Tomasz Ambroziak Tomasz Ambroziak 30.03.2019
Hyde Park. Jaki poziom trudności w grach preferujesz?
992V

Hyde Park. Jaki poziom trudności w grach preferujesz?

W tym tygodniu chcielibyśmy Was zapytać, jaki poziom trudności w grach preferujecie. Wolicie wyzwanie? Granie traktujecie jako formę relaksu i nie chcecie się po ciężkim dniu stresować jeszcze bardziej? Szukacie czegoś pomiędzy, czyli trybu Normal lub jego odpowiedników (zakładając, że jest do wyboru)? A może wszystko zależy od gatunku lub gry?

Enkidou: Nie ma co ukrywać, że pytanie w tym tygodniu sponsoruje Sekiro i From Software. Zainspirowały mnie w ostatnich dniach nagłówki i opinie (głównie z angielskich mediów), których autorzy wywieszają białą flagę, wszem i wobec ogłaszając, że gra jest za trudna i oni nie dadzą rady jej przejść, bo twórcy w swej chęci uprzykrzenia życia grającym posunęli się tym razem za daleko. Trochę się temu dziwię.

Nie uważam, żeby nieradzenie sobie z jakąkolwiek grą było powodem do wstydu. Tak to już jest, że jedne rzeczy mogą przychodzić nam łatwiej, a inne trudniej. Każdy ma swoje preferencje i predylekcje, to oczywiste. Mój kolega opowiadał mi np. o znajomym, który był w światowej czołówce najlepszych graczy w WipEout HD, ale tak poza tym niespecjalnie był on zainteresowany innymi tytułami, a jeśli już nawet się za nie brał, to wcale nie szło mu jakoś szczególnie dobrze.

W branży gier video, a szczególnie w mediach amerykańskich, ma się natomiast wrażenie, że nierzadko dochodzi do głosu jakaś niedająca się może precyzyjnie uchwycić, ale jednak istniejąca fiksacja biorąca się z ciągłej potrzeby akceptacji. "Powinno być tak, tak i tak, żeby medium było szanowane." Można domniemywać, że to chyba spadek po czasach, gdy gry video wciąż uchodziły w opinii większości społeczeństwa za hobby wyłącznie dla turbonerdów (amerykańska popkultura sporo zresztą zrobiła, by taki obraz utrwalić) albo za naczelnego kozła ofiarnego tłumaczącego wszelkie niepokojące zjawiska wśród młodzieży, a skoro tak, to i dziś racją ich bytu powinno być nieustające szukanie szerszej aprobaty.

W tym ujęciu gra z wysokim poziomem trudności to przykład niezdrowego elitaryzmu, coś, co może odstraszyć liczne grono potencjalnych odbiorców "z zewnątrz". Ale czy taka postawa ma jakiś sens? Elitaryzmy powstają naturalnie: były, są i będą, a w innych dziedzinach (pop)kultury przybierają one formę nawet jeszcze bardziej skrajną. Zawsze będzie jakiś Iksiński, który zechce się poczuć lepiej od Igrekowskiego, i znajdzie sposób, by to osiągnąć. Nie ma więc o co kruszyć kopii, nie ma się czego wstydzić, lepiej pograć sobie w coś sprawiającego więcej przyjemności. Walka z tak definiowanym elitaryzmem to walka z różnorodnością, jaką może zaoferować medium. Nikt przecież nie będzie (chyba) potępiał Jamesa Joyce'a, że nieźle przegiął z "Finneganów tren".

Pytanie tygodnia: Zawsze gram na domyślnym stopniu trudności, więc jeśli mam wybór w tej kwestii, wybieram Normal. Gdy nie mam wyboru, zakładam, że twórcy tak zaprojektują rozgrywkę, by nie przesadzili ani w jedną, ani w drugą stronę. W latach pacholęcych starałem się przechodzić gry na 100 proc., ale z czasem przestałem, dlatego w pełni rozumiem tych wszystkich, którzy grają, by się po prostu zrelaksować i odstresować, decydując się na tryb Easy lub coś podobnego. Życie to nie je bajka.


