny absurd ze "Skywalker. Odrodzenie" to automagiczne pojawienie się broni należącej dawniej do Luke'a. Broni, która jak pamiętamy doskonale w "Ostatnim Jedi" została zniszczona. Wydawałoby się, że nieodwracalnie, ale na zasadzie greckiego deus ex machina w nowej trylogii wszystko jest możliwe. OK, rękojeść miecza świetlnego została rzekomo naprawiona, ale nikt o tym nawet nie wspomina w filmie a sam fakt sklecenia broni w ogóle trudno wychwycić (bardzo krótkie ujęcie).

3. Postępowanie Luke'a 

Cóż to za brak racjonalizmu w scenariuszu. Luke, który jest niechętny w trenowaniu kogokolwiek, z pełną świadomością rodowodu Rey (główna bohaterka nowej trylogii jest przecież wnuczką Imperatora Palpatine) oraz tego, że dziewczyna nie panuje do końca nad swoimi emocjami, staje się jej nauczycielem. Filmy nie tłumaczą nagłego odrzucenia dawnych zasad Luke'a w tym aspekcie.

4. "Wskrzeszanie" postaci

Motyw wskrzeszania postaci narobił już sporo bałaganu w wielu filmach, m.in. w serialowej "Grze o Tron". Takie zabiegi ogromnie umniejszają poświęcenie danego bohatera, bo nagle okazuje się, że heroiczna śmierć może zostać odwrócona od pstryknięcia palcem. Nie jest to może fabularny absurd, ale za to kolejne potknięcie scenarzystów. Mówię tu przede wszystkim o przywróceniu do działania z pełną świadomością przeszłości C-3PO, co wypada w filmie strasznie tanio (a skoro da się wykonać kopię zapasową pamięci, to czemu nie zrobiono tego z L3-37 z "Hana Solo"?). Scena z rzekomą śmiercią Chewbacci, to też tylko tanie granie na emocjach widzów, które zresztą podkopuje wagę pewnych wydarzeń (choćby niestabilności Rey).

5. Duchy mające wpływ na świat materialny

Po takich wydarzeniach w ogóle już trudno brać cokolwiek na poważnie z disneyowskich "Gwiezdnych wojen". Tutaj po prostu wszystko jest możliwe - choćby było największym absurdem (lub byle zgadzał się fanservice). W ostatniej trylogii okazało się, że duchy zmarłych mają władze nad materią - nie tylko Yoda z "Tha Last Jedi", ale również nieboszczyk Skywalker łapiący radośnie podrzucony miecz. Nieziemski absurd. Szczególnie, że w pierwszych filmach pojawiają się wypowiedzi postaci, które przypominają, że chociaż duchy mogą się ujawniać w świecie, to nie mają na niego fizycznego wpływu. 

6. Nadprzestrzenne jaja

Producenci zadbali też o masę niespójności związanych z koncepcją podróży hiperprzestrzennych, które stoją w sprzeczności z kanonem wypracowanym w poprzednich filmach. Nagle okazuje się, że można to robić na sposoby, które były dawniej niemożliwe, a małe myśliwce, takie jak Tie-Fightery, potrafią skakać z łatwością w nadprzestrzeń. J.J. Abrams zmienił tu nawet podstawowe zasady fizyczne i technologię ad hoc.

7. Skąd fundusze i surowce na flotę?

Skąd wzięły się OGROMNE fundusze, które imperator musiałby przeznaczyć na stworzenie niezwykle potężnej, nowej floty? Podkreślam, że wg filmu największej floty statków bojowych, jakie widziała galaktyka. Ekonomiczna bzdura o kosmicznej skali.

8. Kieszonkowa technologia Gwiazdy Śmierci

Przy okazji warto zadać pytanie, jak udało się wielokrotnie zmniejszyć technologię z Gwiazdy Śmierci i umieścić ją bez problemu w niszczycielach? Absurd to tak kolosalny, że podczas seansu można było odnieść wrażenie, że zaraz wyskoczy ktoś z kieszonkową wersją takiego lasera.

9. Głupota strategii Imperatora

Przy okazji warto wspomnieć o głupocie Imperatora, który nie uczy się na swoich wpadkach i popełnia ponownie ten sam, idiotyczny błąd po wcześniejszej stracie dwóch Gwiazd Śmierci i armii droidów. Gość znów umieścił nadajnik kontrolny dla całego swojego wojska w jednym punkcie, co oczywiście ponownie skrzętnie wykorzystują bohaterowie.

10. Rycerze Ren

Całe budowanie napięcia przez J.J. Abramsa w kontekście Rycerzy Ren okazało się humbugiem. Postacie w ogóle nie dorobiły się sensownej historii w filmie i na domiar złego zostają wybite w kilka chwil. Geneza zakonu ma zostać ujawniona - pewnie się już domyślacie - w kolejnych komiksach.

Tagi: gwiezdne wojny star wars