To anime całkowicie mną wstrząsnęło. Zrozumiałem światowy fenomen
“Berserk” to dzieło nie tyle kultowe, co legendarne. I to podwójnie. Rzadko zdarza się, aby na takie miano zapracował oryginał, a także adaptacja. Czy jednak anime z 1997 roku naprawdę jest tak dobre, jak wszyscy mówią?
“Berserk” powstaje od 1989 roku. Pomysł narodził się w głowie Kentaro Miury, który stał się scenarzystą oraz rysownikiem mangi. Przez kolejne lata Miura w dość niespiesznym tempie tworzył kolejne historie, rozbudowywał świat, przedstawiał nowe informacje na temat Gutsa. Niestety, nie dożył finału swojej opowieści. Miura zmarł w 2021 roku, jego miejsce zajął Koji Mori. W tym momencie “Berserk” liczy sobie już 43 tomy, pozostaje dziełem nieukończonym. Cieszy się statusem rzeczy kultowej, legendarnej, zachwycającej poziomem i wykonaniem. Z wystawieniem ostatecznej oceny trzeba jednak poczekać.
Inaczej jest z anime z 1997 roku (drugie podejście miało miejsce 20 lat później i raczej nie ma miłego powodu, aby o nim rozmawiać), bowiem to zamyka się w raptem jednym sezonie, w zaledwie 25 odcinkach. Nie chodzi o to, że scenarzyści wyprzedzili Miurę i Moriego – po prostu bazowali na dwóch rozdziałach historii o Gutsie i do kontynuacji nigdy nie zasiedli. Zaadaptowane zostały “Czarny Szermierz” oraz “Złoty Wiek”. Przynajmniej teoretycznie.
Mógłbym teraz długo rozprawiać na temat tego, jak bardzo okrojony z treści został “Czarny Szermierz”, ale nie ma to większego sensu. Dość powiedzieć, że twórcy anime lekką ręką pozbyli się dwóch postaci absolutnie kluczowych dla losów Gutsa przedstawionych w mandze. Co zaś ważniejsze, dużych zmian względem oryginału nie brakuje też w adaptacji “Złotego Wieku”. A to przecież ta część blisko 30-letniej produkcji najwyraźniej wpływa na jej kapitalne oceny. Na jaki ranking najlepszych anime nie spojrzymy, znajdziemy “Berserka”. Być może nie na podium, być może nawet nie w czołowej dziesiątce, ale będzie tam i zaprosi do świata ogarniającego mroku.
O czym opowiada anime “Berserk”?
Jeśli zaczniecie czytać rozmaite opracowania “Berserka” przed włączeniem pierwszego odcinka, dowiecie się, żeby seans zacząć od epizodu drugiego. Ten tekst nie będzie inny. Naprawdę zacznijcie od epizodu drugiego. “Szermierz”, zwłaszcza w tak okrojonej wersji, lepiej sprawdza się jako klamra losów Gutsa. Jeśli zaczniecie zgodnie z chronologią, stracicie niewiele, ale i tak poczujecie wtedy konieczność ponownego włączenia otwierającego odcinka.
Głównym bohaterem jest oczywiście wspomniany już wielokrotnie Guts. Potężnie zbudowany wojownik, posługujący się mieczem tak wielkim, że większość przeciwników wyśmiewa sam fakt noszenia monstrualnego oręża. Ich dobry nastrój pryska w momencie, gdy Guts zaczyna wymachiwać bronią, a ekrany zalewają kolejne litry czerwonego tuszu. Trup w “Berserku” ściele się gęsto - wraz z postępującą liczbą zgonów odkrywamy kolejne karty z mrocznej przeszłości Gutsa i posuwamy naprzód główną fabułę. Koncentrujemy się przede wszystkim na jego relacji z Drużyną Jastrzębia. W jej skład wchodzą Pippin, Judeau, Corkus, Rickert, a także jedyna kobieta w osobie Caski oraz postać pomnikowa dla pozostałych członków Drużyny – potężny, a zarazem anielski, Griffith.
Guts początkowo niechętnie zapatruje się na współpracę z Drużyną, ale pod wpływem dziwacznych wydarzeń, wielkiej polityki, rewolucyjnych przewrotów oraz wojennego chaosu coraz wyraźniej angażuje się w jej losy. Wreszcie zaś zostaje kapitanem, najważniejszym zwierzchnikiem Griffitha oraz bohaterem Caski. Przede wszystkim staje się ich przyjacielem, czego żadna ze stron chyba nigdy nie zakładała. Zmianie ulega przede wszystkim dynamika relacji Griffitha i Gutsa, postaci tyleż silnych, co niezłomnych charakterem. Nic więc dziwnego, że chociaż obu zaczyna łączyć wyjątkowa relacja, zdarzają się też poważne tarcia. Kiedy Guts zabija dziecko, coś w nim pęka. Kiedy dostrzega, że i on ślepo podąża za marzeniami Griffitha, coś pęka raz jeszcze. Z drugiej jednak strony, gdy życie Griffitha zostaje poważnie zagrożone, Guts rzuca mu się na ratunek.
A ziemię spowija piekło i już nic nie jest takie samo.
Na czym koncentruje się “Berserk”?
Gdy wskazać kluczowy motyw dla anime, byłaby to zapewne utracone przyjaźń i marzenia. “Berserk” dotyka wielu aspektów, również tak pojemnych jak wiara, religia czy miłość, ale losy wszystkich głównych postaci spotykają się w jednym punkcie – na pewnym etapie tracą marzenia i przyjaźń. Coś, co wcześniej trzymało ich przy życiu i motywowało do działania, nagle znika z powodu śmierci, zmiany frontu, sposobu myślenia lub, co jeszcze gorsze i bardziej uderzające, nagle przestaje mieć znaczenie, okazuje się niewystarczające wobec kolejnych traumatycznych wydarzeń.
Anime stanowi pod wieloma względami ugrzecznioną wersję wizji Miury. Mangaka w bardzo dosadny sposób opowiedział nam o dzieciństwie Gusta, narodzonego ze zmarłej kobiety, prześladowanego przez tych, którzy zdecydowali się go chronić. W produkcji telewizyjnej nieco porzucono też piorunujący ciężar. To samo tyczy się zresztą finałowej walki. Najbardziej zmieniono wątek Caski, chociaż nie mam przekonania, czy postąpiono słusznie. Nie chcę wchodzić w szczegóły dotyczące wątku fabularnego wojowniczki z Drużyny Jastrzębia, ale o ile manga bezwzględnie oddawała to, co z nią zrobiono, o tyle anime portretuje to cokolwiek dwuznacznie, a tym samym problematycznie.
To mówiąc, nie mogę zaprzeczyć, że nawet wersja z 1997 roku szokuje. Kulminacja serialu w postaci Zaćmienia uderza - czy to ze względu na los Caski, czy samookaleczenie Gutsa. Dobrze zobrazowano również męki jakim poddano Griffitha. Sporo - zgodnie zresztą z mangą - pozostawiono wyobraźni, ale zadbano o kilka bardzo sugestywnych kadrów.
Dlaczego “Berserk” nadal działa?
Po blisko 30 latach od premiery można by sądzić, że anime się zestarzało, trąci myszką. Nic bardziej mylnego. Nie tylko dalej działa fabularnie - o czym szerzej za moment - ale nawet sprawdza się w warstwie wizualnej. “Berserk” nie jest arcydziełem animacji, wykorzystano tradycyjną technikę 2D. Postawiono na bardzo ograniczoną liczbę klatek, ale dzięki temu zyskała szczegółowość kadrów. Nie mamy do czynienia z problemem trapiącym choćby “Niezwyciężonego”, ten świat żyje, a przedstawiony brud niemal czujemy pod paznokciami. W “Berserku” animatorzy ręcznie tworzyli postacie, wspomniane już tła. Ujęcia przeciągano, kadry były statyczne, ruch ograniczony. Osiągnięto złudzenie przeniesienia ożywienia kadrów z mangi. Dla mnie pozostaje to nieodzowną zaletą.
Ale “Berserk” będzie zawsze stał niesamowitą historią. “Złoty Wiek” został podsumowany jednym z największych zwrotów w historii mangi. Tak szokującym, że wręcz przesadzonym. Ale tylko na pierwszy rzut oka. Jeśli bowiem dokładnie prześledzimy losy Drużyny Jastrzębia, dostrzeżemy wiele tropów naprowadzających na finał. Budujących to, co stało się ze wszystkimi bohaterami. Każda z głównych postaci - Guts, Griffith, Casca - została znakomicie poprowadzona czy to w anime, czy to w mandze. Intryga dworska pochłania Griffitha, marzenia w końcu docierają do serca Gutsa, wątpliwości emocjonalne zaczynają zmieniać Cascę. To wszystko procentuje, gdy rozpoczyna się Zaćmienie.
Nie mam wątpliwości, że pod względem fabularnym “Berserk” pozostaje dziełem wyjątkowym. Anime tylko zachęciło mnie do sięgnięcia po mangę, do sprawdzenia, jak temat potraktował Miura. Zrobił to z jeszcze większą szczegółowością, okrucieństwem i zaledwie kilkoma charakterystycznymi dla jego późniejszej dalszej twórczości dłużyznami. Czy to sprawia, że anime lepiej odpuścić? Nic bardziej mylnego. Wersja z 1997 roku kondensuje tę opowieść, stara się wyciągnąć wszystko, co sprawia, że manga jest genialna. A anime? Według mnie rewelacyjne.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych