Piotr Rozbicki Piotr Rozbicki 23.08.2018
Graliśmy w Jump Force – po prostu petarda!
2827V

Graliśmy w Jump Force – po prostu petarda!

W trakcie gamescomu przed oczami przeleciało mi tyle gier, że zlały się w jeden wielki kolaż obrazów, światełek i dźwięków. Ale do tych gier na pewno nie należał Jump Force. Tę grę zapamiętałem bardzo dobrze. Dlaczego? Jest krótka i długa odpowiedź. Krótka jest taka, że ta gra jest kozacka! Długą przeczytacie dalej.
 

Jump Force – dla przypomnienia – to cross-over z takich anime jak Dragon Ball Z, Naruto, One Piece Warrior czy Bleach. Po kilku bohaterów przypadających na daną serię, spośród których wybieramy trzyosobową drużynę. No więc wybieramy sobie trzech łebków, dobieramy arenę a potem... woooow! Jak ta gra wygląda w ruchu! Nie jest to typowy cel shading anime, tylko nieco inna stylistyka, którą nawet trudno mi określić. Dość powiedzieć, że gra w ruchu wygląda wprost fenomenalnie. Na ekranie cały czas trwa stała wymiana szlagów.

Postaci – jeśli właśnie nie piorą się po mordach, to dashują unikając ataków i wykonują specjalne ciosy uzależnione od napełnianego triggerem i w trakcie ataków paska. Dzieje się naprawdę dużo, a do tego należy dołożyć tagowanie trzema postaciami albo asysty jedną z nich. Ogląda się to jak prawdziwy spektakl, zwłaszcza że i areny są wykonane pięknie, pełne są detali w tle oraz interaktywnych elementów (wrzucanie przeciwnika na cysternę i wywołanie tym sposobem ogromnej eksplozji to już klasyka gatunku). 

Wspomniane specjalne ataki są cztery i każdy wymaga innego poziomu paska mocy, przy którym będzie można go wykorzystać. Oczywiście ten atak, który potrzebuje całego, jest tak naprawdę efektowną, kilkusekundową animacją zamieniającą ekran w burzę fajerwerków. Warto dodać, że każda z postaci zachowała swój kultowy repertuar technik znany z anime. Np. Ichigo (z Bleach) jest postacią, która najlepiej sprawdza się w zwarciu, ale swoim wielkim mieczem może też posyłać zabójcze fale uderzeniowe, z kolei Vegeta najlepiej wypada w dystansie.

Sam system walki (która odbywa się w pełnym 3D) nie jest może szczególnie zniuansowany (2 rodzaje zwykłych uderzeń, rzut, dash i wspomniane specjale), ale sprawdza się w trzyosobowych teamach. Nie będę kłamał – 90% ej gry to jej prezentacja, czyste show, które powala wykonaniem. Czy system walki i różnorodność postaci będzie na tyle duża, żeby wciągnąć na dłużej, tego nie wiem. Ale jestem pewien, że żaden fan anime czy bijatyk nie przejdzie obok Jump Force obojętnie, jeśli tylko dane mu będzie zobaczyć tę produkcję w akcji.

Tagi: Gamescom jump force playtest