937V

Recenzja: Harry Potter: Hogwarts Mystery

Harry Potter: Hogwarts Mystery popełniło dwa błędy. Pierwszy to nieumiejętne kontaktowanie się z potencjalnymi graczami, a drugie to fatalnie zaimplementowany system mikropłatności. Gra przez to wypada wyjątkowo przeciętnie, żeby nie powiedzieć – słabo.

Autorzy Harry Potter: Hogwarts Mystery zaliczyli wpadkę już przy samej promocji gry. Z pierwszych informacji można było odnieść wrażenie, że tytuł pozwoli nam swobodnie poruszać się po Hogwarcie, a rozgrywka będzie przypominała to, co znamy z serii The Sims, poszerzone o prowadzenie historii w stylu gier Telltale. Wiadomości, które pojawiły się jakiś czas przed premierą, zdementowały te wieści, dzięki czemu wiedziałem, na jaki typ rozgrywki powinienem się przygotować. Niestety, spora część graczy zawiodła się na tytule już w kilka minut po rozpoczęciu zabawy, oczekując czegoś zupełnie innego.

Harry Potter: Hogwarts Mystery #1

Harry Potter: Hogwarts Mystery rozpoczyna się od stworzenia naszej postaci. Już tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt, ponieważ szybko możemy zauważyć, że ceny niestandardowych przedmiotów wydają się być dość spore. Szybkie sprawdzenie mikropłatności od razu uświadomiło mi, że nie będziemy mieli do czynienia z produkcją tanią. Liczyłem jednak na to, że gra będzie nas hojnie obdarowywała wirtualną walutą. Tak czy inaczej, po wykreowaniu swojego bohatera mogłem zdecydować o dołączeniu do któregoś z hogwartowych domów i już mogłem rozpocząć przygodę.

Pierwsze wrażenie nie było takie złe. Poruszanie się po Hogwarcie ogranicza się do przeskakiwania pomiędzy odpowiednimi lokacjami, jednak sama fabuła w grze potrafiła mnie wkręcić. Otóż dowiadujemy się, że nasz brat został kilka lat temu wydalony ze szkoły magii, ponieważ z uporem maniaka starał się odkryć tajemnicze przejścia. Część osób uważa, że w trakcie swoich poszukiwań uczeń zwariował, a inni uznali, że stanął on po stronie Voldemorta. Mimo że moja chęć śledzenia świata Harry’ego Pottera zatrzymała się na piątym filmie, to tutaj sama historia oraz sposób, w jaki się ona rozwijała, naprawdę mnie zainteresowały.

Harry Potter: Hogwarts Mystery #2

Aby pchać fabułę gry Harry Potter: Hogwarts Mystery do przodu, musimy wykonywać określone czynności. Nie uruchomimy kolejnego rozdziału historii, jeśli nie umiemy danego czaru lub nie stoczyliśmy odpowiedniego pojedynku. Jeśli chodzi o starcia czarodziejów, mamy tutaj do czynienia z częściowym zastosowaniem systemu kamień-papier-nożyce, reprezentowanym za pomocą ataku-obrony-podstępu. Osoba, która wygra, może pierwsza wykonać atak. Nauka czarów czy sporządzania wywarów to z kolei nudne powtarzanie w kółko tych samych czynności.

W tym momencie gra pokazuje swoją chciwość. Otóż, aby wykonać dane zadanie, musimy zdobyć odpowiednią liczbę gwiazdek. Na naukę jednego czaru mamy określony limit czasowy, podczas którego klikamy w podświetlone na ekranie obiekty. Problem w tym, że każde kliknięcie zabiera nam punkt energii, a kończy się ona bardzo szybko i musimy czekać, aż się odnowi. Trwa to jednak na tyle długo, że nie raz zdarzało mi się po prostu nie mieć czasu wejść do gry, aby wykorzystać zebrane punkty akcji, co kończyło się porażką danej czynności i zmuszało mnie do rozpoczynania wszystkiego od początku. Oczywiście mogłem dokupić sobie energię, jednak jest ona bardzo droga. Gdy jednak pamiętałem o regularnym wchodzeniu do mobilnego Pottera (a strasznie nie lubię, gdy gra tak uzależnia gracza od siebie), to mogło się okazać, że i tak nie mogę popchnąć fabuły do przodu, ponieważ np. przyjaciel musi coś załatwić i dalej grę popchnę do przodu za trzy godziny lub… płacąc. No po prostu cudownie.

Harry Potter: Hogwarts Mystery #3

Warstwa techniczna? Nie zachwyca. Harry Potter: Hogwarts Mystery po zminimalizowaniu musi się przeładować, co może denerwować, gdy po pięciu minutach chcemy szybko coś kliknąć, ale gra w przeciwieństwie do innych tytułów loguje się od początku. Do tego dochodzi oprawa wizualna, która może i jest ładna, jednak na zbliżeniach widać łączenia każdych elementów twarzy i np. wokół oczu pojawiają się czarne ramki. Najbardziej rozbrajający był dla mnie komunikat informujący o tym, że tytuł stale pobiera w tle dane i zalecana jest gra przez Wi-Fi. Naprawdę? W grze mobilnej, w którą każdy będzie grał poza domem? Ile danych Harry Potter: Hogwarts Mystery pobiera w tle – tego nie dowiemy się z samej aplikacji. Nie wiemy nawet kiedy następuje pobieranie nowej zawartości.

Nie można zapomnieć o rankingu domów. Każda z frakcji Hogwartu zdobywa swoje punkty za grę, a robią to gracze, którzy na początku rozgrywki sami decydują, gdzie chcą się przyłączyć. Efekt jest taki, że Gryffindor dominuje, a mój Slytherin jest wiecznie ostatni, więc o nagrodzie społecznościowej w postaci sporej ilości waluty mogę sobie co najwyżej pomarzyć.

Harry Potter: Hogwarts Mystery #4

Mniejsze błędy Harry Potter: Hogwarts Mystery można by spokojnie przeżyć, ciesząc się naprawdę ciekawie przedstawioną fabułą. Niestety gra cierpi przez chciwość wydawcy i na ten moment wymaga solidnych poprawek. Z każdą kolejną godziną „zabawy” coraz bardziej odczuwałem to, jak mało mogę zrobić i że gra zmusza mnie do ciągłego czekania. A szkoda, bo tytuł, nawet będąc klikaczem, zainteresował mnie swoją opowieścią.

Plusy:

  • Intrygująca fabuła
  • Klimat

Minusy:

  • Przeciętny poziom oprawy
  • Powtarzalna
  • Drogie mikropłatności

Tagi: harry potter: hogwarts mystery recenzja