Roger Żochowski Roger Żochowski 27.10.2019
Cyberpunk 2077. Sprawdziłem polską wersję gry, ale raczej zostanę przy angielskiej
2883V

Cyberpunk 2077. Sprawdziłem polską wersję gry, ale raczej zostanę przy angielskiej

Na targach PGA po raz pierwszy mogliśmy sprawdzić polska wersję Cyberpunk 2077, Ponad 30-minutowe demo, które pozwoliło nam posłuchać polskich voice-actorów wzbudziło jednak mieszane odczucia. 

Wiedźmin 3 t obok serii Uncharted (Jarosław Boberek) oraz Tomb Raidera (Karolina Gorczyca) jedna z moich ulubionych lokalizacji na polski rynek. Zresztą nasze rodzime głosy w produkcji CD Projekt RED doceniali nie tylko gracze z kraju nad Wisłą, ale również fani innych narodowości, którzy celowo wybierali język polski, by lepiej wczuć się w klimat. Nasz słowiański język idealnie pasował tak do klimatu gry, jak i przedstawionych realiów. Była to jedna z niewielu (jak nie jedyna) produkcji wydanych w Polsce, w której granie w języku angielskim odbierało część radochy. A przecież zazwyczaj jest właśnie na odwrót. Kwiecisty język, w którym nie brakowało przekleństw, wyszukanych opisów przyrody czy wpisanych w nasze postrzeganie rzeczywistości żartów w Wiedźminie sprawił się rewelacyjnie. Cyberpunk to już jednak inna para kaloszy i warto w tym wypadku zejść trochę na ziemię.

Geralt wróć!

Wiedźmin 3 - geralt

To co zachwycało w przygodach Geralta, w grze cyberpunkowej, która rozgrywa się w przyszłości, w dodatku w Stanach Zjednoczonych, już nie do końca działa. Niby dalej lecą "kurwy", niby wciąż mamy tu do czynienia z mocnych językiem, który w żaden sposób nie jest cenzurowany (i za to twórcom chwała), ale śledząc kolejne dialogi czujesz, że coś tu nie pykło. Bo zamiast naszej pięknej łaciny lepiej pasuje mniej wyszukane, ale jakże sugestywne biorąc pod uwagę miejsce akcji "fuck". Nie zrozumcie mnie źle. CD Projekt RED poniżej pewnej poprzeczki nie zeszło. To w dalszym ciągu jest bardzo dobra lokalizacja, zapewne jedna z lepszych, jakie stworzono, ale mi osobiście polski język po prostu nie pasuje do tych realiów. Nie ma tu takiej immersji jak w przypadku dema w angielskiej wersji, które miałem już okazję zobaczyć trzy razy. Gdzieś gubi się autentyczność i wiarygodność niektórych postaci. 

Inna sprawa to sam główny bohater. W Wiedźminie głosem Geralta przemawiał znakomity Jacek Rozenek. I czuć było w tym głosie charakter, charyzmę, poczucie humoru, tożsamość. Głos V jest poprawny, nie ma sie praktycznie do czego przyczepić, ale weźmy też namiar na to, że jednak Geralt miał już nakreślony rys chociażby przez książki. V jest tutaj bardziej anonimowy i to edytor postaci buduje jego wygląd, a co za tym idzie, również pewną tożsamość. Aktorzy grający swoje role w Wiedźminie mieli więc o wiele łatwiej wczuć się w postać. W Cyberpunk 2077 głosem męskiej wersji V przemawia Kamil Kula, żeńskiej - Lidia Sadowa (znana choćby jako polska Elsa z Krainy Lodu). Oboje mają już spore doświadczenie w dubbingu i gdyby porównać ich głosy w Cyberpunk 2077 do innych polskich growych lokalizacji, to z pewnością byłaby to ścisła czołówka. Ale w tym wypadku nie o to konkretnie chodzi. Nawet Michał Żebrowski (nasz polski serialowy Wiedźmin, którego jednak w demie można było usłyszeć dosłownie 2-3 razy), który dubbinguje postać Johnny'ego Silverhanda, nie jest dla mnie wystarczającym wabikiem, by zastąpić język Shakespeare’a naszym polskim. Jasne, Żebrowski wypadł akurat bardzo wiarygodnie i wydaje się, że został bardzo dobrze dobrany do tej roli, ale mimo wszystko odpalając grę zdecydowanie wolał będę w tej roli usłyszeć samego Keanu Reevesa. I myślę, że nie ja jeden.

Placide zjedz Snickersa

Placide - Cyberpunk 2077

Inna sprawa, że Night City to NIE słowiańsko "brzmiące" i bagniste Velen i NIE średniowieczne karczmy w Novigradzie - to metropolia, w której ścierają się iście amerykańskie gangi. Rozumiecie już o co mi chodzi? Czarnoskórzy gangole tudzież potomkowie Haitańczyków i Jamajczyków mówiący po polsku brzmią nienaturalnie, momentami wręcz karykaturalnie. I tutaj nawet Rozenek nie pomoże, bo jednak specyficzny akcent znany z angielskiej wersji ciężko będzie podrobić. A jak się ktoś porwie na podrabianie może wyjść jeszcze gorzej i trochę współczuję tu osobom odpowiedzialnym za lokalizację, bo po Wiedźminie wszyscy oczekują od Cyberpunka podobnej immersji. O tym, że to jednak inny klimat boleśnie utwierdził mnie głos Placide'a, rosłego czarnoskórego madafaki, który zlecał V zadanie i kompletnie wybijał z cyberpunkowego klimatu. Brzmiał bardzo teatralnie i w sumie nie wzbudzał już takiego szacunku jak w wersji angielskiej. 

Nie mam jednak wątpliwości, że do premiery wiele z tych aspektów zostanie poprawionych. Czuję też w kościach, że będzie to jedna z lepszych lokalizacji na naszym rynku. Ale osobiście wiem też, że grając wybiorę raczej angielski język i polskie napisy. Zwłaszcza że kinowa lokalizacja będzie z pewnością stała na najwyższym poziomie i w przeciwieństwie do niektórych głosów może tylko pomóc w odbiorze świata. Przykład? Podobnie jak w angielskiej wersji widzimy dzięki specjalnemu wszczepowi jak ten tłumaczy w locie nieznany mu język lokalsów na zrozumiały (w tym wypadku polski), czemu towarzyszy bardzo fajny efekt. Tak więc nie ma się co mazać - najważniejsze, byśmy dostali wybór. To raz. Dwa - lepiej pomarudzić trochę na lokalizację niż jej nie mieć w ogóle, a przecież polska i angielska wersja nagrywane są równocześnie, co w przypadku tak dużej produkcji jest godne pochwały. 

Tagi: CD Projekt CD Projekt RED Cyberpunk 2077 qi