Graliśmy w Stuntman: Hollywood. Legendarny średniak z PS2 powraca i smakuje jak milion dolarów

Graliśmy w Stuntman: Hollywood. Legendarny średniak z PS2 powraca i smakuje jak milion dolarów

Roger Żochowski | Dzisiaj, 14:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Podczas tegorocznego Summer Games Fest Stuntman: Hollywood okazał się jedną z najbardziej niespodziewanych zapowiedzi, więc jadąc na gamescom, byłem nastawiony do tytułu bardzo pozytywnie. Stery nad marką przejęło studio Saber Interactive i robią z tym kultowym, zakurzonym tytułem z ery PlayStation 2 dokładnie to, co trzeba.

Po prawie dwudziestu długich latach od premiery pamiętnego Stuntman Ignition w 2007 roku, który, nie oszukujmy się, był typowym, fajnym średniakiem, który wielu graczy w Polsce zaliczyło na piracie w przerwach od dużo większych produkcji, marka wyskoczyła jak Filip z konopi. Po solidnych trzydziestu minutach obcowania z wersją demo mam jeden jasny i klarowny wniosek - fani bezkompromisowych, arcade'owych wyczynów i miłośnicy kina będą żreć ten tytuł aż miło.

Dalsza część tekstu pod wideo

Zasady panujące na planie są proste jak drut, ale wymagają małpiej zręczności, precyzji i stalowych nerwów. Zapomnijcie o tradycyjnym ściganiu się na suchy czas czy bezmyślnym deptaniu gazu w podłogę - tutaj bezwzględnie punktowana jest czysta, hollywoodzka brawura. Wskakujecie za kółko najpotężniejszych, najbardziej podkręconych fur, jakie widział kinowy świat, a w słuchawce non stop nawija nabuzowany reżyser planu filmowego. Głos w intercomie drze się bez przerwy, rzucając mięsem i konkretnymi wytycznymi: „Rozwal w drobny mak pudła na drodze”, „Gaz do dechy, odbij się od krawężnika i skacz przez rampę!”, „Zrób backflipa nad głową tyranozaura” itd. Pierwsze przejazdy są ciężkie, bo jazda i jednoczesne słuchanie ciągłych komunikatów reżysera to niezły hardkor i trzeba się pewnych sekwencji uczyć na pamięć.

Średniak z klasą

Stuntman Holywood
resize icon

Model jazdy skrojony przez ekipę z Saber jest arkadowy, drifting wchodzi w ostre zakręty gładko jak masełko na ciepłym toście, a do naszej dyspozycji oddano również specjalny przycisk dopalacza, gdy tylko sytuacja wymaga natychmiastowego katapultowania się do przodu. Gra okazuje się być nieco bardziej wyrozumiała dla drobnych błędów, lekkich otarć o barierki czy niedociągnięć niż Ignition, nie mówiąc już o jej pierwszej części z epoki PS2, gdzie - jeśli mnie pamięć nie myli - gra wymagała idealnego opanowania pojazdu oraz dokładnego pamiętania każdego manewru na planie. Niech Was ta pozorna łatwość ani przez chwilę nie zwiedzie. Zaliczenie idealnego ujęcia na upragnione sto procent (gra na koniec ocenia twój przejazd w skali od 1 do 10) to nadal wyższa szkoła jazdy i wyzwanie dla prawdziwych masochistów, zwłaszcza gdy przechodzimy do późniejszych, wymagających etapów. Tyle dobrze, że na trasach są checkpointy. Ale gdy stracisz limit tak zwanych takesów, czyli oficjalnych zapasowych żyć przez głupie, nieprzemyślane crashe i dzwony - wylatujesz z planu w trybie natychmiastowym, dostajesz wilczy bilet od reżysera i musisz grzecznie zaczynać całą sekwencję od zera.

A teraz przejdźmy do największego sztosu, absolutnej korony tego projektu i mokrego snu każdego kinomaniaka - oficjalnej, pełnoprawnej współpracy z gigantem Universal Pictures. W przeciwieństwie do dawnych odsłon serii, w których katowaliśmy zmyślone na potrzeby gry, nikogo nieobchodzące produkcje B-klasowe, teraz prujemy przez plany filmowe żywcem wyciągnięte z największych, najbardziej kultowych hitów wielkiego ekranu. W udostępnionym na targach demie obskoczono aż pięć soczystych, skrajnie różnorodnych poziomów. Zaczynaliśmy etapem z filmu „Szybcy i wściekli 2”, gdzie zasuwaliśmy za kółkiem Nissana Skyline GT-R po ulicach miasta, ale dopiero poziom z filmu „Trzęsienie ziemi”, oparty na klasycznym filmie katastroficznym Universal z 1974 roku, zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Dinozaury zawsze na propsie

Stuntman Holywood
resize icon

Oglądałem kiedyś ten obraz i choć nie pałam do niego miłością czy nostalgią, to totalna demolka całego otoczenia i pasa ruchu robi na żywo świetne wrażenie. Lawirujesz w środku rozpadającego się, apokaliptycznego chaosu między walącymi się na głowę sufitami, wybuchającymi i płonącymi samolotami oraz pękającym na pół asfaltem – można się nawet pomylić i pomyśleć, że to poziom MotorStorm Apocalypse (swoją drogą włodarze Sony za zarżnięcie tej serii powinni klęczeć na grochu). Oprócz tego w grze pojawiają się motywy z takich klasyków jak „Nieustraszony” z legendarnym K.I.T.T.-em, kultowego "Miami Vice" (jaram się mocno) czy choćby „Death Race”. Wśród filmów absolutną perłą będzie poziom inspirowany filmem „Powrót do przyszłości”. Wsiadasz bezpośrednio do kultowego, obitego blachą DeLoreana, w tle leci wywołujący ciarki na plecach chwytliwy motyw muzyczny skomponowany przez Alana Silvestriego, a ty uciekasz w panice przed przeciwnikami, robisz perfekcyjne obroty o 180 stopni na wąskiej uliczce i zostawiasz za sobą spektakularne, płonące ślady gumy na asfalcie. Nostalgia uderza i nie ma takiej siły, by fani Marty'ego McFlya nie uśmiechnęli się pod nosem. 

Ostatni poziom w demie na gamescomie pozwolił mi wsiąść na motocykl i przejechać się po wyspie z "Jurassic World" w towarzystwie uciekających dinozaurów. Kultowy motyw z filmu zagrzewał do walki, widoki nie pozwalały oderwać się od ekranu, a jedynym mankamentem był model jazdy skuterka, bo widać, że z jednośladami twórcy mają lekki problem. To nie będzie hit AAA na miarę Forzy czy Gran Turismo, ale współpraca z Universalem to najlepsze, co mogło się zdarzyć tej marce, wszak to nie koniec niespodzianek. Mi marzą się poziomy w scenariuszach z takich filmów jak „Szczęki” (wykorzystanie motorówki) czy przygód Bourne'a, a lista jest dłuższa. Co ciekawe, kolejne filmy nie są nigdzie sygnalizowane, nie widzimy logotypów czy nazw, wszystkiego domyślamy się z kontekstu - wskazówek reżysera, aut, którymi jedziemy, i muzyki.

Pod względem wizualnym jest schludnie i bardzo przejrzyście, ale to wystarcza, by dobrze się bawić. Dokładna data wydania pozostaje spowita mgłą tajemnicy, ale jedno jest pewne - zatwardziali fani arcade'owej rozrywki polujący na wyśrubowane czasy znajdą tu swój dom. No i szykuje się nie lada gratka dla fanów kinematografii. Nawet jeśli finalnie będzie to gra na 7/10 - czekam. Brakuje w dzisiejszych czasach takich produkcji, które będą przyjemną odskocznią od dużych produkcji AAA. Stuntman: Hollywood ma duże szanse zapchać tę dziurę. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Roger Żochowski Strona autora
Przygodę z grami zaczynał w osiedlowym salonie, bijąc rekordy w Moon Patrol, ale miłością do konsol zaraziły go Rambo, Ruskie jajka, Pegasus, MegaDrive i PlayStation. O grach pisze od 2003 roku, o filmach i serialach od 2010. Redaktor naczelny PPE.pl i PSX Extreme. Prywatnie tata dwójki szkrabów, miłośnik górskich wspinaczek, powieści Murakamiego, filmów Denisa Villeneuve'a, piłki nożnej, azjatyckiej kinematografii, jRPG, wyścigów i horrorów. Final Fantasy VII to jego gra życia, a Blade Runner - film wszechczasów. 
cropper