BioWare upadło, ale problem Electronic Arts jest znacznie większy. Ta marka będzie następna

BioWare upadło, ale problem Electronic Arts jest znacznie większy. Ta marka będzie następna

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 10:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Electronic Arts zamknęło BioWare i skasowało nowego Mass Effecta. Fani mają prawo do żalu, bo studio z Edmonton współtworzyło gatunek RPG w takiej formie, w jakiej go znamy. Ja patrzę na tę decyzję inaczej.

To nie jest pojedyncza porażka jednego zespołu, tylko pierwszy widoczny skutek układu, w którym EA musi co roku zarobić na obsługę gigantycznego długu. Skoro nie oszczędzono marki z takim dorobkiem, inne powinny zacząć rozglądać się za siebie i myśleć nad jakimś wyjściem awaryjnym.

Dalsza część tekstu pod wideo

Star Wars Battlefront
resize icon

Rachunek, który ktoś musi zapłacić

Konsorcjum złożone z saudyjskiego funduszu PIF, firmy Silver Lake oraz Affinity Partners Jareda Kushnera domknęło przejęcie EA za 55 miliardów dolarów (bodajże miało to miejsce 4 sierpnia). Akcjonariusze dostali po 210 dolarów za akcję, a spółka zniknęła z giełdy. Około 36 miliardów dolarów wyłożyli sami nabywcy, resztę pokrył kredyt od JPMorgan Chase, z którego przy zamknięciu transakcji wykorzystano - około 18 miliardów. Zadłużenie EA wzrosło z nieco ponad 2 miliardów do mniej więcej 20. Według szacunków sama obsługa tego długu to około 1,8 miliarda dolarów odsetek rocznie.

Tak działa wykup lewarowany. Pieniądze pożycza się pod przyszłe zyski kupowanej firmy, więc to ona spłaca własne przejęcie. Nikt nie powinien dziwić się, że pierwsze cięcia przyszły po niespełna trzech miesiącach. Najbardziej wymowne jest to, że EA nie zwalnia ludzi w trudnym momencie. Rok finansowy 2026 zamknęło rekordem 8,026 miliarda dolarów rezerwacji netto, głównie dzięki premierze Battlefielda 6. Rekordowe wyniki nie uchroniły ani studiów Battlefield przed zwolnieniami, ani BioWare przed zamknięciem. Sama zyskowność przestała wystarczać, liczy się zysk przewidywalny i szybki. To dlatego Cam Weber i David Tinson musieli napisać list do pracowników. Pracę straci (lub już straciło, gdyż mogą być w trakcie formalnego procesu zwolnienia) około 400 osób, czyli 3% załogi, z czego około 50 w BioWare. Jak ustalił Bloomberg, EA stanęło przed wyborem czy wydać miliony na nowego Mass Effecta albo na nowy Star Wars: Battlefront 3, z którym podobno zgłosił się Disney. Wybrano Battlefront. Jason Schreier ujął to prosto. Firma potrzebuje przewidywalnego, rocznego przepływu gotówki, żeby spłacać dług. A wielkie RPG z wieloletnim cyklem produkcji stwarzają do tego najgorsze warunki.

Mass Effect Universe / flaga LGBTQ
resize icon

Winne nie tylko studio

Przyjrzyjmy się faktom i bądźmy uczciwi. BioWare dało właścicielom sporo powodów do irytacji. Dragon Age: The Veilguard zebrało dobre recenzje (od krytyków), lecz sprzedało się w około 1,5 miliona egzemplarzy, czyli mniej więcej o połowę gorzej, niż zakładało EA. Wcześniej klapą okazał się Anthem, którego w tym roku ostatecznie wyłączono, a produkcja Veilguarda, pierwotnie wieloosobowego i przerobionego potem na grę dla jednego gracza, ciągnęła się niemal dekadę. W styczniu 2025 roku przyszły zwolnienia, które objęły także scenarzystów (w dodatku weteranów, gdyż zwolniono m.in. Lukasa Kristjansona i Mary Kirby).

Teraz druga strona. Studio dostało od właściciela silnik Frostbite, który nie powstał z myślą o RPG-ach, i kilka zwrotów kursu w środku prac. Takie błędy nie rodzą się w Edmonton. Rodzą się wyżej, a rachunek płaci ktoś inny.

Jak wygląda “następny rozdział”, który EA zamierza dopiero napisać (albo co gorsza już napisało) przy okazji zamknięcia BioWare? Strzelanki i piłka nożna mają się dobrze. Battlefield, Apex Legends, wspólny projekt Respawn i DICE, Project Gridiron i powrót Fight Night z EA Sports, do tego Iron Man i trzeci Star Wars Jedi. Reszta ma zmieścić się w formule "mniej równoległych, dużych projektów”. Sims Project Lotus wstrzymano, a Full Circle, twórcy Skate, po lutowych zwolnieniach znów ucierpiało, choć EA samo nazywa tę grę sukcesem.

Battlefield 6
resize icon

Marka bez właściciela

Jeśli szukać następnej ofiary, patrzę na Need for Speed. Ostatnia odsłona, Unbound, wyszła w 2022 roku i nie spełniła oczekiwań EA. W lutym 2025 Criterion przesunięto do prac nad Battlefield 6, w sierpniu studio przemianowano na Criterion - A Battlefield Studio, a w lipcu 2026 Rebecka Coutaz z Battlefield Studios Europe, zapytana przez IGN o przyszłość serii, odpowiedziała, że zespół skupia się wyłącznie na Battlefieldzie. Dziś Need for Speed nie ma głównego dewelopera, a w październikowym liście nie pada ani jedno słowo o wyścigach. Jeszcze w lutym 2025 EA zapewniało, że seria wróci w nowej, ciekawej formie. Komentatorzy zwracają uwagę, że akurat arcade'owe ściganie przeżywa teraz wysyp dobrych gier.

Podobny los spotkał Titanfalla, którego nowy projekt o kryptonimie R7 skasowano w kwietniu 2025, razem z drugim projektem inkubacyjnym Respawn. Fani czekają na pełnoprawny sequel od 2016 roku i nic nie wskazuje, żeby się doczekali. Apex Legends w sierpniu pożegnał się z wersją na pierwszego Switcha. Samo w sobie niczego to nie przesądza, ale dobrze pasuje do obrazu firmy, która porządkuje portfel i odcina wszystko, co kosztuje więcej, niż daje. Dla graczy to ważny sygnał, bo przy takich zasadach o losie serii nie decyduje już sentyment ani historia, tylko tabelka w arkuszu. Nawet Battlefield 6, filar całej strategii, po premierowym szczycie 747 440 graczy jednocześnie na Steamie spadł w styczniu do przedziału 30-90 tysięcy, a w marcu 2026 doszły zwolnienia w studiach Battlefield. Jeśli flagowa produkcja tak szybko traci oddech, nikt w tej firmie nie może czuć się bezpiecznie.

Nie twierdzę, że EA ogłosi koniec Need for Speed jutro. Gdy marka nie ma ani zespołu, ani miejsca w planach, nie trzeba jej zamykać. Wystarczy, że nikt się nią nie zajmuje, aż wszyscy przestaną o nią pytać.

Need for Speed Unbound
resize icon

NFS kolejną ofiarą długów i restrukturyzacji?

BioWare nie padło dlatego, że ludzie przestali kochać Mass Effecta. Padło, bo w rubryce "przewidywalne wpływy” EA ma mniej do pokazania niż piłka nożna, strzelanka czy licencja Star Wars. Z takim długiem firma nie może pozwolić sobie na gry, które kosztują fortunę i przynoszą pieniądze raz na kilka lat. W tej matematyce Need for Speed wypada najgorzej, bo nie ma zespołu, planu ani “adwokata” w zarządzie. Dlatego kolejnych sygnałów szukałbym w listopadzie, na zapowiedzianym przez EA Global Town Hall. Jeśli ktoś zacznie wtedy mówić o wyścigach, chętnie napiszę sprostowanie. Póki co kolejną ofiarą tabelki w Exceli - według mojej oceny - może być właśnie Need for Speed.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper