Piotrek Kamiński Piotrek Kamiński 06.12.2019
Harley Quinn – recenzja 1 odcinka. Świat oczami szaleńca
1310V

Harley Quinn – recenzja 1 odcinka. Świat oczami szaleńca

Nie pokazujcie tego dzieciom. Serio. Nawet sam Lobo byłby dumny. 

Harley Quinn ma już 27 lat, ale wciąż ma w sobie ten pierwiastek nastoletniego szaleństwa. To znaczy, mając dwa lata też go miała, bo mówiąc, że ma 27 lat mam na myśli fakt, że Paul Dini i Bruce Timm stworzyli ją na potrzeby ikonicznego już serialu "Batman: the animated series" w 1992 roku. Co za różnica ile lat ma postać wewnątrz uniwersum, skoro w komiksach i serialach czas zasadniczo stoi w miejscu? 30, skończone w tym roku. Harley jest jedną wielu ulubionych przez fanów postaci komiksowych, które swój żywot rozpoczęły od innego medium. Do tego samego, zacnego grona należą również "Batman Przyszłości", Terry McGinnis, Jimmy Olsen, Perry White, a po stronie Marvela tuzy takie jak Firestar, czy X-23. Już rok po swoim debiucie, dr Harleen Quinzel wystąpiła również na kartach komiksu o Batmanie, skąd prosta droga zaprowadziła ją do serialu "Ptaki Nocy", serii gier Arkham, mikro-epizodu w serialu "Arrow", filmu "Suicide Squad" i naszych serc. A, no i omawianego dzisiaj solowego serialu pod prostym, acz wiele mówiącym tytułem "Harley Quinn".

Harley Quinn - recenzja

Harley Quinn - w tym szaleństwie jest metoda

Dr Harleen Quinzel była psychiatrą w Azylu Arkham, kiedy poznała swojego przyszłego chłopako-wspólnika, Jokera, który bardzo prędko owinął ją sobie wokół palca i trzyma tak po dziś dzień. Historia serialu rozpoczyna się w momencie, w którym Harley próbuje w pojedynkę zrabować tonę pieniędzy od trzęsących Gotham... mafiosów? Biznesmenów? Ciężko powiedzieć. Chłopaki nie traktują jej gróźb poważnie, bo niby czemu? Jest w końcu nikim - dziewczyną Jokera i tyle. Uzbrojona w wielki młotek rodem z wesołego miasteczka Harley nie jest zachwycona, więc... O kur^a, to kość. I krew. Dużo krwi i... Ja pier&olę maska zrobiona z czyjejś twarzy. I flaki, nóż w oku, więcej krwi i rany koguta, to nie jest serial dla mojego syna. Tego się nie spodziewałem.

Serial powstał dla serwisu streamingowego DC Universe, więc twórcy nie musieli przejmować się restrykcjami narzucanymi przez FCC i płaczem matek puszczających bezrefleksyjnie swoim pociechom filmy, seriale i gry ewidentnie nie przeznaczone dla nich. Grana przez Kaley Cuoco Harley rzuca bluzgami na lewo i prawo, krew leje się strumieniami, wszechobecne gore może odrzucić co wrażliwszych widzów i właściwie do kompletu brakuje jeszcze tylko kreskówkowej nagości. Styl graficzny to coś pomiędzy klasycznym serialem animowanym, a prostymi kreskówkami dla nastolatek od Cartoon Network, z intrygującymi, rastrowymi tłami na dokładkę. Może się podobać.

Harley Quinn - co za dużo, to nie zdrowo

Jeśli choć przez pół sekundy myślałeś, że serial poświęcony Harley nie będzie zwariowany, absurdalny i pełen girl power, to ewidentnie nie znasz tematu. Ale tak jak absolutnie rozumiem oparcie serialu na chęci usamodzielnienia się głównej bohaterki (w końcu serial nazywa się "Harley Quinn" , a nie "Joker i Harley Quinn") i jak najbardziej podoba mi się jej specyficzny styl bycia wariatem, tak nie koniecznie cieszy mnie, że w sumie wszyscy poza Batmanem i Poison Ivy zachowują się w tym serialu jak zupełne świry. Riddlera jeszcze przełknę, bo wychowywałem się, między innymi, na Batman Forever, ale Jim Gordon rozlewający kawę, zezujący i przeżywający każde jedno słowo jakby dostawał orgazmu po prostu boli. To nie jest Jim Gordon. Nie mówię, że się do niego nie przyzwyczaję - kto wie, może nawet stanie się moją ulubioną wersją postaci, ale w tym premierowym odcinku oglądając go na ekranie czułem się jakbym dostał w twarz. Innym dosyć dziwnym wymysłem scenarzystów jest grany przez J.B. Smoove'a (jeden z nauczycieli w Spider-Man Far From Home) Frank. Frank jest gadającą, mięsożerną rośliną. To prawdopodobnie wszystko co powinieneś o nim wiedzieć.

Bardziej zwariowane podejście do tematu Mrocznego Rycerza pozwoliło twórcom zawrzeć w serialu niemałą ilość auto refleksyjnych dowcipów, które są zasadniczo tym, co myśli sobie czytelnik przeglądając kolejne strony swojego ulubionego komiksu. Moim faworytem z otwierającego serial odcinka jest szerokie ujęcie na absurdalnie ekstrawagancką, dobrze doświetloną, niesamowicie oczywistą "kryjówkę" Riddlera, opatrzone komentarzem Harley: "Wow. Jak oni to robią, że mają problem ze znalezieniem tych kryjówek". Mam nadzieję, że każdy z trzynastu odcinków pierwszego sezonu pełen będzie tego typu przytyków. Niestety, nie wszystkie dialogi są tak celne. Czasami ma się wrażenie, że scenarzysta napisał dziesięć linijek tekstu, po czym kazał aktorce wypluć je w pięć sekund, przez co brzmią cholernie sztucznie. Zobaczymy jak w tym temacie poradzą sobie kolejne odcinki.

Harley Quinn to interesujący powiew świeżości w temacie seriali o superbohaterach, które zazwyczaj skupiają się na poważnych rozterkach wiecznie cierpiących ludzi w maskach, filozofii (to Bruce Wayne jest maską!!!) i innych, wyciętych prosto z szablonu tematach. Harley proponuje widzowi parodię całego tego tematu, ale dokłada do tego również brutalność rodem z Mortal Kombat, czy wspomnianego wyżej Lobo. Podejście raczej dziecinne, fakt, ale czyż wszyscy w głębi duszy nie jesteśmy odrobinę dziecinni? Ja zdecydowanie jestem, bo bawiłem się z Harley Quinn pierwszorzędnie. Put on a happy face i oglądaj.

Tagi: animacja dc comics Harley Quinn recenzja serial

Werdykt
  • + Ciekawy styl graficzny;
  • + Bezpardonowo brutalny;
  • + Celne żarty...
  • - ...Choć nie wszystkie;
  • - "Jim Gordon";
  • - Niektóre dialogi trochę sztuczne;
8.0
Piotrek Kamiński
Piotrek Kamiński Harley Quinn prezentuje Gotham swoimi oczami. Dziwne, ale zabawne miejsce.