Alexy78: Na początek się pochwalę, że mój syn - lat 8 - z własnej inicjatywy zapisał się na konkurs recytatorski. Nawet jego rodzice o tym nie wiedzieli, co było dla nich niemałym zaskoczeniem. Jako jedyny ze swojej klasy zawalczył i udało mi się zdobyć 2 miejsce w szkole, zarazem awansując do konkursu gminnego. Tam - na 6 szkół i 18 finalistów zajął miejsce 4, gdzie jak sam twierdzi - miejsce trzecie dostała dziewczynka pochodząca ze szkoły, gdzie odbywał się finał… Miejsca są dla mnie bez znaczenia, co mnie najbardziej cieszy, to jego inicjatywa i starania się - chłopak, dla którego oceny i generalnie obowiązki są czymś obojętnym, wykazał się odwagą i zaparciem by dać z siebie coś więcej niż reszta klasy. Także przez ostatnie dni chodzę naprawdę dumny. Od pewnego czasu cieszę się również z tego, że dałem się wciągnąć w siatkówkę i regularnie - nawet jeśli tylko raz w tygodniu - daję sobie obijać ręce i nie tylko, a czwartek jest dniem cierpień, zakwasów i naderwań. 2h intensywnych starć i rywalizacji sprawiają mi masę frajdy, nie wspominając o korzyściach wynikających z samego ruchu. Ostatnią rzeczą jaką wymienię, a mnie radującą jest fakt, że w Digital Combat Simulator osiągnąłem poziom kontroli nad F/A-18 Hornet, który pozwala mi w miarę regularnie skutecznie lądować na lotniskowcu. Małymi krokami metodycznie poznając maszynę widzę u siebie postępy, a także cel - wzięcie udziału w misji „na poważnie” polskiej Gildii Pilotów do której należę - powoli zaczyna pojawiać się na horyzoncie. Jeszcze 50-100h treningu i nalotu, ogarnięcia radaru i poszczególnych rodzajów broni - i na taką misję zamierzam się zapisać mając za cel na początek po prostu nikomu nie przeszkadzać, no i oczywiście się nie ośmieszyć. Zobaczymy - nauka jest zabawą, która prawie co wieczór zabiera mi 1,5-2h. Motywacja jest, nie zamierzam się poddawać. Tylko żadnych pucharków nie przydzielają, dranie.

Pytanie tygodnia: Względem wyboru poziomu trudności wychodzę z mało oryginalnego założenia, że gra ma bawić, gdzie każdy nieco inaczej definicję zabawy interpretuje. W DCS nie ma wyboru poziomu trudności - gra odzwierciedla realizm najlepiej jak się obecnie cyfrowo da i z tego powodu jest jednak trudna sama w sobie dla początkującego (manual do Horneta zawiera 902 strony, oczywiście nie przeczytam całego, ale kilka razy już zaglądałem względem procedur - jest tam też masa innych ciekawych rzeczy). W Elite Dangerous także wyboru poziomu trudności nie było. We wszystkich innych grach - na przykład w nowym „Metro”, które zainstalowane czeka na lepszy czas -  jednak preferuję poziom normalny z kilku przyczyn - najczęściej jest to poziom, przy którym rozgrywka powinna najwięcej radości dać wg developera. Trzeba się postarać, jednak poziomu frustracji się nie osiąga. Sporadycznie poziom podnoszę, ale tylko wówczas, gdy gameplay uważam za genialny i uczciwy wobec gracza. Są tytuły, które przechodzę dla fabuły a gameplay mnie nie bawi - wówczas zdarzało mi się wbijać „easy” i kolejne poziomy zaliczać, byle do następnego przerywnika. Miałem tak grając ostatnio w Catherine. Gameplay polegający na układaniu klocków i wspinaniu się przypadł mi do gustu, ale poziomu trudności jednak nie podniosłem, bo nawet na easy zdarzały się levele, które musiałem po kilka razy powtarzać - mimo tego jednak z przyjemnością poznawałem kolejne perypetie głównego bohatera. Podsumowując: albo możliwy realizm, gdzie poziom trudności jest bez znaczenia, bo satysfakcja płynie z poczucia, że coś się po prostu dobrze robi, nawet jeśli wymaga to ćwiczeń i zapamiętania szeregu rzeczy jak przy DCS, albo nastawienie na odebranie tego, co autorzy przewidzieli pod kątem najlepszej zabawy - poziom „normalny”. Od całości zdarzają się drobne wyjątki.


