Łukasz Kucharski Łukasz Kucharski 28.08.2012
Kącik filmowy #8
1206V

Kącik filmowy #8

Wakacje dobiegają końca, więc jeśli macie trochę wolnego czasu i pieniędzy warto nadrobić kinowe zaległości. W tym tygodniu mam dla Was podwójną dawkę Niezniszczalnych, wąsatego Loraxa, a także obfitą porcję najróżniejszych informacji.

Wiadomości ze świata filmu

 

 

 

Debiut Davida Haytera

 

 

 

 

David Hayter jest Wam bez wątpienia bardzo dobrze znany. Wiele osób nie wyobraża sobie – ze mną włącznie – aby kto inny był w stanie użyczyć głosu legendarnej postaci Snake'a. Mniejszy procent growej społeczności ma jednak świadomość, że nie samym podkładaniem głosu człowiek żyje i Hayter ma drugą pracę – pisanie scenariuszy. Spod jego klawiszy wyszły takie dzieła jak X-Men, X2, Watchmen oraz Król Skorpion. Teraz „głos Solid Snake'a” postanowił spróbować swych sił jako reżyser. Niestety jego debiutem nie będzie ekranizacja Metal Gear Solid, a film Wolves – kto jednak wie co przyniesie przyszłość. Główną rolę zagra Lucas Till – Havok z X-Men Pierwsza klasa. Najprawdopodobniej czarnym charakterem zostanie Jason Momoa, czyli nowy Conan i Khal Drogo z Gry o tron. Wierzę w Haytera i życzę mu powodzenia.

 

 

***

 

 

Avengers od kuchni

 

 

 

 

Najlepiej zarabiająca adaptacja komiksu tego roku powoli jest szykowana do edycji DVD/Blu-ray – w Stanach we wrześniu. Z tej okazji do sieci trafił materiał zza kulis prezentujący wpadki na planie, których nigdy dość. Uwielbiam tego typu materiały, ktoś powinien założyć serwis z tego typu perełkami.

 

 

 

 

***

 

 

Liga Sprawiedliwych bez Daredevila ale z Neo

 

 

 

 

Po sukcesie Avengers Hollywood zaczęło rozbrzmiewać plotkami na temat adaptacji Ligi Sprawiedliwych. Przed kilkoma dniami Ben Affleck stwierdził, że nie będzie w jakimkolwiek stopniu związany z tym projektem. Potem internet obiegła informacja, że rodzeństwo Wachowskich może odpowiadać za ekranizację przygód bohaterów DC Comics. Wszystko dlatego, że Warner Bros. jest zachwycone Atlasem Chmur. Lana i Andy mają już doświadczenie w tej kwestii, ponieważ stworzyli bardzo dobrą adaptację V jak Vendetta.

 

 

***

 

 

PokeBurton

 

 

 

 

Tim Burton lubi wszelkiej maści dziwadła, wliczając w to Johnny'ego Deppa. Nie byłoby więc dziwne, gdyby jego kolejny projekt dotyczył uniwersum Pokemonów, w którym przedziwnych stworów nie brakuje. Oczywiście nie obeszło by się bez drobnej zmiany stylistyki. A efekt końcowy mógłby wyglądać tak.

 

 

 

 

 

***

 

 

W rękach fanów

 

 

 

Assassin's Creed: The Future

 

 

 

 

Osadzony we współczesnym świecie Assassin's Creed: The Future ukazuje historię jednego z ostatnich wolnych asasynów – reszta została siłą wcielona w szeregi Abstergo. Steven Schubert nie dysponował ogromnym budżetem, a stworzył przyjemną dla oka produkcję i z kilkoma interesującymi rozwiązaniami. Zresztą przekonajcie się sami.

 

 

 

 

***

 

 

Law Office of Lando Calrissian

 

 

Zeke Mahogany Comedy pragnie dać Wam alternatywę dla nadpobudliwego Dredda, który niedługo zagości w kinach. Lando Carlissian jeden z najstarszych przyjaciół Hana Solo postanowił poszerzyć swoją działalność. Teraz, poza byciem filantropem i biznesmenem założył kancelarię prawniczą. Jeśli mieliście styczność z nieodpowiedzialnymi Jedi, dzwońcie pod 1-800-LANDO-LAW.

