Wojciech Gruszczyk Wojciech Gruszczyk 19.12.2018
Razer Nari Ultimate – recenzja sprzętu. Nowy rozdział w immersji podczas rozgrywki
1869V

Razer Nari Ultimate – recenzja sprzętu. Nowy rozdział w immersji podczas rozgrywki

W 2018 roku nie brakowało ciekawych urządzeń dla wiernych sympatyków elektronicznej rozgrywki, ale nie wierzyłem, że dosłownie na ostatniej prostej zostanę tak pozytywnie zaskoczony. Razer oferuje sprzęt, który na nowo definiuje słowo „immersja”, ponieważ dzięki Razer Nari Ultimate każdy wybuch dosłownie poczujecie.

Razer w 2018 roku wrzucił na rynek kilka interesujących sprzętów dla graczy. Były nowe słuchawki, pojawiły się kolejne klawiatury, nie zabrakło świeżutkich gryzoni, niektórzy sięgnęli po odpicowane kontrolery. Mam przy tym pełną świadomość, że prezentowana we wrześniu nowa seria headsetów to zdecydowanie najważniejsze urządzenie - nie tylko dla firmy znanej z charakterystycznego, zielonego węża, nie dla kilku entuzjastów nowoczesnych technologii, ale może nawet dla całej branży.

Razer Nari Ultimate

Razer Nari Ultimate

Konstrukcja? Znana i ceniona

Razer Nari Ultimate po wyciągnięciu z pudełka nie zapowiada jakiejkolwiek rewolucji. Bardzo znana konstrukcja charakteryzująca się dwoma dużymi muszlami, na których w środku znalazły się znane węże. Podobnie jak w przypadku najnowszych Krakenów, otrzymujemy tutaj sporą budowę (7 cm szerokości) samych słuchawek, które na początku mogą wyglądać dość topornie, ale na szczęście są to tylko pozory. Sprzęt wyróżnia się od swoich poprzedników jednym znaczącym elementem –konstrukcja została przygotowana na aluminiowym szkielecie, który pojawia się na całym urządzeniu. Oba nauszniki (50 mm głośniki z neodymowymi magnesami) zostały zaakcentowane solidną strukturą i elementem tworzącym solidną ramę. Plastik pojawia się w zasadzie wyłącznie w dwóch miejscach: pomiędzy poduszkami na aluminium oraz na samym początku pałąku. Inżynierowie zadbali o odpowiednią wagę, więc nawet w czasie wielogodzinnych sesji nie odczuwałem jakiegokolwiek ucisku.

Wygoda jest zagwarantowana przez centymetrowy, reagujący na głowę pałąk zakończony miękkim tworzywem oraz dwucentymetrową poduszką – uszy idealnie zatapiają się w sprzęt, a w trakcie rozgrywki nie pojawia się problem z ciepłem, ponieważ wykorzystano żel chłodzący oraz wykończono całość sztuczną skórą. Razer zdecydował się na piankę, która dobrze odcinka gracza od dźwięków zewnętrznych, ale nie możecie liczyć na solidne wyciszenie, bo podczas gry każdy domownik usłyszy strzały wydobywające się z headsetu. W konstrukcji znalazło się nawet miejsce na zauszniki, a wspomniane wcześniej nauszniki można znacząco wygiąć i tym samym dostosować do własnych preferencji.

Wykorzystane aluminium nie tylko poprawia wygląd urządzenia znacząco wpływając na jego wytrzymałość – cała konstrukcja nie trzeszczy, a przez ostatni miesiąc wykorzystywałem urządzenie przynajmniej 10 godzin dziennie (maksymalnie 18) i sprzęt nie posiada jakichkolwiek śladów użytkowania. Producent już w przypadku swoich poprzednich flagowców nie oszczędzał na materiałach, Razer Nari Ultimate również został przygotowany z wysokiej klasy komponentów.

Razer Nari Ultimate

Razer Nari Ultimate

Cały świat wibruje

Razer oferuje sprzęt, który po sekundzie od wyciągnięcia z pudełka ma zapewnić oczekiwaną jakość dźwięku, więc zastosowano tutaj dwie metody podłączenia – gracze mogą skorzystać z bezprzewodowej łączności (2.4GHz, bez opóźnień i z zasięgiem do 12 metrów) oraz dołączonego do zestawu kabla. To właśnie z tego powodu na lewej słuchawce znalazł się przycisk do włączenia urządzenia, wejście na kabel do ładowania, gniazdo 3,5mm, rolka do regulacji głośności dźwięku/czatu, wysuwany mikrofon oraz opcja pełnego wyłączenia majka. Po drugiej stronie możemy skorzystać z regulacji głośności, a poniżej znalazło się miejsce na schowek – w tym miejscu wylądował odbiornik nadawczo-odbiorczy, który możemy wyciągnąć i wsadzić do PC oraz PlayStation 4. Nie bez powodu już teraz wspominam o platformach, bo choć bezprzewodowa łączność jest możliwa wyłącznie na wspomnianych urządzeniach, to jednak propozycję Razera podłączymy również do Xboksa One, Nintendo Switch czy też smartfonów – tutaj oczywiście niezbędne jest skorzystanie z kabla.

Niezależnie od podłączenia i włączonej platformy – wszyscy gracze mogą skorzystać z największej innowacji przygotowanej przez producenta. Firma wrzuciła do Razer Nari Ultimate technologię haptyczną HyperSense, która została przygotowana we współpracy z niemiecką firmą Lofelt – specjaliści zajmują się naturalnym, wciągającym i zarazem realistycznym doświadczeniem. Czym tak naprawdę jest ta propozycja? Headset dosłownie wibruje i nie mam tutaj na myśli małego dudnienia znanego ze słuchawek z dobrym bassem: Nari Ultimate oferuje pełnoprawne drgania, które odczuwamy dosłownie na całym ciele. Pierwszy kontakt z tą technologią był… Dziwny. Do tego trzeba się przyzwyczaić, jednak wystarczyło około 60 minut i wstępna konfiguracja, by najnowszy headset Razer stał się moim faworytem.

Nie da się tego opisać stukając w klawiaturę, nie można tego opowiedzieć, to po prostu trzeba poczuć, ponieważ HyperSense dosłownie redefiniuje doświadczenie w każdym tytule – granat wybuchający obok nogi naszego żołnierza potrafi wprawić w zakłopotanie, każdy trafiony headshot sprawia kapitalną satysfakcję, najmniejsze combo w bijatyce wstukuje się z większą przyjemnością, a wszystkie stłuczki w wyścigach bolą podwójnie, ponieważ podczas rozgrywki dosłownie czujemy grę. Trzeba oczywiście odpowiednio dostosować sprzęt – pomaga w tym rolka odpowiedzialna za głośność, ponieważ na początku zmniejszamy wibracje, a dopiero później dostosowujemy dźwięk. W idealnym rozrachunku na obudowie znalazłby się jeszcze dodatkowy przycisk wyłączający wibrację, jednak nawet w takiej sytuacji można dobrze zapanować nad technologią.

Tagi: Razer Razer Nari Ultimate recenzja

Przejdź do strony