Rayos: Wow, minął zaledwie tydzień od poprzedniego HP a moje życie wywróciło się do góry nogami. Gdyby mi ktoś powiedział na początku tygodnia, że nagle zmienię pracę to bym go wyśmiał, ale cóż: mamy sobotę i... nagle zmieniłem pracę :O Prawie, że z dnia na dzień. Nie lubię bardzo zmian, w każdym aspekcie życia, więc muszę przyznać, że cała ta sytuacja była (i w sumie nadal jest) mocno stresogenna, kłębkiem nerwów w zasadzie cały czas jestem, ale z drugiej strony, zaczynam się jarać nowymi perspektywami i kierunkami rozwoju. Najwyżej za tydzień napiszę jak bardzo to zła decyzja była i jak bardzo żałuję, że wyszło jak wyszło ;)

W ramach minimalizmu, w zeszłym tygodniu wpadły do kolekcji dwie nowe planszówki: Azul: Witraże Sintry oraz Na Skrzydłach. Serdecznie polecam obie, nowy Azul bardzo przypomina starego Azula, ale jednocześnie wyróżnia się na tyle, że ma się poczucie grania w całkiem nową pozycję, wydaje mi się, że jest trochę więcej kombinowania przy jednoczesnym uproszczeniu trochę rozgrywki, ot taki paradoks. Na skrzydłach natomiast są przepięknie wydaną grą o bardzo fajnej rozgrywce. Może napiszę kiedyś na ten temat bloga, w sumie planowałem już jakiś czas temu zacząć pisać małe recenzje gier planszowych na PPE na prywatnym blogu. Nie wiem tylko jakby to się przyjęło, wszak jestem w dalszym ciągu planszówkowym laikiem. Zobaczymy.

Tradycyjny kącik pogodowy: Zaczyna się robić ciepło (z drobnymi odchyłami od normy vel Koniec Świata w Warszawie ostatnio), więc zaczynam się irytować. Plus zaczyna wszystko dookoła kwitnąć, więc smarkanie będzie grane. Eh, nienawidzę wiosny. Za tydzień będę w Warszawie, to może w betonowej dżungli ucieknę chwilowo od pyłów, a tymczasem rano wybywam na wieś do domu rodzinnego. Samobójstwo? Pewnie tak, ale leki przeciwalergiczne przygotowane! Czego to człowiek nie zrobi, żeby babcię odwiedzić...

Parę dni temu, w końcu, zacząłem Bloodborne. Tak z okazji premiery Sekiro. I co mogę powiedzieć? Cholernie ciężko mi się było przestawić z Soulsowego grania na Bloodbornowe, nieustannie próbowałem używać tarczy i grać bardziej defensywnie. Dopiero wczoraj przysiadłem na trochę dłużej i nareszcie "kliknęło". I jaką satysfakcję mi zaczęła dawać to aaaaj :banderas: Ogarnąłem gun parry, które zaczęło wchodzić jak złoto, pokonałem za 1 razem dwóch pierwszych bossów, znalazłem set Huntera, polepszyłem sobie postać... No jest fajnie, nawet ten chory klimat, który mnie początkowo od gry odpychał, zaczął mi się podobać. Wiem, że z czteroletnim opóźnieniem, ale: FROM, znowu Ci się udało! Mam nadzieję, że Sekiro odpalę szybciej, niż Bloodborne ;)

Pytanie tygodnia: Biorąc pod uwagę, że uwielbiam gry trudne, wymagające, takie jak Soulsy, rogaliki, trudne platformówki jak TEIN, Celeste, SMB itd. itp. To powiedziałbym, że lubię jak gra daje wyzwanie. Zwyczajowo w dzisiejszych czasach HARD to stary NORMAL, więc staram się zawsze grać na hardzie. Jednak czasem przychodzi taka chwila, w której mam dość sztucznego podbijania trudności tylko poprzez zwiększenie HP przeciwnika i zadawanych przez niego obrażeń i gram na innym poziomie trudności. Bo co to ma być, że Kratos, Bóg Wojny, wali randomowego mobka przez 5 minut w lesie? Jasne, i tak przeszedłem GoW na czymś wyższym niż normal. Podsumowując: lubię wyzwanie, ale takie dobrze zaprojektowane, kiedy gra od A do Z jest stworzona z myślą o wyzwaniu. Nie lubię sztucznego podbijania poziomu trudności bo często psuje ono po prostu odbiór gry. Najlepiej jak można sobie w locie zmienić poziom trudności i dostosować do sytuacji.