 

 

 

 

***

 

 

Nothing is true

 

 

Mieliśmy już utwór dotyczący Batmana, potem Halo. Teraz czas na Assassin's Creed.

 

 

 

 

***

 

 

Puppet Master

 

 

 

 

Akcję tego fan filmu umiejscowiono po wydarzeniach z Mrocznego Rycerza, a na głównego złego wybrano Riddlera i Scarface'a – zgrabnie wkomponowując ich w filmowe uniwersum Nolana. Za całość odpowiada Bryan Nest i mam wrażenie, że jeszcze o nim usłyszymy. Czy to najlepszy film fanowski o Batmanie? Oceńcie sami.

 

 

 

 

***

 

 

Diablokemon

 

 

Ośmielę się stwierdzić, że Pokemony są popularniejsze niż Diablo. Cóż z tego skoro te dwa odmienne uniwersa można połączyć w jedno. Tak, dobrze czytacie. W fanowskim filmie pt. Diablokemon grupa Rizen Visual chce zaprezentować Wam swoją wizję tego niecodziennego połączenia.

 

 

 

 

***

 

 

Kino Świat prezentuje

 

 

 

Allen wystraszył gwiazdę INCEPCJI. ZAKOCHANI W RZYMIE (24 sierpnia w kinach)

 

 

Uchodzi za aktorkę wszechstronną, która nie boi się żadnych wyzwań. Odgrywała kaskaderskie sceny w „Incepcji”, dubbingowała „Simpsonów”, a dzięki technice performance capture została bohaterką gry na PlayStation. Strach okazała tylko raz, stając oko w oko z… 77-letnim reżyserem. „Nie wiem, czy kiedykolwiek byłam tak wystraszona.” - zdradza Ellen Page, gwiazda „Zakochanych w Rzymie” Woody’ego Allena.

 

Jeśli Allen szuka nowej muzy, Page ma realne szanse na zwycięstwo. Nominowana do Oscara w wieku 20 lat i 335 dni, jako czwarta najmłodsza aktorka świata, jest ulubienicą widzów i krytyków. W ostatnich latach jej nazwisko pojawiało się we wszystkich najważniejszych rankingach Hollywood - od listy najlepszych aktorek po wyróżnienia dla najładniejszych twarzy show-biznesu.

 

Do tego musi mieć słabość do Woody’ego… W końcu - specjalnie dla niego - ta zadeklarowana feministka, unikająca jak ognia „seksistowskich”, „stereotypowych ról nastolatek” w „Zakochanych w Rzymie” zamieniła się zalotną kokietkę, która zrobi wszystko, by uwieść bohatera granego przez Jesse Eisenberga. „Byłam zupełnie zdezorientowana, gdy Woody zaproponował mi taką rolę. Prawdę mówiąc… wystraszyłem się, bo do końca nie wiedziałam, czy i jak się w niej odnajdę.” - zdradza Page. „To było prawdziwe wyzwanie. Ekscytujące i stresujące zarazem. Ale gdy coś takiego proponuje ci sam Allen, to mimo strachu wchodzisz w to.”

 

 

***

 

 

"Mówią o mnie włoski Allen." - Roberto Benigni o ZAKOCHANYCH W RZYMIE (24 sierpnia w kinach)

 

 

Po zmysłowej Barcelonie i romantycznym Paryżu, Woody Allen zaprasza na kipiącą humorem podróż po stolicy Włoch. W komedii „Zakochani w Rzymie”, najsłynniejszy okularnik świata nie tylko wystąpił osobiście, ale i zaprosił do współpracy komika nazywanego „włoskim Allenem”. Roberto Benigni - bo o nim mowa - zdradza, co wynikło z ich spotkania w Wiecznym Mieście.

 

Z panem Allenem świetnie się współpracowało i chciałbym to kiedyś powtórzyć. Moglibyśmy na przykład wcielić się w ojca i syna. Ja oczywiście zagrałbym ojca.” - żartuje Benigni, którego z Nowojorczykiem łączy nie tylko specyficzne poczucie humoru, pokaźna kolekcja filmowych nagród, ale i podobna waga oraz wzrost. „W końcu mówią o mnie włoski Allen.” - dodaje zdobywca Oscara za „Życie jest piękne”.   

 

W „Zakochanych” Benigni wcielił się w Leopoldo Pisanello, szarego urzędnika, który z dnia na dzień staje się jednym z najbardziej znanych i pożądanych ludzi we Włoszech. Śledzony przez media i paparazzich zaczyna doświadczać pokus, które niesie za sobą życie w świetle jupiterów. I okazuje się, że filmowa wizja wcale nie jest zbyt odległa od rzeczywistości. „Ja już dawno straciłem swoje życie prywatne i mogę tylko pomarzyć o spokojnej przechadzce ulicami Rzymu. Zresztą sam świat też się zmienił. Pamiętam jak w latach 60. siedziałem z Marcello Mastroiannim i ten irytował się, gdy ludzie prosili go o autograf. Dzisiaj autograf to błahostka. Teraz siedzę sobie w barze, a dookoła trzy osoby nagrywają mnie na swoich iPhonach. Potem trafia to do Internetu, gdzie oglądam siebie w pizzerii, z ustami pełnymi mozzarelli. Prawdziwa sensacja - Benigni zjada pizzę!

 

Czy Allen domyślał się frustracji Benigniniego, obsadzając go w takiej roli? Czy była w tym jakaś zamierzona ironia? Tego włoski komik się nie dowiedział. Zresztą, jak sam mówi, w trakcie pracy Amerykanin bywa nad wyraz oszczędny w słowa. „On prawie nic nie mówi. Tylko spogląda ci w oczy, niczym dyrygent zapatrzony w partyturę. Dyryguje cię samym spojrzeniem, a ty czujesz, że obok ciebie stoi się prawdziwy geniusz.”

 

 

***

 

 

 

 

***

 

 

Z nowości DVD/Blu-ray...

 

Lorax / Dr. Seuss' The Lorax (2012)

 

 

 

 

Reżyseria: Chris Renaud, Kyle Balda

 

Scenariusz: Ken Daurio

 

Produkcja: USA

 

Czas trwania: 86 minut

 

Obsada:

 

Danny DeVito – Lorax

Zac Efron – Ted

Ed Helms – Once-ler

Taylor Swift – Audrey

 

 

Ted, mamy już drzewo i to najnowszy model - Matka

 

 

W świecie przyszłości wszystko będzie idealne. Na ulicach nie będzie korków, ludzie będą pogodni, pogoda doskonała, a ogródki równiutkie. W tym jednak szkopuł, że świeże powietrze będzie dostępne jedynie w butelkach – niczym współcześnie woda. Poza tym, nigdzie nie uświadczycie nawet jednego drzewa, chyba że z plastiku. Cena postępu? Nie dziękuję.

 

Nastoletni Ted wcale nie ma podobnych poglądów do mnie. Po prostu motywuje go najstarszy czynnik w dziejach – kobieta. Aby zdobyć serce ukochanej pragnie spełnić jej marzenie, czyli odnaleźć żywe drzewo Truffula. Problem w tym, że w Thneedville istnieją one tylko w legendach, ale taki drobiazg nie jest w stanie powstrzymać głównego bohatera, który wyruszy na poszukiwania poza znany mu wszechświat...to jest miasto. W trakcie wędrówki pozna Once-leara - samotnika, który zna prawdę o przeszłości i opowie mu historię swoją i Loraxa – strażnika lasu przemawiającego w imieniu drzew.

 

Illumination Entertainment - twórcy Jak ukraść księżyc oraz Hop - tym razem pragną Wam opowiedzieć pouczającą historię w sposób komediowo musicalowy. W tradycyjną historię wpleciono bowiem motywy środowiskowo-ekologiczne i liczne przytyki do współczesnego świata. Dzieci może ich nie dostrzegą, ale dorośli już nie będą mieli tego problemu. Jak na film animowany czy też jak to nazywają niektórzy „bajkę” jestem w stanie uwierzyć w zaprezentowany na ekranie świat.

 

Lorax został luźno oparty na książce Dr. Seussa – popularnego w Stanach pisarza dla młodszych czytelników. Do tej pory mogliście oglądać adaptacje jego prozy w takich filmach jak Grinch: Świąt nie będzie, Kot czy Horton słyszy Ktosia. Bynajmniej nie jest to też pierwsza wersja Loraxa. W 1972 roku w telewizji wyemitowano również animowaną wersję książki. Nowa odsłona trafiła do kin w 108 rocznicę urodzin pisarza.

 

Pierwsze co rzuca się w oczy to niesamowicie bogata kolorystyka, która nasuwa skojarzenia z kinem azjatyckim oraz Charliem i Fabryką czekolady Tima Burtona. Wyobraźcie sobie tylko, ze tamtejsze drzewa nie mają liści, a...włosy. Potem zwróciłem uwagę na nietypową konstrukcję fabularną. Zazwyczaj oglądamy dzieła, które ukazują losy jednego głównego bohatera od początku do końca filmu. Tym razem, poza historią Teda poznacie – w formie retrospekcji – losy Once'a. W dobie taśmowej produkcji animacji jest to bardzo dobry zabieg, który podnosi wartość Loraxa. Kolejną rzeczą są subiektywne ujęcia – pierwszoosobowe – które zaczynają być coraz popularniejsze wśród animacji, a nam są znane na co dzień z fps'ów. Ostatni ważny, moim zdaniem, element to znakomite oddanie ludzkiej natury, z wszystkimi jej wadami. Będąc szczerym nie mogę napisać abym polubił choć jedną ludzką postać z tego filmu...może tylko babcię Teda, ale z drugiej strony jest ona bardzo stereotypowa. Nasza arogancja, chciwość i narcyzm przejawia się w wielu postaciach, nie tylko w głównym czarnym charakterze. Tym sposobem, do gustu przypadły mi najbardziej postaci drugoplanowe, czyli zwierzaki z lasu (w retrospekcjach) raz osioł Once'a. Niestety sam Lorax nie do końca został oddany w przyjemny sposób i nie jestem w stanie określić dlaczego. Może niczym Alicja w Krainie Czarów powinien być „bardziej”.

 

Osobiście nie potrzebowałem pouczenia ze strony twórców, ale miło że starali się zwrócić uwagę świata na coś innego poza młodocianą miłością, której pełno w innych animacjach. Może kilka osób ta ciepła historia zachęci do zmiany niektórych nawyków, bo nawet jeśli nic nie zmienią to nic nie szkodzi spróbować. Nie jest to rewelacja, ale przyzwoita rozrywka na którą można poświęcić wieczór. Zwłaszcza po obejrzeniu wszystkich innych animacji które goszczą lub gościły tego lata w kinach.

 

 

Ocena końcowa:

 

 

***

 

 

Powiew starości...

 

Niezniszczalni / The Expendables (2010)

 

 

 

 

Reżyseria: Sylvester Stallone

 

Scenariusz: Dave Callaham, Sylvester Stallone

 

Produkcja: USA

 

Czas trwania: 103 minuty

 

Obsada:

 

Sylvester Stallone – Barney Ross

Jason Statham – Lee Christmas

Jet Li – Yin Yang

Dolph Lundgren – Gunnar Jensen

 

 

Ale pewnego dnia wszystko się odmieni - Sandra

 

 

Kino, tak jak i życie, jest brutalne. Po osiągnięciu pewnego wieku, wielkie gwiazdy z dawnych czasów muszą odejść w zapomnienie i ustąpić nowym osobistościom. Niektórzy jednak nie mają na to ochoty i postanawiają pokazać, że jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa. Do takich person należy Sylvester Stallone i jego banda Niezniszczalnych. Po reaktywacji Rocky'ego i Rambo aktor zapragnął dać szansę swoim kolegom, których blask już nieco - a czasami bardzo - przygasł. Założenie było bardzo proste – zbieramy znanych aktorów i robimy klasyczne kino akcji. Sly uznał też, że nie tylko zagra główną rolę, a zajmie się reżyserią, scenariuszem i produkcją.

 

Tym sposobem widzowie mają okazję zobaczyć po raz pierwszy na ekranie wielką trójkę, czyli Stallone'a, Bruce'a Willisa oraz Arnolda Schwarzeneggera. Poza nimi, na wyprawę załapali się Mickey Rourke, Jason Statham, Jet Li, Dolph Lundgren, Eric Robert i z młodszej gwardii Terry Crews, Randy Couture oraz Steve Austin. Każdy z nich portretuje specjalistę w innej dziedzinie robienia ludziom kuku.

 

Fabularnie to czysta klasyka – czytajcie prosta historia jakich wiele. Najpierw w Somalii Niezniszczalni „tłumaczą” piratom w bolesny sposób, że porywanie ludzi jest złe. Potem główni bohaterowie, pod wodzą Barneya Rossa, wyruszą do Vileny, by obalić pewnego niedobrego generała. W trakcie misji okaże się, że jego córka wyznaje inne zasady i Barney Ross zdecyduje się powrócić do miejscowości, aby dokończyć dzieła. Wszystko to w akompaniamencie wybuchów, świszczących kul oraz łamanych kości. Tak więc szans na Oskara w kategorii Najlepszy Scenariusz nie ma, ale przecież nie o historię tutaj chodzi. Tylko o rozrywkę, w stylu do jakiego przyzwyczaiły nas wyżej wymienione nazwiska. A z tego zadania wywiązują się bardzo dobrze.

 

W całej tej masakrze znalazło się miejsce na solidną dawkę żartów i aluzji do karier gwiazd z ekranu. Ów smaczki to najlepszy element filmu Stallone'a. Niestety wymaga znajomości wcześniejszych dokonań aktorów, więc wiele osób, którym umknął ten etap kina może nie dostrzec wszystkiego. Zawsze jednak mogą nadrobić zaległości przed tym seansem.

 

Całość zrealizowano w starym dobrym stylu, czyli czarny charakter jest tak paskudny, że nikt go nie żałuje – nawet własna matka. Bohaterowie są niepokonani i niepowstrzymani, nawet w obliczu przeważających sił wroga. Całość prosi o silne przymrużenie oka, by czerpać radość z seansu.

 

Miło znów zobaczyć dawnych bohaterów dzieciństwa, zwłaszcza w przyzwoitym filmie. Wiadomo, mają już trochę zmarszczek i nie poruszają się tak sprawnie jak kiedyś, ale co z tego nadal są jak dobrzy znajomi, których nie widzieliście kilka lat, a przy spotkaniu odżywają stare dobre wspomnienia.

 

 

Ocena końcowa:

 

 

***

 

 

W kinach...

 

Niezniszczalni 2 / The Expendables II (2012)

 

 

 

 

Reżyseria: Simon West

 

Scenariusz: Richard Wenk, Sylvester Stallone

 

Produkcja: USA

 

Czas trwania: 103 minuty

 

Obsada:

 

Sylvester Stallone – Barney Ross

Jason Statham – Lee Christmas

Jean-Claude Van Damme – Villain

Bruce Willis – Church

 

 

Sprawdzisz się jako niańka – Church

 

 

Barney Ross i jego ekipa najemników w służbie dobra muszą tym razem spłacić dług względem agenta Churcha. Na pierwszy rzut oka misja jest prosta – znaleźć wrak samolotu i wydobyć tajną przesyłkę. Minusem może by jednak to, że twardziele będą sprawować opiekę nad Maggie uzdolnioną hakerką oraz tajemniczy Villain (Van Damme), który zajdzie chłopakom za skórę swymi niekonwencjonalnymi metodami.

 

Nawet Jean-Claude Van Damme powinien wiedzieć, że nie warto zadzierać z Niezniszczalnymi – widać nie oglądał pierwszej części. Idąc do kina zakładałem, że obejrzę film na poziomie poprzedniego. Niestety myliłem się...jest jeszcze lepiej. Kontynuacja powstała wedle prastarej zasady – więcej wybuchów, więcej latających pocisków i więcej trupów. A mając na myśli więcej, mam na myśli WIĘCEJ. W pewnym momencie miałem wrażenie, że oglądam filmik z cyklu „kto zabił najwięcej osób w historii kina” albo sekwencję z Dead Rising 2. Trupy i ich krew fruwają na lewo i prawo. Oczywiście, żaden z pachołków czarnego charakteru nie ma prawa trafić któregoś z głównych bohaterów – nawet na otwartej przestrzeni. Wszystko to wygląda bardzo komiksowo, ale z przyjemnością odrzuciłem wszelką logikę, by zatopić się w tym zwariowanym hołdzie dla kina akcji sprzed kilku dziesięcioleci. Patrząc na to co się dzieje na ekranie, aż dziw bierze, że tylko jeden kaskader zginał na planie filmu.

