Tak powinny wyglądać ekranizacje gier. Fenomenalny hit Prime Video zachwycił niemal każdego

Tak powinny wyglądać ekranizacje gier. Fenomenalny hit Prime Video zachwycił niemal każdego

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 18:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Peleryny nie wyszły jeszcze z mody, ale przestały gwarantować sukces. Hollywood, które przez piętnaście lat żyło z trykotów, odkrywa właśnie, że pewniej postawić na piksele, a „Fallout” od Prime Video jest na to najlepszym dowodem. Czyżby więc automat z trykotami się zaciął?

Przez dekadę studia wierzyły w prostą arytmetykę - dorzuć kostium, przyklej logo Marvela albo DC, poczekaj na przelew. Ten automat zaciął się z hukiem. „The Marvels” przeszło do historii jako najsłabszy finansowo film w dziejach MCU, tegoroczna „Supergirl” rozbiła się o kasy równie efektownie, a kolejne premiery zaczęły przypominać lekturę obowiązkową, do której nikt nie ma już siły. Żeby zrozumieć fabułę, trzeba było odrobić trzy seriale na Disney+, a potem i tak zapomnieć, o co w nich chodziło.

Dalsza część tekstu pod wideo

Uczciwie trzeba przyznać, że „Spider-Man: Brand New Day” zgarnął tego lata ponad dwa miliardy dolarów i podważył modną teorię o zmierzchu gatunku. To jednak argument za tezą tego felietonu, nie przeciwko niej. Pająk udowodnił, że widzowie wciąż kochają pelerynę (a w zasadzie kostium w tym przypadku), kiedy dostają coś naprawdę dobrego. Pieniądze idą dziś za jakością, nie za logo, a automatyczna przewaga trykotów wyparowała. Hollywood szuka więc nowej żyły złota z gotowym światem, wielomilionową wspólnotą fanów i bohaterami, których ludzie znają lepiej niż własnych sąsiadów. Krótko mówiąc, szuka gier.

Fallout 2 sezon / Amazon Prime Video
resize icon

Klątwa Uwe Bolla pękła

Ten romans długo kończył się rozwodem. Kto pamięta ekranizacje gier z początku wieku, ten wie, że gatunek miał reputację cmentarzyska. Uwe Boll produkował je niemal taśmowo („House of the Dead”, „Alone in the Dark”, „BloodRayne”), a studia patrzyły na gry jak na tanią rudę - fani i tak kupią bilet, więc po co się wysilać? Zostawały dwie drogi do klapy. Pierwsza to przenoszenie gry 1:1, co w kinie brzmi jak głośne czytanie instrukcji obsługi. Druga to wyrzucenie wszystkiego, co fani kochali, i zostawienie samej nazwy jako etykiety, czego dowodem jest serialowe „Halo”, które zniknęło z Paramount+ po dwóch sezonach.

Amazon poszedł inną drogą. Za projekt odpowiadają Jonathan Nolan i Lisa Joy z Kilter Films oraz showrunnerzy Geneva Robertson-Dworet i Graham Wagner, a po stronie Bethesdy producentem wykonawczym jest Todd Howard. Zamiast odgrywać na nowo „Fallouta 3” czy „4”, twórcy napisali zupełnie nową historię w znanym uniwersum. Lucy z Vaultu 33, naiwna optymistka, jest przewodniczką dla każdego, kto nigdy nie trzymał w ręku pada. Ghoul i Maximus wnoszą lore dla weteranów. Vault-Tec, Bractwo Stali i Nuka-Cola nie są gadżetami, tylko częścią świata, w którym retro-optymizm lat pięćdziesiątych miesza się z krwawą, czarną komedią. Drugi sezon zawitał do Nowego Vegas, czyli na świętą ziemię fandomu, i zrobił to z taką pewnością siebie, jakby ktoś w Amazonie naprawdę przeszedł pustkowia Mojave pieszo.

Fallout 2 sezon / Amazon Prime Video
resize icon

Kasa, statuetki i efekt Fallouta

Prestiż kosztuje. Budżet sezonu szacowano na około 150 milionów dolarów, czyli mniej więcej 19 milionów za odcinek, a widzowie odpowiedzieli tłumnie. Według Amazona pierwszy sezon zebrał 65 milionów widzów w 16 dni, drugi 83 miliony w 91 dni, a łącznie oba sezony około stu milionów. Oba mieszczą się w czołowej czwórce największych premier w historii platformy, a w USA drugi sezon przez dziewięć tygodni gościł w dziesiątce najchętniej oglądanych seriali streamingowych według Nielsena. Liczby podaje sam nadawca, więc trzeba podchodzić do nich z dystansem, ale kierunek jest oczywisty.

Do tego dochodzi uznanie branży. Pierwsza seria dostała kilkanaście nominacji do Emmy, w tym za najlepszy serial dramatyczny i główną rolę Waltona Gogginsa, oraz dwie statuetki. Drugi sezon zgarnął w tym miesiącu (wrzesień 2026 rok) kolejne dwie, za scenografię i kostiumy. Akademia doceniła więc to, w czym „Fallout” jest niezrównany, czyli budowanie świata. Że aktorów tym razem pominięto, Goggins przełknie zapewne z tym samym stoickim spokojem, z jakim Ghoul przyjmuje dawkę promieniowania.

Najciekawsza jest jednak druga strona rachunku. Po premierze drugiego sezonu liczba jednoczesnych graczy na Steamie mniej więcej się podwoiła - „Fallout 4”, gra sprzed prawie jedenastu lat, skoczył z około 20 do ponad 40 tysięcy, „New Vegas” z 8 do niemal 20 tysięcy, a „Fallout 76” z 14 do około 30 tysięcy. Częściowo pomogła wyprzedaż, ale ten sam wzór widzieliśmy przy pierwszym sezonie, a dane nie obejmują konsol. Dla Bethesdy, należącej do Microsoftu, to reklama, o jakiej marketingowcy śnią po nocach, i to opłacona głównie cudzymi pieniędzmi. Serial okazał się nie tyle ekranizacją, ile okrętem flagowym całej marki.

To nie strzał w ciemno

Gdyby „Fallout” był wyjątkiem, można by mówić o szczęśliwym trafie. Nie jest. „The Last of Us” od HBO pokazało w 2023 roku, że gra może być materiałem na prestiżowy dramat. „Super Mario Bros. Film” zarobił ponad 1,3 miliarda dolarów, a „A Minecraft Movie” otarł się o miliard. „Arcane” zgarnęło Emmy i zrobiło z „League of Legends” temat rozmów przy stole ludzi, którzy nigdy nie odpalili tej gry. „Cyberpunk: Edgerunners” sprawił, że po fatalnym starcie gry wszyscy nagle znów chcieli wracać do Night City. Amazon przygotowuje „God of War”, a trzeci sezon „Fallouta” właśnie wszedł w produkcję.

Kino superbohaterskie nie umrze i pewnie jeszcze nas czymś zaskoczy, ale przestało być jedyną religią masowej wyobraźni. Gry mają to, o czym scenarzyści komiksów mogą tylko marzyć - bohaterów, z którymi widz spędził sześćdziesiąt godzin, świat, który zna na pamięć, i pokolenie odbiorców gotowe zapłacić za ich powrót. Hollywood dostało wreszcie prawdziwą instrukcję obsługi - szanuj lore, opowiedz coś nowego i nie traktuj graczy jak frajerów. Okey-dokey, wygląda na to, że najlepsze scenariusze przez cały ten czas leżały w bibliotece sklepów z grami.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper