Concord team

Era wydawców już przeminęła? W przypadku tych gier zawiedli na całego!

Igor Chrzanowski | Dzisiaj, 17:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Zdawać by się mogło, że im bardziej wymagający jest rynek, tym bardziej potrzebna będzie nam pomoc ze strony wydawców, którzy będą brali pod skrzydła najlepsze produkcje i pchali się w wielki świat. 

Dawniej wsparcie dużego dewelopera dosłownie gwarantowało sukces, przez co praktycznie każda gra wydawana pod szyldem branżowego giganta była istnym hiciorem. No może w 90%. Ale mimo tego, że branża była zupełnie inna niż dziś, wydawcy spełniali swoje zadanie, do którego zostali powołani. Nie zawsze to wychodziło idealnie, ale deweloper idąc na taki układ, wiedział że może liczyć na bardzo konkretne, wyraźne wsparcie. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Dziś niestety nie jest to już tak oczywiste, a każdy deal z wydawcami wydaje się być niczym pakt z diabłem, po którym ciężko się podnieść - trochę na wzór uwikłania się w prowadzenie sklepu na znanej franczyzie. Dziś postanowiłem pokazać wam 10 gier, które moim zdaniem miały potencjał i mogły coś osiągnąć, ale zabił je właśnie wydawniczy układ. Zapraszam was zatem w podróż po smutnych historiach z polskiego i światowego game devu, bo jest o czym pisać. 

Truckful

Truckful jest najświeższą premierą z dzisiejszego zestawienia, ponieważ polska gra miała swoją premierę raptem tydzień temu. Dlaczego moim zdaniem to porażka? Gra sama w sobie jest fantastyczna i naprawdę zasługuje na waszą uwagę, ale Pocketpair, czyli autorzy Palworld, po prostu zawiedli na całej linii. Firma, która ma grę z bazą 40 milionów graczy i nielimitowane finanse, nie była w stanie pomóc ekipie MythicOwl. Niby są bundle, niby są artykuły. Ale czy sprzedaż 5 tysięcy kopii i peak rzędu 268 osób to wynik jakiego oczekiwali twórcy? Szczerze wątpię i bardzo im kibicuje, aby ten układ nie okazał się dla nich zgubny. 

Dosa Divas

O tej grze na pewno nie słyszeliście, a szkoda, bo zapowiadała się na naprawdę ciekawy turowy RPG z lekką fabułą i humorystycznymi wstawkami. Niestety wydawnictwo Outersloth, czyli ludzie od Among Us z Innersloth, zawiodło na całej linii. Marna promocja i liczba graczy, która nie zwróci nawet jednego tygodnia pracy nad tą grą. Peak 20 osób? Toż to absolutna tragedia i lepsze wyniki można osiągnąć równie dobrze samemu bez pchania się w układy wydawnicze. 

Battle Train

Miałem przyjemność recenzowania Battle Train na łamach PPE i powiem wam, że to naprawdę przyjemna gierka. Świetna rozgrywka z budowaniem talii i turowym układaniem tras dla walczących pociągów to moim zdaniem przepis na naprawdę spory sukces. Tym bardziej zdziwił mnie dramatyczny wynik gry sięgający marnych 105 osób w peaku i niecałych 4 tysięcy sprzedanych kopii. Bandai Namco zmarnowało potencjał na swój pierwszy mały-wielki hicior z prawdziwego zdarzenia. Na szczęście twórcy uwolnili się od wydawcy i działają teraz solo.

Outcast: A New Beginning

Outcast był niegdyś wielką, renomowaną marką, za którą setki tysięcy graczy poszłoby w ogień. Niestety od kiedy piecze nad nią sprawuje THQ Nordic, odpowiedzialni za rozwój kultowego IP ludzie chyba nie do końca rozumieją dlaczego dawniej była to tak mocna i ciekawa przygoda, blokując kreatywność deweloperów. Najnowsza jak do tej pory odsłona osiągnęła niby największy sukces ze wszystkich, ale powiedzmy sobie szczerze, że 50 tysięcy sprzedanych kopii na Steamie przy takiej skali i budżecie, nie pozwoliło na to, aby projekt się zwrócił. Deweloperzy zaś mają obecnie duże problemy.

Keeper

Być Microsoftem i wypuścić grę mającą marne 191 osób w peaku to jakiś nieśmieszny żart. Firma z nieograniczonymi funduszami mając pod opieką świetne Double Fine Productions, nie pozwoliło zabłysnąć jednej z naprawdę najciekawszych gier ostatnich lat. Keeper jest piękne, enigmatyczne, ma fajną logiczną rozgrywkę i jakby tego było mało, wprost fantastycznie oceniane. Wstyd zatem, że mając taką perłę w koronie, Microsoft zawiódł praktycznie wszystkich w roli wydawcy.

OddBallers

Ubisoft jako wydawca gier innych niż Assassin's Creed czy Far Cry to opowieść na jakąś książkę pokroju anty-poradnika lub innej przestrogi. Ale w przypadku OddBallers to już przebili samych siebie. Peak wynoszący 13 graczy i serwery martwe już od pierwszego dnia to coś, czego nie widziałem naprawdę nigdy, jeśli chodzi o gry od wydawców z milionowymi zasięgami. Już podczas swojej recenzji pisałem wam, że nie warto dać na tę grę nawet grosza, jeśli chcecie grać online, bo nawet wtedy nie było w niej żadnych graczy. 

MultiVersus

Dość zaskakująco w ostatnich latach dowiedzieliśmy się, że Warner po prostu nie rozumie gier i prędko się to nie zmieni. MultiVersus upadło raz w czasach bety, potem drugi raz po feralnej premierze. Player First Games stworzyło dobry tytuł, który miał ogromny potencjał i duży marketing, ale wydawca zawiódł graczy czymś innym - pazeronością. Drogie mikropłatności, słabe tempo rozwoju i niezrozumiała polityka ukatrupiły wielkiego rywala Super Smash Bros i Brawlhalli.

Tales of Kenzera: ZAU

Ambitna opowieść, mocno osadzona w afrykańskich realiach kulturowych z mocnym przekazem. Co tu mogło pójść nie tak? Sam nie wiem, bo pod kątem rozgrywki i historii to naprawdę fajna i ważna przygoda, a wszyscy ci, którzy mówią o motywach woke i tym podobnych, po prostu nie zrozumieli o czym tak naprawdę jest ten tytuł. EA fantastycznie wspiera ekipę autorów It Takes Two i parę innych inicjatyw, ale w tym przypadku czegoś tutaj zabrakło, a w konsekwencji studio musiało po prostu iść pod nóż. Szkoda.

Echoes of the End

Autorzy Echoes of the End chcieli stworzyć własnego God of Wara, ale im nieco nie wyszło. Dlaczego? Deep Silver nie spełnił się w roli poważnego wydawcy, praktycznie w ogóle nie promując tej przygody, a jeśli już to robił, wszystkie materiały marketingowe skupiały się na czymś zupełnie innym niż powinny. To właśnie dlatego ta gierka, nawet mimo średnich początków, nie zyskała takiej bazy fanów jak powinna, a odpowiedzialne za nią studio miało poważne problemy. 558 graczy jako rekord gry z takim budżetem, to absolutna tragedia.

Concord

Tak tak, śmiejcie się, że znów "pepełe" chybia kulą w płot. Ale powiadam wam, że autentycznie gdyby Concord zostało wydane przez jakąkolwiek inną firmę na świecie, gra mogłaby odnieść jakikolwiek chociaż sukces, zamiast bycia duchowym następcą E.T. z Atari. Jakościowo gra była spoko, kod sieciowy też nie był najgorszy, a graficznie można zaliczyć całość do bardzo wysokiej półki AAA. Niestety grę zabił fakt, że wydało ją PlayStation. Po prostu. Nawet pod banderą Epica, THQ czy jakiegoś NetEase, Concord byłby niemałym hitem.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Źródło: Własne
Igor Chrzanowski Strona autora
cropper