 

Skala zniszczeń od pierwszych minut filmu wystarczyłaby na kilka innych produkcji. Tak na oko na ekranie ginie 3-4 razy więcej osób i to w 3-4 bardziej brutalny sposób. Większość scen oparto na klasycznych efektach specjalnych, ale znalazło się i trochę miejsca dla komputerowej magii – co z łatwością zdołacie rozpoznać. Ale przecież nie chodzi tutaj o doskonałość elektronicznych wytworów, a o rzeź.

 

Poza powracającymi – Stallone, Statham, Li, Lundgren, Crews, Couture, Willis, Schwarzenegger – wprowadzono wiele nowych bohaterów. Do „świeżaków” należą Chuck Norris, Jean-Claude Van Damme, Scott Adkins, Liam Hemsworth oraz Nan Yu. Tak, tym razem zdecydowano się wprowadzić postać kobiecą, która w pełni zasługuje na miejsce w szeregach Niezniszczalnych, ale dlaczego - to musicie odkryć już sami. Właściwie to nikt nie zawodzi. Największe obawy miałem względem Hemswortha, bo nie przepadam za nim i wolę starszego brata - Chrisa, ale pozytywnie mnie zaskoczył.

 

Bardzo spodobało mi się, że bohaterowie mają świadomość, iż nie należą już do najmłodszych osób i nie starają się na siłę tego zmienić, tylko działają na tyle na ile mogą. A stać ich na bardzo wiele, mimo iż napisy końcowe obfitują w pokaźną listę dublerów. Poza tym, umieją nabijać się z samych siebie i dokonań młodości. Jeśli pamiętacie w pierwszej części była scena w kościele gdzie Willis, Stallone i Schwarzenegger rzucają aluzjami do swych występów – tutaj tak wygląda cały film!

 

Tym razem Stallone postanowił skupić się na grze oraz pisaniu scenariusza przy współpracy z Richardem Wenkiem. Porzucił posadę współproducenta i reżysera. Od razu widać, że dzięki temu posunięciu jego gra nabrała większej swobody i tak jak inni aktorzy świetnie się bawił na planie. Na fotelu „głównodowodzącego” produkcją zasiadł Simon West, który miał już okazję współpracować z Stathamem przy filmie Mechanik: Prawo zemsty i stworzyć ekranizację Tomb Raidera z Angeliną Jolie. Jeżeli w pierwszej części nad humorem dominowała akcja, to teraz oba czynniki są na równym i co ważniejsze wysokim poziomie.

 

Niezniszczalni 2 to lepszy film niż pierwsza część – zwłaszcza dla wielbicieli filmów akcji z minionego wieku i gwiazd, które dziś zostały już w większości zapomniane. Produkcja w sam raz na zakończenie wakacji. Już teraz czekam na kolejną część, która podobno ma rozgrywać się w zupełnie innym środowisku. Z przyjemnością zobaczyłbym bohaterów, np. w kosmosie, gdzie walczyliby z czymś w rodzaju Xenomorphów. A leciwych gwiazd kina akcji zostało jeszcze wiele – Seagal, Cage, Eastwood, Chan, Ford, Snipes, czy Reno, więc twórcy mają w czym wybierać.

 

 

Ocena końcowa:

 

 

***

 

 

Wakacje się kończą, ale nie świat – to czeka nas w grudniu, więc tym z Was, którzy wrócą do szkoły życzę powodzenia. I pamiętajcie, że sala kinowa zawsze przyjmie Was z otwartymi drzwiami, o ile kupicie bilet. Do przeczytania za tydzień!

Tagi: film kącik filmowy Kino Niezniszczalni ppe.pl recenzja recenzje the expendables 2 Wiadomości